Cześć wszystkim. Piszę, bo ostatnio mam naprawdę trudny okres i czuję się bardzo osamotniony. Rozstałem się kilka miesięcy temu, znajomi jakoś poznikali, praca zdalna nie pomaga. Czytałem trochę o afirmacjach i zastanawiam się, czy są jakieś konkretne sformułowania, które mogłyby mi pomóc albo z przyjęciem tej samotności, albo może z przyciągnięciem nowych ludzi do życia. Nie wiem za bardzo, od czego zacząć i czy afirmacje w ogóle mają sens w takiej sytuacji, czy to tylko autosugestia bez większego efektu.
Samotność to bardzo specyficzny stan energetyczny i zanim w ogóle zaczniesz od afirmacji, warto zadać sobie pytanie: czy chcesz samotność zaakceptować, czy chcesz ją zmienić? Bo to dwie zupełnie różne ścieżki i afirmacje pod każdą z nich brzmią inaczej. Jeśli próbujesz afirmacją przyciągnąć ludzi, a gdzieś głębiej nie chcesz się otworzyć, to te słowa po prostu nie przebijają się przez blokadę. Sama przez pewien czas używałam afirmacji w stylu 'jestem otoczona ludźmi, którzy mnie kochają' i czułam przy tym wyraźny opór, jakiś wewnętrzny sprzeciw. Dopiero jak zaczęłam od akceptacji, coś drgnęło.
Dokładnie to, co napisała Piolunka. Dodam tylko, że w przypadku samotności bardzo ważna jest czakra serca - anahata. Jeśli jest zamknięta lub zablokowana, żadna afirmacja nie zadziała, bo problem leży na poziomie energetycznym, nie mentalnym. Najpierw trzeba otworzyć serce, a potem dopiero afirmacje mają sens. Polecam zielone kamienie do pracy z anahatą, najlepiej awenturyn lub różowy kwarc.
To, co opisujesz Mirek, to bardzo częsty problem i ma nawet swoją nazwę - efekt odwrotny afirmacji. Kiedy afirmacja jest zbyt odległa od twojego obecnego stanu, umysł ją odrzuca jak ciało obce. Dlatego lepiej zaczynać od tzw. afirmacji pomostowych, czyli zdań, które są prawdziwe teraz, ale otwierają przestrzeń na zmianę. Zamiast 'jestem otoczony ludźmi' spróbuj 'jestem otwarty na nowe połączenia' albo 'pozwalam sobie na kontakt z innymi'. To nie jest kłamstwo, więc umysł tego nie odrzuci.
A co to znaczy 'afirmacja pomostowa'? Nie spotkałam się z tym określeniem. To jakiś konkretny termin z psychologii czy bardziej ezoteryczny?
To 'szyba między mną a resztą' to coś, co znam z opisów i szczerze powiedziawszy, zastanawiam się, czy afirmacje tu wystarczą. Nie mówię, że są złe, ale czy ktoś ma doświadczenie, że afirmacje faktycznie pomogły przebić tę szybę, czy to bardziej praca na innym poziomie? Pytam serio, bo sama miewam podobne stany i jestem ciekawa, jak to inni rozwiązują.
Ja mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia. Przez kilka miesięcy po przeprowadzce do nowego miasta byłam w podobnym stanie co Mirek. Afirmacje zaczęłam od tych prostych, codziennie rano, przy kawie, bez żadnej ceremonii. 'Jestem obecna', 'ludzie chcą mnie poznać', 'otwieram się na nowe'. Po jakimś czasie zauważyłam, że coś się zmienia w tym, jak wchodzę w kontakty - mniej się chowałam, więcej inicjowałam. Ale uczciwie powiem - nie wiem, czy to afirmacje, czy czas, czy jedno i drugie razem.
To co Ewelinka opisuje z tym 'nie wiem czy afirmacje czy czas' wydaje mi się ważne. Jak w ogóle można odróżnić, że to akurat afirmacja zadziałała, a nie po prostu minął trudny czas albo podjęło się inne działania? Pytam, bo sam zastanawiam się, czy to nie jest trochę jak placebo.
Ale czy nie jest tak, że afirmacje działają głównie na ludzi, którzy wierzą, że zadziałają? Bo jakby ktoś chodził i powtarzał 'przyciągam przyjaciół' z myślą, że to głupota, to chyba nic się nie zmieni, nie?
a co z afirmacjami na noc? czytałam gdzieś, że przed snem mózg jest bardziej 'chłonny' i lepiej wtedy wchodzą nowe przekonania. Ktoś to stosuje specyficznie pod samotność, przed zaśnięciem? i czy lepiej wtedy mówić czy pisać?
to dobre pytanie. Afirmacja pomostowa nie musi być 'w połowie drogi' dosłownie - bardziej chodzi o to, żeby zdanie nie uruchamiało natychmiastowego wewnętrznego sprzeciwu. Możesz testować: powiedz zdanie na głos i obserwuj, co czujesz. Jeśli pojawia się śmiech albo coś w środku mówi 'nieprawda', to zdanie jest za daleko. Jeśli jest lekki opór, ale nie odrzucenie, to jest dobry punkt startowy. Przykładowo: zamiast 'mam wspaniałych przyjaciół' - 'jestem osobą, z którą warto spędzać czas'. Pierwsze jest kłamstwem dla kogoś w izolacji, drugie jest do przyjęcia.
Właśnie dlatego mówiłem wcześniej o czakrze serca. To co Ismer opisuje jako 'egzystencjalną' samotność to w tradycji energetycznej klasyczna blokada anahaty. I tu żadna afirmacja werbalna nie dotrze bez pracy na poziomie energetycznym. Można do tego użyć wizualizacji zielonego światła w okolicy serca podczas wypowiadania afirmacji - to łączy warstwę słowną z energetyczną.
A jak w ogóle wygląda ta wizualizacja podczas afirmacji? Próbowałam coś czytać o tym ale nie bardzo rozumiem - mówisz zdanie i jednocześnie wyobrażasz sobie coś konkretnego? Czy to nie przeszkadza jedno drugiemu?
to bardzo ciekawe, bo ja chyba robiłam afirmacje zupełnie 'na sucho' - mówiłam zdanie i nic nie czułam, trochę jak recytowanie tabliczki mnożenia. czy to znaczy że to nie działało w ogóle? i czy to poczucie ciepła to coś co po prostu samo przychodzi czy trzeba to jakoś specjalnie ćwiczyć?
tak i to jest prawdopodobnie lepsze podejście w twoim przypadku. Afirmacje nakierowane na stan wewnętrzny są zwykle skuteczniejsze niż te nakierowane na zewnętrzny rezultat, bo masz bezpośredni dostęp do stanu, a nie do wyniku. 'Jestem spokojny z sobą' jest sprawdzalne tu i teraz - możesz poczuć, czy to prawda choćby w małym stopniu. 'Mam przyjaciół' jest kłamstwem do momentu aż jest prawdą. To fundamentalna różnica w mechanizmie.
Potwierdzam z własnego doświadczenia. U mnie przełomem był moment kiedy przestałam mówić 'mam' i zaczęłam mówić 'jestem'. 'Jestem kimś, kto lubi swoje towarzystwo' - to zdanie mogłam w siebie uwierzyć nawet wtedy gdy byłam najsamotniejsza. I paradoksalnie, po kilku tygodniach tego, spotkania z ludźmi zaczęły mi sprawiać inną radość - bardziej ze wspólnoty niż z ulgi od samotności. Nie wiem czy to afirmacje czy czas, ale sekwencja była właśnie taka.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Czy ktoś z was próbował używać afirmacji specyficznie pod samotność i jednocześnie nic więcej nie zmieniał w swoim życiu? Bo z tego co czytam wychodzi, że wszyscy robili też coś innego - przeprowadzali się, zmieniali pracę, wychodzili gdzieś. Czy sama afirmacja, bez żadnych zewnętrznych zmian, wystarczy?
Zadałem to pytanie trochę prowokacyjnie, ale serio mnie to nurtuje. Bo jak czytam ten wątek, to widzę, że prawie każda osoba, która miała efekty, robiła jednocześnie kilka rzeczy. Afirmacje plus wizualizacja, afirmacje plus zmiana nawyków, afirmacje plus praca z emocjami. Skąd wiadomo, że to właśnie afirmacje coś zrobiły? Może to sam akt refleksji nad sobą działał, nie konkretne zdania?
tak to właśnie działa. Niektórzy nazywają to 'kotwicą', inni 'zaproszeniem do stanu' - nazwa nie jest ważna. Ważne, że wchodzisz w afirmację już z jakimś emocjonalnym podglebiem, a nie na zimno. Przez jakiś czas możesz nawet dosłownie zapisać sobie te kilka momentów, żeby mieć do czego wracać. Z czasem to wchodzi w nawyk i nie trzeba się nad tym zastanawiać.
a czy to mozna robic w ciagu dnia a nie tylko rano? bo ja rano jestem taka rozkojarzona że nie mam szans na żadne skupienie, dopiero po południu mam głowę wolniejszą. czy pora dnia ma znaczenie?
Chcę wrócić do tego co mówił Ismer o samotności egzystencjalnej, bo myślę że to jest kluczowe dla całego wątku. Afirmacje werbalne mogą pomagać przy samotności sytuacyjnej, ale egzystencjalna to zupełnie inna kategoria. Tam potrzeba pracy na poziomie głębszym - i tu właśnie medytacja z wizualizacją czakry serca wyprzedza same zdania. Czy ktoś z was łączył afirmacje z medytacją skupioną konkretnie na anahata?
przepraszam że wchodzę z boku, ale mam głupie pytanie - to czekanie na 'ciepło' przy mostku - ja to czuję czasem spontanicznie, np. jak słyszę jakąś piosenkę albo coś mnie wzruszy. czy to jest to samo co wy opisujecie? czy to musi być wywołane świadomie żeby działało?
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej mi się to układa w całość. Zaczynam rozumieć, że afirmacje to nie jest recytowanie zdań, tylko budowanie pewnego stanu od środka, a zdanie jest tylko punktem wyjścia albo wejściem. Mam jedno praktyczne pytanie na koniec tej części: ile takich afirmacji dziennie jest sensowne? Bo czytałem różne rzeczy - jedni mówią trzy, inni mówią dwadzieścia. Czy ilość ma znaczenie?
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej mi się to układa w całość. Zaczynam rozumieć, że afirmacje to nie jest recytowanie zdań, tylko budowanie pewnego stanu od środka, a zdanie jest tylko punktem wyjścia albo wejściem. Mam jedno praktyczne pytanie na koniec tej części rozmowy - czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy afirmacja zaczyna działać? Mam na myśli coś konkretnego, nie 'poczujesz się lepiej'. Coś, co można zauważyć.
Na to pytanie odpowiem konkretnie, bo jest dobre. Pierwsza oznaka to nie wzrost nastroju, tylko zmiana automatycznych myśli. Kiedy siedzisz sam i nie przychodzi ci od razu myśl 'no i znowu nikt nie napisał' albo 'zawsze tak mam' - to jest sygnał. Nie wielka zmiana, mała przerwa w starym nawyku. Druga oznaka to reakcja na sytuacje, które wcześniej wywoływały konkretny ból. Jeśli coś, co zwykle bardzo cisnęło, teraz tylko lekko musnęło - to się coś zmieniło.
Tu chcę dorzucić coś z innej strony. Zobojętnienie bardzo często idzie razem z zamkniętą anahata - czakra serca się broni przez wyciszenie, nie przez otwarcie. Dlatego sama praca słowna może nie wystarczyć, jeśli ciało już weszło w tryb obronny. To nie jest tak, że afirmacje wtedy szkodzą, ale mogą działać wolniej albo powierzchownie.
Mam takie skojarzenie z tego co czytam - czy to jest trochę jak z numerologią osobistą? Znaczy mam na myśli to, że jeśli masz jakąś liczbę karmiczną, to pewne bloki mogą być głębsze i trudniejsze do przepracowania przez afirmacje? Pytam z ciekawości, bo moja liczba urodzenia to 13/4 i czytałam, że to często wiąże się z poczuciem odrzucenia.
