Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy sposób, w jaki zaczynamy poranek, naprawdę ma wpływ na resztę dnia - i chyba tak jest. Przez kilka tygodni zamiast sięgać po telefon tuż po przebudzeniu, powtarzam sobie dwa, trzy zdania, zanim jeszcze wstanę z łóżka. Nie mam jakiegoś gotowego zestawu, bardziej dostosowuję do tego, co czuję konkretnego dnia. Czasem to coś bardzo prostego - 'daję sobie dziś przyzwolenie na spokój', czasem coś bardziej konkretnego jeśli wiem, że czeka mnie trudny dzień. Zmiana jest subtelna, ale realna. Czy ktoś z was ma swoje sprawdzone formułki poranne? Pytam bo jestem ciekawa, czy lepiej działa coś ogólnego, czy jednak afirmacje skrojone pod konkretną sytuację.
U mnie działa to podobnie, ale musiałam trochę poeksperymentować zanim znalazłam coś, co nie brzmi sztucznie. Na początku powtarzałam rzeczy w stylu 'jestem silna i pewna siebie' i po prostu... nie wierzyłam w to. Umysł od razu odpowiadał 'no nie jesteś'. Przełom był kiedy zaczęłam formułować afirmacje jako coś, co się dzieje - 'wybieram dziś spokój', 'pozwalam sobie na dobre rzeczy'. Mniej deklaratywnie, bardziej jak decyzja. Ciekawe jest to co napisałaś o dostosowywaniu do dnia - ja też tak robię, ale mam jedno zdanie bazowe, które zostaje na stałe, reszta się zmienia.
A czy to naprawdę działa czy to tylko takie... wmówienie sobie czegoś? Szczerze pytam, bo brzmi to trochę jak oszukiwanie samego siebie. Jak powtarzam że jest dobrze a jest niedobrze, to mózg nie wie, że kłamię?
To jest częste pytanie i rozumiem skąd się bierze ten sceptycyzm. Chodzi o to, że afirmacje nie mają działać jak kłamstwo, które sobie wciskamy. Przynajmniej nie powinny. Gdy mówisz 'jestem zdrowa i szczęśliwa' podczas gdy boli cię głowa - to rzeczywiście brzmi absurdalnie i umysł to odrzuca. Ale gdy formułujesz to jako intencję albo kierunek - 'wybieram dziś skupienie' albo 'jestem w stanie spokojnie przejść przez ten dzień' - to zupełnie inna sprawa. Mózg nie reaguje na gotowy stan, tylko na możliwy kierunek. Siatka aktywacji siatkówkowej - po polsku po prostu układ siatkowaty - filtruje to, na co zwracamy uwagę. Jeśli rano nstawisz go na 'spokój', przez resztę dnia będziesz częściej zauważał rzeczy, które temu sprzyjają. To nie magia, to mechanizm.
A przepraszam że się wtrącę, ale czy jest jakaś różnica między afirmacją a modlitwą? Bo jak tak patrzę na to co piszecie to brzmi podobnie. Też powtarzasz sobie coś rano, też to ma działać na nastrój.
To jest ciekawe pytanie, ale odpowiedź zależy od perspektywy. Modlitwa zwraca się na zewnątrz - do siły wyższej, do bóstwa, do czegoś poza tobą. Afirmacja zwraca się do siebie, aktywuje twoje własne zasoby. W praktykach runicznych mamy coś pomiędzy - galdr, czyli śpiewane lub mówione zaklęcia, które jednocześnie aktywują wewnętrzną siłę i wchodzą w rezonans z zewnętrznym porządkiem. Ale jeśli masz praktykę duchową i twoja modlitwa rano daje ci spokój i koncentrację - to spełnia podobną funkcję. Forma jest drugorzędna, liczy się intencja i regularność.
No właśnie, 'słowo ma wagę' - ale czy to nie jest tylko metafora? Bo rozumiem, że regularność działa, nawyk poranny działa, skupienie uwagi działa - to wszystko ma psychologiczne uzasadnienie. Ale gdy mówicie o 'stanie alfa' czy 'wadze słowa' to czy macie na to coś więcej niż intuicję? Pytam bez złośliwości, naprawdę ciekaw jestem, skąd to się bierze.
Właśnie zaczęłam próbować czegoś takiego rano i mam pytanie - ile razy powtarzać? Czytałam gdzieś że trzy razy, gdzie indziej że dwadzieścia jeden. Czy ta liczba w ogóle ma znaczenie?
Wrócę do tego co pisała Witchling80 o brzmieniu sztucznie - to jest chyba kluczowa sprawa. Jak afirmacja brzmi obco, to umysł ją odpycha. Mam wrażenie, że wiele gotowych zestawów z internetu jest pisanych po angielsku i tłumaczonych dosłownie, i coś w tym gubi się po drodze. 'Jestem magnesem na obfitość' po polsku brzmi... dziwnie. Czy ktoś próbował pisać własne afirmacje od zera, w swoim języku, swoimi słowami? Jakie to daje różnice?
Tak! To jest dokładnie to. Moje pierwsze afirmacje były prawie tłumaczeniami i właśnie dlatego nie działały - nie były moje. Kiedy zaczęłam pisać własne, to nawet gramatycznie trochę inne, trochę kolokwialne, nagle coś drgnęło. Jedna z moich obecnych afirmacji to zdanie, które normalnie powiedziałabym do przyjaciółki - i to chyba właśnie dlatego działa. Brzmi jak coś realnego, nie jak cytat z plakatiku.
To co piszecie o języku jest ważne, ale chciałbym dodać jedną rzecz, bo widzę że temat idzie w kierunku czysto technicznym. Pora dnia naprawdę ma tu znaczenie nie tylko z powodu stanu alfa. W tradycjach astrologicznych świt jest momentem szczególnym - przejście, próg, zmiana warty energetycznej doby. Jeśli dodajesz do afirmacji choćby minimalną świadomość tego momentu - że stoisz na granicy nocy i dnia - to nie jest ozdoba, to jest sens. Nie mówię żeby każdy musiał to robić, ale wyrzucanie tego wymiaru i zostawienie tylko psychologicznego mechanizmu to trochę spłaszczanie tematu.
Wracając do wątku Idzika - mi się wydaje, że problem z tym 'jestem w kuchni zanim zdążyłam pomyśleć' jest szerszy. To nie jest kwestia lenistwa ani braku chęci. To nawyk przyspieszenia, który mamy wbudowany od lat. Afirmacja poranna walczy z tym nawykiem, nie tylko z nastrojem. Dlatego tak wielu odpuszcza po tygodniu.
Ta kartka przy łóżku to ciekawy pomysł. A czy treść ma znaczenie? Czy mogę napisać cokolwiek albo jest jakaś zasada co powinno być na tej kartce?
A czemu ta różnica między tarczą a zasobem w ogóle ma znaczenie? Przecież oba zdania mówią o tym samym, że dam radę.
Czyli to jest trochę jak framing w językoznawstwie - to co pominąłeś też istnieje w głowie słuchacza. To mnie przekonuje bardziej niż cała reszta rozmowy. Czy ktoś z was pracował z tym świadomie, zmieniał swoje afirmacje właśnie pod kątem tego co pomijają, a nie tylko co mówią?
W pracy z runami jest coś podobnego. Galdr - śpiewane formuły runiczne - zawsze formułuje się jako stan aktualny, nie jako odwrócenie czegoś złego. Nie 'niech strach zniknie', tylko przywoływanie tego co chcesz mieć. Hagalaz nie śpiewa się żeby przepędzić chaos, tylko żeby ożywić w sobie to co jest odpornie na chaos. To stara zasada, która wraca dokładnie w tym co tu opisujecie.
Właściwie to co mówi Berkana o formie i melodii dotyczy też zwykłych afirmacji. Mam wrażenie, że rythm zdania ma znaczenie - jak coś brzmi opor gdy czytasz na głos, to nie ma szans że będziesz to powtarzać kilka tygodni. Sprawdzałam swoje po tym kątem i jeden z ważnych filtrów dla mnie to jest: czy mogę powiedzieć to zdanie normalnym głosem, bez poczucia że gram jakąś rolę.
I to jest chyba najuczciwszy test. Nie czy brzmi mądrze, nie czy jest gramatycznie poprawne - tylko czy możesz to powiedzieć na głos bez wewnętrznego oporu. Ten opór to sygnał, nie przeszkoda do pokonania siłą.
Ten opór o którym mówi Edek - jak go odróżnić od tego, że zdanie po prostu brzmi głupio? Bo jak mówię coś na głos i czuję że to bez sensu, to nie wiem czy to sygnał że zdanie jest złe, czy że ja po prostu nie wierzę jeszcze w żadne afirmacje.
A czy to w ogóle musi być zdanie? Czytałam gdzieś że można używać pojedynczych słów albo nawet obrazów. Czy afirmacje słowne są jakoś lepsze od innych form?
Ale to trochę zmienia całą logikę afirmacji, nie? Bo klasycznie afirmacja ma tworzyć coś nowego, a tu mówisz żeby najpierw wyciągać z przeszłości. Czy to nie jest po prostu przypominanie sobie czegoś dobrego, a nie afirmowanie?
W tradycji nordyckiej jest pojęcie 'ørlog' - coś jak warstwa doświadczeń narosłych przez czas, które wpływają na teraźniejszość. Galdr nie działa wbrew tej warstwie, raczej ją przywołuje i porządkuje. To co mówi Gebda o sięganiu do przeszłości przed formułą - ma analogię właśnie tam. Nie budujesz czegoś z niczego, opierasz się na tym co już jest w twojej historii.
Wracam do tego co mówiła Dalia o rytmie zdania. Sprawdziłam swoje i rzeczywiście - dwa zdania które powtarzam od dłuższego czasu mają podobny rytm, krótkie i z akcentem na końcu. Jedno które porzuciłam po tygodniu było długie i jakby urwane. Nigdy o tym nie myślałam w tych kategoriach.
Właśnie, i to co ciekawe - nie trzeba tego analizować od razu. Ja to zauważyłam po czasie, jak spojrzałam wstecz na te które działały i te które odpadły. Nie wiem czy to reguła ogólna, ale u mnie wzorzec był wyraźny.
Czy te krótkie z akcentem na końcu to były też zdania twierdzące? Pytam bo zauważam że zdania pytające albo warunkowe prawie nigdy nie trzymają się długo w praktyce. Forma gramatyczna chyba też ma znaczenie.
To ma sens - pytanie uruchamia szukanie odpowiedzi, a twierdzenie kończy proces. Jeśli mózg dostaje pytanie, to zaczyna je sprawdzać, i nie zawsze odpowiedź jest ta, którą chciałaś. Twierdzenie jest zamknięte strukturalnie, pytanie nie.
A co z afirmacjami które są po prostu nieprawdziwe? Mówię 'jestem spokojny' a jestem nakręcony. Czy mózg nie reaguje wtedy oporem bo wie, że to nieprawda?
