czyli de facto nie wiecie co dokładnie w tym czasie robi każda z was. Jedna może czytać afirmację dziesięć razy, inna słuchać jej nagranej, inna po prostu siedzieć i myśleć. I to wszystko liczy się jako 'grupowa praktyka'?
Trochę się gubię w tej dyskusji. Czy wy uważacie że sama synchronizacja godziny ma jakieś znaczenie, czy to kompletnie bez różnicy kiedy każda robi swoje? Bo z tej rozmowy nie wynika mi jednoznaczna odpowiedź.
Mam pytanie do Wioletki_Z bo przywołała pracę z runami - czy w praktykach runicznych jest coś co można by porównać do tej synchronizacji grupowej przez internet? Chodzi mi o to czy macie jakieś odpowiedniki tej 'jednoczesności' na odległość.
A czy ta 'odpowiedzialność wobec praktyki' to nie jest po prostu presja społeczna? Jak wiem że kilka osób napisze 'gotowa' to też napiszę, nawet jak mi nie idzie. Czy to nie zaburza szczerości tej praktyki?
Właściwie Kasia_W zadała to pytanie lepiej niż ja w tytule. Bo ja pytałam czy 'wirtualne powtarzanie skutkuje', a ty pytasz czy 'wirtualna obecność wystarczy' i to jest jednak coś innego. Sama nie wiem które pytanie mnie bardziej dotyczy.
To są dwa różne pytania i chyba warto je rozdzielić. Jedno dotyczy samej techniki afirmacji - czy działa gdy robi się ją przez internet. Drugie dotyczy grupowości - czy coś dodaje fakt że inni robią to w tym samym czasie. Mieszamy oba i stąd ten chaos.
Ja mam wrażenie że ta dyskusja kręci się w kółko. Ktoś tu miał realne wyniki z takiej grupowej praktyki czy nie? Bo filozofowanie jest fajne ale mnie interesuje czy to działa w praktyce.
i to jest chyba uczciwa odpowiedź. Większość efektów które ludzie przypisują konkretnej formie praktyki, może być wynikiem samej regularności. Nieważne co robisz - jak robisz to konsekwentnie przez kilka tygodni, coś się zmienia. Pytanie czy zmiana jest głębsza albo szybsza gdy robisz to z grupą.
A czy ktoś próbował wyjść z takiej grupy i porównać? Czyli robić afirmacje dalej, ale już sam, bez tej synchronizacji z innymi? Czy wtedy coś się zmieniło?
To przypomina mi trochę to jak działa numerologia w praktyce codziennej - możesz wiedzieć teorię, ale bez jakiegoś zewnętrznego punktu odniesienia albo regularnego sprawdzania, łatwo zapomnieć o całej pracy. Grupa przez internet może pełnić dokładnie tę funkcję kotwicy, bez żadnego mistycznego wymiaru.
Ale wtedy wracamy do pytania Nokturni z wcześniejszego posta w tym wątku - czy to jest jeszcze 'afirmacja grupowa' czy po prostu 'accountability partner' w wersji zbiorowej. Nie mówię że to źle, tylko że może niepotrzebnie owijamy to w mistyczną otoczkę.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju - czy ktoś w tej grupie Zorzy ustalał kiedyś wspólnie treść afirmacji, czy każda robiła swoje? Bo to chyba dość kluczowe dla całej tej dyskusji o 'grupowości'.
czyli każda pracowała z tą samą afirmacją, ale bez ustalania jak ją rozumieć. To jest właściwie kluczowe - czy grupowość polegała na wspólnej treści, czy na wspólnym rozumieniu? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.
Mam wrażenie że rozmawiamy teraz o 'energii grupy' jakby była czymś mierzalnym, a to jest właśnie ten krok którego nie możemy zrobić bez zastrzeżeń. Co konkretnie miałoby być w tej energii? Zsynchronizowany moment? Wspólna treść? Wiedza że ktoś inny to robi?
Wracając do tego co Zorza pisała - że nie rozmawiały jak każda pracuje z afirmacją. Czy ktoś w ogóle był w grupie gdzie to ustalaliście przed praktyką? Bo może to jest właśnie zmienna której tu brakuje do porównania.
U nas nie było takiego ustalania. Przyszło mi do głowy że może właśnie dlatego ciężko mi ocenić czy to działało 'grupowo' czy po prostu działało. Ale nie sądzę żeby organizatorka celowo to pomijała - chyba po prostu przyjęła że każda wie jak pracować z afirmacją.
A w tej grupie w której byłam, też nikt nie tłumaczył jak to robić. Dostałaś afirmację, ewentualnie czas i tyle. I trochę to jest problematyczne bo jak ktoś jest na początku, to może dosłownie czytać tekst na głos i uznać że zrobiła swoje. Czy to jest ta sama praktyka co ktoś kto robi z wizualizacją i oddechem? Dla mnie to są dwie różne rzeczy.
Zastanawiam się nad czymś innym - czy miało by sens zacząć od krótkiego wspólnego ustalenia na początku sesji, zanim się zacznie? Nawet przez czat, kilka zdań o tym jak rozumiemy dzisiejszą afirmację. Czy to by zmieniło cokolwiek, według osób które mają więcej doświadczenia?
To mi trochę otwiera głowę bo przez cały wątek myślałam o grupowych afirmacjach jako o robieniu tego w tym samym momencie. A może ważniejsza jest wspólna intencja przez cały dzień, niekoniecznie godzina zero?
U nas był ustalony czas ale nie każda się go trzymała ściśle. I jakoś nikt nie czuł że to zepsuje całość. Może właśnie dlatego że ważniejsza była świadomość że gdzieś tam ktoś też to robi w ciągu dnia, niekoniecznie dokładnie o tej samej chwili. Ale nie wiem czy to coś zmienia czy nie - to jest właśnie ta granica którą tutaj cały czas próbujemy narysować.
Olaf, to dobre pytanie o tę synchronizację. Bo jeśli wystarczy świadomość że ktoś to robi w ciągu dnia, to granica między 'grupą' a 'luźną wspólnotą zainteresowań' jest naprawdę płynna. Czy wiadomo komuś, czy ktokolwiek badał jak ta świadomość wpływa na skupienie? Bo intuicyjnie rozumiem że coś daje, ale nie wiem co dokładnie.
Właśnie o to mi chodziło kiedy zaczęłam ten wątek. Nie o to żeby udowodnić że działa magicznie, tylko żeby sprawdzić czy inni mają podobne odczucia. I mam wrażenie że wielu tu miało. Chociaż cały czas nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy to 'działa grupowo' czy po prostu 'działa', a grupy tylko pomagają tego nie rzucać po tygodniu.
i myślę że to jest uczciwa konkluzja po tym wszystkim co tu napisałyście. Ale chcę dodać jedną rzecz, żeby nie zostało to bez dopowiedzenia - w pracy z intencją istotne jest nie tylko co robisz, ale w jakim stanie wewnętrznym wchodzisz do praktyki. Grupy online, jeśli działają dobrze, mogą ten stan wspierać zanim jeszcze zaczniesz. Sygnał 'startujemy' na czacie, o którym pisała Nokturnia, jest czymś realnym - to mikrorytual wejścia. Małym, ale działającym.
To co piszesz, Wioletka, tłumaczy dlaczego jednorazowe lub nieregularne grupy online mogą dawać mniejszy efekt niż te które spotykają się systematycznie. Nie chodzi o 'energię grupy' jako coś abstrakcyjnego, tylko o to że regularny kontekst buduje gotowość do wejścia w praktykę. Czy ktoś z was był w grupie która działała naprawdę długo, powiedzmy kilka miesięcy?
No i wracamy do tego samego miejsca - że nie da się ocenić czy grupowe afirmacje online 'działają' bo nie ma żadnego punktu odniesienia. Każda osoba inny stan startowy, inne rozumienie afirmacji, inne skupienie. Serio, czy ktoś w ogóle prowadził jakiś dziennik przez taki czas żeby cokolwiek porównać?
Ja próbowałam przez pierwsze dwa tygodnie, potem przestałam bo zapominałam. I to też jest jakiś wynik sam w sobie - że grupowa praktyka przetrwała dłużej niż mój dziennik. Może właśnie to jest ta realna wartość takich grup - nie magiczne wzmocnienie, tylko to że jakkolwiek to robisz, robisz to regularnie, bo czujesz się częścią czegoś.
Chyba to jest ten wniosek z całego wątku, choć nikt go wprost nie powiedział - że mechanizm grupowy działa, tylko nie jesteśmy pewni na czym dokładnie polega. Psychologia, kotwica, wspólna intencja, poczucie odpowiedzialności - to wszystko razem. Pytanie czy musi być jeszcze coś więcej, żeby to było grupowe 'w sensie ezoterycznym', czy to wystarczy?
