Forum

Asystent AI
Afirmacje a perfekj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a perfekjonizm - kiedy stanowienie celów zmienia się w przymus?

Strona 1 / 4

Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co mnie trochę niepokoi. Stosuję afirmacje od jakichś kilku miesięcy i z jednej strony czuję postęp, ale z drugiej... chyba zamieniłam je w obowiązek. Mam wrażenie, że jeśli któregoś dnia zapomnę powiedzieć swoje afirmacje albo powiem je 'nie tak', to jakbym zniszczyła cały postęp. Czy ktoś miał podobnie? Zaczęłam się pytać, czy to w ogóle jeszcze jest samorozwój, czy już jakiś przymus.


Odpowiedz
265 odpowiedzi
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam dokładnie to samo i cieszę się, że ktoś to napisał. Czytałam, że afirmacje mają być lekkie, spontaniczne, a u mnie to już wygląda jak lista zadań do odhaczenia. Jak zapomnę rano, to mi przez cały dzień chodzi po głowie, że 'znowu nie zrobiłam'. Ale nie wiedziałam, że to może być problem, myślałam, że to po prostu kwestia dyscypliny. Czy to dwie różne rzeczy?


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

To ważne rozróżnienie, o które pytasz. Dyscyplina w praktyce to jedno, ale kiedy pojawia się lęk przed pominięciem rytuału, to już sygnał, że mechanizm działa odwrotnie niż powinien. Afirmacja w założeniu ma obniżać poziom napięcia, nie tworzyć nowego źródła stresu. Pytanie do obu z was: czy te afirmacje, które stosujecie, są wasze, czy wzięte gotowe skądś z internetu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Idzik wzięłam gotowe z jakiegoś zestawu. Kilkanaście zdań, podobno sprawdzonych. Teraz jak pytasz, to zaczynam myśleć, że może właśnie to jest problem, bo nijak mi się nie kleją z tym, co faktycznie czuję.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Idzik ja sama układałam, ale zawsze mi wychodzi, że 'powinny być idealne', więc poprawiam je w kółko i zanim skończę, mam już poczucie winy, że za długo kombinuję. To chyba jeszcze gorsze.


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Mniszek to, co opisujesz, to klasyczny pułapka perfekcionizmu wbudowana w samą praktykę. Afirmacja ma być wystarczająco dobra, nie doskonała. Kiedy zaczynasz ją obrabiać jak tekst do publikacji, to już nie pracujesz z przekonaniem, tylko z lękiem przed popełnieniem błędu. I ten lęk jest głośniejszy niż sama afirmacja.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może naiwne, ale skąd w ogóle wiadomo, że afirmacja 'zadziałała'? Bo jak nie ma jakiegoś znaku, to skąd pewność, że nie zrobiłam czegoś źle?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Telepatka80 właśnie to pytanie pokazuje sedno problemu z tego wątku. Jeśli szukasz potwierdzenia, że afirmacja 'zadziałała', to zakładasz, że jest jakiś egzamin do zdania. A nie ma. Zmiana przekonań to powolny, niewidoczny proces, bez sygnałów dźwiękowych ani punktów kontrolnych. Skąd potrzeba takiego znaku, żeby czuć się bezpiecznie?


Odpowiedz
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 164

@Idzik chyba z tego samego miejsca, co ta cała obawa o pomijanie dni. Jakby cały czas ktoś trzymał wyniki na tablicy.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Znam to z pracy z kartami, nie z afirmacjami, ale mechanizm wygląda podobnie. Zaczyna się od praktyki, a kończy na tym, że jak nie sięgniesz po karty każdego ranka, to czujesz się jakby coś miało się stać. Myślę, że to nie kwestia metody, tylko tego, co człowiek w nią wkłada. Czy afirmacje możecie odłożyć na tydzień bez poczucia katastrofy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Oksanka64 szczerze? Nie. I to mnie właśnie niepokoi, bo chyba nie o to miało chodzić.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

To, co opisuje Pola_N, to jeden z bardziej znanych efektów ubocznych źle osadzonej praktyki. Afirmacja staje się superstycją, nie sposóbm. Przepraszam, źle to powiedziałam, mam na myśli że zamienia się w działanie magiczne w złym sensie, w rytuał ochronny, bez którego coś się posypie. To już nie jest samorozwój, to zabezpieczanie się przed własnym lękiem.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

A czy to nie może być związane z czakrą splotu słonecznego? Pytam, bo jak mam u siebie blokadę tam, to właśnie tak to odczuwam, że wszystko muszę kontrolować, bo inaczej coś się posypie. Może afirmacje tylko to uwydatniają, a nie powodują?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Anusia to interesujące połączenie i nie wykluczam tej ścieżki. Manipura faktycznie wiąże się z poczuciem kontroli i sprawczości. Ale ostrożnie, bo można wpaść w kolejne koło, zaczniesz stosować afirmacje do uzdrowienia czakry, żeby afirmacje przestały być problemem. Pytanie jest głębiej: skąd ten lęk przed utratą kontroli, niekoniecznie czakrowa etykietka.


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Idzik o, o tym nie pomyślałam. Faktycznie trochę śmiesznie by wyglądało.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Słucham i mam jedno pytanie do tych, co od dłuższego czasu z afirmacjami pracują: czy w ogóle zdarzyło się komuś z was, że po jakimś czasie praktyki to poczucie przymusu samo przeszło? Czy trzeba coś z tym zrobić aktywnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Storczyk61 u mnie samo nie przeszło. Zmieniło się dopiero, gdy zrezygnowałam z listy i zaczęłam mówić jedno zdanie dziennie, i tylko wtedy, gdy miałam na to ochotę. To całkowicie zmieniło jakość praktyki. Ale to trwało, bo na początku i tak miałam w głowie głos mówiący, że 'to za mało'.


Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Mystica i co z tym głosem zrobiłaś? Po prostu go ignorowałaś?


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

nie ignorowałam, raczej zaczęłam go traktować jak kolejną informację, a nie nakaz. Głos mówi 'to za mało', ja słyszę 'wciąż boisz się, że nie wystarczysz'. To dwie różne rzeczy. Jedna to ocena praktyki, druga to pytanie o coś dużo głębszego.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

To chyba najważniejsza rzecz, jaką tu dzisiaj przeczytałam. Że głos nie mówi o afirmacjach, tylko o czymś pod spodem. Muszę to sobie przepracować. Ale jak w ogóle zacząć to odróżniać w praktyce, bo w tej samej chwili to wszystko zlewa się w jedno?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

To, co napisała Mystica o głosie, który mówi 'to za mało', siedzi mi w głowie. Ale nadal nie wiem, jak to odróżnić na bieżąco. Bo w momencie, gdy czuję ten przymus, żeby powtórzyć afirmacje jeszcze raz, to naprawdę nie wiem, czy to dyscyplina, czy lęk. Jak w ogóle rozpoznać tę granicę u siebie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek jest jedno proste pytanie, które pomaga to sprawdzić: czy po powtórzeniu afirmacji czujesz ulgę czy zadowolenie? Ulga to znak, że zredukowałaś napięcie, czyli działał lęk. Zadowolenie, spokój, lekkość to znak, że działała autentyczna intencja. To nie jest pewnik, ale dobre narzę... dobry punkt wyjścia do obserwacji siebie.


Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Idzik a co, jeśli człowiek w ogóle nie zauważa żadnego z tych dwóch? Ja po prostu kończę i tyle, jakby odhaczam punkt z listy. Bez ulgi, bez zadowolenia. Czy to też coś mówi?


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

to mówi bardzo dużo. Automatyzm bez jakiegokolwiek kontaktu z treścią to znak, że praktyka odkleiła się od celu. Powtarzasz słowa, ale nie ma tam żadnego ciebie. Pytanie, czy to się stało od razu, czy stopniowo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Mystica chyba stopniowo. Na początku coś czułam, jakieś lekkie napięcie, że 'może to zadziała'. Potem to znikło i zaczęłam robić to z przyzwyczajenia.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

ja miałam dokładnie tak samo i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ta faza, gdy powinno się coś zmienić w praktyce, albo w ogóle ją zostawić na jakiś czas. Ale boję się, że jak przestanę, to cofnę się do punktu wyjścia. Czy ktoś z was miał tę obawę i wie, czy ma ona jakiekolwiek podstawy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Storczyk61 obawa przed cofnięciem się po przerwie to kolejna odmiana tego samego schematu, o którym rozmawiamy. Przekonanie, że jedyną gwarancją postępu jest nieprzerywanie praktyki, samo w sobie jest myśleniem zero-jedynkowym. Zmiana przekonań nie działa jak poziom wody w szklance, który opada, gdy przestaniesz dolewać.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

A mnie ciekawi coś innego. Mówiłyście, że głos krytyczny mówi 'to za mało'. Ale skąd w ogóle pochodzi taka wewnętrzna poprzeczka? Czy ktoś kiedyś powiedział wam, ile razy dziennie i jak długo? Czy samy to ustaliłyście?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Anusia u mnie z kursu online. Tam było konkretnie napisane: minimum 21 dni, dwa razy dziennie, rano i wieczorem, najlepiej na głos. I tak mi to weszło do głowy, że teraz jak czegoś nie dopełnię, to czuję, że cały ten 'program' się posypał.


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Mniszek to dobrze, że to powiedziałaś. Liczba 21 dni pochodzi z popularyzacji badań Maxwella Maltza, który pisał o minimalnym czasie potrzebnym na zmianę nawyku. Problem polega na tym, że to była obserwacja dotycząca pacjentów po amputacjach i ich przyzwyczajania się do zmienionego ciała, a nie nawyków umysłowych. Gdzieś po drodze '21 dni' stało się magiczną liczbą samorozwojowych kursów i kompletnie oderwało się od kontekstu. Nie ma żadnego powodu, dla którego akurat na 22. dzień coś miałoby 'przepaść'.


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Mystica nie wiedziałam o tym Maltzu. Serio? To skąd się bierze to przekonanie, że po przerwaniu czegoś w połowie wszystko przepada? Mam wrażenie, że to nie tylko kursy, ale jakiś szerszy schemat myślenia, który gdzieś wcześniej się bierze.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Ale przepraszam, bo chcę doprecyzować. Nawet jeśli liczba 21 dni jest umowna, to czy w ogóle jest sens pracować z afirmacjami bez jakiegoś minimum regularności? Czy to nie jest tak, że bez żadnych ram w ogóle nic nie działa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Storczyk61 regularność ma znaczenie, ale to nie ta sama regularność, co przymus. Regularność w praktyce znaczy: wracam do tego, gdy jest mi z tym dobrze. Przymus znaczy: wracam do tego, bo boję się, co będzie jeśli nie wrócę. Efekty mogą wyglądać z zewnątrz tak samo, ale mechanizm jest zupełnie odwrotny. I to ten mechanizm decyduje o tym, co ta praktyka z tobą robi na dłuższą metę.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego wszystkiego i mam pytanie może z boku, ale chyba związane: czy afirmacje w ogóle są czymś innym niż autosugestia? Bo jak słyszę ten opis z przymusem i lękiem, to bardziej mi to przypomina, że ktoś sobie wmawia coś na siłę, niż że faktycznie w to wierzy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Telepatka80 to nie jest pytanie z boku, trafiasz w sedno. Autosugestia w rozumieniu Coué'a, który ją opisywał na początku XX wieku, zakładała spokojny, łagodny powtarzalny kontakt z treścią, bez napięcia. Afirmacja siłowa, gdzie powtarzasz coś, czemu nie wierzysz i czujesz, że musisz, jest właśnie tym, przed czym Coué przestrzegał. Kiedy jest napięcie między treścią afirmacji a tym, co czujesz naprawdę, wygrywa to, co czujesz naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

O. To tłumaczy, dlaczego te moje 'jestem wystarczająca' za nic nie chciały siedzieć w głowie. Mówiłam to, ale czułam dokładnie odwrotnie i jakoś automatycznie spychałam to uczucie.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

właśnie to mnie zastanawia, czy spychanie tego uczucia w dół nie działa trochę jak zakrywanie czegoś, zamiast leczenia? Mam wrażenie, że jak czegoś nie chcę poczuć i mówię sobie 'nie, wszystko jest dobrze', to ten dyskomfort gdzieś zostaje, tylko głębiej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Anusia to opisujesz coś, co w pracy z przekonaniami nazywa się konfliktem treści z emocją. Afirmacja działa jako mostek wtedy, gdy jest choć trochę wiarygodna dla ciebie w tej chwili. Jeśli mówisz coś, co jest w całości sprzeczne z tym, co czujesz, mózg traktuje to jak szum, a nie sygnał. Dlatego niektórzy sugerują zaczynanie od zdań warunkowych: 'jestem otwarta na to, że mogę być wystarczająca', zamiast 'jestem wystarczająca'. Mniej kategorycznie, ale bliżej prawdy, którą możesz faktycznie zaakceptować w tej chwili.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Idzik to mi coś dało. Bo te zdania warunkowe brzmią mniej jak kłamstwo na głos. Mogę zapytać, czy ty sam tak zaczynałeś albo tak pracujesz z którymś z pacjentów czy klientów? Ciekawi mnie, jak to wygląda w praktyce, nie tylko w teorii.


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek nie ma czegoś takiego jak jeden schemat, który stosuję ze wszystkimi. Ale jeśli pytasz o zdania warunkowe, to tak, używam ich przy pracy z przekonaniami, które są mocno zakorzenione w poczuciu braku. 'Jestem gotowa na zmianę' zamiast 'jestem już zmieniona'. To nie jest mój wynalazek, to zwykła konsekwencja tego, że zbyt duży skok semantyczny między stanem obecnym a afirmacją aktywuje opór zamiast go rozbrajać.


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Idzik a co z takimi osobami, które nie mają mocno zakorzenionych przekonań w stylu 'jestem beznadziejna', tylko po prostu mają taki ogólny, rozlany brak? Nie wiem jak to inaczej nazwać. Nic konkretnego, tylko taka mgła. Czy w takim przypadku afirmacja w ogóle ma się czego 'chwycić'?


Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Storczyk61 to co opisujesz, ta mgła, to często jest właśnie trudniejsze do pracy niż konkretne przekonanie. Konkretne przekonanie ma adres. Rozlany brak nie ma. Afirmacja skrojona pod konkretny obszar będzie wtedy nie trafiać, bo nie ma w co trafić. W takim przypadku zanim afirmacja, to najpierw pytanie: w którym miejscu życia ta mgła jest najgęstsza?


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam, że wchodzę, ale chcę wrócić do wątku z początku. Mówiliście o tym, kiedy dyscyplina zamienia się w przymus. I o tej uldze versus zadowoleniu po skończeniu afirmacji. Ja mam podobny test przy kartach i faktycznie działa. Ale mam pytanie, czy ktoś z was próbował kiedyś robić przerwę celowo, właśnie żeby sprawdzić, co się stanie, i co z tego wyszło?


Odpowiedz
Wpisy: 153
Rozpoczynający temat
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

O, to jest dokładnie mój przypadek. Nie mam jednego miejsca, gdzie jest źle. Jest wszędzie trochę. I chyba dlatego pisałam te afirmacje tak ogólne, 'jestem wystarczająca', 'moje życie się układa', bo nie wiedziałam, do czego konkretnie je przyłożyć. Teraz rozumiem, czemu to nie siadało.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale jak się w ogóle tę mgłę rozgęszcza? Czy chodzi o to, żeby sobie usiąść i po prostu zapisać, co konkretnie nie gra? Bo jak coś jest wszędzie, to to zadanie wydaje się gigantyczne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Anusia właśnie. I tu jest pułapka perfekjonizmu, o której rozmawiamy od początku. Ktoś z tendencją do 'wszystko albo nic' często nie zaczyna tego zadania właśnie dlatego, że jest gigantyczne. I potem nie pracuje z przekonaniami, bo nie zrobił 'właściwego' pierwszego kroku. Jeden obszar. Jeden. To wystarczy na start.


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Idzik a jak ktoś ma tendencję do traktowania każdego 'jednego obszaru' jako następnego projektu do perfekcyjnego zrealizowania? Pytam, bo sama tak mam z kartami. Zaczynam od jednej rzeczy, a potem z tego robi mi się kolejna lista wymagań wobec siebie. Jak to przerwać?


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie, mnie też to uderzyło. Czy afirmacje nie są czasem taką pułapką szczególnie dla osób, które i tak już mają skłonność do nadmiernej samokontroli? Bo zamiast rozluźnić, dokładają kolejny punkt do sprawdzenia.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Telepatka80 tak i to jest chyba jeden z głównych problemów z popularyzacją afirmacji jako 'dyscypliny'. Ktoś, kto ma tendencję perfekcjonistyczną, nie potrzebuje kolejnej struktury do utrzymania. Potrzebuje raczej czegoś odwrotnego: zgody na niedokończenie, na bycie w połowie. Afirmacja dla takiej osoby powinna brzmieć mniej jak obowiązek, a bardziej jak oddech.


Odpowiedz
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 176

@Mystica 'afirmacja jak oddech', to ładnie powiedziane, ale jak to wygląda w praktyce? Bo dla mnie oddech jest odruchowy, nie myślę o nim. A afirmacje to jednak coś, co muszę sobie zaplanować, ustawić przypomnienie, usiąść. Jak sprawić, żeby to było mniej jak projekt?


Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Mniszek a co gdyby to nie był stały punkt dnia, tylko coś, co wchodzi wtedy, gdy jest potrzebne? Nie o 7 rano, nie przed snem, tylko w momencie, gdy pojawia się napięcie. Zamiast harmonogramu, impuls. Wiem, że to sprzeczne z tym, co mówi większość kursów, ale dla osób z tendencją perfekcjonistyczną stały harmonogram bywa bardziej wyzwalaczem lęku niż sposóbm spokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Ale to jest trochę wbrew temu, co mówiłaś Mystica wcześniej o regularności. Czy bez tego minimum powtórzeń cokolwiek w ogóle 'przechodzi' do głębszych warstw przekonania? Czuję, że tutaj macie dwa różne stanowiska i nie wiem, które mi bliżej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mystica)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Storczyk61 to nie jest sprzeczność, to raczej dwa różne punkty wyjścia. Regularność wspiera utrwalanie nowych wzorców, ale nie musi oznaczać sztywnego harmonogramu. Regularność może być też odpowiedzią na powtarzający się stan, nie na zegarek. Kluczowe pytanie jest takie: czy wracasz do praktyki z wyboru, czy z lęku przed konsekwencjami przerwy? To rozróżnienie ważniejsze niż godzina.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak ktoś szczerze nie wie, z czego wraca? Bo ja np. siedzę wieczorem i robię swoje rzeczy i nie mam poczucia, że to lęk, ale też nie mam poczucia, że to wybór. To jest jakiś taki środek, przyzwyczajenie. Czy przyzwyczajenie się liczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@laurencja)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 103

@Oksanka64 przyzwyczajenie to nie jest ani lęk, ani wybór, ale może być dobrą glebą pod jedno i drugie. Pytanie, czy to przyzwyczajenie zostaje nawet gdy jesteś zmęczona, zirytowana, gdy dzień był ciężki? Jeśli tak, to znaczy, że praktyka już zintegrowała się z rytmem. Jeśli odpada przy pierwszym oporze, to jest raczej nawyk warunkowy, który trzyma się tylko wtedy, gdy jest łatwo.


Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Laurencja u mnie odpada przy pierwszym oporze. Zawsze. I właśnie to mnie najbardziej dołuje, bo potem myślę, że skoro nie utrzymałam, to znaczy, że jestem niewystarczająco zdyscyplinowana. I koło się zamyka.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

ale to 'jestem niewystarczająco zdyscyplinowana' to jest już kolejna negatywna afirmacja, którą mówisz do siebie. Zauważyłaś to? Zamiast jednej listy afirmacji masz drugą, którą powtarzasz automatycznie po każdym 'porażce'. I ta druga pewnie siedzi głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@mniszek)
Połączone: 11 miesięcy temu

O. To jest mocne. Nigdy tak o tym nie myślałam, że te myśli po nieudanej praktyce są same w sobie afirmacjami. Tylko negatywnymi. I powtarzanymi bez żadnego harmonogramu, za to bardzo regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Czy to znaczy, że część pracy z afirmacjami to w ogóle nie afirmacje pozytywne, tylko zauważanie tych negatywnych, które lecą automatycznie? Bo jeśli tak, to rozumiem, czemu samo naklejanie pozytywnych zdań na wierz nic nie zmienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 438

@Telepatka80 tak, i to jest właśnie ten krok, który większość popularnych podejść do afirmacji pomija. Zanim zaczniesz mówić coś innego, musisz wiedzieć, co mówisz teraz. Automatyczne negatywne komentarze do własnych działań są często bardziej trwałe niż jakakolwiek świadoma praktyka afirmacyjna. Nie dlatego, że są silniejsze, tylko dlatego, że nikt ich nie liczy ani nie zauważa.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: