Mam ADHD i od jakiegoś czasu próbuję regularnie pracować z afirmacjami. Problem jest taki, że klasyczne podejście - siadasz, powtarzasz 10 razy to samo zdanie, najlepiej przed lustrem - u mnie kompletnie nie działa. Po trzecim powtórzeniu mój mózg jest już zupełnie gdzie indziej. Zastanawiam się, czy ta cała liniowa powtarzalność, na której opiera się większość metod, ma w ogóle sens przy ADHD, czy może trzeba to robić zupełnie inaczej. Czy ktoś z was miał podobny problem i znalazł jakieś wyjście?
Ja mam podobnie, choć nie mam diagnozy, ale skupienie na jednej rzeczy przez dłuższy czas to dla mnie koszmar. Próbowałem tych afirmacji rano przy kawie, ale po chwili zacząłem myśleć o robocie, potem o rachunkach i tak dalej. Nie wiem czy to ADHD czy po prostu mój charakter, ale efektów żadnych nie widziałem. Jak ty w ogóle sobie radzisz z tym, żeby chociaż zacząć?
Pytanie o liniowość jest tu naprawdę kluczowe. Afirmacje nie muszą działać przez mechaniczne powtórzenie - to jest jedno z najczęstszych nieporozumień. Chodzi o to, żeby umysł przyswajał dane przekonanie, a nie odliczał kolejne repetycje jak na siłowni. Przy ADHD ten mechanizm powtórzenia może wręcz zadziałać odwrotnie - monotonia wywołuje opór i mózg wyłącza się jeszcze szybciej. Widziałam to u kilku osób, z którymi pracowałam. Czy próbowałaś krótkich, jednozdaniowych afirmacji w ruchu, zamiast siedzieć w miejscu?
Ja też mam ADHD i testowałam różne podejścia. Przez jakiś czas nagrywałam własne afirmacje i puszczałam je sobie w tle, kiedy sprzątałam albo gotowałam. Nie skupiałam się na nich aktywnie, ale były gdzieś z tyłu. Szczerze? Nie jestem pewna czy to działa, czy tylko mam dobre samopoczucie bo coś 'robię'. Ciekawa jestem co Kometka80 myśli o takim pasywnym słuchaniu.
Ten problem z przypisaniem efektu konkretnemu ćwiczeniu jest zresztą generalnie bolączką całej tej dziedziny. Ale wracając do sedna tematu - przy ADHD mechanizm afirmacji wymaga modyfikacji nie dlatego, że afirmacje 'nie działają', ale dlatego że umysł z ADHD przetwarza bodźce inaczej. Monotonne powtórzenie to dla takiego umysłu słaby bodziec. Silniejszy bodziec to nowość, ruch, emocja. Dlatego krótka, zmieniana co kilka dni afirmacja połączona z jakimś działaniem fizycznym może dać więcej niż dwadzieścia powtórzeń tego samego zdania na siedząco.
Czytam i mam pytanie może naiwne - skoro afirmacja ma być 'nowa', to czy ciągłe zmienianie jej treści nie niszczy całego celu? Wydawało mi się, że chodzi właśnie o to, żeby to samo wchodziło do głowy przez długi czas. Jak to ma działać, jeśli się zmienia co kilka dni?
Chciałam tylko dorzucić jedno zastrzeżenie do całej rozmowy. Mówimy o ADHD jak o jednorodnej rzeczy, a to spektrum bardzo różnych doświadczeń. Ktoś z przewagą nieuwagi będzie miał inne trudności niż ktoś z przewagą nadruchliwości. Metoda z ruchem może świetnie działać na jedną osobę i zupełnie nie pasować do drugiej. Zanim ktoś pójdzie w jakiś konkretny kierunek, warto to w sobie rozpoznać.
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać o jedną rzecz. Mówicie o afirmacjach 'w ruchu' - czy spacer to wystarczy, czy powinno to być jakieś bardziej świadome połączenie, jak np. z oddechem? Ćwiczę medytację i zawsze uczono mnie, że oddech to kotwica dla umysłu. Może to mogłoby pomóc też przy afirmacjach?
A czy w ogóle musi to być mówione? Rozumiem że afirmacja to powtarzanie, ale np. pisanie jej w dzienniku liczy się? Słyszałem gdzieś że pisanie angażuje inaczej niż mówienie.
Czytam od początku i mam wrażenie, że rozmowa kręci się wokół tego jak robić afirmacje, ale nie padło jedno pytanie - a jakie konkretnie afirmacje mają sens przy ADHD treściowo? Bo może problem nie leży tylko w metodzie powtórzenia, ale w tym że klasyczne afirmacje pokroju 'jestem skupiona i spokojna' brzmią dla mózgu z ADHD jak oczywisty fałsz i umysł natychmiast je odrzuca?
ta forma ma kilka nazw w zależności od źródła. Najczęściej spotkasz się z pojęciem 'afirmacji pomostowych' albo 'afirmacji procesowych'. Chodzi o to, żeby zdanie opisywało ruch, a nie stan - 'staję się', 'uczę się', 'coraz częściej' zamiast 'jestem' i 'mam'. Claude Steele pisał o tym w kontekście self-affirmation theory, choć nie używał tej terminologii. Ale żeby być precyzyjna - to nie jest żadna ugruntowana szkoła z podręcznikami, raczej zbiór praktycznych wniosków różnych badaczy.
A wracając do tego pisania, które wcześniej wspomniałem - rozumiem że przy ADHD skupienie jest trudne, ale może właśnie pisanie ręcznie jest lepsze niż mówienie, bo jest wolniejsze i nie można tak łatwo odpłynąć myślami? Jak coś piszę, to przynajmniej wiem, że siedziałem przy tym tyle czasu ile zajęło mi zapisanie jednej linijki.
O, to znam bardzo dobrze. U mnie z mówieniem jest podobnie - zaczynam afirmację i po chwili mój głos mówi jedno, a głowa jest już zupełnie gdzie indziej. Stąd moje pytanie z początku o tę liniowość - bo właśnie ten problem miałam na myśli. Nie tyle 'nie chce mi się', co 'byłam i odpłynęłam bez wiedzy kiedy'.
Dokładnie to samo mi się przydarza. Ciekawe, że zarówno mówienie jak i pisanie mogą prowadzić do tego samego odpływania - tylko w innym tempie. Czy ktoś próbował czegoś, co zatrzymuje ten dryfowanie, zanim w ogóle się zacznie? Jakieś konkretne wejście przed afirmacją?
Wracam do tego, co pisałam wcześniej o treści afirmacji - bo mam wrażenie, że trochę rozeszliśmy się w stronę techniki wykonania i tracimy wątek. Kinia05, miałaś już jakieś przemyślenia, jakich treści próbowałaś i co budziło w tobie ten opór, o którym pisała Diablica? Chodzi mi o to, żeby móc porównać, czy to naprawdę kwestia formy czy właśnie tych konkretnych słów.
i to jest właśnie najlepszy dowód na to, że intuicja często wyprzedza teorię. To, co opisujesz, jest dokładnie tym wzorcem, o którym mówi dysonans afirmacyjny w praktyce. Warto tylko zwrócić uwagę na jedno - 'każdego dnia' może być pułapką przy ADHD, bo jeśli któregoś dnia się nie uda, masz wrażenie, że afirmacja się 'nie sprawdziła'. Rozważyłabyś wersję bez tego 'każdego dnia'?
To jest w ogóle szerszy problem z afirmacjami pisanymi pod 'idealny' scenariusz - każde potknięcie staje się dowodem na porażkę zamiast być po prostu dniem. Przy ADHD to szczególnie destrukcyjne, bo dni bez kontynuacji będą. To nie wyjątek, to część tego jak ten mózg funkcjonuje. Afirmacja, która to uwzględnia, ma po prostu większe szanse przeżyć pierwsze tygodnie.
Ale czy nie traci wtedy siły? Jeśli afirmacja z góry zakłada, że będę ją robić nieregularnie, to czy nie jest to trochę jak projektowanie porażki w sam środek praktyki?
Słucham tej rozmowy i mam jedno z boku pytanie - mówimy cały czas o ADHD, ale czy te zasady dotyczące formy afirmacji mają sens tylko przy ADHD, czy może po prostu wszyscy powinniśmy tak robić? Bo część tego, co tu pada, brzmi jakby odnosiło się do każdego umysłu.
I to chyba najważniejszy wniosek z całej tej rozmowy - nie że afirmacje przy ADHD nie działają, tylko że wymagają inaczej ustawionych warunków, żeby w ogóle miały szansę. Małe zmiany w treści i formie, które dla kogoś innego byłyby kosmetyką, tutaj robią zasadniczą różnicę. Przynajmniej tak to u mnie wygląda.
Ale to 'coraz łatwiej mi wracać' - czy to nie jest tak samo ogólne jak to, co wcześniej nie działało? Bo rozumiem, że chodzi o brak pułapki z codziennością, ale sama treść jest dość... rozmyta. Skąd wiesz, że wracasz? Co miałoby być miarą tego wracania?
to nie jest próżnia, tylko brak pętli zwrotnej. Mózg uczy się przez porównywanie stanów - był tu, jest tu, zmienił się tam. Afirmacja procesowa nie daje tego punktu porównania i dla niektórych umysłów, szczególnie tych, które mocno potrzebują natychmiastowej gratyfikacji, to może być właśnie ta dziura. Pytanie brzmi: czy Kinia05 potrzebuje afirmacji jako przypomnienia kierunku, czy jako informacji o progresie? To dwie różne funkcje.
U mnie to było zdecydowanie unikanie. Po kilku dniach zacząłem przekładać ten moment na 'za chwilę' i ta chwila nigdy nie przychodziła. Nie wiedziałem, że to może znaczyć coś konkretnego o treści.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że docieramy do czegoś ważnego - że afirmacja przy ADHD powinna opisywać ruch, nie stan. Stan można zakwestionować od razu. Ruch jest trudniej obalić, bo zawsze coś się dzieje, nawet jeśli wolno.
Mam jedno pytanie z boku, bo śledzę tę rozmowę od początku i cały czas mam tę samą wątpliwość - czy w ogóle zakładamy, że afirmacje działają i szukamy jak je dopasować do ADHD, czy raczej sprawdzamy, czy w ogóle mają sens przy ADHD? Bo mam wrażenie, że trochę jedno, trochę drugie.
O, pytania to coś, czego nie próbowałam. Zawsze miałam wrażenie, że afirmacja musi być stwierdzeniem, bo po to jest - żeby stwierdzać. Ale jak słyszę tę logikę z mózgiem i pytaniami, to zaczynam się zastanawiać, czy nie tędy powinnam była iść od początku. Muszę to sprawdzić.
ale czy pytania to nie jest po prostu obejście problemu? Zamiast zmienić przekonanie, zadajesz mózgowi zadanie domowe i liczysz, że sam dojdzie do właściwej odpowiedzi. Nie wiem, czy to działa inaczej niż klasyczna afirmacja, czy po prostu inaczej brzmi.
