Hej, mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Moja córeczka ma 6 lat i bardzo lubi słuchać, jak sama do siebie mówię różne pozytywne rzeczy rano. Ostatnio zaczęła powtarzać za mną 'jestem silna i mądra' i sama z siebie zaczęła to mówić przed snem. Zastanawiam się, czy to w ogóle bezpieczne dla dziecka, czy może trzeba jakoś inaczej to formułować? Bo słyszałam, że afirmacje dla dzieci powinny wyglądać inaczej niż dla dorosłych. Czy ktoś ma doświadczenie z wprowadzaniem afirmacji u takich małych dzieci?
Też się nad tym zastanawiałam, bo mam siostrzenicę w podobnym wieku. Z tego, co czytałam, dzieci do mniej więcej 7 roku życia są w stanie silnej sugestywności - mózg pracuje głównie na falach theta i alfa, więc dosłownie chłoną wszystko, co słyszą. To trochę tak, jakby były w naturalnym transie przez większość dnia. Pozytywne stwierdzenia mogą działać bardzo głęboko, ale właśnie dlatego trzeba uważać na to, co się mówi i jak. Mnie interesuje, czy ktoś próbował robić to świadomie, jako praktykę, a nie przypadkowo jak opisujesz.
Judytka67 pisze o falach mózgowych i to jest dobry trop, ale bym doprecyzował - te okna sugestywności to nie jest powód, żeby zasypywać dziecko afirmacjami jak dorosłego. Właśnie dlatego, że chłonie wszystko tak głęboko, różnica między 'dobrą afirmacją' a czymś, co nieświadomie zaszczepie lęk albo presję, jest bardzo cienka. Widziałem przypadki, gdzie rodzice przekazywali dziecku afirmacje w stylu 'jestem najlepszy, wszystko mi wychodzi' i efekt był odwrotny - bo dziecko konfrontowało to z rzeczywistością i zaczynało czuć, że zawodzi. Kluczowe jest to, czy afirmacja jest zakorzeniona w tym, co dziecko faktycznie może poczuć jako prawdziwe.
Nie martw się tak bardzo. W tym wieku dzieci same naturalnie tworzą sobie afirmacje przez zabawę, przez opowiadanie o sobie w bajkach, przez wcielanie się w bohaterów. To jest właśnie ich sposób na budowanie obrazu siebie. Najlepsze afirmacje dla małych dzieci to takie, które są zakorzenione w konkretnym działaniu, na przykład 'staram się i to wystarczy', a nie abstrakcyjne stwierdzenia o byciu mądrą czy odważną. Ale szczerze, jeśli córka sama to powtarza i sprawia jej to radość, to jest dobry znak, nie powód do niepokoju.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro dzieci są tak podatne na sugestię, to czy afirmacje robione 'przypadkowo' przez rodzica, który sam je stosuje, nie są już wystarczające? Czy jest jakaś różnica między tym, że dziecko słyszy rodzica mówiącego coś pozytywnego, a tym, że rodzic celowo uczy dziecko afirmacji?
Afirmacje jako gra albo piosenka to według mnie złoty środek dla małych dzieci. Moja znajoma robi z córką coś, co nazywają 'porannym zaklęciem' - to jest dosłownie zmyślona rymowanka, którą wymyśliły razem. Coś w stylu 'dziś będę dzielna jak lew, zrobię wszystko co chcę' - bzdurny wierszyk, ale córka go uwielbia i sama go prosi rano. Nie wiem, czy to działa 'ezorycznie', ale zauważalnie wpłynęło na jej nastawienie przed szkołą. Rozumiem, że tutaj dyskutujemy też o wymiarze duchowym, nie tylko psychologicznym?
To jest właściwe pytanie i rzadko kto je zadaje wprost. W praktyce, którą znam, rozróżnia się dwa poziomy pracy z afirmacjami: poziom programowania (działanie na warstwie nawyków i myślenia) oraz poziom intencji (świadome wywoływanie zmiany wibracyjnej). Dzieci do mniej więcej 9-10 roku życia naturalnie działają na tym pierwszym poziomie i to jest wystarczające. Nie potrzebują rozumieć mechanizmu, żeby afirmacja 'robiła robotę' na poziomie kształtowania przekonań. Problem zaczyna się, gdy dorośli chcą wprowadzać dzieci w drugi poziom za wcześnie, bo to wymaga refleksji nad własnym stanem wewnętrznym, której dziecko jeszcze nie ma.
Nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od konkretnego dziecka. Ale orientacyjnie 11-12 lat to moment, gdy pojawia się myślenie abstrakcyjne i zdolność do autorefleksji. Dopiero wtedy ma sens tłumaczenie dziecku, po co afirmacja, jak ona działa i co chce przez nią zmienić. Wcześniej lepiej działa właśnie to, o czym Michasia pisała - rytm, narracja, wspólna zabawa słowem. Efekt jest podobny, a ryzyko wytworzenia presji znacznie mniejsze.
Ja bym tu jednak zwróciła uwagę na coś innego. Dużo mówicie o tym, jak formułować afirmacje, ale ja uważam, że ważniejszy jest moment, w którym je robimy. Dzieci są najbardziej otwarte tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu - to jest moment, kiedy mózg jest na pograniczu jawy i snu. Wtedy nawet krótkie zdanie wchodzi bardzo głęboko. U mojej kuzynki to działa świetnie - kilka zdań szeptem przy zasypianiu i efekty są naprawdę wyraźne. Polecam spróbować zamiast porannego powtarzania.
Może głupie pytanie, ale czy to znaczy, że czytanie dzieciom bajek, gdzie bohater jest dzielny i mądry, to właściwie taka ukryta afirmacja? Bo bohater się z nimi identyfikuje i to wchodzi tak samo?
Wracając do pytania z początku - czy ktoś ma doświadczenie z dziećmi starszymi, powiedzmy 9-11 lat? Bo to chyba ten ciekawy moment przejściowy, o którym Paradoxa pisała. Dziecko zaczyna już myśleć bardziej samodzielnie, ale jeszcze nie jest nastolatkiem, który wszystko odrzuca z zasady. Jak wtedy wprowadzać afirmacje, żeby nie brzmiały dla dziecka jak 'ściema dla małych'?
Ja z własnych obserwacji powiem, że moja siostrzenica w wieku 10 lat sama zaczęła wymyślać sobie zdania, które powtarzała przed snem. Nikt jej tego nie uczył. Mówiła coś w stylu 'jestem dobra z matmy, dam radę'. To wyszło zupełnie naturalnie. Więc może pytanie nie powinno brzmieć 'kiedy można zacząć', ale 'kiedy dzieci zaczynają same z siebie'.
A czy ktoś wie, czy są jakieś badania albo materiały na ten temat? Bo cały czas operujemy własnymi obserwacjami, a ciekaw jestem czy ktoś to rzeczywiście sprawdzał. Szczególnie ten przedział 9-11, o którym piszecie.
Słucham całej tej rozmowy i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół granicy, kiedy zacząć, ale ja mam bardziej praktyczne pytanie. Co z dziećmi, które już to robią, tak jak moja córka? Ona ma 6 lat i powtarza te zdania. Czy to znaczy, że mam jej powiedzieć, żeby przestała?
Absolutnie nie kazałabym jej przestawać. Jeśli sama to powtarza i sprawia jej to przyjemność, to jest naturalny proces. Możesz ewentualnie delikatnie zmienić formę - zamiast 'jestem silna i mądra' zaproponować coś bardziej zabawowego, żeby to było dla niej jak gra, nie jak zadanie.
Mam notatki z jednego warsztatu, gdzie prowadząca mówiła właśnie o tej różnicy. Nazywała to 'afirmacją żywą' i 'afirmacją martwą'. Żywa to ta, którą dziecko samo modyfikuje, zadaje pytania, bawi się nią. Martwa to ta, którą powtarza jak formułkę, bez kontaktu z jej treścią. I twierdziła, że martwa afirmacja nie daje żadnego efektu - ani pozytywnego, ani negatywnego. Po prostu nie działa.
Wchodzę do tej rozmowy, bo czytam od początku i mam pytanie, które jakoś nie padło. Mówicie dużo o afirmacjach słownych - mówionych albo powtarzanych w myślach. Ale czy ktoś pracował z dziećmi przez inne kanały, na przykład przez rysowanie, kolor, symbol? W kontekście run czy w ogóle pracy z symbolem obraz często działa mocniej niż słowo, szczególnie u dzieci, które jeszcze myślą obrazami.
U mnie z córką okazało się, że dla małego dziecka liczy się nie tyle treść zdania, co ton i to, co pod nim siedzi. Mogę jej mówić najpiękniejszą afirmację, ale jeśli sama jestem spięta, ona łapie to spięcie, nie słowa. Dlatego przestałam się skupiać na 'poprawnej' formułce dla niej, a bardziej na tym, w jakim jestem stanie, kiedy do niej mówię. Małe dzieci chyba czytają uczucie wcześniej, niż rozumieją zdania.
To zmienia trochę moje podejście do całej sprawy. Zaczęłam od pytania, kiedy córka może zacząć z afirmacjami, i mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: ona już zaczęła, tylko inaczej niż myślałam. I że moje zadanie to może nie uczyć jej, tylko nie psuć tego, co już robi naturalnie. Tylko nadal nie wiem - czy to 'jestem silna i mądra' jest w porządku zostawić tak jak jest, czy jednak porozmawiać z nią o tym inaczej?
To, co napisała Agnisia.pl na końcu, brzmi dla mnie jak bardzo ważna zmiana perspektywy. Bo chyba większość z nas, kiedy myśli o 'pracy z afirmacjami', wyobraża sobie coś ustrukturyzowanego, zaplanowanego. A tu wychodzi, że dziecko 6-letnie robi to zupełnie inaczej i niekoniecznie potrzebuje naszego prowadzenia. Zastanawiam się tylko, czy to nie jest specyficzne dla młodszych dzieci - że naturalnie to robią, a potem gdzieś po drodze tracą tę spontaniczność. Ktoś wie, w którym momencie to zwykle zanika?
Słucham tej dyskusji między Barnim a Wrozką i mam wrażenie, że obie strony mają rację, tylko mówią o czym innym. Barni mówi o mechanizmie, Wrozka o intencji. Może warto by było rozdzielić te dwie warstwy zamiast spierać się o całość?
To, co Michasia mówi o powracaniu bez przypominania, bardzo mi pasuje z tym, co obserwowałam u siostrzanicy koleżanki - przepraszam, chyba pomyliłam wątki. Chodzi mi o to, że jeśli dziecko samo wraca, pyta, modyfikuje, to jest sygnał. Ale czy to jest też jakiś próg wiekowy? Czy 6-latek w ogóle może 'wracać' świadomie, czy to jeszcze przypadkowe?
Właśnie tego szukałam w tej rozmowie - czegoś, co mi powie, jak odróżnić jedno od drugiego. Moja córka wraca do tego wieczorami, ale nie wiem, czy dlatego że jej to 'daje' coś, czy dlatego że to stało się rytuałem przed snem i po prostu lubi rutynę. W jej wieku to chyba trudno rozdzielić?
Nie wiem czy to jest problem. Rutyna też jest czymś pozytywnym dla dziecka. Jeśli afirmacja stała się częścią uspokajającego rytuału przed snem, to może to sam w sobie jest jej efekt - spokój, bezpieczeństwo, przewidywalność wieczoru. Nie każdy mechanizm musi być od razu 'duchowy' czy 'przeprogramowujący', żeby miał wartość.
Czytam to od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie gryzie. Czy w ogóle ma sens stosowanie czegokolwiek, co 'przeprogramowuje', u dziecka, które jeszcze samo siebie nie zna? Dorośli pracują z afirmacjami żeby zmienić coś, co już w nich jest. A dziecko dopiero buduje to, czym będzie. Czy nie ryzykujemy, że wbudujemy w nie coś, czego ono nie wybrało?
Wracając do tego, co mówiłem wcześniej o kanałach innych niż słowa - to może jest właśnie odpowiedź na ten problem. Jeśli dziecko rysuje, śpiewa, bawi się, a rodzic tworzy kontekst, w którym te działania wzmacniają pozytywny obraz siebie, to może nie potrzeba w ogóle słownej afirmacji. Efekt ten sam, forma dopasowana do wieku.
A co z dziećmi, które mają problemy z wymową albo na przykład jąkają się? Czy powtarzanie afirmacji głośno może im zaszkodzić, bo skoncentruje uwagę na mówieniu i będą się bardziej spinać? Czy lepiej wtedy robić to w myślach?
