Mam wrażenie, że na tym forum jest mnóstwo wątków o afirmacjach na miłość, pieniądze, zdrowie... a zupełnie brakuje czegoś dla rodziców. Odkąd urodziłam drugiego, czuję się jak zombie i kompletnie zapomniałam o sobie. Zaczęłam szukać afirmacji, które w ogóle trafiają w to, co czuję jako mama, ale większość brzmi jak z jakiejś korporacyjnej ulotki: 'jestem silna, jestem spokojna, jestem doskonała'. Serio? Kiedy dziecko ryczy trzecią godzinę z rzędu, to żadna afirmacja nie przeżyje zderzenia z rzeczywistością. Może ktoś z was pracuje albo pracował z afirmacjami właśnie pod kątem rodzicielstwa? Nie chodzi mi o ogólne 'kocham siebie', tylko o coś, co naprawdę dociera do tych trudnych momentów.
Znam to doskonale. Sama mam trójkę i przez lata szukałam czegoś, co nie brzmi jak pusta mantry. Myślę, że problem z tymi gotowymi afirmacjami jest taki, że są pisane dla kogoś, kto już jest w miarę stabilny emocjonalnie. A rodzic z małymi dziećmi często nie jest. Jak jesteś po nieprzespanej nocy i mówisz sobie 'jestem spokojna i pełna energii', mózg po prostu odrzuca to jako fałsz. Numerologicznie patrząc, to co robimy z afirmacjami to próba zmiany wibracji osobistej. Ale wibracja nie zmienia się przez zaprzeczenie temu, co jest. Lepiej zacząć od czegoś, co jest przynajmniej w połowie prawdą, np. 'robię co mogę w tej chwili' zamiast 'robię wszystko perfekcyjnie'. Czy próbowałaś budować afirmacje od stanu aktualnego, a nie od idealnego?
To jest dobre pytanie i sama się nad tym kiedyś zastanawiałam. Z moich obserwacji - prowadziłam przez jakiś czas notatki z praktyki - wychodzi na to, że afirmacje, które są zbyt odległe od aktualnego stanu, rzeczywiście generują coś w rodzaju wewnętrznego oporu. Mózg to czuje jako niespójność. Natomiast te 'miękkie', zakorzenione w tym co teraz, dają często lepsze efekty na dłuższą metę. Pytanie do Marowit: czy ty budowałaś swoje afirmacje rodzicielskie od konkretnych sytuacji, czy bardziej ogólnie?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak w ogóle wiadomo, że afirmacja 'trafia'? Bo ja próbowałam kilka razy powtarzać różne zdania i nic nie czułam. Czy to znaczy, że źle robię, czy może po prostu te konkretne afirmacje nie były dla mnie?
Ja bym dodała jeszcze coś do tej rozmowy o formie afirmacji - czy pora dnia ma znaczenie? Słyszałam, że rano po przebudzeniu umysł jest bardziej podatny i afirmacje lepiej wtedy działają. Ale dla rodziców małych dzieci poranek to często totalne tornado. Zastanawiam się, czy nie lepiej robić to np. późnym wieczorem, kiedy dzieci już śpią i można się skupić. Co o tym myślicie?
Mogę się tu wtrącić z innej strony. Afirmacje dla rodziców muszą uwzględniać to, że rodzicielstwo to praca energetyczna. Kiedy oddajemy energię dzieciom przez cały dzień, musimy ją skądś uzupełniać. Afirmacje świetnie się do tego nadają, ale polecałabym łączyć je z pracą z czakrą serca i Manipurą, bo te dwie czakry u rodziców są najczęściej przeciążone. Rano, zanim wstaniesz, połóż rękę na sercu i powiedz sobie afirmację. To dosłownie sekunda, a zakotwicza cię energetycznie na dzień.
Ja mam konkretne pytanie do Irisa91 - jak się robi tę 'diagnozę' czakry? Bo nie wiem, od czego zacząć. Czy to jest coś, co można zrobić samemu, czy trzeba iść do kogoś?
Wracając trochę do sedna tematu - mam wrażenie, że afirmacje dla rodziców mają jeszcze jeden specyficzny problem. Kiedy jesteś rodzicem, bardzo łatwo popaść w poczucie winy i wtedy każda afirmacja o byciu 'dobrą mamą' może wywołać odwrotny efekt. Zamiast pocieszyć, przypomina ci, że 'powinna' być. Czy ktoś miał taki paradoks, że afirmacja zamiast pomagać, wywoływała napięcie?
Dodam coś z perspektywy ojca, bo widzę, że rozmowa idzie raczej w stronę macierzyństwa. Dla mnie afirmacje rodzicielskie były trudne z innego powodu - kulturowo mężczyźni rzadko mówią o swoich emocjach związanych z rodzicielstwem, więc samo przyznanie się do siebie, że potrzebuję czegoś takiego, było pierwszą barierą. Druga to forma - afirmacje w stylu 'jestem wrażliwym tatą' brzmiały dla mnie sztucznie. Zacząłem od afirmacji bardziej działaniowych: 'wybieram obecność zamiast rozproszenia'. To mi pasowało bardziej. Czy inni mają doświadczenie z tym, że forma afirmacji musi być dopasowana nie tylko do sytuacji, ale też do charakteru?
Chciałam zapytać o coś praktycznego - jak długo trzeba powtarzać afirmację, żeby poczuć jakąś zmianę? Czytałam różne rzeczy, jedni piszą 21 dni, inni że miesiącami nic, a potem nagle. Jak to wygląda w praktyce, szczególnie przy tym zmęczeniu rodzicielskim, kiedy ciężko o regularność?
Wieczór z notatkami to piękny pomysł, ale realistycznie - siada się wtedy na kanapie i zasypiam po pięciu minutach. Jak wy to w ogóle organizujecie? Mam wrażenie, że te wszystkie porady zakładają jakieś minimum spokoju, którego przy małych dzieciach po prostu nie ma.
To samo u mnie było przez długi czas. W końcu przeniosłem swoją praktykę na rano, ale nie na przebudzenie - na te pięć minut w samochodzie przed wejściem do pracy. Cisza, zero rozpraszaczy, trzy zdania. Niekoniecznie głośno, czasem tylko w głowie. Śmiesznie brzmi, ale jako ojciec to był jedyny moment dnia, który naprawdę należał do mnie.
To co Irisa91 powiedziała o warstwach poczucia winy - to jest coś, co mnie uderzyło. Bo mam wrażenie, że przy afirmacjach dla rodziców bardzo łatwo wpaść w pułapkę: robię afirmacje za rzadko, robię je w złym miejscu, za krótko, bez skupienia. I w efekcie afirmacja 'jestem wystarczającą mamą' generuje poczucie winy, że niewystarczająco robię afirmacje.
to jest dobre pytanie i myślę, że ta granica jest płynna. Afirmacja to zdanie, które chcesz uwewnętrznić. Jeśli 'dzisiaj byłam przy dziecku, kiedy tego potrzebowało' pomaga ci uwewnętrznić przekonanie, że jesteś wystarczającą mamą - to pełni tę samą funkcję. Forma jest różna, ale cel ten sam.
A czy ktoś próbował afirmacji skierowanych do dziecka, nie do siebie? Coś w stylu 'moje dziecko jest bezpieczne i kochane' zamiast 'jestem dobrą mamą'? Zastanawiam się, czy zmiana perspektywy cokolwiek by dała.
Zatrzymuję się przy tym, co Irisa91 napisała. Czyli chodzi o to, żeby afirmacja była odporna na kontrprzykłady? Bo teraz rozumiem, dlaczego niektóre moje próby tak szybko mi nie wychodziły. Jak tylko powiedziałam sobie 'jestem cierpliwa', to od razu przypomniał mi się konkretny dzień, kiedy krzyczałam na dzieci, i całość się rozpadała.
właśnie to. Afirmacja, która łatwo wpada w kolizję z pamięcią epizodyczną, jest po prostu źle zbudowana na tym etapie. Nie dlatego, że kłamiesz, tylko dlatego, że twój umysł ma za dużo kontrargumentów pod ręką. Trzeba zacząć od zdań, których nie jesteś w stanie od razu obalić.
Ale czy nie jest tak, że gotowe listy mają tę zaletę, że pokazują kierunek? Jak ktoś jest na początku i naprawdę nie wie, co o sobie powiedzieć, to może te gotowe zdania są punktem wyjścia, nawet jeśli nie do końca pasują?
A czy ktoś ma konkretne przykłady afirmacji, które sprawdziły się akurat przy rodzicielstwie? Nie z listy z internetu, tylko coś, co sami sformułowaliście i czujecie, że działa? Bo cała ta rozmowa jest dla mnie bardzo pomocna, ale ciągle brakuje mi jakiegoś konkretu na start.
to zdanie, które podałaś, jest naprawdę dobrze zbudowane. Nie zawiera oceny, nie obiecuje niczego idealnego, a mimo to jest pozytywne. Zastanawiam się, czy doszłaś do niego od razu, czy to był proces szukania?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was próbował afirmacji rodzicielskich rano, zaraz po przebudzeniu, zanim jeszcze zaczął się dzień z dziećmi? Zastanawiam się, czy pora ma znaczenie przy tego typu zdaniach, czy to bez różnicy.
Wracam do tego, co Strzybozka66 napisała wcześniej o 'wewnętrznym ale'. Mam wrażenie, że to jest jeden z głównych problemów przy rodzicielskich afirmacjach. Dzień z dziećmi dostarcza tyle kontrprzykładów, że umysł nie może ich nie zauważyć. Czy ktoś znalazł sposób na to, żeby afirmacja funkcjonowała nawet w środku trudnego dnia, nie tylko wieczorem w spokoju?
A kotwica to coś zupełnie innego niż afirmacja, czy to można traktować zamiennie? Bo w tym co piszesz, Franek, wydaje się, że kotwica działa w momencie kryzysu, a afirmacja bardziej profilaktycznie. Czy dobrze rozumiem?
A czy ktoś ma przykład takiej kotwicy, która działa w środku awantury z dzieckiem? Coś konkretnego, żebym mogła sobie wyobrazić, jak to wygląda w praktyce?
to brzmi jak coś, co można faktycznie zrobić. Mam poczucie, że dużo rzeczy w tej rozmowie wymaga dużo czasu i przygotowania, a to jest coś natychmiastowego. Tylko zastanawiam się - czy to słowo w głowie nie znika, jak się jest naprawdę zmęczoną i na granicy?
To mi otwiera inne pytanie. Jak długo trzeba to ćwiczyć, zanim cokolwiek zacznie działać w trudnych momentach? Bo słyszałam różne liczby - 21 dni, 40 dni, 66 dni. Czy to ma jakieś realne podstawy, czy to bardziej takie powiedzenia?
Te liczby - 21, 40, 66 dni - to głównie uproszczenia z różnych badań, które potem poszły w świat jako gotowe recepty. Badanie Phillippy Lally z UCL z 2010 roku pokazało, że czas tworzenia nawyku wynosi od 18 do 254 dni, a mediana to gdzieś około 66. Tylko że to dotyczyło prostych nawyków behawioralnych, nie zmiany głębszych przekonań o sobie jako rodzicu. Przenoszenie tej liczby wprost na afirmacje jest sporym skrótem.
