A co gdyby zamienić 'wstyd' na 'informację'? Tzn. zawiść mówi ci coś o tym, czego chcesz i co ci na razie nie wychodzi. Nie jako wyrok, ale jako sygnał. Czy to zmienia coś w tym, jak ją postrzegasz?
Wracam do tego, co napisała Zlata59 o kolejności - najpierw kontakt z emocją, potem afirmacja. Mam pytanie praktyczne: jak długo ten kontakt powinien trwać? Bo mam wrażenie, że u mnie 'kontakt z emocją' bardzo szybko przeradza się w ruminację i zamiast się oczyszczać, zakręcam się w kółko.
Słucham tego wszystkiego i zastanawiam się, czy nie zrobiłam do tej pory wszystkiego odwrotnie. Zawsze zaczynałam od afirmacji kiedy czułam, że zawiść narasta - jakby gasić ogień słowami. Ale z tego, co mówicie, to trochę jakbym zalewała coś, czego nawet nie obejrzałam.
Dokładnie to masz - i to jest bardzo uczciwa obserwacja sama z siebie. Nie martwiłabym się tym, że 'robiłaś odwrotnie', bo to, że to teraz widzisz, już zmienia sposób, w jaki to zadziała następnym razem. Pytanie, czy masz jakiś konkretny moment z ostatniego czasu, gdzie czułaś, że coś zadziałało inaczej niż zwykle?
To nie przypadek. U mnie było bardzo podobnie - ten moment, kiedy przestałam walczyć z emocją i po prostu ją nazwałam, był wyraźnym przełomem. Afirmacje potem działały zupełnie inaczej, jakby trafiały w coś, co już nie stawiało oporu.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o nazywaniu emocji. Co z sytuacją, gdy zawiść dotyczy kogoś bliskiego - siostry, przyjaciółki? Tam wstyd jest chyba podwójny, bo do zawiści dochodzi jeszcze poczucie winy za to, że w ogóle tak czujesz wobec kogoś, kogo lubisz.
Chcę do tego dorzucić jedną obserwację z własnej praktyki. Odkryłam, że afirmacja skierowana bezpośrednio na relację - np. 'jest nam dobrze razem, nasze ścieżki są niezależne' - działała u mnie lepiej niż ogólna 'jej sukces nie umniejsza mojego'. Może dlatego, że ta pierwsza była prawdziwsza dla mojej konkretnej sytuacji?
Dominiczka.ka, to że nie wiesz od czego zacząć jest tak naprawdę dobrym punktem wyjścia. Pisanie własnych afirmacji zaczyna się zwykle od jednego prostego kroku: zadaj sobie pytanie, co dokładnie boli. Nie 'czuję zawiść', tylko konkretnie - 'boli mnie, że ona awansowała, bo czuję się w tyle'. I z tego konkretu możesz zbudować afirmację, która rzeczywiście dotyczy twojej sytuacji, a nie jakiejś uśrednionej zawiści z poradnika.
To jest bardzo częste przekonanie i trochę rozumiem, skąd pochodzi - bo jeśli afirmacja ma 'programować', to po co pisać to, czego nie chcesz? Ale tu jest ważne rozróżnienie: afirmacja nie jest punktem startowym, tylko docelowym. Dlatego nie piszesz 'boli mnie, że ona awansowała' jako afirmacji - to jest materiał roboczy, żeby wiedzieć, czego naprawdę szukasz. A afirmacja wynika z tego, dokąd chcesz dotrzeć. Np. 'moje tempo jest moje i wystarczające'.
Słyszałam kiedyś podobną zasadę i myślę, że jest w tym coś trafnego. Sama testowałam afirmacje, które brzmiały 'łatwo' i takie, które mnie trochę uwierały przy pierwszym czytaniu - i te drugie faktycznie coś ruszały. Ale mam pytanie: co z sytuacją, gdy afirmacja wywołuje bardzo silny opór, niemal złość? Czy to znaczy, że jest jeszcze lepsza, czy że jest po prostu za daleko?
Notuję to sobie, bo to jest naprawdę konkretna zmiana w podejściu. Do tej pory myślałam o afirmacjach jak o deklaracjach - 'jestem, mam, czuję'. A tu wychodzi, że forma procesowa może być bardziej uczciwa i przez to bardziej skuteczna. Mam pytanie: czy ta zasada dotyczy tylko afirmacji przy zawiści, czy ogólnie przy emocjach trudnych?
U mnie to działało właśnie tak jak mówi Orlikowa. Przez długi czas powtarzałam standardowe afirmacje i czułam coraz większy dysonans. Dopiero kiedy zaczęłam pisać 'pozwalam sobie...' albo 'otwieram się na...' coś zaczęło się zmieniać. To nie jest tak, że afirmacja od razu stała się prawdą - ale przestała być kłamstwem, które samo sobie zaprzecza.
Osobiście wolę nie wstawiać konkretnych imion do afirmacji, bo wtedy afirmacja zaczyna krążyć wokół tej osoby, a nie wokół mnie. Cel chyba jednak jest taki, żeby wrócić do siebie, nie skupiać się na Kasi, prawda? Może 'pozwalam sobie nie śledzić cudzych kroków' jest bardziej wewnętrzne.
A skąd wiadomo, że afirmacja 'wraca do siebie' a nie jest tylko unikaniem tematu? Bo 'nie śledzę cudzych kroków' brzmi jak zakaz, nie jak realna zmiana w środku.
To, co napisał Anastazy, o kierunku 'do' zamiast 'od' - czy to znaczy, że afirmacja powinna zawierać jakiś obraz docelowy? Tzn. nie tylko 'buduję swoją drogę', ale może coś bardziej konkretnego, co ta droga oznacza dla mnie?
Czyli afirmację powinno się mówić na głos, nie tylko pisać albo czytać w myślach? Pytam, bo ja głównie piszę i zastanawiam się, czy to wystarczy.
Śmiech to bardzo konkretna reakcja - i dobra informacja. Znaczy, że zdanie jest za bardzo w przyszłości w stosunku do tego, co teraz faktycznie czujesz. To nie jest zła afirmacja jako taka, ale nie jest twoja afirmacja w tym momencie. Gdybyś zaczęła od 'staram się pamiętać, że jej sukces nie musi umniejszać mojego' - czy to też wywołałoby śmiech?
To 'tylne wyjście' to akurat dobrze. Umysł nie lubi być zmuszany do ostatecznych stwierdzeń, które czuje jako kłamstwo. Miękkie sformułowania - 'nie musi', 'pozwalam sobie myśleć', 'coraz częściej' - to nie jest słabość afirmacji, to jest jej dopasowanie do realnego stanu.
Ale to mi się trochę kręci w kółko. Jak afirmacja ma cokolwiek zmienić, jeśli dopasowujemy ją do 'realnego stanu', który chcemy zmienić? Czyli mówię coś, w co już trochę wierzę, żeby wierzyć w to bardziej?
A to jest ciekawe rozróżnienie - afirmacja jako ucieczka od emocji kontra afirmacja jako praca z emocją. Jak w praktyce wygląda ta różnica? Bo wydaje mi się, że możesz zacząć od pierwszego, a skończyć na drugim albo odwrotnie.
Dobra, ale wróćmy do tego, co napisała Zlata59 - że 'widzę' musi być przed 'chcę zmienić'. To znaczy, że każdą sesję z afirmacją trzeba zaczynać od jakiegoś rodzaju rachunku sumienia z zawiści? Dosłownie: usiąść i powiedzieć sobie, kogo się zazdroszczę i dlaczego?
A jak odróżnić 'świeżą zawiść' od tej, która już trochę opadła? Bo ja mam takie poczucie, że moja zawiść wobec jednej znajomej ciągnie się od miesięcy i nie wiem, czy ona jest 'świeża' czy 'stara'.
Sprawdzian jest prosty - pomyśl o tej osobie i obserwuj, czy to, co czujesz, od razu wyskakuje z dużą siłą, czy raczej jest jakimś cichym dyskomfortem w tle. Intensywna, nagła reakcja to znak, że emocja jest nadal żywa i blisko powierzchni. Cichy dyskomfort to coś, z czym można już pracować spokojniej.
Czyli pisanie może być tym krokiem 'przed' afirmacją, nie zamiast niej? Bo wcześniej myślałam, że pisanie afirmacji to jedno, a to, co tu opisujecie, to coś zupełnie innego.
Mam pytanie do Anastazy56 albo Zlaty - czy są jakieś afirmacje, które konkretnie sprawdzają się przy porównywaniu się z innymi? Nie chodzi mi o ogólne 'jestem wystarczająca', tylko coś, co naprawdę bierze ten mechanizm porównania za rogi.
Ale 'moje tempo jest moje' brzmi dla mnie równie pusto jak 'jestem wystarczająca'. Skąd wiadomo, że to nie jest to samo tylko innymi słowami?
To chyba coś dla mnie. Spróbuję z 'to, co inne osoby osiągają, nie zabiera mi niczego' - to brzmi jak zdanie, w które jestem w stanie uwierzyć przynajmniej częściowo. Dziękuję za tę rozmowę, serio. Nie spodziewałam się, że tak głęboko w to wejdziemy.
