Mam problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić przy afirmacjach. Robię je od kilku tygodni, naprawdę się staram, ale kiedy widzę, że koleżanka dostała awans, na który ja też czekałam, to zamiast cieszyć się razem z nią, czuję coś nieprzyjemnego w środku. I potem wracam do swoich afirmacji w stylu 'jestem wystarczająca', 'przyciągam sukces' i... one brzmią pusto. Jakby zawiść wymazywała całą robotę. Czy to w ogóle normalne? Czy ktoś miał podobnie?
To, co opisujesz, jest bardzo powszechne i nikt ci za to nie odbierze karty do klubu. Problem polega na tym, że afirmacje naklejone na wierzch zawiści po prostu nie działają, bo pod spodem jest nienaruszone przekonanie: 'jej się udało, a mi nie, więc coś ze mną nie tak'. Afirmacja tego nie przykryje. To trochę jak malowanie ściany bez gruntowania. Zanim zaczniesz mówić 'przyciągam sukces', warto sprawdzić, co konkretnie czujesz, kiedy sukces pojawia się u kogoś innego. To jest ten materiał, z którym trzeba pracować, nie pomijać.
Ja miałam podobną sytuację z koleżanką, która wyjechała za granicę i tam jej życie po prostu rozkwitło. Coś mnie ściskało ilekroć widziałam jej zdjęcia. Próbowałam rozmaite afirmacje i faktycznie, same słowa nic nie robiły. Dopiero kiedy zaczęłam pracować na poziomie czakry splotu słonecznego - wizualizacje, oddychanie w tym obszarze - coś zaczęło się ruszać. Jakby sam korzeń zawiści siedział właśnie tam, w poczuciu własnej wartości i siły sprawczej. Czy ktoś pracował z tym podobnie?
Zatrzymajmy się chwilę, bo wątek idzie w ciekawym kierunku, ale chcę coś doprecyzować. Zawiść to nie jest po prostu 'słaba czakra'. To jest informacja o tym, czego naprawdę chcemy i w co sami nie wierzymy, że możemy dostać. W tym sensie jest bezcenna. Problem z afirmacjami stosowanymi na zawiść polega na tym, że większość ludzi używa ich jako narzędzia do tłumienia tego, co czują, zamiast jako punktu wyjścia do faktycznej zmiany przekonania. Jeśli mówisz 'cieszę się z sukcesów innych', a w środku bulgocze coś przeciwnego, twój umysł to wie. Nie da się go oszukać samą deklaracją. Pytanie jest inne: co konkretnie myślisz o tej koleżance i o sobie w momencie, kiedy ona odnosi sukces? To jest to przekonanie, które trzeba przepracować, a dopiero potem afirmacja ma sens jako potwierdzenie nowego stanu.
Mam podobne pytanie co Bibianna. Ja w ogóle nie rozumiem skąd wiadomo, jakie mam przekonania. Jak to się sprawdza?
dobra, konkretnie. Kiedy następnym razem poczujesz tę zawiść, zamiast ją tłumić albo od razu recytować afirmację, zadaj sobie pytanie: 'co to mówi o tym, w co wierzę o sobie i o tym, na co zasługuję?' Najczęściej wychodzi coś w stylu: 'ja tak nie mogę', 'ona ma szczęście, a ja nie', 'to nie dla mnie'. To jest przekonanie. Dopiero kiedy je widzisz wyraźnie, możesz zacząć je kwestionować. Czy to jest prawda? Skąd wiem, że to prawda? Czy jest jeden przykład, że jednak nie jest? I dopiero w tym miejscu afirmacja wchodzi jako nowe zdanie, które chcesz zbudować. Nie jako zaprzeczenie temu, co czujesz, ale jako propozycja nowej perspektywy. Różnica jest ogromna.
Dodam do tego, co napisał Arnold - jest też technika pisania dwóch kolumn. W jednej piszesz afirmację, którą chcesz stosować, np. 'cieszę się z sukcesów innych'. W drugiej piszesz natychmiast wszystkie odpowiedzi, jakie pojawią się w głowie. 'No tak, ale ona miała lepszy start', 'łatwo jej mówić', 'dlaczego nie ja'. Te odpowiedzi to właśnie przekonania do przepracowania. I dopiero jak skończy się opór w drugiej kolumnie, afirmacja z pierwszej zaczyna mieć jakiś oddech.
A skąd wiadomo kiedy 'skończy się opór'? Bo mam wrażenie, że u mnie by to trwało w nieskończoność.
Ja podejdę do tego z innej strony. Robiłam dużo pracy z zawiścią i dla mnie przełom nie przyszedł przez afirmacje o sobie, tylko przez zmianę nastawienia do osoby, której zazdrościłam. Zaczęłam świadomie myśleć o niej jako o dowodzie, że to jest możliwe. Skoro jej się udało, to znaczy, że w tej rzeczywistości to w ogóle istnieje. I to coś ruszyło. Jakby zawiść zamieniła się w informację: 'tego chcę' zamiast 'dlaczego nie ja'.
no i tu jest sedno. Bo to nie jest kwestia jednego pomyślenia sobie 'dobra, ona jest dowodem'. To wymaga powtórzenia wiele razy, przy każdym bodzierku. U mnie działało zapisywanie tego w dzienniku za każdym razem kiedy czułam zawiść: 'co to mi pokazuje, czego chcę i że to jest osiągalne'. Po jakimś czasie naprawdę zaczęłam to odczuwać, nie tylko myśleć.
Ale ile to trwało zanim to naprawdę poczułaś? Bo ja mam wrażenie, że pracuję nad sobą od dawna i dalej to samo.
Mam pytanie, może trochę z boku. Czy zawiść nie jest po prostu naturalna i może nie trzeba jej 'przepracowywać', tylko po prostu ignorować? Skoro i tak wszyscy ją czują?
Dobra, ale wracając do pytania Oracle - bo mnie też to nurtuje. Czy ignorowanie to zawsze zła strategia? Bo rozumiem co Arnold mówi, że schodzi pod powierzchnię, ale czy nie ma sytuacji, kiedy po prostu nie masz zasobów żeby to 'przepracowywać' i lepiej odpuścić na jakiś czas?
to ważne rozróżnienie. Ignorowanie a świadome odkładanie to dwie różne rzeczy. Jeśli czujesz, że nie masz teraz zasobów i mówisz sobie 'wiem, że to tam jest, wrócę do tego kiedy będę gotowa' - to jest okej. To nie jest ignorowanie, to jest zarządzanie energią. Problem jest wtedy, kiedy mówisz sobie 'nie czuję zawiści, wszystko jest okej' i kłamiesz przed samą sobą. Bo wtedy budujesz afirmacje na fałszywym gruncie i potem się dziwisz, że nic nie działa.
Ale jak długo można tak 'odkładać'? Bo mam wrażenie, że ja odkładam od dawna i jakoś nie wracam, tylko robię kolejne afirmacje i kółko się zamyka.
No ale jak się boisz co znajdziesz, to co wtedy? Dalej to odkładasz? Bo to brzmi jakbyś wpadała w koło bez wyjścia.
Mam pytanie do Joasi, bo to co opisujesz brzmi trochę jak praca z oddechem albo somatic experiencing. Czy to jest ta technika, czy coś innego?
Ja chcę wrócić do pytania Bibianny z początku, bo mi się wydaje, że rozmowa trochę odjechała od konkretów. Bibianna pytała jak w praktyce obserwować uczucie i co dalej. I właśnie to co opisuje Joasia to odpowiedź - po obserwacji jest lokalizacja w ciele, a potem pytanie 'czego mi brakuje, że to boli'. Afirmacja wchodzi dopiero na końcu, jako odpowiedź na to pytanie, nie jako zamiana kanału.
właśnie. Jeśli znajdziesz że pod zawiścią siedzi 'nie wierzę że zasługuję na sukces w tej dziedzinie', to afirmacja brzmi 'mam prawo osiągać to, czego chcę' albo cokolwiek co adresuje to konkretne przekonanie. Ogólne afirmacje o życzliwości są miłe, ale nie trafią w sedno jeśli sedno jest gdzie indziej.
A czy to nie jest tak, że każdy ma inne 'sedno' i przez to te gotowe zestawy afirmacji z internetu po prostu nie działają dla większości ludzi?
Mogę potwierdzić z własnego doświadczenia. Przez długi czas używałam gotowych afirmacji i byłam przekonana, że robię coś pożytecznego. Efektu długo nie widziałam. Zmiana przyszła kiedy zaczęłam pisać własne, konkretnie pod swoje sytuacje. Wtedy nawet jedno zdanie działało inaczej niż dziesięć ogólnych.
A jak się tworzy taką własną afirmację? Tzn. czy jest jakiś schemat, od czego zacząć?
Ale co znaczy 'nie zaprzeczała'? Nie rozumiem różnicy między 'nie czuję zawiści' a 'czuję spokój'.
To jest właśnie to czego szukałam na początku. Tzn. nie zestaw gotowych zdań, tylko schemat jak zbudować własne. Jeszcze mam jedno pytanie - jak długo to w ogóle trzeba robić? Bo czytałam gdzieś o 21 dniach, gdzieś o 66, i nie wiem którą liczbę traktować poważnie.
te liczby to trochę mit uproszczony do granic. 21 dni pochodzi z obserwacji chirurga plastycznego Maxwella Maltza, który zauważył że tyle zajmuje pacjentom przyzwyczajenie do nowego wyglądu - to nie był żaden eksperyment psychologiczny dotyczący nawyków. 66 dni to z kolei badanie Phillippy Lally, ale tam średnia wynosiła 66, a rozpiętość była od 18 do 254 dni. Więc nie ma jednej liczby.
No to jak mam nie tracić motywacji przez te miesiące? Bo jak robię coś dwa tygodnie i nie widzę zmiany, to po prostu odpuszczam.
A to zapisywanie nie wzmacnia tego uczucia? Tzn. jak piszę o zawiści, to nie skupiam się wtedy na niej jeszcze bardziej?
