Wracając do tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - Syriana pytała o afirmowanie właściwości fizycznych i genetykę. Myślę, że cała ta dyskusja o sformułowaniach i wierze zbliża się do odpowiedzi, ale jej nie wypowiada wprost. Czy ktoś ma przykład afirmacji, która działa przy cesze fizycznej, której naprawdę nie można zmienić - nie w sensie motywacji do zmiany, ale zaakceptowania czegoś trwałego?
To pytanie o 'akceptuję' mnie zatrzymało. Bo właśnie o to mi chodzi - czy jeśli powtarzam 'akceptuję swoje ciało takie, jakie jest', a genetycznie nie mogę zmienić np. wzrostu czy kształtu kości, to czy to jest afirmacja, czy po prostu powtarzanie czegoś, w co powinnam wierzyć, ale nie wierzę? Czy to nie jest trochę jak udawanie, że jesteś okay z czymś, z czym nie jesteś?
to jest naprawdę dobre pytanie i myślę, że wiele osób przez to przechodzi. Różnica między 'akceptuję' a 'jestem okay z tym' jest dla mnie taka: akceptacja nie oznacza zgody na emocje, które masz. Możesz nie lubić czegoś i jednocześnie przestać z tym walczyć. Afirmacja 'akceptuję' nie mówi, że to kochasz - mówi, że nie marnujesz energii na opór. Ale żeby ta afirmacja nie była pustą formułą, musisz wiedzieć, co konkretnie akceptujesz i dlaczego to dla ciebie trudne.
Chcę wrócić do genetyki, bo trochę znowu odpłynęliśmy. Syriana pyta o właściwości fizyczne - i to jest konkretny przypadek, gdzie afirmacja napotyka na coś, czego naprawdę nie można zmienić. Mogę afirmować spokój i z czasem wyćwiczyć reakcje. Ale nie mogę afirmować wzrostu i urosnąć. Czy ktoś rozróżnia w swojej praktyce afirmacje nastawione na zmianę stanu wewnętrznego od tych nastawionych na zmianę czegoś zewnętrznego lub biologicznego? Bo to chyba dwie różne rozmowy.
Myślę, że jeszcze jedna rzecz gra tu rolę - czakra podstawy, Muladhara. Odpowiada za to, jak postrzegamy swoje ciało jako nasz 'dom'. Jeśli jest zablokowana, żadna afirmacja fizyczna nie przejdzie, bo nie czujemy się bezpiecznie we własnym ciele. I dlatego wiele osób afirmuje zdrowie, a efektu nie ma - nie dlatego, że afirmacja jest zła, ale dlatego, że fundament jest niestabilny.
W numerologii wibracja imienia i daty urodzenia wyznacza pewne bazowe predyspozycje fizyczne - to jest to, z czym przychodzimy. Afirmacje mogą pracować na poziomie tego, co robimy z tymi predyspozycjami, ale nie zmienią samej wibracji bazowej. Dlatego afirmacja zdrowotna może działać jako wzmocnienie potencjału, który mamy, a nie jako przepisanie kodu.
Wracając do tego, o co pyta Syriana od początku - czy powtarzać, gdy nie wierzysz. U mnie było tak, że nie wierzyłam, ale kontynuowałam z jednego powodu: nie miałam lepszego planu. I nie twierdzę, że to dobre uzasadnienie, ale efekt był taki, że po jakimś czasie przestałam aktywnie nie wierzyć. To nie jest to samo co uwierzenie, ale ten stały hałas w głowie 'to nieprawda' zaczął cichszyć. Czy to już coś?
to jest bardzo uczciwe pytanie. I myślę, że odpowiedź nie jest taka sama dla każdego. Jest różnica między oporem, który cichnie z wyczerpania, a oporem, który cichnie dlatego, że coś się faktycznie przesunęło. Pierwsze może dać chwilową ulgę, ale wraca. Drugie jest trwalsze. Pytanie, jak rozpoznać, z którym masz do czynienia?
A ja się zastanawiam, czy w przypadku właściwości fizycznych ten test w ogóle ma sens. Bo jeśli afirmuję coś, co jest zakodowane genetycznie, to żaden opór ani jego brak nie zmieni faktu, że to nie jest obszar, w którym umysł cokolwiek może przenieść dalej. Mam wrażenie, że gdzieś w tym wątku zaczęliśmy rozmawiać o afirmacjach emocjonalnych i zapomnieliśmy o tym fizycznym pytaniu z tytułu.
Dobra, to wróćmy do konkretów. Syriana ma rację, że się rozmyło. Pytanie było o właściwości fizyczne i o to, czy afirmować, gdy się w to nie wierzy. To są dwa oddzielne pytania i cały czas je mieszamy. Na to pierwsze: nie, afirmacja nie zmieni genetyki. Wzrostu, koloru oczu, grupy krwi, struktury kości. To nie jest kwestia głębokości praktyki ani długości powtarzania. Na to drugie: czy powtarzać bez wiary - to już ciekawsza rozmowa i tu są różne zdania.
to jest dokładnie pytanie, przy którym rozchodzą się podejścia. Z perspektywy tego, jak działają nawyki poznawcze: powtarzanie zdania bez przekonania emocjonalnego ma znacznie słabszy efekt niż powtarzanie z nawet minimalnym poczuciem możliwości. Mózg nie przetwarza słów jak komputer - przetwarza je razem z ładunkiem emocjonalnym. Jeśli ładunek jest aktywnie negatywny, słowa mogą po prostu ślizgać się po powierzchni. Ale 'brak wiary' a 'aktywny opór' to nie to samo.
U mnie to przejście od mechanicznego do czegoś innego zajęło kilka tygodni. I nie było żadnego 'klik'. Raczej w pewnym momencie zauważyłam, że mówię to zdanie mniej zaciśniętymi zębami. Nie z entuzjazmem, ale bez walki. Czy to wiara? Nie wiem. Ale coś się przesunęło.
Wracając do fizyczności - bo wątek znowu trochę odszedł. Czy ktoś próbował afirmacji stricte zdrowotnych, np. przy jakiejś przewlekłej dolegliwości? Nie mówię o zmianie genetyki, tylko np. o bólu, napięciu, czymś co jest fizyczne, ale niekoniecznie nieodwracalne. Ciekawi mnie, czy ktoś z was ma konkretne doświadczenie w tym obszarze.
I to jest chyba odpowiedź na pytanie Syriany o sens powtarzania bez wiary. Jeśli traktujesz afirmację jako kotwicę - budowanie skojarzenia - to brak wiary w treść zdania nie dyskwalifikuje praktyki. Ale jeśli traktujesz ją jako przekonanie, które ma się wbudować samo przez powtarzanie, to aktywny opór naprawdę stoi na drodze. Te dwa podejścia wymagają zupełnie różnych oczekiwań.
to zależy, co ma zakotwiczać. Jeśli afirmacja brzmi 'moje ciało jest piękne i zdrowe', to nie buduje kotwicy do zmiany fizycznej - ona buduje kotwicę do konkretnego stanu emocjonalnego. I ten stan emocjonalny może być realny, nawet jeśli treść zdania nie opisuje faktu anatomicznego. Problem pojawia się, gdy ktoś oczekuje, że kotwica przeniesie go z poziomu emocji do poziomu fizjologii.
Dodam coś z innej strony - bo my tu bardzo skupiamy się na psychologii, ale w pracy z czakrami mam doświadczenie, że afirmacje przy czakrze sercowej potrafią realnie zmienić to, jak człowiek odbiera własne ciało. Dosłownie fizyczne odczucia się zmieniają. To nie jest tylko emocja.
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się nad czymś praktycznym - bo u mnie afirmacje zaczęły robić coś, czego się nie spodziewałam. Przestałam walczyć z rzeczami, których nie mogę zmienić. Nie wiem, czy to właśnie jest ten cel, o którym mówi Lady, ale dla mnie to miało większy efekt niż jakakolwiek próba 'przebudowy przekonań'.
Właśnie o to mi chodziło od początku - o to zdanie, które twierdziło coś o rzeczywistości fizycznej, gdy ta rzeczywistość temu przeczyła. I pytanie, czy mimo tego braku wiary w treść zdania ma sens powtarzanie. Martynka00, przejście do zdania o akceptacji zamiast o 'doskonałości' to była świadoma decyzja czy wyszło samo?
trochę i trochę. Zaczęłam od klasycznego zestawu afirmacji z jakiegoś poradnika i po kilku tygodniach poczułam, że robię coś absurdalnego. Więc zmieniłam na coś, w co mogłam uwierzyć choćby trochę. Ale to była intuicja, nie teoria.
I to jest właśnie to, co w literaturze o autosugestii nazywa się 'gradientem wiarygodności'. Nie chodzi o to, żeby zdanie było prawdą teraz, ale żeby nie wywoływało aktywnego protestu. Coué pisał o tym wprost - sugestia musi być choćby neutralnie przyjęta, żeby miała szansę wejść głębiej. Zdanie, które umysł odrzuca, nie dochodzi nigdzie.
Wróćmy na chwilę do genetyki, bo wydaje mi się, że temat nam ucieka. Wszystko, co powiedzieliśmy o gradiencie wiarygodności i kotwicach, dotyczy sfery emocjonalnej i poznawczej. Nikt rozsądny nie twierdzi, że afirmacja zmieni genotyp. Ale chyba nikt też nie powiedział wprost: jaki jest realny sufit tego, co afirmacja może zrobić z czymś trwałym i fizycznym? Bo to jest pytanie, które tu wisi.
Pelagiusza_J, cieszę się, że wróciłaś do genetyki, bo właśnie tu mam kolejne pytanie. Mówimy o gradiencie wiarygodności i o tym, że afirmacja może zmienić sposób przeżywania cechy, której nie zmienimy. Ale co z cechami, które są na granicy? Mam na myśli coś w stylu pigmentacji skóry, wypadania włosów czy skłonności do tycia - to wszystko ma komponent genetyczny, ale też środowiskowy. Czy gradient wiarygodności działa inaczej, gdy cel jest częściowo osiągalny?
To jest dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Cechy o mieszanej etiologii, jak te, które wymieniłaś, to zupełnie inny przypadek niż wzrost czy kolor oczu. Tu wchodzi w grę pojęcie ekspresji genetycznej, czyli to, że gen może być włączony lub wyciszony przez warunki środowiskowe. Afirmacja bezpośrednio tego nie robi, ale pośrednio może wpływać na poziom kortyzolu, jakość snu, wybory żywieniowe. Więc w teorii łańcuch jest możliwy, choć długi i nielinearny.
Dorzucę coś spoza czysto psychologicznego kąta. Pracując z czakrą sakralną, widziałam, że osoby, które mają silne bloki wokół własnego ciała, często nieświadomie utrzymują napięcia w konkretnych partiach ciała. I afirmacje przy jednoczesnej pracy z ciałem, nie samodzielnie, potrafiły te bloki rozluźniać. To nie zmienia genotypu, zgoda, ale zmienia to, jak ciało funkcjonuje na poziomie fizycznym. Nie wiem, czy to pasuje do tej rozmowy, ale wydało mi się ważne.
Słyszę tę dyskusję i przypominam sobie, że zanim dotarłam do afirmacji akceptacyjnych, próbowałam całego zestawu zdań o zmianie. I zadziałało na mnie coś, o czym Lady nie powiedziała wprost, a co może być ważne. Opór pojawia się nie tylko wtedy, gdy zdanie jest nieprawdziwe, ale też gdy jest zbyt dalekie od tego, gdzie jestem emocjonalnie. Musiałam przejść przez kilka zdań pośrednich, zanim doszłam do czegoś, co w ogóle mogłam powiedzieć bez skrzywienia.
Martynka00, to jest dokładnie to, o co mi chodziło w pierwotnym pytaniu, tylko odpowiedź jest zupełnie inna niż się spodziewałam. Myślałam, że pytam o to, czy powtarzanie fałszywego zdania ma sens. A okazuje się, że odpowiedź brzmi: szukaj zdania, które nie jest fałszywe. Tylko tego szukałaś intuicyjnie, a Krysztal nazywa to gradientem wiarygodności. Ciekawe, że to samo odkryłyśmy z różnych stron.
Chcę się wtrącić, bo słuchałam tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że pomijamy jeden aspekt. Numerologia mówi, że osoby urodzone pod pewnymi liczbami mają naturalnie silniejsze połączenie z własnym ciałem i łatwiej im pracować z afirmacjami cielesnymi. Ósemka na ścieżce życia na przykład to silna więź z materią i z fizyczną manifestacją. Czy nie warto uwzględnić swojej liczby przed konstruowaniem afirmacji?
