Chciałam poruszyć coś, o czym rzadko się mówi wprost. Afirmacje dotyczące pewności siebie, miłości własnej, zdrowia - to łatwe do wypowiedzenia. Ale co z tematami, przy których człowiek się czerwieni już na etapie myślenia? Mam na myśli afirmacje dotyczące np. seksualności, wstydu za ciało, pieniędzy (kiedy wychodzi się z ubóstwa i czuje się 'niegodziwe' mówienie 'jestem bogata'), albo relacji z rodzicami, których się nie kocha. Próbowałam kilka razy sformułować coś szczerego w tych obszarach i dosłownie nie mogłam wypowiedzieć tego na głos. Nie z powodu braku chęci - po prostu gardło się zaciskało. Czy ktoś to zna? I jak w ogóle zacząć pracować z afirmacją, której samej nie jesteś w stanie usłyszeć z własnych ust?
Znam to bardzo dobrze. Przez długi czas nie mogłam powiedzieć na głos czegokolwiek związanego z moją wartością w kontekście pieniędzy. Wychodziłam z domu, gdzie 'skromność' oznaczała dosłownie, że nie wypada chcieć więcej. Kiedy próbowałam mówić 'zasługuję na dostatek', to nie tyle gardło - cała klatka piersiowa się spinała. Zaczęłam od pisania zamiast mówienia. Afirmacja napisana ręcznie ma inną jakość niż wypowiedziana, a jednocześnie omija ten zablokowany kanał głosowy. Z czasem zaczęłam je szeptać, potem mówić normalnie. Ale chciałam zapytać - czy u ciebie to było konkretnie jedno zdanie, które nie przechodziło, czy cały obszar tematyczny?
Wchodzę tu, bo ten temat siedzi mi od dawna. Pracowałam z afirmacjami przy rytuałach i zauważyłam, że kiedy afirmacja jest 'bezpieczna tematycznie', to działa inaczej niż kiedy dotyka czegoś wstydliwego. Przy tych drugich sama intencja jest mocniejsza, ale opór też większy. Jedna osoba, od której się uczyłam, mówiła że wstyd to informacja - pokazuje dokładnie, gdzie jest blokada energetyczna. Czyli im większy opór przy wypowiadaniu, tym ważniejsze żeby to przepracować. Ale nie siłą, tylko stopniowo. Wrotycz, a próbowałaś kiedyś pisać afirmację w trzeciej osobie? Tzn. zamiast 'ja zasługuję' pisać '[imię] zasługuje'? To czasem tworzy bezpieczny dystans.
Pozwolę sobie wtrącić perspektywę, której tu jeszcze nie ma. To co opisujecie - zaciskanie gardła, niemożność zapisania, blokada przy mówieniu - ma swoje wyjaśnienie w tym, jak działa układ nerwowy przy konflikcie przekonań. Kiedy afirmacja kłóci się z głęboko zakodowanym przekonaniem (np. 'nie zasługuję na przyjemność'), mózg odczytuje ją jako zagrożenie. Dosłownie. To nie jest słabość charakteru ani brak pracy duchowej - to reakcja obronna. Dlatego próba przeskoczenia tego siłą powtarzania może paradoksalnie wzmocnić opór, nie go zmniejszyć. Metoda stopniowania, o której mówi Zorka, ma tu swoje uzasadnienie. Ale jest jeszcze inna droga: zamiast afirmacji docelowej, zacząć od tzw. afirmacji pomostowej. Zamiast 'jestem bogata i zasługuję na dostatek' mówić 'jestem otwarta na możliwość, że zasługuję na więcej'. To zdanie nie wywołuje sprzeciwu, bo jest uczciwe - nie twierdzi czegoś, w co jeszcze nie wierzysz.
Przeczytałam cały wątek i mam pytanie może troche podstawowe, ale nie rozumiem - skąd wiadomo że blokada jest 'energetyczna' a nie po prostu psychologiczna? Bo czytam tutaj o blokadach, oporzę, i zastanawiam sie czy to nie jest po prostu zwykła trauma albo wstyd wyniesiony z domu? Czy dla afirmacji to ma znaczenie jaki to rodzaj blokady?
A co jeśli nie wiem nawet od czego zacząć? Znaczy, czytam tutaj o afirmacjach pomostowych, o pisaniu, o szeptaniu - ale jak w ogóle ustalić, które tematy są u mnie 'zablokowane'? Bo może nie mam świadomości gdzie ten wstyd siedzi?
Czy to ćwiczenie, o którym pisze Iga60, można robić samemu czy lepiej mieć kogoś do pomocy? Pytam bo trochę się obawiam, że sam sobie tego nie przerobię, a nie wiem czy chciałbym to robić z kimś na żywo.
Ja chciałam zapytać o coś konkretnego - czy jest jakaś różnica między wstydem a 'po prostu nie wierzę w tę afirmację'? Bo jak mówię sobie 'jestem atrakcyjna' to mi nie wychodzi, ale nie wiem czy to wstyd czy po prostu... kłamstwo?
Zgadzam sie z Zorką, ale chce dodać że te dwa stany często ze sobą chodzo w parze. Zaczyna sie od wstydu, a po dłuższej pracy zostaje tylko 'nie wierzę' - i wtedy właśnie afirmacje zaczynają działać normalnie. Jakby wstyd był tą pierwszą, grubą warstwą, a pod nim jest po prostu przekonanie do zmiany. Wrotycz, a powiedz mi - te tematy przy których masz blokadę, to są tematy o których nigdy nie rozmawiałaś z nikim? Bo u mnie korelacja była prosta: im bardziej temat był 'niewypowiadany' na głos w żadnym kontekście, tym trudniejsza była afirmacja.
Słucham tej rozmowy i mam jedno skojarzenie z pracy z czakrami. Gardłowa - Wiszuddha - to właśnie centrum mowy i wyrazu. Kiedy mamy coś 'niewypowiadanego', ta czakra jest zablokowana. Afirmacje w takim wypadku robione na głos mogą być zarówno objawem blokady jak i próbą jej rozpuszczenia. Ale jeśli blokada jest bardzo stara i głęboka, samo powtarzanie słów przy zamkniętej czakrze gardłowej może się mijać z celem. Ktoś tu pracował w tym kierunku, tzn. łączył pracę z afirmacjami z pracą z tą czakrą?
Wracając do pytania Wrotycz sprzed kilku postów - czy trzeba 'przepłakać' zanim afirmacja zadziała. Z mojego doświadczenia: niekoniecznie przepłakać, ale na pewno dotknąć. Miałam temat z którym nie mogłam pracować przez długi czas - afirmacje przy nim były jak mówienie do ściany. Przełom przyszedł nie przez płakanie, ale przez moment kiedy po raz pierwszy powiedziałam to zdanie komuś blisku na głos i zobaczyłam, że ta osoba tego nie odrzuciła. Jakby świadek był potrzebny. Potem mogłam to sama sobie powtarzać i już działało inaczej. Nie wiem czy to reguła, ale u mnie tak to poszło.
Ale jak długo ma trwać ten opór? Bo jeśli przez tydzień mówię sobie codziennie tę samą afirmację i za każdym razem czuję to samo ściśnięcie - to znaczy, że coś robię źle, czy po prostu za wolno idzie?
Słucham tej rozmowy i mam jedno skojarzenie - to co opisujecie jako 'bunt' albo 'stary sprzeciw' jest według mnie często związane z przekonaniami przejętymi od innych, nie własnymi. Jakby ktoś ci kiedyś powiedział 'tego się nie mówi' albo 'o tym się nie myśli' - i teraz afirmacja uderza w tamten zakaz. Nie w ciebie, tylko w głos kogoś innego w tobie. Widziałaś Wrotycz kiedyś z tej strony, że to może nie być twój własny wstyd?
Bo świadomość intelektualna i zmiana wzorca w układzie nerwowym to dwie osobne rzeczy, które nie działają w tym samym tempie. Możesz wiedzieć, że boisz się pająków irracjonalnie i ta wiedza w niczym nie zmniejszy reakcji ciała kiedy pająk wejdzie na stół. Tak samo tutaj - rozpoznanie, że 'to cudzy głos' jest krokiem, ale jeszcze nie przeprogramowaniem. To przeprogramowanie wymaga powtórzeń, doświadczeń i czasu. Dlatego afirmacje w ogóle wymagają regularności, a nie jednorazowego olśnienia.
Mam takie głupie pytanie może - a jeśli w ogóle nie potrafię zidentyfikować co jest wstydliwe? Znaczy wiem że coś mnie blokuje, czuję to, ale jak siadam żeby napisać te zdania które podawała Iga60 - to nic. Zero oporu, zero ściśnięcia, ale też zero wiary. Jakby pustka. To też jest jakaś blokada czy zupełnie co innego?
Słucham tego i zastanawiam się czy ten podział na 'stare' i 'świeże' nie jest trochę zbyt schematyczny. Znam osoby, które miały bardzo intensywne reakcje na coś, co faktycznie było nowe i nie miało głębokich korzeni. Myślę że ważniejsze pytanie przy pracy z afirmacjami jest inne - czy ten temat pojawia się regularnie, czy to incydent. Powtarzalność jest lepszym sygnałem niż intensywność.
To co Kunisia opisuje jest spójne z moim doświadczeniem. Mam wrażenie, że w pracy ze wstydem jest taki paradoks - im bardziej starasz się dotrzeć do źródła, tym lepiej umysł maskuje. Nie złośliwie, po prostu jako ochrona. I afirmacja wymierzona w 'bezpieczną' wersję problemu niczego nie zmienia, bo nie dotyka tego co naprawdę siedzi.
a jak w takim razie w ogóle wiadomo, że dochodzi się do tej głębszej warstwy? Jest jakiś sygnał? Bo trochę to brzmi jak szukanie czegoś w ciemności bez latarki.
Powiem szczerze, że ta rozmowa kręci się trochę w kółko. Kończymy na tym, że afirmacje dotyczące wstydu są trudne i trzeba pracować. Ale nikt nie mówi konkretnie - jak tę afirmację sformułować, żeby była skuteczna, kiedy już wiemy co to jest. Bo moim zdaniem kluczowy jest czas gramatyczny i pierwsza osoba. 'Jestem' zamiast 'będę'. 'Zasługuję' zamiast 'nauczę się zasługiwać'. To tyle.
To co piszecie o skurczu i oporu ciała bardzo mnie ciekawi, bo ja tego nie czuję. Czy to znaczy, że moje afirmacje są za 'bezpieczne' i nie dotykam trudnych tematów? Czy może po prostu nie mam takiej wrażliwości na sygnały z ciała?
Wracając do wątku, który pojawił się wcześniej - że głowa podrzuca 'bezpieczne' wersje wstydu. Mam wrażenie, że przy pracy ze zdaniami dotyczącymi ciała albo seksualności ten mechanizm działa wyjątkowo silnie. Nie ma tu nawet potrzeby żeby szukać głębiej, bo samo sformułowanie czegoś wprost jest już barierą. Ktoś miał podobnie i coś z tym zrobił?
Właśnie tego rodzaju tematy są dla mnie najtrudniejsze do afirmowania. Mam wrażenie że cokolwiek sformułuję, brzmi albo jak coś wyciętego z poradnika, albo jak coś, czego absolutnie nie jestem w stanie powiedzieć bez skrępowania. Nigdy nie znalazłam złotego środka.
Wracając do tego co pisał Wrotycz o seksualności i ciele - mam wrażenie, że ten wstyd działa też w drugą stronę. Nie tylko nie mogę powiedzieć afirmacji, ale wręcz nie mogę jej sformułować. Jakbym nawet w myślach nie umiała ułożyć zdania, które dotyczyłoby mojego ciała bez natychmiastowego zdystansowania się. I to jest chyba głębiej niż sam dobór słów.
To co opisuje Filomena_67 chyba ma jakąś nazwę w psychologii - ten mechanizm automatycznego kontrowania myśli. Nie pamiętam jak dokładnie, ale chodzi o to, że im bardziej staramy się nie myśleć o czymś albo mocno coś potwierdzić, tym głośniejszy staje się sprzeciw. Czy ktoś spotkał się z tym w kontekście afirmacji?
Dodam coś do tego co mówi Tobiasz75 o przesunieniu - z własnej obserwacji wynika, że nie ma tu żadnego kalendarza. Zdanie gotowe do zmiany daje znać samo. Przestaje brzmieć jak wyzwanie, a zaczyna brzmieć jak coś oczywistego. Wtedy wiesz, że można iść krok wyżej. Próba wymuszenia tempa z zewnątrz zwykle cofa a nie przyspiesza.
ale jak ktoś pracuje nad czymś naprawdę wstydliwym, to 'oczywiste' może nigdy nie przyjść samo, nie? Mam temat, który powtarzam od dawna i nadal czuję że to zdanie mnie nie dotyczy. Jakby było o kimś innym.
To co opisuje Filomena_67 z głosem brzmiącym obco - mam identycznie. Ale mnie to nie skłoniło do pracy z nagraniem, raczej do jeszcze większego unikania. Może to zależy od tego, jak ktoś reaguje na konfrontację z sobą samym?
