Zaczęłam zbierać afirmacje, które faktycznie pomagają w przebaczeniu sobie, bo widzę że tego tematu tu jeszcze nie było, a pytania o to wracają w różnych wątkach. Wypisałam kilka, które sama stosowałam i które polecają mi osoby z mojego kręgu praktyki. Na początek kilka konkretnych: 'Moje błędy nie definiują tego, kim jestem' 'Pozwalam sobie czuć żal i jednocześnie iść dalej' 'Przeszłość już się nie zmieni, a ja mam wpływ tylko na teraz' 'Jestem wystarczająco dobra, nawet jeśli się myliłam' To, co uważam za ważne przy afirmacjach na poczucie winy - muszą być napisane tak, żeby nie kłóciły się z tym, w co podświadomie wierzysz. Jeśli masz głęboko zakorzenione przekonanie, że jesteś 'zepsuta' albo 'nienaprawialna', to afirmacja 'jestem doskonała' nic nie zrobi, bo twój mózg ją po prostu odrzuci. Dlatego lepiej zaczynać od miękkich sformułowań: 'pozwalam sobie', 'uczę się', 'zaczynam rozumieć'. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z tym, że zbyt silna afirmacja wręcz pogłębiała napięcie zamiast je łagodzić?
Dopiero zaczynam z afirmacjami i mam pytanie może naiwne, ale chcę zrozumieć. Te sformułowania, które podałaś - czy powtarza się je głośno, czy wystarczy w myślach? Bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią, że głos jest kluczowy, a inni że ważniejsza jest wizualizacja. Nie wiem od czego zacząć.
Dodam coś od siebie, bo widzę, że temat idzie w kierunku 'jak mówić', a pomijamy 'kiedy mówić'. Przy afirmacjach związanych z poczuciem winy moment jest ważniejszy niż przy innych. Jeśli ktoś jest w środku ostrego poczucia winy - świeżego, tuż po jakimś zdarzeniu - to afirmowanie wtedy może przynieść odwrotny skutek. Mózg jest wtedy w trybie obronnym i każde 'daję sobie przebaczenie' może odczuć jako kpinę. Wtedy lepiej najpierw krótkie uziemienie - oddech, kontakt z ciałem - a dopiero potem afirmacja. Przynajmniej tak wychodzi z mojej obserwacji.
Według mnie to wszystko jest trochę przekombinowane. Sam używam afirmacji od lat i zawsze robiłem tak: bierzesz kartkę, piszesz zdanie w czasie teraźniejszym, powtarzasz 21 dni i tyle. Podświadomość sama to wchłonie. Nie ma co analizować każdego słowa, bo wtedy blokujesz przepływ energii afirmacji. Poczucie winy się rozpuści samo.
może i 66, ale w praktyce po 21 dniach już są efekty u większości. Nie trzeba czekać 66 dni żeby cos poczuć. Piszę z doświadczenia, nie z książek.
Przy okazji tej wymiany o liczbie dni - ważniejsza jest regularność niż długość okresu. Trzy tygodnie codziennie jest lepsze niż dwa miesiące z przerwami co kilka dni. To akurat jest konsekwentne i u Zbyszka, i u Ignaśka, i w badaniach. Ale mam pytanie do Martynki - te miękkie sformułowania, o których pisałaś na początku, 'pozwalam sobie', 'uczę się' - czy sprawdzałaś kiedyś czy działają inaczej przy poczuciu winy za konkretny czyn wobec drugiej osoby, a inaczej przy poczuciu winy wobec siebie? Bo intuicja mi podpowiada, że to różne zwierzęta.
Przepraszam że się wtrącam, ale to co napisałaś Martynko jest dla mnie bardzo ważne. Mam właśnie taką sytuację z poczuciem winy wobec kogoś bliskiego, kto już nie żyje, więc nie mogę nic naprawić w relacji. Czy w takim przypadku afirmacje mają w ogóle sens? Czy jest jakiś sposób żeby jednak to zamknąć?
Nie wiedziałam, że afirmacje mogą tak działać przy żałobie i winie. Myślałam, że to bardziej do przyciągania rzeczy. Mam pytanko - czy te afirmacje na przebaczenie sobie trzeba jakoś wzmocnić, na przykład świeczką albo kryształem, czy działają same w sobie bez żadnych dodatków?
Patrzę na tę dyskusję i mam mieszane uczucia. Nie chcę być niemile widziany, ale mam pytanie szczere: jak odróżnić sytuację, w której afirmacje naprawdę komuś pomagają, od sytuacji, w której po prostu odkładają przepracowanie realnego problemu? Bo czytam o przebaczeniu sobie i myślę, że część z tych formułek to trochę omijanie trudnej pracy, nie?
Przepraszam, że znowu się wtrącam do waszej rozmowy, ale chcę zapytać w kontekście mojej sytuacji z osobą, której już nie ma. Martynka pisała o liście - czy taki list powinnam pisać raz, czy wracać do niego, poprawiać go? Nie wiem czy to jest coś co robi się jednorazowo czy to jest proces.
a to 'palenie listu' to coś duchowego czy raczej psychologicznego? Bo słyszałam o tym z obu stron i nie wiem jak to traktować. Czy intencja tu ma znaczenie?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, bo dalej mi coś nie gra. Jeśli ktoś mówi, że po afirmacji czuje ulgę i mu pomaga - skąd wie, że to nie jest właśnie to tłumienie, o którym mówił Ignaś? Bo z zewnątrz te dwa mechanizmy mogą wyglądać identycznie. Czy jest jakiś sposób, żeby to zweryfikować obiektywnie, bez zdawania się tylko na subiektywne odczucia?
Ja nadal uważam że za dużo tu filozofii a za mało konkretów. Ktoś pyta co powiedzieć, a my gadamy o fazach Księżyca i psychoanalizie. Może ktoś po prostu poda kilka gotowych afirmacji na przebaczenie sobie, które działają? Bo to jest chyba sedno tego tematu.
Zbych, rozumiem frustrację, ale 'gotowe afirmacje które działają' to właśnie ten skrót, który może nie zadziałać dla połowy osób tutaj. Dlatego tyle miejsca zajmuje nam kontekst - bo bez niego ktoś weźmie zdanie, które innej osobie pomogło, i poczuje się po nim gorzej. Ale dobrze, kilka punktów startowych: 'robię co mogę z tym czego nauczyłam się do tej pory', 'moje błędy mnie nie definiują', 'pozwalam sobie być człowiekiem'. To są ogólne, właśnie z obszaru wartości, i dlatego mają mniejszy opór. Konkretne pod konkretną winę każdy musi zbudować sam.
Ja bym dodała do tej listy coś co sama stosuję: 'oddaję przeszłości to co do niej należy'. To jest krótkie i przy rytualnym powtarzaniu dobrze działa. Można je mówić przy świecy lub z kamieniem w dłoni żeby ciało miało punkt skupienia. Sprawdza się przy poczuciu winy za dawne rzeczy, bo nie zaprzecza temu co było, tylko przesuwa to w czasie.
To 'ciało wyczuje' które pada tu kilka razy - jak to właściwie rozumieć? Bo nie wszyscy mają jakiś wyraźny kontakt z reakcjami ciała. Ja na przykład przez długi czas kompletnie nie czułam żadnych sygnałów, wszystko było jak przez szybę. Czy afirmacje mogą działać mimo tej nieobecności?
To 'ciało wyczuje' które pada tu kilka razy - jak to właściwie rozumieć? Bo nie wszyscy mają jakiś wyraźny kontakt z reakcjami ciała. Ja na przykład przez długi czas kompletnie nie czułam żadnych sygnałów, wszystko było jak przez szybę. Czy afirmacje mogą działać mimo tego?
Klimcia, to jest ważne pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Dysocjacja od ciała jest bardzo częsta u osób z silnym poczuciem winy - to mechanizm ochronny. Ciało 'zamraża się', żeby nie czuć. Afirmacje mogą działać nawet wtedy, ale na innym poziomie - na poziomie języka i powtórzenia. Efekt może być opóźniony i słabszy, ale nie zerowy. Pytanie jest raczej inne: czy chcesz zacząć odbudowywać kontakt z ciałem równolegle, czy nie jest to teraz możliwe?
Ale jak ktoś nie czuje ciała, to te afirmacje w ogóle mają sens? Bo tu cały czas słyszę że trzeba czuć, że ciało potwierdza, że pasuje - a co jeśli ktoś po prostu nic nie czuje? To brzmi jak warunek wstępny którego nie da się obejść.
Ale jak się samemu pisze afirmację, to skąd wiadomo że jest dobrze sformułowana? Bo chyba łatwo napisać coś co brzmi pozytywnie, ale tak naprawdę działa odwrotnie. Czy jest jakaś zasada?
Wracam bo chcę zapytać o coś konkretnego. Crystaline napisała 'zrobiłam co mogłam wiedząc to co wiedziałam wtedy' i ta afirmacja mnie bardzo uderzyła. Tylko że ja dalej uważam że mogłam wiedzieć więcej, że powinnam była się bardziej postarać. Czy ta afirmacja działa też kiedy ktoś nie jest przekonany że to prawda?
Przylaszczka, to jest bardzo istotne rozróżnienie. Ta afirmacja nie jest stwierdzeniem faktu, tylko zaproszeniem do innej perspektywy. Nie musisz być przekonana że to prawda - wystarczy że jesteś gotowa rozważyć że mogłoby być prawdziwe. To różnica między 'to jest fakt' a 'może tak właśnie było'. Przy przebaczaniu sobie ta szczelina - 'może' - bywa ważniejsza niż pełne przekonanie.
Ale skoro mamy mówić coś w co nie wierzymy to po co to całe rozróżnianie że afirmacja musi brzmiec jak prawda? To mi się nie spina. Raz mówicie że nie może brzmieć jak kłamstwo, a raz że możemy mówić coś w co nie jesteśmy przekonani. Jak to rozumieć?
Właśnie to jest chyba sedno czemu te gotowe zestawy afirmacji z internetu tak rzadko działają. Ktoś napisał je dla siebie albo dla 'przeciętnego przypadku', a każdy ma swój konkretny skok do pokonania. Co działa dla kogoś z niewinną pomyłką, nie zadziała dla kogoś z głębszą winą. Czy tu na forum ktoś próbował budować afirmację razem z kimś, dopasowując ją do sytuacji?
Mam pytanie które może być nie na miejscu, ale zapytam - czy afirmacje na przebaczenie sobie mogą działać jeśli wina dotyczy kogoś, kogo już nie ma i nie możemy już nic naprawić? Bo czytam tę rozmowę i myślę że większość przypadków to relacje gdzie druga osoba żyje. A co jeśli nie?
Leszek, to jest jedno z najtrudniejszych pytań jakie można postawić w tym temacie i dobrze że je zadałeś. Kiedy nie ma możliwości naprawienia ani rozmowy - ciężar zostaje tylko po naszej stronie. Afirmacje mogą tu działać, ale często nie wystarczą same. Ten rodzaj winy potrzebuje zwykle czegoś więcej: symbolu, rytuału, gestu. Właśnie dlatego Przylaszczka pisała o liście - list do kogoś kto odszedł jest jedną z form takiej pracy. Afirmacja może być jej dopełnieniem, a nie zastąpieniem.
Martynka, bardzo dziękuję za tę odpowiedź. Ale mam kolejne pytanie - piszesz że często nie wystarczą same afirmacje kiedy nie ma możliwości naprawienia. Co wtedy jest potrzebne? Czy mówisz o terapii, czy o jakichś konkretnych praktykach? Bo nie chcę żebyś zostawiła to pytanie bez końca.
