Przy angażowaniu kilku zmysłów - ważne jest żeby to był wybór świadomy, a nie kolejna technika nałożona na poprzednią bez refleksji. Eremitka, jeśli spróbujesz pisania z rysowaniem, to na początku ogranicz się do jednego zdania i jednej sesji, żeby zobaczyć co się dzieje, zanim zaczniesz budować na tym system.
Wracam do swojego problemu, bo trochę odbiegliśmy. Mam poczucie, że rozumiem intelektualnie, że mam wartość. Ale to rozumienie siedzi w głowie i zatrzymuje się gdzieś przed klatką piersiową. Afirmacje mi to nie przebijają. Czy ktoś miał tak, że wiedzenie i czucie były zupełnie osobno?
Eremitka, miałam dokładnie to. U mnie to był długi czas zanim jedno i drugie zaczęło iść razem. Ale mam pytanie - czy jak mówisz te zdania, to mówisz je do siebie w myślach, na głos, czy piszesz? Bo u mnie każda z tych form działała zupełnie inaczej i myślę, że to nie jest bez znaczenia.
ten opór przy mówieniu na głos to jeden z bardziej wymownych sygnałów. Nie mówię, że głos jest konieczny, ale to, że wywołuje dyskomfort, może pokazywać, gdzie leży rdzeń problemu. Ciało słyszy głos inaczej niż myśl. Czy pamiętasz, co konkretnie czułaś - zażenowanie, coś jakby fałsz w zdaniu, coś innego?
to jest ważna informacja, a nie przeszkoda. Jeśli słyszysz fałsz, to znaczy że gdzieś masz wewnętrzny głos, który koryguje. To dobrze, że go słyszysz, zamiast go nie słyszeć. Pytanie, co ten głos mówi dokładnie, kiedy to zdanie brzmi fałszywie?
Czytam i mam pytanie, może naiwne - czy nie można po prostu zacząć od zdania, które jest prawdziwe? Znaczy nie 'jestem wartościowa' jeśli to brzmi fałszywie, tylko coś mniejszego, co jest faktem. I od tego budować?
To wszystko zakłada, że człowiek umie słuchać siebie. A jak ktoś jest tak odcięty od siebie, że nie wie co czuje? Pytam, bo znam takie przypadki i wtedy żaden wewnętrzny sprawdzian nie działa, bo nie ma odpowiedzi.
To ciekawe, bo ja właśnie chyba jestem tym przypadkiem odcięcia. Nie tylko od ciała - mam wrażenie, że te afirmacje to jakbym mówiła do szyby. Z zewnątrz widzę zdanie, ale ono mnie nie dotyczy. Czy to znaczy, że w ogóle nie powinnam teraz pracować z afirmacjami?
Nie powiedziałabym, że nie powinnaś, ale może zmiana podejścia byłaby lepsza niż rezygnacja. Mówisz 'jakbym mówiła do szyby' - czy ta szyba jest zawsze, przy każdym zdaniu? Czy są momenty, kiedy jakieś zdanie przechodzi trochę bliżej?
i tu jest sedno. Zdania faktualne a zdania tożsamościowe to dwie różne kategorie i nie działają tak samo. Masz już wewnętrznie gotową odpowiedź na pytanie, co ta różnica oznacza dla twojej pracy z afirmacjami?
Według mnie to kwestia tego, że afirmacje tożsamościowe trzeba po prostu dłużej powtarzać, aż stają się automatyczne. Słyszałam, że mózg potrzebuje około 21 dni żeby wyrobić nowy nawyk i tyle samo czasu zajmuje zmiana przekonania.
A czy ktoś próbował zapisywać, jak zmienia się reakcja na dane zdanie w czasie? Coś w stylu dziennika, gdzie co kilka dni ocenia się 'jak to zdanie brzmi teraz'? Bo wydaje mi się, że bez jakiegoś śledzenia ciężko zauważyć postęp, który jest powolny.
Wracając do tego, co mówiła Eremitka o tej szybie - mnie to brzmi znajomo i zastanawiam się, czy to nie jest czasem kwestia tego, że sama afirmacja jest za bardzo oderwana od czegokolwiek konkretnego w życiu. Jak nie ma żadnego zaczepu w rzeczywistości, to zdanie wisi w powietrzu i nic z nim nie wychodzi.
to, co napisałaś, że nie masz w pamięci takiej sytuacji - to mnie zatrzymało. Bo jak w takim razie w ogóle zacząć? Czytałem, że afirmacje mają budować nowe ścieżki, ale jeśli nie ma żadnego punktu startowego, to na czym je oprzeć?
to nie jest ślepy zaułek, chociaż rozumiem, dlaczego tak to czujesz. Brak dostępu do wspomnienia nie oznacza, że doświadczenie nigdy nie istniało - często jest schowane za przekonaniem, że 'to się nie liczyło'. Ale chcę zapytać wprost: czy masz pewność, że takiej sytuacji nie było, czy raczej masz pewność, że jej nie pamiętasz albo ją zdyskwalifikowałaś?
tak, to klasyczny mechanizm - coś dobrego się zdarza, ale umysł natychmiast szuka powodu, żeby tego nie przypisać sobie. I właśnie dlatego afirmacja tożsamościowa nie ma się czego złapać. Bo każdy potencjalny dowód jest od razu odrzucany zanim zdąży zbudować podstawę.
zdania tożsamościowe mają swoje miejsce, ale moim zdaniem przedwcześnie stosowane działają odwrotnie do zamierzonego - pogłębiają poczucie niespójności, bo człowiek słyszy twierdzenie i natychmiast czuje, że to nieprawda. Zdania faktualne budują podłoże. To nie jest ominięcie celu, to jest droga do niego.
Mam wrażenie, że za bardzo komplikujemy temat. Afirmacja to afirmacja - jeśli ją powtarzasz, to w końcu zadziała. Może po prostu trzeba więcej czasu i większej regularności, a nie zmieniać całą metodę.
Mam pytanie praktyczne - jak sformułować to 'miększe' zdanie? Bo jak zaczynam od 'jestem wartościowa', a to za dużo, to co zamiast tego? 'Mogę być wartościowa'? 'Uczę się widzieć swoją wartość'? Brzmi trochę niezręcznie.
'mniej ambitnie' to dobre spostrzeżenie. Mnie też to gnębiło - że robię coś za słabego. Ale chyba to jest właśnie ta pułapka, że chcemy od razu zdania z najwyższej półki i potem się dziwimy, że nie wchodzą.
Mam pytanie, bo czytam ten wątek od początku i coś mi się nie klei. Mówicie o zdaniach 'miękkich' i 'tożsamościowych' - ale skąd wiadomo, kiedy jest się gotowym przejść z jednych na drugie? Jest jakiś sygnał?
To co piszesz Blanka_D trochę mnie niepokoi. Bo ja mam właśnie ten drugi wariant - afirmacje schodzą gładko, ale jak ktoś powie coś krytycznego, to jest tak samo źle jak zawsze. Myślałam, że to kwestia czasu, a teraz wychodzi, że może tkwię w tym wyciszeniu?
to nie jest wyrok, tylko informacja. Wyciszenie to etap przejściowy, który wiele osób myli z postępem. Pytanie, ile czasu pracujesz tymi samymi zdaniami bez zmiany?
kilka miesięcy na tym samym poziomie to sygnał, że czas zmienić podejście, nie tylko słowa. Sama zmiana sformułowania przy zachowaniu tej samej struktury zdania tożsamościowego nie wystarczy, jeśli mechanizm odrzucania działa w tle.
A ja mam inne pytanie do całej tej rozmowy. Wspominacie ciągle o 'mechanizmie odrzucania' - ale czy to jest coś, co można w ogóle poczuć w trakcie, czy dopiero po czasie to widać?
Hm, ale czy ten 'mechanizm odrzucania' to nie jest po prostu nadinterpretacja zwykłego zmęczenia po sesji? Nie wszystko musi mieć głębsze znaczenie psychologiczne.
No dobrze, ale czy jest w ogóle jakiś sposób na to, żeby sprawdzić, na czym się jest? Bez czekania miesiącami i potem stwierdzania, że coś nie działało?
