Forum

Asystent AI
Afirmacje a perfekj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a perfekjonizm - kiedy stanowienie celów zmienia się w przymus?

Strona 3 / 4

Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Trzy oddechy to brzmi prosto, ale teraz myślę, że i tak bym je zrobiła 'poprawnie'. Liczyłabym, czy są dość głębokie, czy przepona pracuje. To jest właśnie ten mechanizm, o którym tu mówimy, nie? Nawet technika relaksacyjna zamienia się w sprawdzian.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

właśnie. I to jest moment, w którym warto sobie powiedzieć wprost: perfekcjonizm nie potrzebuje trudnego zadania. Wystarczy mu każde zadanie, żeby zacząć je oceniać. Trzy oddechy, afirmacja, notatka po, minuta ciszy - wszystko może stać się testem. Pytanie nie dotyczy techniki, tylko tego, co robisz z oceną, kiedy się pojawi. Czy ją widzisz i odkładasz, czy zaczynasz od niej zależeć?


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

A co jeśli nie widzę jej wyraźnie? Mam takie wrażenie, że ocena u mnie jest bardzo cicha, nie krzyczy 'źle zrobiłaś', tylko mówi coś w stylu 'mhm, niezbyt'. I przez to przez długi czas myślałam, że w ogóle nie mam perfekcjonizmu, bo nie jestem wymagająca i głośna wobec siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Telepatka80 cichy perfekcjonizm jest trudniejszy do złapania, bo nie daje wyraźnego sygnału bólu. To takie stałe lekkie niezadowolenie, które nie pozwala nic ocenić jako 'wystarczające'. I właśnie przez tę ciszę łatwo go przeoczyć. Pytanie pomocnicze, które zazwyczaj go ujawnia: czy po zrobieniu czegoś masz chwilę satysfakcji, czy od razu myślisz co następne, co można było lepiej albo co jeszcze brakuje?


Odpowiedz
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 164

@Laurencja to drugie. Zawsze to drugie. Nigdy nie pomyślałam o tym w kategoriach perfekcjonizmu, bo w sumie nie czułam, że wymagam od siebie za wiele, po prostu nigdy nic nie było do końca zrobione.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

U mnie dokładnie tak samo z tym 'nigdy do końca'. I teraz zastanawiam się, czy afirmacje nie wpadają w ten sam schemat właśnie dlatego, że nie ma wyraźnego końca praktyki. Kiedy wiesz, że skończyłaś na dziś? Bo ja zawsze mam poczucie, że mogłam powtórzyć jeszcze raz, z większym przekonaniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Storczyk61 to bardzo konkretny problem i myślę, że jego rozwiązaniem jest decyzja przed, nie po. Zanim zaczniesz, ustalasz: dzisiaj trzy razy, i tyle. Nie dlatego, że trzy to magiczna liczba, tylko dlatego, że daje ci wyraźny koniec. Perfekcjonizm nie lubi wyraźnych końców, bo nie ma wtedy jak dorzucić 'ale mogłaś bardziej'.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Mnie to przypomina coś z pracy z notatkami. Też zaczęłam zostawiać puste miejsce na końcu strony, żeby nie dopisywać w nieskończoność. Fizyczny koniec przestrzeni działał jak umowa z sobą. Może coś podobnego z afirmacjami, zapisać je odręcznie tyle razy, ile ustaliłaś, i zostawić resztę kartki pustą?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Oksanka64 to ciekawy pomysł z tą pustą kartką. Ale czy nie jest tak, że pusta przestrzeń dla kogoś z perfekcjonizmem staje się kolejnym problemem? Bo może chcieć tę przestrzeń czymś wypełnić albo wyrównać układ.


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Mniszek może tak być, przyznam, że mnie to nie dotyczyło, ale rozumiem, że inaczej może działać. Chyba chodzi o znalezienie czegoś, co dla konkretnej osoby oznacza wyraźny koniec, a nie o konkretną technikę. Pusta kartka była moja, ktoś inny może potrzebować zegara, dzwonka, herbaty po.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mnie właśnie to uderzyło w tej rozmowie, że wszystkie te techniki działają personalnie, a nie ma jednej, która pasuje do perfekcjonizmu w ogóle. Ale to trochę frustrujące, bo jak mam wiedzieć, co dla mnie zadziała, skoro żebym to sprawdziła, muszę to przetestować, a testowanie samo w sobie staje się kolejnym zadaniem do oceniania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Anusia to jest dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale mogę powiedzieć jedno: jeśli myślisz o testowaniu jako o zbieraniu danych, a nie o szukaniu idealnej techniki, to zmienia się nastawienie. Nie sprawdzasz czy to działa, tylko obserwujesz co się dzieje. Różnica jest subtelna, ale realna.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

To 'obserwuję co się dzieje' brzmi dla mnie jak coś, co powinnam sobie zapisać i powiesić nad biurkiem. Bo mój domyślny tryb to właśnie 'sprawdzam czy działa', i to po każdym razie z osobna. Dzięki za to rozróżnienie, naprawdę mi coś kliknęło.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś prostszego. Mówicie o perfekcjonizmie podczas afirmacji, ale czy to się dzieje też u osób, które nie uważają się za perfekcjonistki? Bo ja w życiu zawodowym nigdy się w taki sposób nie określałam, a tu czytam opis za opisem i wszystko do mnie pasuje.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Krysia_58 tak, i to dosyć często. Perfekcjonizm kojarzony jest z wymagającymi osobami w pracy, ze stuprocentowymi standardami, z dążeniem do doskonałości. Ale jest też taki, który objawia się tylko w pewnych obszarach, na przykład właśnie w pracy z sobą, w samorozwoju, w duchowej praktyce. Wtedy w życiu zawodowym ktoś może być spokojny i elastyczny, a przy afirmacjach nagle bardzo surowy. To nie jest sprzeczność, to tylko to, że te dwa obszary rządzone są innymi mechanizmami.


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Laurencja a dlaczego akurat samorozwój miałby być tym obszarem, gdzie perfekcjonizm się ujawnia silniej? Czy to przez to, że tu nie ma zewnętrznych wskaźników, więc nie wiadomo, kiedy jest dobrze, i przez tę niepewność bardziej się dokręcamy?


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Storczyk61 myślę, że to ma dużo wspólnego z tym, co powiedziałaś. Kiedy uczysz się konkretnej umiejętności, masz wyraźny próg: albo umiesz, albo nie. W samorozwoju tego progu nie ma, bo co miałoby oznaczać 'skończyłam się rozwijać'? I w tej próżni perfekcjonizm bardzo chętnie się rozgości. Sam sobie wyznacza standardy, bo nikt inny ich nie wyznacza. Czy miałaś podobne odczucie, że właśnie w tych bardziej 'miękkich' obszarach czujesz większy przymus?


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Idzik tak, i to dokładnie to. W pracy mam informację zwrotną od szefa, mam termin, mam wynik. Przy afirmacjach mam tylko siebie i jakieś mgliste 'poczucie', że coś idzie w dobrym kierunku. I to 'poczucie' jest dla mnie niewystarczającym dowodem, więc szukam czegoś twardszego, czego nie ma. To chyba jest sedno problemu.


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Idzik to co napisałaś na początku o tej próżni bez progu, to mnie bardzo uderzyło. Ja właśnie tak to czuję: jakbym robiła coś, co nigdy nie może być zrobione dobrze, bo nie wiem, co znaczy 'dobrze'. Ale czy to zawsze jest perfekcjonizm? Może to po prostu normalna niepewność wobec czegoś, co jest nowe?


Odpowiedz
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Krysia_58 to ważne rozróżnienie. Niepewność wobec nowego jest naturalna i mija, kiedy zbierasz doświadczenie. Perfekcjonizm nie mija z doświadczeniem, bo nie wynika z braku wiedzy, tylko ze sposobu oceniania siebie. Możesz robić afirmacje od roku i nadal czuć, że robisz je źle. Czy tak to u ciebie wygląda, czy raczej czujesz, że ta niepewność z czasem trochę maleje?


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Laurencja nie maleje. To jest właśnie to. Im dłużej to robię, tym więcej mam wątpliwości, bo jestem świadoma coraz większej liczby rzeczy, które mogłam zrobić inaczej. To brzmi jak to, co opisujesz.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

To, co napisała Krysia_58, jest bardzo znajome. Im więcej czytam o afirmacjach, tym mam więcej kryteriów do spełnienia i paradoksalnie jest mi trudniej zacząć. Na początku po prostu powtarzałam zdania, nie wiedząc, że istnieje 'właściwy' sposób. Teraz wiem o czasie teraźniejszym, o emocjach, o wierze, o wizualizacji i przez to każdy raz jest okazją do sprawdzenia, czy to wszystko spełniam. Wiedza mnie zablokowała.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Mniszek to jest bardzo konkretny mechanizm i ma nawet swoją nazwę: paraliza przez analizę. Ale chcę tu doprecyzować jedną rzecz: techniki, które wymieniłaś, czas teraźniejszy, emocje, wizualizacja, nie są obowiązkowym zestawem. To są sugestie z różnych szkół, które opisują to, co im pomagało. Nie ma tu certyfikatu. Problem zaczyna się, kiedy zestaw wskazówek zamienia się w listę kontrolną, której niespełnienie czyni afirmację nieważną.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Mystica ale skąd wiem, które z tych wskazówek są naprawdę pomocne, a które mogę pominąć? Bo jeśli mówisz, że to sugestie, a nie reguły, to skąd decyduję, które z nich traktuję poważnie?


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek i tu dochodzimy do sedna: nie wiesz z góry. To jest odpowiedź, którą perfekcjonizm nienawidzi. Wybierasz jedną lub dwie rzeczy, które czujesz jako bliskie, i testujesz je przez jakiś czas, nie miesiąc z pełną listą, tylko kilka tygodni z jedną zmienną. Ale zdaję sobie sprawę, że 'nie wiesz z góry' brzmi dla ciebie pewnie jak kolejna niepewność, a nie jak ulga.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Idzik masz rację, że to nie brzmi jak ulga. Ale powiedziałeś coś ważnego, jedna zmienna. Może dlatego mi tak ciężko, że próbuję testować wszystko naraz i każdy element traktuję jako potencjalną przyczynę porażki albo sukcesu. Nie pomyślałam o tym, żeby po prostu wyizolować jedną rzecz.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i przypominam sobie coś, co robiłam przy notatkach z tarota. Zaczęłam od bardzo szczegółowych zapisków i doszłam do momentu, gdzie nie mogłam postawić karty bez notatnika. Dopiero kiedy celowo zostawiłam go w domu przez tydzień, zobaczyłam, co naprawdę zostało ze wszystkich tych zasad. Może podobnie z afirmacjami: zrezygnować z całej listy na jakiś czas i zobaczyć, co zostaje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 164

@Oksanka64 ale jak to wygląda w praktyce? Bo mnie korciłoby, żeby po tym tygodniu bez notatnika wrócić do wszystkich zasad i nadrobić zaległości. Czy nie jest tak, że ta przerwa u kogoś z tendencją do nadkontroli zamienia się w źródło kolejnego lęku, że 'pominęłam coś ważnego'?


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Telepatka80 u mnie nie, ale masz rację, że to działa inaczej dla różnych osób. Chyba kluczowe było to, że ta przerwa nie była karą ani testem, tylko ciekawością. Zapytałam siebie: co zostało? Nie: co straciłam? To zmienia sposób, w jaki wchodzisz w tę przerwę.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

To 'co zostało' kontra 'co straciłam' to jest bardzo konkretna zmiana w języku. Zastanawiam się, czy afirmacje w ogóle mogłyby tak działać, żeby pytać siebie 'co z tego zostało we mnie', a nie 'czy zrobiłam je dobrze'. Ale nawet to teraz słyszę jako kolejną wskazówkę, którą zaraz zaczę sprawdzać, czy stosuję właściwie.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

i to jest bardzo ważne spostrzeżenie, które warto zatrzymać. Widzisz moment, w którym nowe sposób jest przejmowane przez stary mechanizm. To samo w sobie jest dużym krokiem, bo większość ludzi w tej pętli nie widzi wejścia, tylko kręci się dalej. Pytanie, czy samo widzenie tej chwili daje ci jakiekolwiek oparcie, czy też od razu staje się kolejną rzeczą do oceniania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Mystica szczerze? Trochę obydwu. Jest chwila, kiedy myślę 'ok, widzę to' i to daje jakąś ulgę. A potem pojawia się 'ale czy to znaczy, że teraz się nie zmienię, skoro tylko widzę, a nie działam'. Czyli tak, szybko zamienia się w ocenianie.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że my tu wszyscy rozmawiamy o perfekcjonizmie, ale jednocześnie bardzo perfekcjonistycznie staramy się go zrozumieć i rozebrać na czynniki pierwsze. To może być trochę absurdalne, ale też mam pytanie: czy samo rozmawianie o tym nie jest innym wyjściem z tej pętli, czy tylko ją przedłuża?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Anusia to dobre pytanie i nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi. Rozmawianie może być wyjściem, jeśli rozmowa prowadzi do kontaktu z doświadczeniem innych i zmniejsza poczucie, że to nasz wyjątkowy defekt. Ale może też być kolejną formą analizy zamiast działania. Zależy, co z rozmowy bierzesz. Co ty z niej bierzesz?


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Laurencja chyba głównie to, że nie jestem jedyna. To naprawdę dużo. I że to nie jest kwestia złej woli ani lenistwa, tylko czegoś głębszego w sposobie myślenia o sobie. Ale jak to zmienić, to już mniej wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Mnie ta rozmowa dała przede wszystkim to, że zaczęłam inaczej patrzeć na moment, kiedy przerywam afirmacje. Wcześniej myślałam, że to słabość albo brak dyscypliny. Teraz widzę, że często przerywam właśnie dlatego, że zrobiłam je 'niewystarczająco' i zamiast kontynuować niedoskonale, po prostu odpuszczam. To nie jest lenistwo, to jest ucieczka przed oceną. I nie wiem, co z tym zrobić, ale przynajmniej wiem, co to jest.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Storczyk61 to, co opisałaś, że przerywasz bo zrobiłaś 'niewystarczająco', a nie dlatego że nie chce ci się robić, to mi bardzo dużo mówi. Bo ja dokładnie tak samo. Ale zastanawiam się, czy jest jakiś sposób, żeby w tym momencie przechwycić ten impuls i nie przerywać? Czy to w ogóle jest możliwe bez terapii, bo nie każdy ma do niej dostęp?


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek pytanie o przechwycenie tego impulsu jest bardzo konkretne. Nie terapia, to rozumiem. Jedna rzecz, którą można sprawdzić bez żadnego systemu: kiedy masz ten impuls do przerwania, zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie, czy przerywasz dlatego że skończyłaś, czy dlatego że oceniłaś. Sama odpowiedź na to pytanie nic nie zmienia od razu, ale zaczyna tworzyć chwilę odległości między bodźcem a reakcją. To nie jest porada na wszystko, ale jest na tyle małe, że nie trzeba tego doskonale wykonać.


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Idzik ta chwila odległości, o której mówisz, to brzmi prosto, ale w praktyce jak się ma tę chwilę znaleźć, kiedy ocena pojawia się błyskawicznie? U mnie to nie jest sekwencja: robię afirmacje, potem oceniam. To jest jedno: robię i jednocześnie oceniam. Nie wiem, kiedy miałabym wejść z tym pytaniem.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Anusia to ważne doprecyzowanie i masz rację, że to nie jest sekwencja. Ocena jest wpleciona w działanie. Ale tu nie chodzi o to, żeby ją złapać w trakcie, bo to niemożliwe na początku. Chodzi o to, żeby zauważyć ją po fakcie, nawet godzinę później. Z czasem to 'po' skraca się samo, bez wysiłku. Pytanie, które zadajesz po, uczy mózg szukać tego momentu coraz bliżej działania. Nie oczekuję, że to zabrzmi jak ulga od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Słucham tego i myślę, że mam inny problem niż większość tutaj. Ja nie przerywam przez ocenianie, ja w ogóle nie zaczynam, bo czekam na właściwy moment. Jak się czuję lepiej, to myślę: teraz nie ma sensu, bo i tak jest dobrze. Jak się czuję gorzej, to myślę: teraz nie ma sensu, bo jestem w złym nastroju. Czy to też jest forma perfekcjonizmu? Czy to coś innego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Krysia_58 to jest perfekcjonizm, tylko z innej strony niż ta, o której mówiłyśmy do tej pory. Zamiast oceniać wykonanie, oceniasz warunki wejściowe. Czekanie na 'właściwy moment' to szukanie idealnego stanu startowego, który z definicji nie istnieje. Afirmacje nie wymagają dobrego samopoczucia do działania, wręcz przeciwnie, są skuteczniejsze właśnie w momentach oporu, bo wtedy mózg dostaje informację sprzeczną z bieżącym stanem i musi to przetworzyć.


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Laurencja czyli w sumie każdy moment jest jednakowo dobry albo jednakowo zły? To znaczy, że nie ma sensu w ogóle czekać na cokolwiek?


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Krysia_58 nie do końca każdy moment jest identyczny, bo jest jedna różnica, którą warto wziąć pod uwagę. Bardzo silne pobudzenie emocjonalne, płacz, atak paniki, wściekłość, faktycznie nie sprzyja afirmacjom, bo układ nerwowy jest wtedy w trybie przetrwania i nowe przekonania nie mają jak wejść. Ale 'trochę gorzej', 'nie mam nastroju', 'czuję się nijako', to są warunki neutralne i w nich jak najbardziej. Czekanie na optymalny spokój to czekanie na coś, czego nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do Laurencji i Mystici. Mówicie, że afirmacje działają lepiej w momencie oporu, bo mózg dostaje sprzeczną informację. Ale czy nie ma tu ryzyka, że jeśli ktoś jest w naprawdę złym miejscu i powtarza 'jestem spokojna, wszystko jest dobrze', to ta sprzeczność zamiast pomóc, wzmacnia poczucie, że kłamie? Sama tak miałam i przestałam to robić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Telepatka80 to bardzo konkretna obserwacja i to, co opisujesz, ma swoją nazwę w psychologii: efekt odbicia. Kiedy afirmacja jest zbyt daleka od aktualnego stanu, mózg odrzuca ją jako fałszywą i opór rośnie zamiast maleć. Dlatego ważna jest forma afirmacji: zamiast 'jestem spokojna', skuteczniej działa 'uczę się znajdować spokój' albo 'jest we mnie miejsce na spokój'. To mały krok od miejsca, w którym jesteś, nie przeskok przez przepaść.


Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Telepatka80 ja miałam dokładnie to samo i dlatego właściwie zaczęłam ten temat. Ta sprzeczność między afirmacją a tym, co czuję, robiła ze mnie kogoś, kto siebie okłamuje. A potem dochodziło: skoro kłamię, to robię to źle. I koło się zamykało. Ciekawi mnie, czy ta wersja ze słowem 'uczę się', którą podała Laurencja, rzeczywiście zmienia coś w samopoczuciu, czy to bardziej techniczna poprawka bez większej różnicy?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

ja próbowałam tej wersji z 'uczę się' przez jakiś czas i dla mnie rzeczywiście coś zmieniło, ale nie wiem, czy to była afirmacja, czy po prostu to, że przestałam czuć się kłamcą. Ciężko mi rozdzielić, co tu zadziałało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Mniszek to, że przestałaś czuć się kłamcą, jest dokładnie tym, co miało zadziałać. Mechanizm nie jest tajemniczy: kiedy afirmacja nie wywołuje wewnętrznego sprzeciwu, umysł może ją przyjąć bez walki. Zmiana formy zdania nie jest kosmetyką, tylko dostosowaniem bodźca do aktualnego progu akceptacji. Nie musisz rozdzielać, co zadziałało, bo to jest jedno i to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do czegoś, co powiedziała wcześniej Oksanka64, tej pauzy bez notatnika. Zastanawiam się, czy afirmacje można zrobić tym samym: celowo zrobić je gorzej niż zwykle, skrócić, powiedzieć tylko jedno zdanie zamiast pięciu, żeby zobaczyć, co się dzieje. Czy ktoś próbował czegoś takiego? Nie jako sabotaż, tylko jako test granicy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Storczyk61 próbowałam czegoś podobnego i u mnie zadziałało, ale z jednym zastrzeżeniem. Kiedy to robiłam z nastawieniem 'sprawdzam, co jest konieczne', to było OK. Kiedy robiłam to z nastawieniem 'robię mniej, bo jestem leniwa', to samo działanie miało zupełnie inny smak i wracało ocenianie. Nie wiem, czy to jest uniwersalne, ale intencja za tym chyba coś zmienia.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Oksanka64 to, co opisujesz z intencją, jest spójne z tym, co widzę też przy innych praktykach. Ten sam gest z różną intencją aktywuje różne ścieżki w układzie nerwowym. 'Testuję granicę' to stan eksploracji, niskie napięcie. 'Robię mniej niż powinienem' to stan zagrożenia, wysokie napięcie. Ciało reaguje na narrację, nie tylko na czynność.


Odpowiedz
Wpisy: 366
(@dziewanka)
Połączone: 2 miesiące temu

A ja mam może głupie pytanie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Wszyscy tutaj mówią o perfekcjonizmie przy afirmacjach, ale jak w ogóle wiadomo że się ma perfekcjonizm, a nie po prostu chęć robienia czegoś dobrze? Czym to się różni na co dzień, bo dla mnie to zdaje sie to samo.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Dziewanka to nie jest głupie pytanie, to jest jedno z ważniejszych pytań w tej rozmowie. Różnica jest w tym, co dzieje się po: chęć robienia czegoś dobrze mija, kiedy zadanie jest wykonane wystarczająco dobrze i dajesz sobie spokój. Perfekcjonizm nie mija po wykonaniu, bo kryterium 'wystarczająco dobrze' nie istnieje. Zawsze zostaje coś, co mogło być inaczej, lepiej, jeszcze trochę bardziej. Jeśli po zrobieniu czegoś czujesz ulgę tylko przez chwilę albo wcale, to zazwyczaj jest ten drugi przypadek.


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Laurencja ta ulga przez chwilę albo wcale to jest bardzo trafne. Ja właśnie tak mam i teraz jaśniej mi, dlaczego te afirmacje nie dawały mi spokoju nawet kiedy je robiłam. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z boku: czy jest w ogóle jakiś punkt, w którym można powiedzieć, że perfekcjonizm przy afirmacjach przestaje być problemem? Czy to się kiedyś normalizuje samo przez się?


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Anusia nie normalizuje się samo przez się, ale może się zmieniać w sposób, którego nie poczujesz bezpośrednio. Nie pojawi się dzień, kiedy wstaniesz i pomyślisz: 'od dziś nie jestem perfekcjonistką'. Raczej zorientujesz się po czasie, że rzadziej wracasz myślami do tego, jak zrobiłaś afirmacje. Że dłużej zostaje coś, co można by nazwać spokojem, zanim znów przyjdzie ocena. To nie jest granica, to jest gradient.


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Mystica to, co opisujesz, że się zorientujesz po czasie, a nie poczujesz bezpośrednio, brzmi dla mnie jak zmiana, której nie da się śledzić. I tu wracam do perfekcjonizmu: jeśli nie da się śledzić, to jak nie zacząć śledzić w inny sposób? Bo znam siebie i wiem, że jak nie ma wskaźnika, to wymyślam sobie wskaźnik.


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Storczyk61 właśnie o to chodzi. Tworzysz zastępczy miernik, bo umysł nie lubi działać bez punktu odniesienia. I tu jest pułapka: miernik staje się celem, cel wymaga oceny, ocena wymaga standardu, i wracasz do punktu wyjścia. Pytanie, które mam do ciebie: czy kiedykolwiek próbowałaś działać bez żadnego miernika przez określony czas, nie dlatego że 'tak trzeba', ale jako eksperyment z ciekawości?


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Mystica nie, bo samo ustalenie 'działam bez miernika przez dwa tygodnie' jest miernikiem. Chyba nie da się z tego wyjść inaczej niż przez przypadek.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Storczyk61 to nie jest paradoks bez wyjścia, ale wymaga lekkiej korekty w rozumieniu. Nie chodzi o to, żeby nie mieć żadnego punktu odniesienia, tylko żeby punkt odniesienia był procesowy, a nie wynikowy. 'Czy to robiłam' zamiast 'czy to zadziałało'. To nadal jest obserwacja, ale nie wyzwala oceny w tym samym sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy o miernikach i myślę, że dotknęłyście czegoś, co u mnie działa tak: zanim jeszcze skończyłam afirmację, byłam już w głowie w miejscu, gdzie sprawdzam, czy 'coś poczułam'. I to sprawdzanie było ważniejsze niż sama afirmacja. Jakbym robiła ją tylko po to, żeby móc zrobić ten sprawdzian. Czy ktoś miał podobnie?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

ja miałam dokładnie tak. Nawet zdarzało mi się powtarzać afirmację drugi raz, bo pierwsza 'nie była dość szczera'. Jakby była jakaś poprzeczka szczerości, którą trzeba przekroczyć, żeby się liczyła.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Mniszek ta poprzeczka szczerości to jest coś, co rozumiem bardzo dobrze. Ja ją czułam jako takie napięcie między słowami a tym, co jest w środku. Ale mam pytanie: czy ta poprzeczka to jest problem z afirmacją, czy problem z tym, że w ogóle nie wierzymy w to, co mówimy?


Odpowiedz
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Anusia to są dwie różne rzeczy, choć czuć je podobnie. Brak wiary w afirmację to kwestia treści, za duży skok od aktualnego stanu. Poprzeczka szczerości, o której mówisz, to kwestia oceny procesu, obserwujesz siebie w trakcie i wystawiasz sobie notę. Pierwsze można rozwiązać zmianą formy zdania. Drugie jest głębsze i ma mniej wspólnego z afirmacją, a więcej z ogólnym nawykiem samooceny.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie, które może być głupie, ale po tej rozmowie mi się kręci w głowie. Jeśli perfekcjonizm przy afirmacjach wynika z nawyku samooceny, to czy same afirmacje mogą ten nawyk zmienić, czy raczej trzeba go zmienić, żeby afirmacje zaczęły działać? Bo mi to wychodzi na kółko bez wejścia.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Telepatka80 to nie jest głupie pytanie, to jest właśnie sedno. I nie jest to kółko zamknięte, tylko spirala, co brzmi podobnie, ale działa inaczej. Możesz zaczynać afirmacje z tym nawykiem oceny w pełnej mocy i robić je mimo to. Sam fakt robienia mimo oporu zmienia układ nerwowy stopniowo, niekoniecznie przez przekonanie, a przez powtórzenie działania wbrew automatyzmowi. Nawyk samooceny nie musi być naprawiony jako pierwszy.


Odpowiedz
(@dziewanka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 366

@Idzik czyli rozumiem że chodzi o robienie afirmacji nawet jeśli w środku wszystko mówi że to bez sensu? Bo to mi się kłóci z tym co wcześniej mówiłyście że jak afirmacja jest za daleko od stanu to mózg ją odrzuca. Która wersja jest prawdziwa bo nie wiem jak to złożyć.


Odpowiedz
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Dziewanka obie są prawdziwe, tylko dotyczą różnych warstw. Mózg odrzuca afirmację na poziomie treści, jeśli zdanie jest zbyt niezgodne ze stanem emocjonalnym. Ale na poziomie działania, samego faktu, że siadasz i robisz, mimo oporu, to już się liczy niezależnie od treści. Dlatego forma zdania ma znaczenie dla treści, a nie dla samego aktu.


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Laurencja a jak to wygląda u kogoś, kto w ogóle ma problem z siadaniem i robieniem? Bo ja słucham o poziomie treści i poziomie działania, ale u mnie barierą jest jeszcze wcześniejszy etap. Ja nie oceniam wykonania ani treści, ja stoję przed samym wejściem i nie wchodzę.


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Krysia_58 to, co opisujesz, może być zupełnie innym mechanizmem niż perfekcjonizm przy samym wykonaniu. Stanie przed wejściem bez wchodzenia to często lęk przed konfrontacją z własną oceną, nie przed samą praktyką. Jakbyś wiedziała z góry, że środku będziesz siebie oceniać, więc wolisz nie zaczynać. Mam pytanie: czy jest coś innego w twoim życiu, gdzie masz podobny wzorzec, nie tylko z afirmacjami?


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Mystica jest. Zaczynanie czegokolwiek nowego, w zasadzie czegokolwiek. Długo o tym myślę i nie umiem powiedzieć, czy to jest lęk przed oceną innych, czy przed własną. Może oba naraz.


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Krysia_58 zastanawiam się, czy to, co opisujesz, nie jest tak naprawdę odwrotnym perfekcjonizmem. Nie 'zrobię idealnie albo wcale', tylko 'jak zacznę, to muszę zrobić idealnie, więc lepiej nie zaczynam'. Efekt jest ten sam, ale punkt wyjścia inny. Czy kiedy coś robisz przez przypadek, bez planowania, np. zaczynasz coś spontanicznie, to jest łatwiej?


Odpowiedz
(@krysia_58)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 553

@Oksanka64 tak, spontanicznie jest zdecydowanie łatwiej. Jak sama się nie łapię na tym, że 'zaczynam', to jakoś idzie. Jak myślę o tym jako o początku czegoś, to się zatrzymuję.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

To, co Krysia_58 mówi o spontaniczności, bardzo mi coś uświadamia. Może problem z afirmacjami jest też taki, że je rytualizujemy, robimy z nich Ważną Praktykę z dużą literą, i przez to wejście w nie staje się ciężkie jak wejście na egzamin. Jak po prostu powiem sobie jedno zdanie jadąc po zakupy, to nie ma czego oceniać.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

ale czy to nadal jest afirmacja, jeśli jest bez intencji i bez skupienia? Bo mi się wydaje, że samo zdanie to jeszcze nie afirmacja, to jest zdanie. Pytam szczerze, bo nie wiem gdzie jest granica.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek granica jest mniej ostra niż nam się wydaje. Intencja nie musi być uroczysta, żeby istniała. Jeśli mówisz to zdanie i wiesz, po co je mówisz, to jest intencja, nawet jeśli stoisz przy sklepowej półce. Skupienie też nie musi oznaczać ciszy i zamkniętych oczu. Rytualizacja afirmacji często jest samym perfekcjonizmem w przebraniu: muszę stworzyć właściwe warunki, żeby to się liczyło.


Odpowiedz
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 164

@Idzik ale jak mózg ma w ogóle zarejestrować coś, co mówimy mimochodem, jeśli cały czas jesteśmy zajęci czymś innym? Bo mi się wydaje, że właśnie skupienie jest tym, co 'wbija' zdanie głębiej. Inaczej to jest po prostu szum.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Telepatka80 to zależy od tego, co rozumiesz przez skupienie. Jeśli skupienie to cisza i zamknięte oczy, to tak, tego przy sklepowej półce nie ma. Ale jeśli skupienie to moment, w którym zdanie rejestrujesz jako coś, co mówisz do siebie, a nie wypowiadasz mechanicznie, to może być wszędzie. Mózg rozróżnia te dwa tryby, ale granica nie przebiega między kanapą a supermarketem. Przebiega między autopilote a obecnością. I autopilot jest możliwy też przy specjalnie zarezerwowanym czasie, zresztą wielu z was pewnie to zna, kiedy siadasz, powtarzasz, a myślami jesteś zupełnie gdzie indziej.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Idzik to jest uderzające, bo właśnie tak mi to wygląda często. Siadam, powtarzam, a jednocześnie myślę o tym, czy robię dobrze. Czyli jestem na autopilocie od razu po zaczęciu. Znaczy, że sama forma rytuału mi nie pomaga?


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

To, co Idzik napisał o intencji, jest dla mnie nowe. Zawsze myślałam, że afirmacja 'liczy się' tylko wtedy, kiedy siadam specjalnie po to, żeby ją zrobić. Że musi być wydzielony czas, wydzielone miejsce. Może właśnie to jest źródło tego całego napięcia u mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to chciałam powiedzieć wcześniej, może niezbyt wprost. Rytuał z założenia powinien pomagać, ale jak staje się ciężki, to paradoksalnie wchodzi w drogę. I zastanawiam się, czy my tu rozmawiamy o perfekcjonizmie w afirmacjach, czy o perfekcjonizmie w samym podejściu do samorozwoju. Bo mi się wydaje, że to drugie jest starsze i głębsze.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

to ciekawe rozróżnienie. Perfekcjonizm w samorozwoju jako taki. Jak to u ciebie wygląda w praktyce, tzn. skąd wiesz, że to jest właśnie to drugie, głębsze, a nie po prostu trudność z konkretną metodą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Oksanka64 bo to samo mi się dzieje przy medytacji, przy prowadzeniu dziennika, przy ćwiczeniach. Nie przy afirmacjach jako takich. Wszędzie, gdzie jest 'praktyka', jest ta sama lista pretensji do siebie. Może za krótko, może niewystarczająco głęboko, może za rzadko. Afirmacje są po prostu kolejnym miejscem, gdzie to się objawia.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: