Ale skąd wiadomo kiedy przejść z progresywnej na twierdzącą? Czekasz aż poczujesz że to zdanie jest prawdziwe, czy jest jakiś inny sygnał?
Ja miałam podobnie i w końcu zmieniłam całe zdanie, nie tylko formę. Okazało się że opór nie był wobec gramatyki tylko wobec treści - afirmowałam coś czego tak naprawdę nie chciałam, tylko myślałam że powinnam chcieć. To dość nieprzyjemne odkrycie.
Ten wątek z journalem jest ważny. Ja też mam tak, że afirmacje poranne i to co zapisuję wieczorem czasem ze sobą rozmawiają - i nie zawsze się zgadzają. Ale nie uważam tego za problem, raczej za informację.
Galdr wymaga dokładnie tego samego - zanim wypowiesz formułę, musisz wiedzieć co przywołujesz i czy tego naprawdę chcesz. Słowo bez czystej intencji leci w próżnię. To samo dotyczy afirmacji. Forma może być poprawna, ale jeśli nie ma za nią wyraźnej woli, efekt będzie słaby albo żaden.
Mam pytanie do tego co mówiła Witchling80 o journalu. Czy to znaczy że afirmacje działają lepiej w połączeniu z pisaniem, czy one mogą działać samodzielnie? Pytam bo rano nie mam czasu na pisanie, tylko na powiedzenie kilku zdań zanim wyjdę.
Do tego tematu uwagi - to chyba największa zmienna w całej tej dyskusji. Można mieć idealne zdanie, dobrą formę gramatyczną, czas progresywny, kotwicę w przeszłości - i nic z tego, jeśli powtarzasz na autopilocie. U mnie działa tylko rano, przed telefonem i przed kawą. Jak wchodzi bodziec z zewnątrz, okno się zamyka.
A co z osobami które budzą się i od razu są w pełni przytomne i rozgadane wewnętrznie? Ja tak mam - zanim otworzę oczy to już mam w głowie trzy sprawy do załatwienia. Nie ma tego okna.
Wracając do tego co mówiła Mimoza_85 o braku okna - ja przez długi czas myślałam tak samo. W końcu przestałam szukać okna rano i przeniosłam afirmacje na chwilę przed zaśnięciem. I efekty były podobne, może nawet trochę wyraźniejsze. Nie wiem czy to ma sens teoretycznie, ale praktycznie u mnie zadziałało.
Właśnie - mi się wydaje że łączenie obu momentów daje najlepszy efekt. Wieczorem coś spokojniejszego, rano coś bardziej konkretnego pod dzień. Ale to wymaga żeby mieć dwa różne zestawy zdań, a część osób ma jedno i stosuje wszędzie. Czy ktoś rozróżnia te dwa zestawy?
Tak robię od dawna i uważam że to ma sens. Wieczorna formuła to przede wszystkim zamknięcie tego co było, poranna to kierunek na to co będzie. W pracy z galdr też rozróżnia się formuły według celu i czasu działania - nie ma jednej runy na wszystko i nie ma jednej formuły na każdy moment.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie - czy te zestawy zdań powinny być stałe, na tygodnie czy miesiące, czy raczej zmieniać się w zależności od tego co aktualnie przeżywamy? Bo nie wiem czy mam trzymać się jednego zdania długo czy szukać nowego co jakiś czas.
Mam wrażenie że do tej praktyki trzeba mieć już jakąś uważność, żeby w ogóle to wszystko rozróżniać. Ja rano jestem w trybie przeżycia - wstaję, budzę dzieci, robię śniadanie. Nie ma kiedy obserwować ciała. Czy to w ogóle można robić w biegu?
A czy ktoś próbował mówić afirmacje na głos kontra w głowie? Bo ja przez długi czas mówiłam cicho do siebie i miałam wrażenie że to trochę działa, ale jak zaczęłam mówić na głos - nawet szeptem - coś się zmieniło. Nie wiem czy to kwestia słyszenia własnego głosu, czy po prostu byłam wtedy bardziej skupiona.
Słyszenie własnego głosu robi różnicę i to nie jest przypadek. W tradycji nordyckiej galdr to właśnie śpiewanie lub mówienie na głos - wierzono że dźwięk jest nośnikiem intencji, że słowo wyśpiewane ma inną jakość niż pomyślane. W nowoczesnej praktyce afirmacyjnej też się to pojawia, choć z innych przyczyn - sam akt mówienia angażuje więcej zmysłów i wymaga większego skupienia niż myśl.
Dodam coś do tego wątku z głosem - jest też kwestia tempa mówienia. Jeśli afirmację mówimy szybko, mechanicznie, jak listę zakupów, efekt jest inny niż gdy każde słowo jest wypowiedziane z pauzą. To nie musi być medytacyjne spowolnienie, ale jakieś minimum skupienia na każdym słowie. Przynajmniej u mnie ta różnica była wyraźna.
No dobra, to macie sposób na to żeby sprawdzić czy jesteś obecny czy nie? Bo to brzmi jak kolejna rzecz którą trzeba monitorować rano, do listy już dość długiej.
Z mojego doświadczenia ten etap analizowania czy robię to dobrze trwał jakieś dwa tygodnie i potem po prostu zniknął. Wiem że to mało konkretne, ale chyba nie ma skrótu - na początku jest więcej myślenia o samej praktyce niż praktyki, i to mija.
Właśnie to co napisałaś mi ulżyło, że ten etap analizowania mija. Bo ja naprawdę siedzę na tym od tygodnia i każdego ranka zastanawiam się czy to robię dobrze zamiast po prostu to poczuć. Może po prostu za bardzo przykładam do tego wagę.
To może mieć sens żeby przez kilka dni zrobić przerwę i potem wrócić - wtedy kontrast jest wyraźniejszy. Przynajmniej u mnie tak to działało, zrobiłam kiedyś tydzień przerwy i dopiero wtedy zobaczyłam że jednak coś robiło robotę, bo bez tego rano byłam wyraźnie gorsza.
Mam pytanie które pewnie jest naiwne ale czemu nie zapytać. Czy te afirmacje poranne działają inaczej niż powiedzmy wieczorne albo w środku dnia? Coś szczególnego jest w tym poranku czy to bardziej kwestia nawyku o konkretnej porze?
Wróćcie na chwilę do tego co Berkana pisała o szepcie. Mam konkretny problem - mieszkam z rodzicami i rano wszyscy wstają mniej więcej w tym samym czasie, nie ma momentu żebym był sam nawet przez minutę. Czy to w ogóle jest do zrobienia w takiej sytuacji?
A skąd wiedzieć że dane zdanie 'czujesz'? Bo to słyszę w tym wątku często i zastanawiam się co to konkretnie znaczy. Że nie wywołuje oporu? Że jest przyjemne? Że po prostu brzmi prawdziwie?
to zdanie 'każdego dnia jestem spokojniejsza' - czy to nie jest trochę za mało ambitne? Mam na myśli, że brzmi jak coś co i tak się dzieje samo, nie jak coś do czego dążę.
Ciekawe co Berkana mówi o stresie bo ja to właśnie tak zaczęłam zauważać. Nie przez jakieś wydarzenie, tylko przez to że przestałam reagować z opóźnieniem na małe rzeczy. To był pierwszy sygnał że cokolwiek się zmienia. Wcześniej wstawałam już nakręcona zanim cokolwiek się stało.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku. Czy ktoś miał tak, że afirmacje poranne poprawiały nastrój na dwie, trzy godziny, a potem wszystko wracało do normy albo gorzej? Jak to się nazywa i czy to normalny etap?
Mam pytanie do wszystkich bo nie jestem pewien czy dobrze rozumiem. Czy te afirmacje to trzeba mówić głośno czy wystarczy w myślach? Bo czytałem różne rzeczy i jedni mówią że musi być głos, drudzy że intencja ważniejsza.
Wróćcie chwilę do tego co mówiła Dalia o reagowaniu na małe rzeczy. Mnie to bardzo trafia bo ja właśnie tego szukam. Jak długo u ciebie to trwało zanim to zauważyłaś? Pytam o czas, nie o metodę.
