Zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest granica między afirmacją a mantrą, bo te dwa słowa są używane wymiennie i chyba niesłusznie. Afirmacja to zdanie, które sobie powtarzam - coś w stylu 'jestem spokojna i pewna siebie'. Mantra to już zupełnie inna bajka, przynajmniej dla mnie - dźwięk, który działa na poziomie wibracji, nie tylko przekonań. Ale to co mnie naprawdę ciekawi, to ta kwestia praktyczna: piszę afirmacje w zeszycie od kilku miesięcy i widzę efekt, ale koleżanka mówi, że działa na nią tylko mówienie na głos. A jeszcze inna wysyła sobie SMS-y z afirmacjami na przyszły tydzień i odbiera je jak przypomnienia. Czy któryś z tych sposobów naprawdę 'działa inaczej', czy to kwestia tego, co nas po prostu bardziej angażuje?
Ale czy mantry nie są z definicji religijne? Znaczy - jak ktoś nie jest buddystą ani hinduistą, to czy może w ogóle mówić, że używa mantry? Bo to trochę jakby wziąć cudzą praktykę i przekleić ją na własne potrzeby bez zrozumienia kontekstu.
Pisanie ręcznie działa najgłębiej, bo angażuje ciało - ręka, papier, fizyczny ślad. To jest według mnie najsilniejsza metoda, bo umysł nie może 'pominąć' czegoś, co sam zapisuje. SMS wysłany do siebie to trochę autopilot, bo odbiór jest pasywny jak każde inne powiadomienie. Głos jest gdzieś pośrodku - słyszysz siebie, ale nie zostawiasz śladu.
Moim zdaniem roznica miedzy afirmacja a mantra jest taka, ze mantra ma dzialac przez wibracje glasu, nie przez treść. 'Om' nie znaczy nic konkretnego dla umyslu, a dziala inaczej niz zdanie 'jestem zdrowy'. Afirmacja to praca z przekonaniami, mantra to praca z energią dzwieku. Rożne poziomy, rożne mechanizmy.
A co jeśli ktoś nie lubi słyszeć swojego głosu na nagraniach i przez to unika mówienia na głos? Czy to może blokować efekt, czy po prostu trzeba wybrać inną metodę?
Ile czasu mniej więcej zajmuje, zanim afirmacje zaczną cokolwiek zmieniać? Bo piszę od trzech tygodni i nic szczególnego nie zauważam.
To co mówi Laurka o 'możliwym do uwierzenia' jest ważne i z tym się zgadzam. Ale wróćmy do SMS-ów, bo mi to wydaje się niedocenianą metodą. Wysyłałam sobie wiadomości z afirmacjami na konkretne godziny - na przykład na 12:00 i 18:00. Odbierałam je jak normalnego SMS-a i za każdym razem było ułamkowe zaskoczenie, bo przez sekundę nie wiedziałam, że to ja do siebie piszę. I właśnie ta sekunda zaskoczenia chyba pomagała - umysł nie zdążył się 'zablokować'.
Ciekawe, że SMS działa przez zaskoczenie. Coś jak trick na własny mózg.
to faktycznie ciekawe. Czy używałaś do tego jakiejś aplikacji z opóźnionym wysyłaniem, czy ręcznie ustawiałaś przypomnienia? Bo znam osoby, które robiły coś podobnego przez notatki z alarmem, ale SMS do siebie ma inną dynamikę - jest zewnętrzny, przychodzi 'z zewnątrz', nawet jeśli wiesz, że sam go wysłałeś.
Słuchajcie, weszliśmy w ciekawy obszar - różnica między synchronicznym a asynchronicznym kontaktem z afirmacją. Pisanie w zeszycie i mówienie na głos to działania synchroniczne - tworzysz i odbierasz jednocześnie. SMS do siebie to asynchronia - tworzysz teraz, odbierasz potem, w innym stanie emocjonalnym. I może właśnie dlatego efekt bywa inny. Ciekawe, czy ktoś próbował nagrywać sobie głosówki z afirmacjami i odsłuchiwać je z opóźnieniem. Logika byłaby podobna do SMS-ów, ale kanał dźwiękowy.
to ciekawe, że używasz słowa 'komunikat od kogoś'. Czy masz wrażenie, że ta inna część siebie - ta, która wysłała SMS wcześniej - ma jakiś inny charakter niż ta, która go odbiera? Pytam, bo to brzmi jak praca z wewnętrznym dialogiem, nie tylko afirmacja.
Ale jeśli efekt jest tylko psychologiczny, a nie energetyczny, to czy to nadal są afirmacje w sensie ezoterycznym? Czy to nie jest po prostu terapia poznawcza?
Mam pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku - czy ktoś próbował łączyć metody? Na przykład rano mówić na głos, w południe SMS, wieczorem zeszyt? Czy to nie jest przeładowanie i mieszanie sygnałów?
A czy to nie jest tak, że im więcej razy powtarzamy tę samą afirmację dziennie, tym szybciej działa? Bo skoro chodzi o przeprogramowanie, to więcej powtórzeń powinno przyspieszyć efekt.
200 dni brzmi zniechęcająco.
To co opisuje Kinia05 brzmi trochę jak mantra właśnie - coś, co zaczyna żyć samo. Czy to może oznacza, że afirmacja z czasem staje się mantrą, jeśli się ją odpowiednio zakorzenisz? Może to nie są dwie różne rzeczy, tylko dwa etapy tego samego procesu?
Erazm79 właśnie to mi chodziło po głowie, ale nie umiałam tego nazwać. Jakby afirmacja miała swój cykl życia - zaczyna jako świadomy komunikat, a kończy jako coś, co po prostu jest. Może różnica między afirmacją a mantrą nie jest w formie, tylko w tym, na jakim etapie tego cyklu jesteś?
ale to rodzi pytanie - czy można świadomie przyspieszyć ten cykl? Bo z tego co piszesz wynika, że to nastąpiło samo, bez zaplanowania. A może właśnie dlatego nastąpiło - bo przestałaś kontrolować?
A czy ktoś próbował mantry po polsku? Tzn. wziąć afirmację i powtarzać ją dokładnie tak, jak mantrę - bez analizowania znaczenia, samym dźwiękiem? Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens.
Właśnie nad tym siedzę od paru minut. Może to jest sedno - afirmacja chce, żebyś myślała o znaczeniu, mantra chce, żebyś przestała myśleć. I dlatego jedna lepiej przeprogramowuje przekonania, a druga lepiej wprowadza w stan. Różne cele, nie tylko różne metody.
to pasuje do tego, co opisywałaś wcześniej o SMS-ie jako kotwicy. SMS to afirmacja w sensie semantycznym - uderzasz w znaczenie w konkretnym momencie. A gdybyś zamiast SMS-a dostawała dźwięk dzwonka bez słów - to byłoby bliżej mantry?
Ale wtedy to by był warunek Pawłowa, nie afirmacja.
Właśnie to jest moje doświadczenie z SMS-ami - one są skuteczne właśnie dlatego, że są konkretne i trafiają w określony moment dnia. Nie musze niczego 'ściszać', bo SMS przychodzi z zewnątrz i niejako wyrywa mnie z bieżącego myślenia. Ale zastanawiam się, czy to nie jest dokładnie ten mechanizm kotwicy, o którym mówił Teodor53, tylko przez inny kanał.
myślę że tak. I to jest coś, o czym warto myśleć szerzej - format dostarczenia afirmacji zmienia mechanizm jej działania. SMS to kotwica temporalna i kontekstualna. Zeszyt to rytuał intencji. Mówienie na głos to angażowanie ciała. Każde z tych trzech robi coś innego z tym samym tekstem.
A mantra w tej grupie to jedyna metoda, gdzie 'obecność' jest niejako wbudowana w samą technikę, bo skupienie na dźwięku nie daje zbyt dużo miejsca na błądzenie myślami.
To jest właśnie coś, czego nie wzięłam pod uwagę zaczynając ten wątek - że wybór formatu to nie tylko kwestia wygody, ale dopasowania do aktualnego stanu umysłu. Na początku zeszyt i SMS mogą być wejściem, a mantra czymś, do czego się dochodzi, nie czymś od czego się zaczyna.
a czy ktoś zna jakiś sposób, żeby sprawdzić na sobie, który format aktualnie potrzebuję? Czy to jest tylko metoda prób i błędów, czy można to jakoś ocenić wcześniej?
