Mama odeszła trzy tygodnie temu. Nie śpię normalnie, nie jem normalnie, chodzę jak w półśnie. Ktoś mi powiedział, żebym spróbowała afirmacji, że to pomaga w żałobie. Ale szczerze - nie mam pojęcia czy to ma w ogóle sens. Czy to nie jest za wcześnie? Czy afirmacje mogą komuś w takim stanie pomóc, czy raczej przeszkodzić?
Kondolencje z powodu straty. Trzy tygodnie to bardzo świeża rana i rozumiem, że ktoś mógł chcieć pomóc, ale afirmacje w pierwszych dniach żałoby to temat, który wymaga ostrożności. Pytanie brzmi: co konkretnie ta osoba ci zaproponowała? Bo afirmacje afirmacjom nierówne i bardzo zależy, czy mówimy o tych pozytywnych w stylu 'jestem szczęśliwa i spełniona', czy o czymś, co faktycznie odnosi się do straty i bólu.
Moim zdaniem można zacząć od razu, żałoba to właśnie moment, kiedy umysł jest najbardziej otwarty na przeprogramowanie. Im szybciej zaczniesz mówić sobie, że dasz radę, tym szybciej to do ciebie dotrze. Afirmacje działają na podświadomość niezależnie od tego, czy w to wierzysz, czy nie.
Miałam podobną sytuację po stracie babci, z którą byłam bardzo związana. Próbowałam klasycznych afirmacji po tygodniu i czułam się jak hipokrytka. 'Jestem silna i spokojna' - a płakałam co godzinę. Dopiero ktoś mi powiedział o afirmacjach akceptujących, nie pozytywnych. Coś w stylu 'mój ból jest prawdziwy i mam prawo go czuć'. To brzmi inaczej, prawda?
Energia żałoby jest bardzo ciężka i afirmacje mogą pomóc ją rozrzedzić. Ja polecam afirmacje z wizualizacją - wyobrażasz sobie osobę bliską w dobrym miejscu, po drugiej stronie, i mówisz sobie że ona jest ok. To działa na obu poziomach - i na energię miejsca gdzie teraz ona jest, i na twój ból. Najważniejsze żeby afirmację powtarzać o tej samej porze, najlepiej przy świecy.
to, co opisujesz - te chwile zapomnienia rano - to jest naturalny rytm żałoby, nie sygnał gotowości do afirmacji. Gotowość wygląda inaczej: to moment, kiedy ból nie dominuje każdej myśli, kiedy możesz przez godzinę myśleć o czymś innym bez poczucia winy. Wtedy afirmacje akceptujące mogą zacząć mieć sens. Ale trzy tygodnie po stracie mamy? Proszę, daj sobie jeszcze czas. Nie ma pośpiechu.
Przepraszam że się wtrącam, bo ja w ogóle nie znam się na tych sprawach, ale mam pytanie z innej strony. Czy te afirmacje to coś co się robi sama ze sobą, czy trzeba do tego jakiegoś specjalisty? I czy to jest w ogóle bezpieczne robić samemu przy takim bólu jak opisuje Czeremcha?
Mam pytanie - czy te afirmacje są jakoś powiązane z tym, co się dzieje energetycznie po czyjejś śmierci? Bo słyszałem że przez pierwsze czterdzieści dni dusza jeszcze jest blisko i że to może mieć wpływ na nasze emocje. Czy takie afirmacje przy bliskiej osobie mogłyby jakoś na to wpłynąć? Przepraszam jeśli to głupie pytanie.
Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że każdy mówi coś innego. Brygidka mówi żeby poczekać, Sagea że można od razu, Kornelia że są inne rodzaje afirmacji. Czeremcha, nie wiem jak ty, ale ja bym w tym wszystkim kompletnie nie wiedziała co robić. Czy jest jakaś jedna zasada, od której można zacząć?
z mojego doświadczenia - nie zaburza, pod warunkiem że każda z nich jest szczera. To nie jest mantra, którą masz wgryźć w głowę przez powtarzanie. Bardziej chodzi o to, żeby umysł dostał sygnał, że dany stan jest akceptowany. Kilka afirmacji dopasowanych do pory dnia albo aktualnego nastroju działa lepiej niż jedna 'idealna', w którą połowicznie wierzysz.
Wracjąc do tego co pisałem wcześniej o czterdziestodniach - bo Dziedzilia mi odpowiedziała że to inny temat, ale jednak mam wrazenie że jest powiązane. Jeśli przez ten czas dusza jest blisko, to czy afirmacje które wysyłamy do siebie mogą też jakos ją dotykać? Czy to przypadek że ludzie czesto czuja ulge po czterdziestu dniach?
Dobra, a wracając do tego co pyta Czeremcha od samego początku - czy ktoś mógłby podać kilka konkretnych przykładów tych afirmacji akceptujących? Bo wciąż mówicie o nich abstrakcyjnie i sama nie wiem jak to wygląda w praktyce. Nie proszę o gotową listę, tylko o przykład dwa, żeby zrozumieć o co chodzi.
To drugie brzmi... zupełnie inaczej niż to co rozumiałam pod słowem afirmacja. Ale jakoś bardziej do mnie przemawia. Szczególnie to zdanie o bólu jako znaku miłości. Czy można te swoje własne układać? Czy muszą być z jakiegoś źródła?
Własne zawsze będą lepsze, bo trafiają dokładnie w twój ból, nie w jakiś uśredniony. Jedyne co bym sprawdzała - czy przypadkiem nie ma w nich ukrytego wyrzutu do siebie. Coś jak 'boli mnie bo powinnam była częściej dzwonić' to nie jest afirmacja, to samooskarżenie w przebraniu.
Chciałam zapytać o coś co może być trochę z boku głównego tematu, ale mam wrażenie że jest związane. Czy kamienie mogą wspierać afirmacje w żałobie? Słyszałam o ametyście i rozite jako pomocnych przy emocjach. Czy jest coś czego nie powinno się używać przy takim bólu?
Przepraszam że znowu pytam, bo naprawdę nie znam się na tym - ale czy to wszystko o czym mówicie jest bezpieczne robić bez żadnego prowadzenia? Czytam tę rozmowę i widzę że sami mówicie, że można sobie zrobić krzywdę złą afirmacją. Czy ktoś powinien przez to prowadzić?
Przeczytałam wszystko co napisała Brygidka71 i rozumiem ten podział - świeża żałoba wymaga ostrożności. Ale mam pytanie do reszty: czy jest jakiś znak, po którym można poznać, że już jest ten moment kiedy afirmacje przestają szkodzić, a zaczynają pomagać? Czy to w ogóle da się poczuć, czy raczej się po prostu próbuje i sprawdza?
myślę że tym sygnałem jest moment, kiedy wypowiadasz zdanie o tej stracie i ono już nie wywołuje fizycznego bólu w klatce piersiowej. Taki ból przy myśleniu o kimś - to jeszcze nie czas na afirmacje akceptujące. Jak możesz o nim pomyśleć i jest tylko smutek, bez tego skurczu - wtedy ciało mówi, że jest gotowe. Ale to moje obserwacje, nie reguła.
A czy te afirmacje akceptujące które podała Brygidka71 - 'tęsknię i to jest naturalne' - wypowiada się je głośno czy w myślach? Zastanawiam się czy to ma znaczenie, bo przy pracy z emocjami chyba inaczej działa głos, prawda?
Czytam to i mam wrazenie że coraz bardziej sprowadzacie to do psychologi, a zostawiacie energetykę za burtą. Pisanie ręczne to zupełnie inny kanał - to jest praca z aurem przez gest, przez dotyk. Dlatego w ogóle działa lepiej niż mówienie do lustra. Czy ktoś to uwzględnia w tym co doradza?
Przepraszam że wchodzę - pytam z zupełnie innej strony. Moja koleżanka straciła kogoś bliskiego i nie wiem jak jej powiedzieć o afirmacjach, żeby to nie brzmiało jakby chciałam ją naprawić albo jakby jej ból był nieodpowiedni. Czy jest w ogóle dobry sposób żeby komuś to zaproponować, czy lepiej nie?
To co napisała Brygidka71 do Magdusi chyba dotyczy też mnie - bo właśnie zastanawiam się czy nie naciskam za bardzo na siebie. Może pytam o te afirmacje dlatego że chcę żeby coś już działało, a nie dlatego że naprawdę jestem gotowa. Czy to jest coś co inni tu czuli zanim zaczęli?
Ja to czułam. Szukałam czegoś co da mi poczucie że robię coś aktywnie, zamiast tylko siedzieć z tym bólem. I potem rozumiałam że to poszukiwanie samo w sobie było ucieczką. Nie mówię że tak jest u ciebie, ale to pytanie które zadałaś brzmi dla mnie znajomo.
To co napisała Czeremcha91 o naciskaniu na siebie - myślę że to jest jeden z ważniejszych momentów w tym wątku. Szukanie afirmacji jako aktywnego działania zamiast siedzenia z bólem to nie jest słabość, to jest bardzo ludzka reakcja. Pytanie tylko czy ta aktywność daje jakąś ulgę, czy tylko wrażenie że coś się robi.
nie musisz wiedzieć co z tym zrobić. Serio. To jest ten moment żeby nic nie robić z tym, co właśnie zauważyłaś - tylko dać temu być przez chwilę. To samo w sobie jest pracą, choć nie wygląda jak praca.
Mam pytanie trochę z boku. Czy to co opisujecie - ta uważna obecność z bólem - da się robić bez żadnej praktyki? Pyta ktoś kto medytacji nigdy nie próbował i trochę się jej boi.
Wróćcie chwilę do mojego pytania bo się zgubiłam w tej dyskusji - Brygidka71 powiedziała żeby nie proponować afirmacji koleżance. Ale jeśli ona sama zapyta, to co jej wtedy powiedzieć? Że najpierw sprawdź czy nie uciekasz od bólu? To brzmi jak jakiś egzamin przed którym trzeba się uświadomić. Czy jest prostszy punkt wejścia?
