A co w sytuacji, kiedy ten głos jest bardzo głośny i zdanie afirmacji dosłownie się przy nim nie przebija? Jakby dwie stacje radiowe naraz. Pytam, bo znam to z autopsji i nie wiem, czy wtedy w ogóle jest sens powtarzać.
To co Irisa91 pisze o zaczepieniu o konkret - to mnie mocno trafia. Jak miałam małe dziecko i byłam kompletnie na dnie, to zdania ogólne były dla mnie jak z innego świata. Ale 'nakarmione, ciepłe, śpi' - to potrafiłam. Może właśnie to jest jakiś wariant afirmacji dla rodzica, po prostu nazwanie tego co jest, bez oceniania?
To co opisuje Strzybozka66 kojarzy mi się z praktyką wdzięczności, nie afirmacją. Czy to jest to samo, czy to już inna technika? Bo mam wrażenie, że tu zaczyna nam się to mieszać.
Wracając do pytania o ojców, które Kupala.ka postawiła wcześniej - zastanawia mnie coś innego. Franek pisał, że zdania emocjonalne do niego nie trafiały, działały konkretne. Ale czy to jest kwestia płci, czy raczej temperamentu i stylu przetwarzania? Bo znam kobiety, które też działają bardzo konkretem i mężczyzn, którzy odwrotnie.
To mi coś wyjaśnia. Ja miałam odwrotnie - zdania konkretne brzmiały jak lista zadań do odhaczenia i też mi nie pomagały. Działały zdania bardziej miękkie. Może faktycznie chodzi o to, co czujemy jako prawdziwe, a nie o format.
To 'mniej nieprawdziwe' to jest coś, co chcę zapamiętać. Bo jak staram się znaleźć zdanie, które jest stuprocentowo prawdziwe, to staje w miejscu. A 'mniej fałszywe' - to jakiś punkt wejścia.
I może o to chodzi w tym całym rodzicielskim aspekcie, że nie szukamy perfekcji w sobie ani w zdaniu. Szukamy czegoś wystarczającego na teraz. To by się spinało z tym, co pojawiało się na początku wątku.
Czytałam całą tę rozmowę i mam jedno pytanie, bo nie byłam pewna, czy dobrze rozumiem - czy te zdania, które tu padają jako przykłady, są propozycjami do użycia dosłownie, czy raczej kierunkiem, żeby wymyślić własne?
