Ale ile czasu zajmuje zanim przestaniesz czuć ten opór? Bo jak słyszę 'kilka tygodni', 'bądź cierpliwy', to mam wrażenie że to jest po prostu sposób żeby nie powiedzieć że w ogóle nie wiadomo czy działa.
Właśnie przy tym 'głęboko zakorzenionym' mam takie pytanie - skąd wiadomo, że to jest praca z przekonaniem, a nie po prostu kręcenie się w kółko? Bo czasem mam poczucie, że powtarzam afirmacje, trochę lepiej, trochę gorzej, ale nie wiem, czy cokolwiek faktycznie idzie w dobrą stronę.
Myślę, że jednym ze znaków jest to, że zaczynasz reagować inaczej w konkretnych sytuacjach - nie że 'czujesz się szczęśliwa', ale że widząc czyjś sukces, masz chwilę zanim przyjdzie ten znany ucisk. Ta chwila to zmiana. Małe, ale realne.
A czy to musi być na głos, czy można myśleć? Bo u mnie nie ma warunków żeby mówić na głos rano i zastanawiam się, czy w ogóle jest sens robić to w głowie.
Wracając do nagrań - naprawdę ktoś to testował dłużej niż tydzień? Pytam serio, bo widziałam takie rady w różnych miejscach i zawsze byłam ciekawa, czy to działa inaczej niż zwykłe powtarzanie, czy to tylko ten sam efekt, tylko przez słuchawki.
A wracając do tego, co mówiłam - jak ocenić, czy praca idzie do przodu. Anastazy powiedział 'za wcześnie na wyrok', ale mam poczucie, że cały czas słyszę 'jeszcze za wcześnie' i nie wiem, kiedy to 'za wcześnie' się kończy. Czy jest jakiś konkretny moment, po którym wiadomo, że czas coś zmienić, bo dana afirmacja po prostu nie działa?
Konkretny próg to minimum sześć tygodni codziennej, regularnej pracy z tym samym przekonaniem. Jeśli po tym czasie nie ma żadnej zmiany w reakcjach - nie w 'myśleniu o tym', tylko w spontanicznych reakcjach na sytuacje - to albo afirmacja jest źle skonstruowana, albo przekonanie wymaga innego podejścia niż sama afirmacja.
To co mówi Anastazy zgadza się z tym, co czytałam o pracy z przekonaniami od strony uważności. Konkretność jest kluczowa. Ale mam pytanie do osób, które to ćwiczyły - czy zdarzyło wam się, że bardzo konkretna afirmacja po jakimś czasie przestawała być potrzebna? Tzn. sytuacja przestała wyzwalać reakcję, a wy zapomnieliscie powtarzać?
A skąd wiedzieć, czy to się 'zamknęło', czy po prostu przestałaś zwracać uwagę i emocja wróci jak przyjdzie prawdziwy test? Bo to mnie się zawsze kręci po głowie - że myślę, że jest lepiej, a potem coś się zdarza i jest tak samo jak przed.
To brzmi jak coś, co można robić w nieskończoność i zawsze można powiedzieć 'pracuję dalej'. Gdzie jest ten moment, kiedy można powiedzieć że się skończyło, a nie że właśnie trwa?
Mam pytanie do całej rozmowy, bo chyba nikt tego jeszcze nie powiedział wprost - czy ktoś pracował z afirmacjami specyficznie na zawiść, i to nie ogólną, tylko tę konkretną, skierowaną na jedną osobę? Bo mam wrażenie, że to jest inny kaliber niż ogólne porównywanie się z 'ludźmi w internecie'.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie - czy afirmacje przy zawiści wobec konkretnej osoby nie działają tak, że skupiamy się na tej osobie zamiast na sobie? Bo im bardziej staram się 'nie porównywać', tym bardziej o tej osobie myślę.
Dobra, ale tu pada pytanie, które mnie też dotyczy - skąd wiedzieć, że to już jest 'za dużo' i trzeba kogoś z zewnątrz? Bo każdy powie, że sam da radę, i każdy powie, że pracuje nad sobą. Gdzie jest ta granica?
Mam poczucie, że w tej rozmowie cały czas kręcimy wokół pytania 'jak długo' i 'skąd wiedzieć'. Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia - przez długi czas myślałam, że pracuję, a tak naprawdę tylko powtarzałam zdania. Zmiana przyszła wtedy, kiedy zaczęłam dopisywać do afirmacji małe, konkretne dowody. Nie wielkie sukcesy, tylko drobne momenty z danego dnia, które pasowały do zdania. To zakotwiczało.
Wracam do swojego pierwotnego pytania, bo myślę, że trochę od niego odpłynęłyśmy. Zaczęłam ten temat od zawiści i porównywania, i te wszystkie wątki są pomocne, ale mam konkretny problem - jak nie porównywać się z osobą, która zaczęła w podobnym momencie, a teraz jest wyraźnie 'dalej'? Mam poczucie, że nie idę na swoim tempie, tylko patrzę na jej tempo i czuję, że moje jest złe.
To, co piszesz, to jest chyba centrum całego tematu. 'Moje tempo jest złe' - to jest właśnie to przekonanie, które trzeba rozłożyć. Nie afirmacja 'tempo innych mnie nie dotyczy', tylko najpierw pytanie - skąd wiesz, że twoje jest złe? Na podstawie czego porównujesz? Bo jeśli punkt odniesienia to czyjaś zewnętrzna widoczność, to porównujesz swoje wnętrze z czyjąś fasadą i to zawsze wyjdzie na twoją niekorzyść.
Jedno nie wyklucza drugiego, ale jeśli ekspozycja jest codzienna i intensywna, to afirmacja działa w warunkach ciągłego przeciążenia. Można pracować równolegle, ale ze świadomością, że jedna rzecz sabotuje drugą. Priorytetem jest usunięcie bodźca, który restaruje przekonanie - potem afirmacja ma gdzie działać.
Dobra, to rozumiem - najpierw ograniczyć, potem afirmacje mają więcej sensu. Ale mam jeszcze jedno pytanie do tego: co z sytuacjami, gdzie nie masz możliwości ograniczenia kontaktu? Np. ta osoba jest w twoim najbliższym środowisku, widujesz ją regularnie. Wtedy co?
To jest inna sytuacja i wymaga innego podejścia. Jeśli ekspozycja jest nieunikniona, to praca musi pójść głębiej - nie w kierunku 'nie patrzę na nią', tylko 'zmieniam to, co ta obecność we mnie uruchamia'. Afirmacja nie blokuje widoku, ale może zmieniać interpretację. Tyle że do tego potrzeba więcej czasu i większej precyzji w tym, co powtarzasz.
Mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy te małe kroki afirmacyjne to nie jest trochę oszukiwanie się? Tzn. jeśli naprawdę wierzę, że moje tempo jest za wolne, to mówienie sobie 'nie wiem' nie zmienia faktu, że tak myślę. Gdzie tu jest prawdziwa zmiana?
Ale żeby być szczerym - nie rozumiem, jak 'zawieszenie wyroku' w praktyce wygląda. Mówię sobie 'nie wiem czy moje tempo jest złe' i co dalej? Po prostu tyle?
Wracam do tego, co Dominiczka.ka napisała na początku - o osobie, która zaczęła w podobnym momencie, a teraz jest wyraźnie dalej. Mam poczucie, że tu jest coś ważnego, o czym nie mówimy wprost: zawiść jest o wiele silniejsza, kiedy ta osoba jest nam bliska lub podobna. Z obcym nam nie porównujemy się tak boleśnie.
To co opisuje Dominiczka.ka to jest klasyczny mechanizm porównań społecznych - im bliższe nam osoby, tym bardziej bolą. I dlatego afirmacja ogólna typu 'cieszę się z sukcesów innych' tutaj nie wystarczy, bo ona nie trafia w ten konkretny ból. Trzeba coś bardziej precyzyjnego - coś, co mówi wprost o tej relacji: 'jej droga nie jest miarą mojej drogi'.
Ale czy to w ogóle jest do końca możliwe - oddzielić afirmację od obrazu osoby, skoro to ta osoba jest źródłem bólu? Mam wrażenie, że tutaj sama technika afirmacyjna ma swoje granice i to, o czym mówiła Zlata59 wcześniej - warstwa pracy między spotkaniami - jest ważniejsza niż samo powtarzanie zdań.
To, co mówi Zlata59 o amplitudzie, bardzo mi odpowiada. U mnie to wyglądało tak, że przez długi czas każda informacja o tej osobie wywoływała coś w rodzaju skurczu. Teraz ta sama informacja wywołuje reakcję, ale krótszą. Nie zniknęła, tylko skróciła się jej 'długość'.
A czy ktoś próbował po prostu ograniczyć kontakt z informacjami o tej osobie zamiast pracować afirmacjami? Tzn. nie obserwować, nie sprawdzać, nie słuchać jak ktoś o niej mówi - i zobaczyć czy to działa szybciej?
Wracam do tego, co mówił Anastazy56 o kontakcie z emocją przed afirmacją. To brzmi prosto, ale w praktyce jest dość wymagające, bo kontakt z zawiścią jest bardzo nieprzyjemny. Zawiść to emocja, której wiele osób się wstydzi, więc naturalnym odruchem jest szybkie przykrycie jej czymkolwiek - właśnie afirmacją albo racjonalizacją.
