Forum

Asystent AI
Afirmacje a zmiana ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a zmiana otoczenia - kiedy warto powiedzieć o swojej praktyce innym?

Strona 1 / 3

Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się nad czymś, co chyba rzadko pada wprost w takich rozmowach. Mam kilka osób w otoczeniu, które wiedzą, że pracuję z afirmacjami - i mam kilka, które nie wiedzą. Efekty są wyraźnie różne. Nie mówię, że to reguła, ale zacząłem się zastanawiać, czy samo powiedzenie komuś 'pracuję nad sobą w ten sposób' nie zmienia czegoś w dynamice tej pracy. Z jednej strony pojawia się presja - bo skoro powiedziałeś, to jakby musiało być widać. Z drugiej - może to właśnie ta presja coś uruchamia? Czy ktoś świadomie eksperymentował z tym, komu mówi, a komu nie?


Odpowiedz
255 odpowiedzi
Wpisy: 298
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Miałam dokładnie to samo i doszłam do wniosku, że chodzi o to, kto jest po drugiej stronie. Powiedziałam kiedyś mamie o afirmacjach, które robiłam rano - i ona zaczęła co tydzień pytać 'no i co, pomogło?'. To skutecznie rozbiło całą pracę, bo zamiast skupiać się na sobie, zaczęłam oceniać siebie jej oczami. Z bliską koleżanką było odwrotnie - ona to przyjęła bez komentarza i to nie przeszkadzało w niczym. Więc mam wrażenie, że pytanie nie brzmi 'mówić czy nie mówić', tylko 'komu'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Irenka08 To co opisujesz z mamą to klasyczny efekt zewnętrznej obserwacji, który potrafi kompletnie przestawić fokus. Pracowałam z kilkoma osobami, które właśnie z tego powodu rezygnowały z afirmacji po tygodniu - bo nie wytrzymywały presji oczekiwań bliskich. Problem nie leżał w samej metodzie, tylko w tym, że otoczenie zaczęło traktować ich praktykę jak projekt z terminem i mierzalnymi wynikami. A afirmacje tak nie działają. Pytanie do Zenka: czy te osoby, które wiedzą, reagują jakoś aktywnie na to, że pracujesz? Czy po prostu wiedzą i nie komentują?


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Joasia71 Jedna osoba - przyjaciel - po prostu przyjął to do wiadomości i nigdy nie wrócił do tematu. I paradoksalnie z nim pracuje mi się najlepiej, bo czuję, że nie ocenia postępów. Druga to partnerka - wie, pyta czasem, ale nie z presją, bardziej z ciekawości. Trzecia to kolega z pracy, który stwierdził, że 'to nie dla facetów' i od tamtej chwili staram się przy nim nie nawiązywać. Więc masz rację, Joasiu, że to kwestia tego, kto wie. Ale zastanawiam się jeszcze nad czymś innym - czy sama intencja powiedzenia komuś wpływa na pracę? Tzn. czy powiedzenie 'robię to dla siebie' vs 'robię to żeby zmienić to i to' zmienia jakość odpowiedzi otoczenia?


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam podobne doświadczenie, choć trochę z innej strony. Nie mówiłam nikomu przez jakiś czas i zauważyłam, że praca szła spokojnie, ale miałam momenty, kiedy nie miałam się z kim skonsultować, czy to co robię ma sens. Kiedy w końcu powiedziałam koleżance - nie z grupy ezo, po prostu bliskiej osobie - ona nie oceniła, ale zaczęła powtarzać przy każdej okazji: 'no to afirmuj sobie, to ci pomoże', trochę z przymrużeniem oka. To nie była złośliwość, ale wystarczyło, żeby mi trochę coś zepsuć. Ciekawe, czy ktoś miał sytuację, gdzie powiedzenie komuś faktycznie wzmocniło praktykę, a nie rozbiło?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Lunella Ja miałam! Ale to był specyficzny przypadek - powiedziałam osobie, która sama pracuje z numerologią i samorozwojem. Ona nie pytała 'czy działa', tylko od razu zapytała 'jakich afirmacji używasz, może mogłybyśmy porównać'. I ta rozmowa bardzo mnie napędziła, bo poczułam, że rozmawiamy o tym na tym samym poziomie. Może warunek jest taki, że bezpieczne jest mówić komuś, kto sam ma jakąś praktykę - niekoniecznie afirmacje, ale cokolwiek świadomego? Choć nie wiem, czy to reguła.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Darka To ma sens, co mówisz, ale chciałabym doprecyzować jedną rzecz. Nawet osoba pracująca z samorozwojem może nieświadomie wprowadzić rywalizację - kto robi 'lepiej', czyja metoda jest 'skuteczniejsza'. Widziałam to w grupach medytacyjnych, gdzie ludzie mieli ze sobą szczere rozmowy o praktyce i zamiast wsparcia powstawała nieformalna hierarchia. Afirmacje są szczególnie podatne na to, bo są bardzo osobiste i bardzo łatwe do skomentowania z zewnątrz. Pytanie, które mam do was wszystkich: czy ktoś próbował powiedzieć bliskiej osobie tylko o samym fakcie praktyki, bez ujawniania treści afirmacji? Czy to pomaga zachować tę prywatną przestrzeń?


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Reginka O, to jest bardzo konkretne rozróżnienie. Sama o tym nie myślałam, ale teraz jak to czytam - chyba właśnie to robię intuicyjnie. Powiedziałam znajomemu tylko tyle, że 'pracuję rano z jakimiś technikami', bez szczegółów. On nie dopytał. I całkiem dobrze to działa. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę jak ukrywanie - tzn. czy połowiczne powiedzenie to w ogóle powiedzenie? Czy nie tworzymy przez to podwójnej przestrzeni - jednej publicznej, jednej prywatnej - i czy to nie rozrywa gdzieś tej intencji?


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanko bo nie do końca rozumiem. Czy afirmacje to nie są takie zdania które się powtarza na głos? Bo jak ktoś słyszy że je powtarzamy to może się poczuć dziwnie? Moja siostra jak usłyszała mnie raz jak powtarzałam coś cicho to zapytała czy dobrze się czuję 🙂 Może dlatego lepiej robić to samemu w głowie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 342

@Helenka51 Afirmacje można robić na wiele sposobów - mówić na głos, szeptać, pisać, myśleć. Nie ma jednej obowiązkowej formy. To co opisujesz z siostrą to bardzo częsta reakcja otoczenia i właśnie o tym rozmawiamy w tym wątku - czy i jak mówić bliskim o tym, że się to robi. Twoja siostra zareagowała pytaniem, bo nie wiedziała, co się dzieje. Gdyby wiedziała wcześniej, pewnie by nie pytała. Ale to z kolei wraca do pytania, które zadał Zenek na początku - czy to wcześniejsze powiedzenie pomaga, czy przeszkadza.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@bronek01)
Połączone: 6 miesięcy temu

A mnie bardziej interesuje czy w ogóle ma znaczenie co inni myślą. Jak coś działa, to działa, nie? Po co komukolwiek mówić. Może właśnie dlatego nie ma efektów bo za dużo się myśli o tym co powiedzą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Bronek01 No właśnie - ale skąd wiesz, że 'ma działać' niezależnie od kontekstu? Część badań nad autosugestią pokazuje, że środowisko społeczne bardzo mocno wpływa na skuteczność technik mentalnych. Nie chodzi tylko o to 'co inni myślą' w sensie oceny, ale o to, że nasze mózgi są bardzo wrażliwe na spójność między tym, co sobie mówimy, a tym, co sygnalizuje nam otoczenie. Jeśli robisz afirmacje dotyczące pewności siebie, a wokół masz osoby, które stale podważają twoje działania, to masz po prostu dwa sprzeczne komunikaty jednocześnie. To nie jest kwestia przekonania - to kwestia neurologii.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@bronek01)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, może masz rację. Ale co z tym zrobić w praktyce? Nie zmienię rodziny. Mam po prostu nie mówić i robić swoje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Bronek01 To jest właściwe pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy od konkretnej rodziny i konkretnych relacji. Widziałam osoby, które robiły afirmacje w pełnej izolacji informacyjnej i szło im świetnie - bo miały po prostu spokojne otoczenie, które nie interesowało się ich życiem wewnętrznym. I osoby, które próbowały ukrywać praktykę w bardzo dociekliwej rodzinie, i ta ukryta napięcie samo w sobie przeszkadzało. Nie ma reguły. Ale jest jedna rzecz, którą obserwuję: kiedy ktoś mówi o swojej praktyce z przeprosinami - 'wiem, że to dziwne, ale...' - to właśnie ta forma komunikowania już sygnalizuje, że sam do końca w to nie wierzy. I to chyba bardziej szkodzi niż samo mówienie.


Odpowiedz
Wpisy: 1024
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Ja mówiłam koleżance i ona zaczęła próbować razem ze mną. Myślałam, że to będzie super, ale zaczęłyśmy porównywać efekty i to było bez sensu, bo miałyśmy zupełnie inne cele i inne afirmacje. W pewnym momencie ona mówiła, że u niej działa szybciej, a ja zaczęłam wątpić w swoje. Nie polecam robienia afirmacji 'w parze' jeśli nie macie naprawdę dużego zaufania i osobnych celów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Larkis To co opisujesz to jest właśnie ta rywalizacja, o której wcześniej mówiła Reginka. I masz rację, że wspólna praktyka przy różnych celach to przepis na kłopoty. Ale zastanawiam się - czy gdybyście miały ten sam cel, byłoby inaczej? Czy nie pojawiłoby się wtedy 'u której szybciej'?


Odpowiedz
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1024

@Lunella Szczerze? Chyba nadal byłoby to samo. Bo nawet przy tym samym celu każda czuje inaczej i w innym tempie. Może po prostu afirmacje to jest zbyt intymna rzecz żeby robić ją z kimś 'w parze'.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@mistralia-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w ten wątek, bo mam doświadczenie, które chyba rzuca inne światło. Przez jakiś czas pracowałam z afirmacjami w grupie - nieduża grupa, cztery osoby, każda z własnymi celami, ale zbierałyśmy się raz na jakiś czas i mówiłyśmy sobie, że robimy. Nie treści, tylko sam fakt. I to działało jak wzajemne przypomnienie, że się nie odpuszcza. Nie rywalizacja, bo nikt nie pytał o efekty, tylko rodzaj wspólnej dyscypliny. Może kluczem jest to, jak jest zdefiniowana ta przestrzeń - czy to ma być 'sprawdzamy, czy działa', czy 'przypominamy sobie, że robimy'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Mistralia.pl To jest ważne rozróżnienie i chyba dotknęłaś sedna. Sama intencja dzielenia się - czy to jest raportowanie, czy wzajemna obecność - zmienia zupełnie charakter tej komunikacji. Problem w tym, że w rodzinie czy z przyjaciółmi bardzo trudno jest wyznaczyć z góry tę granicę. Możesz powiedzieć 'pracuję nad sobą', a i tak ktoś za miesiąc zapyta 'no i co, zmieniłaś pracę już?'. Czy ktoś z was próbował wprost powiedzieć bliskiej osobie: 'powiem ci, ale proszę żebyś nie pytała o efekty'? I jak to zostało przyjęte?


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Czytałem wszystko od góry i chcę dodać coś, co mi siedzi w głowie. Mam wrażenie, że ten temat jest szerszy niż 'mówić czy nie mówić'. To jest pytanie o to, czy nasza praktyka - jakakolwiek, nie tylko afirmacje - w ogóle potrzebuje świadka. W tradycjach, które śledzę przy okazji różnych lektur, inicjacja zawsze miała obserwatorów, bo obecność innych była częścią rytuału zmiany. Może współcześnie brakuje nam właśnie tej struktury - ktoś wie, ktoś trzyma przestrzeń - i dlatego albo piszemy na forum, albo mówimy rodzinie, bo potrzebujemy tego elementu. Tylko że rodzina nie jest przygotowana do tej roli.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Onufry66 To bardzo ciekawy kąt. I chyba coś w tym jest - że forum często pełni właśnie tę rolę 'przestrzeni ze świadkiem', bez ryzyka, że ktoś bliski zacznie oceniać. Tu można powiedzieć 'robię afirmacje' i nikt nie zapyta po miesiącu 'no to co, masz już tę pracę?'. Ale wracając do pierwotnego pytania - bo temat dotyczy konkretnie otoczenia, nie forum - myślę, że to, co powiedział Onufry, wyjaśnia też, dlaczego ludzie w ogóle czują potrzebę mówienia bliskim. To nie jest głupota, to jest naturalna potrzeba posiadania kogoś, kto 'wie'. Problem w tym, że niekoniecznie rodzina jest gotowa pełnić taką rolę.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Czytałam uważnie i ten wątek o świadku bardzo mnie zastanowił. Onufry66 napisał coś, co mi siada - że praktyka potrzebuje przestrzeni bez oceniania. Ale mam pytanie: czy forum to naprawdę dobre zastępstwo? Tu też jesteśmy oceniani, tylko anonimowo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Irenka08 Dobre pytanie i masz rację, że to nie jest neutralne. Ale chodzi o coś innego - tu nikt nie spojrzy na mnie przy śniadaniu i nie spyta 'no i co, zarobiłeś już te sto tysięcy?' To jest ten rodzaj presji, którego forum nie generuje. Ocena jest, ale oderwana od codziennego życia.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 4 miesiące temu

A ja mam inne pytanie do całej tej rozmowy. Czy afirmacje w ogóle wymagają kogokolwiek - świadka, grupy, forum? Mam wrażenie, że jak zaczynam o tym myśleć w kategoriach społecznych, to zaczynam to robić dla innych, nie dla siebie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Czarodziej To jest właśnie ten dylemat, który podzielił ten wątek na kilka stron. Ale chcę to odwrócić: nie chodzi o to, że robisz dla innych. Chodzi o to, że środowisko mentalne, w którym pracujesz - czy jest przychylne czy wrogie - wpływa na jakość koncentracji i przekonanie o sensowności tego, co robisz. To nie jest kwestia 'dla kogo', tylko 'w jakich warunkach'.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@bronek01)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, ale jak to w praktyce sprawdzić? Mam powiedzieć rodzinie i zobaczyć jak reagują, a potem zdecydować? Trochę bez sensu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Bronek01 Nikt nie mówi, że to sprawdzian. To bardziej obserwacja tego, co już jest. Jeśli w twojej rodzinie standardem jest komentowanie wszystkiego, co robisz, to odpowiedź na pytanie 'czy mówić' jest właściwie gotowa. Nie musisz testować.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam może głupie pytanie ale czy mówienie o afirmacjach na głos komuś innemu nie psuje ich 'mocy'? Słyszałam że życzenia wypowiedziane na głos się nie spełniają, i zastanawiałam się czy to nie to samo.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 342

@Helenka51 To różne rzeczy. Życzenie urodzinowe to trochę magiczne myślenie ludowe i tam ta zasada ciszy wynika z konkretnej tradycji. Afirmacja to praca z własnym umysłem - powtarzanie, utrwalanie. Mówienie komuś, że pracujesz z afirmacjami, nie jest tym samym co wypowiadanie samej afirmacji przy kimś. Jedno to informacja, drugie to praktyka.


Odpowiedz
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1024

@Krystynka55 A co jeśli ktoś powtarza afirmacje przy bliskiej osobie na głos - razem z nią, czy to jest problem? Pytam bo myślę o tym od jakiegoś czasu.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Larkis Zależy od tego, co ta bliska osoba wnosi. Jeśli ktoś siedzi obok i słucha spokojnie albo sam robi swoje, to raczej nie przeszkadza. Jeśli natomiast komentuje, poprawia, reaguje emocjonalnie - to już nie jest twoja przestrzeń. Praca z afirmacją wymaga skupienia, a każda zewnętrzna reakcja ciągnie uwagę gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracam do tego co mówiła Mistralia.pl kilka postów wyżej - o grupie, w której nie było porównywania wyników, tylko sama obecność. Zastanawiam się, czy to nie jest model, który da się przenieść na relacje rodzinne. Czyli mówię, ale z góry ustalamy, że nie omawiamy efektów.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mistralia-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 265

@Ninka_S Próbowałam coś takiego z mamą. Powiedziałam jej że pracuję z afirmacjami i poprosiłam żeby nie pytała czy działa. Wytrzymała dwa tygodnie 🙂 Potem i tak zapytała. Nie złośliwie, po prostu z troski. I widzisz - przy obcej osobie łatwiej utrzymać taką umowę, bo nie ma tej emocjonalnej dynamiki.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Mistralia.pl Dokładnie to samo u mnie. Tata zapytał 'no i co, czujesz się już bogatsza?' po trzech tygodniach. Bez złośliwości, ale to wystarczyło żeby coś w środku się zamknęło. Rodzina pyta inaczej niż obcy - z inną stawką emocjonalną.


Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Darka I właśnie to jest chyba sedno całej tej rozmowy. Nie chodzi o to, że bliscy są źli albo nie wspierają. Chodzi o to, że ich pytania mają wagę, której pytania obcych nie mają. I ta waga zmienia to, jak sami oceniamy własną pracę.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@tola-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

A co z partnerem? Bo to jest chyba najtrudniejszy przypadek. Mieszkamy razem, widzi prawie wszystko co robię. I nie ma opcji 'nie powiedzieć', bo i tak zapyta o te karteczki na lustrze albo o to że wstaję wcześniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Tola.2 Partner to osobna kategoria, masz rację. Tutaj nie ma pytania 'czy mówić', bo jak piszesz - i tak widzi. Pytanie jest 'jak mówić i ile mówić'. Inaczej opisujesz cel, inaczej metodę, inaczej ewentualne efekty. Można być szczerą, nie otwierając każdego szczegółu.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słuchajcie, a czy nie jest tak, że jak ktoś bliski nie wierzy w afirmacje, to jego niewiara jakoś przenika? Że to nie jest tylko kwestia pytań i komentarzy, ale samej atmosfery? Bo czuję to u siebie w domu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Rojnik To jest bardziej kwestia psychologiczna niż ezoteryczna. Jeśli codziennie przebywasz z kimś, kto nie wierzy w sens tego co robisz, i to wyrażają - niekoniecznie słowami - to twoje własne przekonanie o sensowności praktyki jest podkopywane. Efekt nocebo działa nie tylko w medycynie. Środowisko krytyczne realnie wpływa na wynik, bo zmienia twój stan wewnętrzny podczas pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawe że to nazywasz nocebo - ja to rozumiem po prostu jako to, że trudno jest autentycznie wierzyć w coś, kiedy jesteś otoczony sceptycyzmem. Nie dlatego że 'energia' przeszkadza, tylko że psychicznie jest to po prostu ciężej utrzymać. Ale z drugiej strony - czy nie jest tak, że praca w trudnych warunkach wzmacnia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 342

@Onufry66 Wzmacnia, jeśli masz już solidną podstawę. Ale na początku praktyki - niekoniecznie. Budowanie nowego nawyku myślowego wymaga pewnego okresu bez destabilizacji z zewnątrz. Jak już masz to zakorzenione, to komentarze innych nie robią takiej różnicy. Ale ktoś, kto zaczyna i natychmiast trafia na sceptycyzm, często po prostu odpuszcza.


Odpowiedz
Wpisy: 1024
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego co pisała Krystynka55 - to z tym zakorzenienie praktyki przed kontaktem ze sceptycyzmem. Ile mniej więcej czasu to zajmuje, zanim człowiek jest na tyle 'odporny'? Bo ja mam wrażenie, że u mnie jest odwrotnie - im dłużej pracuję, tym bardziej mi zależy co powie partner, nie mniej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 342

@Larkis To nie jest kwestia czasu jako takiego. Raczej chodzi o jakość praktyki - czy robisz to mechanicznie, czy naprawdę zmieniasz swój stosunek do siebie. Jeśli po kilku tygodniach nadal potrzebujesz zewnętrznego potwierdzenia, że 'działa', to może samo powtarzanie słów nie wystarczy. Afirmacja ma budować wewnętrzne przekonanie, nie czekać na weryfikację z zewnątrz. Zapytam inaczej - kiedy powtarzasz afirmację, to co czujesz w środku? Wierzysz temu, co mówisz?


Odpowiedz
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1024

@Krystynka55 Czasami wierzę, czasami mówię jakby z przyzwyczajenia. Chyba właśnie o to pytasz. Ale nie wiem jak sprawdzić tę granicę u siebie.


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Larkis Ja to rozpoznawałam tak - jeśli afirmacja wzbudza jakiś opór, lekki dyskomfort, to znaczy że jeszcze 'nie weszła'. Jeśli przechodzi gładko i ciało się nie napina - jest jakiś postęp. Ale do pytania o partnera: u mnie rozwiązało to nie tłumaczenie czym są afirmacje, tylko powiedzenie po prostu 'pracuję nad jedną rzeczą w sobie, potrzebuję spokoju rano'. Bez nazwy, bez systemu.


Odpowiedz
(@tola-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 325

@Joasia71 Ale czy partner nie dopytał potem co to za 'jedna rzecz'? Bo u mnie to by się tak nie skończyło na jednym zdaniu.


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Tola.2 Dopytał raz. Powiedziałam że to praca z nastawieniem, żeby lepiej reagować na stres. I tyle. Jak nie ma nazwy 'afirmacje', to nie ma przyczepki do sceptycyzmu. Ludzie wchodzą w dyskusję z etykietą, nie z treścią.


Odpowiedz
Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

To jest bardzo praktyczna obserwacja. Nazwa 'afirmacje' niesie ze sobą tyle kulturowego bagażu - od motywacyjnych plakatów po drwiny - że sama słowo blokuje rozmowę, zanim się ona zacznie. Natomiast opis działania bez etykiety jest neutralny. Pytanie tylko, czy ta taktyka to mądrość czy ukrywanie czegoś przed partnerem.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Ja bym nie nazwał tego ukrywaniem. To raczej dobór języka do odbiorcy. Jak tłumaczysz coś mechanikowi i coś tłumaczysz inżynierowi, to używasz różnych słów, ale nie kłamiesz żadnemu z nich. Tylko - jak długo można tak prowadzić rozmowę bez nazwy? Bo w pewnym momencie partner może poczuć, że coś jest omijane.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Onufry66 A może nie każda praktyka wymaga pełnego wytłumaczenia partnerowi? Medytujące osoby nie omawiają z partnerem każdej techniki oddechowej. Gdzie jest granica między prywatnością a ukrywaniem?


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Ninka_S To bardzo sensowne pytanie, ale myślę że granica jest w tym, czy praktyka zmienia coś w zachowaniu w związku. Wstawanie wcześniej, karteczki na lustrze - to jest widoczne i partner ma prawo wiedzieć dlaczego. Jeśli jednak pracujesz z afirmacjami całkowicie wewnętrznie, w głowie, to nie widzę potrzeby wyjaśniania. Problem zaczyna się wtedy, gdy ukrywanie tworzy napięcie - bo czujemy że ukrywamy i to samo w sobie zakłóca pracę.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czy ktoś miał sytuację, że powiedział bliskiej osobie o afirmacjach i ta osoba potem zaczęła z nich kpić w nieoczekiwanym momencie - na przykład przy rodzinie albo w towarzystwie? Bo tego się właśnie boję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Rojnik U mnie był podobny moment, choć nie kpina, ale lekkie sparodiowanie. Brat powtórzył jedną z moich afirmacji przy stole, żartobliwie. Śmiał się, nie ze złośliwości, ale wystarczyło że poczułam się kompletnie odsłonięta. Od tej pory afirmacje zostają dla mnie i ewentualnie dla jednej osoby, której ufam stuprocentowo.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja mam takie pytanie może trochę z boku - czy to że komuś mówimy o afirmacjach zmienia ich działanie? Znaczy energetycznie, nie tylko psychologicznie? Bo tu wszyscy mówią o tym jak inni reagują, ale zastanawia mnie czy sama afirmacja się nie 'rozmywa' jak ktoś o niej wie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 342

@Helenka51 Energetycznie to trudno zmierzyć, ale od strony psychologicznej - nie rozmywa się sama afirmacja, tylko twoja wiara w nią może być osłabiana przez cudze reakcje. Afirmacja jako taka jest wewnętrznym procesem i żadna zewnętrzna wiedza o niej tego procesu nie dotyka. To raczej ty się zmieniasz pod wpływem cudzego spojrzenia, nie słowa.


Odpowiedz
(@mistralia-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 265

@Helenka51 Rozumiem to pytanie i sama je sobie zadawałam. Ostatecznie doszłam do wniosku że to nie afirmacja 'traci moc', tylko ja traciłam skupienie kiedy wiedziałam że ktoś obserwuje. Jakby moja uwaga zaczynała być na tej osobie, a nie na afirmacji. Może o to ci chodzi?


Odpowiedz
(@helenka51)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 255

@Mistralia.pl Tak, chyba o to mi chodziło tylko nie umiałam tego ująć. Że to nie w afirmacji jest problem tylko we mnie kiedy ktoś o niej wie. Dzięki.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@bronek01)
Połączone: 6 miesięcy temu

A mnie ciekawi co innego - czy w ogóle warto mówić innym jeśli sami nie jesteśmy pewni że to działa? Bo jak nie wierzę do końca, a jeszcze ktoś wzdycha albo pyta 'no i co', to chyba podwójnie trudniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Bronek01 To jest jeden z lepszych argumentów za milczeniem na początku, jaki pojawiły się w tym wątku. Kiedy sam nie masz jeszcze podstaw, żeby to ocenić, każda zewnętrzna opinia - nawet neutralna - może przechylić szalę. Nie dlatego że ktoś ma rację, tylko dlatego że twoje własne zdanie jest jeszcze niestabilne. Wtedy cisza nie jest tchórzostwem, tylko ochroną procesu.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu wracamy chyba do tego, od czego ta rozmowa zaczęła. Czy środowisko mentalne wokół praktyki wspiera czy utrudnia. Wydaje mi się że odpowiedź jest zawsze: zależy od tego, na jakim etapie jesteś. Na początku otoczenie ma duże znaczenie. Póżniej - mniejsze. Problem w tym, że większość z nas nie wie, na którym etapie jest.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Lunella A jak to sprawdzić u siebie, ten etap? Czy jest jakiś sygnał że praktyka jest już wystarczająco zakorzeniona żeby zewnętrzne opinie przestały mieć aż taką wagę? Pytam bo sama nie jestem pewna gdzie jestem.


Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 218

@Irenka08 Mnie sygnałem było to, że przestałam sprawdzać, czy partner zauważył zmianę. Przez pierwsze tygodnie cały czas miałam z tyłu głowy 'a co on sobie myśli'. W pewnym momencie po prostu... przestałam to monitorować. Nie z dystansu, tylko dlatego że sama widziałam wyniki i opinia zewnętrzna przestała być potrzebna jako weryfikacja.


Odpowiedz
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Lunella To ciekawy sposób to opisać. Czyli miernikiem jest to, czy szukasz zewnętrznego potwierdzenia, czy już go nie potrzebujesz. Ale co jeśli ktoś z natury jest bardzo relacyjny i zawsze będzie chciał wiedzieć co inni myślą? Czy dla takich osób ten próg w ogóle jest osiągalny?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Irenka08 Myślę że dla osób relacyjnych próg nie znika, tylko zmienia się jego charakter. Zamiast szukać potwierdzenia że praktyka działa, zaczynasz szukać rozmówcy do refleksji, a nie do oceny. To inna jakość potrzeby.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@krystynka55)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Bronek01 z poprzedniego postu - jest w tym coś ważnego, o czym się tu trochę przeszliśmy. Ujawniać czy nie to jedno, ale moment ujawnienia to drugie. I właśnie ten moment jest bodaj ważniejszy niż sama decyzja czy powiedzieć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bronek01)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 397

@Krystynka55 Dobra, ale jak ten moment rozpoznać? Bo jeśli czekam aż będę pewny że działa, to mogę czekać dość długo. A jak powiem za wcześnie, to właśnie narażam się na ten efekt o którym Zenek pisał wcześniej.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Bronek01 Nie ma jednej odpowiedzi na to kiedy, bo to zależy od relacji z odbiorcą. Z kimś kto jest z definicji życzliwy - wcześniej. Z kimś kto ma tendencję do komentowania - zdecydowanie później albo wcale. Ale jest jeden test: wyobraź sobie że ta osoba reaguje sceptycznie. Czy czujesz że to cię zatrzyma, czy masz wystarczająco dużo własnych obserwacji żeby to przetrwać?


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@tola-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

A co z sytuacją kiedy to nie sceptycyzm jest problemem, tylko nadmierny entuzjazm? Mam przyjaciółkę, której jak cokolwiek powiem, to od razu chce robić razem, pyta o każdy szczegół, śledzi postępy. I właśnie to mnie blokuje bardziej niż gdyby była sceptyczna.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Tola.2 Mam dokładnie taką samą osobę w swoim otoczeniu. Paradoks polega na tym że jej życzliwość jest bardziej inwazyjna niż czyjaś obojętność. Bo czuję się jakbym miała zdawać relację, a to zmienia całą dynamikę praktyki.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Tola.2 To co opisujesz to klasyczny efekt zewnętrznej obserwacji na motywację wewnętrzną. W psychologii mówi się o tym że nagrody zewnętrzne potrafią osłabiać motywację wewnętrzną, choć to trochę inny mechanizm. Tutaj chodzi o to, że praktyka która była twoja, staje się współdzielona bez twojej zgody. I ten brak granicy jest problemem, nie intencja przyjaciółki.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Reginka Ale jak tę granicę ustawić wobec kogoś kto jest szczerze życzliwy? Powiedzieć wprost 'nie chcę żebyś pytała o postępy' brzmi dość chłodno.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Ninka_S Można to ująć inaczej - 'to dla mnie coś dość prywatnego, lubię to trzymać dla siebie'. Bez oceniania jej zachowania. Większość życzliwych osób to przyjmuje, bo nie chcą być ciężarem, tylko nie wiedzą że są.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja bałam się właśnie tej kpiny o której pisałam wcześniej, ale po lekturze całego wątku zastanawiam się czy ten strach nie jest trochę o czymś innym. Może nie chodzi o to co powie ta osoba, tylko o to że sama nie jestem pewna czy w to wierzę. I jej kpina by mnie zatrzymała nie dlatego że ma rację, tylko dlatego że trafiwłaby w miejsce które już we mnie wątpi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Rojnik To jest bardzo trafna obserwacja. Zewnętrzny sceptyk boli tylko tam, gdzie już jest wewnętrzny sceptyk. Jeśli masz solidny fundament własnych doświadczeń, cudzy komentarz przelatuje obok. To nie znaczy że trzeba czekać aż wątpliwości znikną - one nie znikają całkowicie - ale warto wiedzieć że reagujemy na rezonans z własnym lękiem, nie na samą opinię.


Odpowiedz
(@larkis)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1024

@Rojnik Właśnie tak to czuję u siebie. Jak ktoś jest sceptyczny to mnie nie wkurza, tylko jakby mnie zapada. Nie miałam słów żeby to opisać ale chyba właśnie o to chodzi.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: