Czytam ten wątek i mam wrażenie, że wy mówicie o czymś zupełnie innym niż to, co się zwykle słyszy o afirmacjach. W tych wszystkich kursach to zawsze: 'jestem piękna, jestem silna, przyciągam obfitość'. A tu wychodzi, że to może być najgorszy punkt startowy?
Właśnie to poczucie, że ze mną coś nie tak, mam po każdym tygodniu bez efektów. Myślałam, że robię za mało, za rzadko, za krótko. A tu wychodzi, że może po prostu zaczynam od złego miejsca.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że komplikujemy prostą sprawę. Afirmacje działają przez powtarzanie i czas. Neuroplastyczność i tak dalej. Może po prostu ktoś jest niecierpliwy?
Wracam do tego, o czym mówiłam wcześniej. Czyli jeśli przez kilka miesięcy byłam w tym wyciszeniu, to te miesiące były stracone? Czy cokolwiek z tego zostało?
Nie wiem, czy stracone to właściwe słowo. Mnie w podobnej sytuacji pomogło spojrzenie na to inaczej: może przez te miesiące nauczyłam się obserwować własne reakcje, nawet jeśli przekonanie się nie zmieniło. To też coś, choć nie to, czego szukałam.
Zgadzam się z Anusia_H w jednym - obserwacja to nie jest zero. Ale warto teraz zacząć od rzeczy konkretnej. Weź jedno zdanie z poziomu 6-7, nie tożsamościowe, raczej behawioralne, i zanotuj, jak na nie reagujesz za tydzień. Nie w trakcie sesji, ale w sytuacji, która normalnie wywoływała opór.
Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Krokusik_53, dotyczy też mnie. Przez te miesiące nie prowadziłam żadnych notatek. Miałam wrażenie, że czuję postęp, ale teraz gdy o tym myślę, to może po prostu nie pamiętam tych gorszych momentów na tyle dobrze, żeby porównać?
Mnie się podobna historia przytrafiła. Przez jakiś czas byłam pewna, że idzie lepiej, a potem w trudniejszym momencie wyszło, że wróciłam dokładnie do punktu startowego. Notatki nie rozwiązują wszystkiego, ale przynajmniej masz coś konkretnego zamiast własnego wrażenia, które może się mylić.
To, co pisze Anusia_H, trochę mnie przeraża. Że można miesiącami robić coś i być w tym samym miejscu bez żadnego sygnału, że coś nie działa. Jak w ogóle wcześniej to zauważyć, nie czekając na jakiś nieprzyjemny test?
Czy ktoś z was próbował połączyć to, o czym mówi Gustlik71, z afirmacjami jednocześnie? To znaczy w tej samej praktyce najpierw pisanie skąd pochodzi przekonanie, a potem afirmacja jako odpowiedź na to, co wyszło? Zastanawiam się, czy to nie jest bardziej sensowny porządek niż samo powtarzanie.
próbowałam czegoś podobnego przez kilka tygodni. Najpierw pisałam skąd pochodzi przekonanie, a potem układałam afirmację jako bezpośrednią odpowiedź na to, co wyszło. Nie z głowy, ale właśnie z tego, co wypisałam. I powiem ci, że te afirmacje były zupełnie inne niż te, których używałam wcześniej. Bardziej osobiste, mniej ogólne. Ale nie wiem, czy to działa szybciej, czy tylko inaczej.
To, co opisuje Anusia_H, to klasyczny problem z tak zwanym habituacją. Mózg przestaje reagować na bodziec, który jest zbyt powtarzalny. Dlatego to samo zdanie po tygodniu działa słabiej niż pierwszego dnia, nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że stało się tłem. Trzeba je co jakiś czas modyfikować, lekko, żeby zachować świeżość reakcji.
Dodam do tego, co mówi Blanka_D. Chodzi o to, żeby afirmacja trafiała za każdym razem w coś żywego, nie w schemat. Dlatego sama metoda Eremitki, czyli pisanie skąd pochodzi przekonanie i potem budowanie afirmacji z odpowiedzi, ma sens właśnie dlatego, że za każdym razem możesz dotknąć innego kawałka tego samego problemu. A każdy kawałek wymaga innego zdania.
Czyli w praktyce to miałoby wyglądać tak: siadam, pytam siebie skąd wiem, że nie jestem wystarczająca, wypisuję co wychodzi, i z tego buduję zdanie na ten dzień? I tak każdego dnia na nowo, zamiast mieć jedną stałą afirmację?
mniej więcej tak, ale nie musisz codziennie od zera. Możesz mieć trzy, cztery zdania bazowe i rotować je, a pisanie robić raz, dwa razy w tygodniu, żeby sprawdzić, czy coś się przesunęło. Codzienne głębokie pisanie o tym samym może być wyczerpujące.
Mnie to ciekawi, bo ja mam jedno przekonanie, ale przy każdym pisaniu wychodzi to samo. Dosłownie te same zdania. Czy to znaczy, że stoję w miejscu, czy że to przekonanie jest po prostu bardzo centralne?
Wracając do tego, o czym pisała Eremitka na początku. Zastanawia mnie jedna rzecz: czy to połączenie pisania i afirmacji nie wymaga dużo więcej czasu niż sama afirmacja? Bo o ile samo powtarzanie zdania można robić przy kawie, o tyle pisanie bez cenzury i szukanie odpowiedzi to już inna skala zaangażowania.
raz w tygodniu przy takim pisaniu to naprawdę nie jest mało. Problem z codziennymi afirmacjami bez tego podłoża jest taki, że możesz powtarzać zdanie przez rok i nic się nie zmieni, bo nie ma nic, do czego to zdanie ma trafić. Raz w tygodniu głębiej jest moim zdaniem lepsze niż codziennie płytko.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku. Czy to, o czym mówicie, pisanie skąd pochodzi przekonanie, szukanie warstw i tak dalej, to jest jeszcze afirmacja, czy to już coś innego? Bo ja rozumiałam afirmacje jako po prostu powtarzanie pozytywnych zdań, a to brzmi bardziej jak terapia pisaniem.
