Okej ale wróćmy na chwilę do czegoś praktycznego, bo ta dyskusja robi się bardzo filozoficzna. Malgosia87 mówiła że zmieniłaby pytania przy pozycjach dla kogoś kto walczy z paleniem. To jakie konkretnie byłyby te pytania? Bo chcę spróbować i nie wiem od czego zacząć.
Czytałam cały wątek i dopiero teraz się odezwę, bo mam pytanie które trochę wraca do początku. Malgosia87, jak robiłaś ten rozkład dla siebie - skąd wiedziałaś, że interpretacja jest trafna, a nie że po prostu dopasowujesz karty do tego co i tak myślałaś? To pytanie mnie nurtuje od dawna przy tarocie w ogóle, ale tu szczególnie.
To co Malgosia87 właśnie opisała ma nawet swoją nazwę w psychologii - to jest sprawdzanie czy odpowiedź wywołuje 'felt sense', odczucie ciałem że coś jest prawdziwe. Nie chodzi o logikę, tylko o reakcję somatyczną. Dlatego praca z tarotem przy uzależnieniu może mieć sens kiedy robimy to powoli i z uwagą - bo uzależnienie często właśnie odcina od tego wewnętrznego czucia, a karta może je przywracać.
Okej, Malgosia87 powiedziała coś konkretnego w końcu, ale mam jeszcze jedno pytanie. Napisałaś że przy paleniu warto uwzględnić kontekst społeczny - papieros przy kawie z innymi, papieros po pracy z kolegami i tak dalej. To jak to ująć w rozkładzie? Dodać oddzielną pozycję na 'sytuacje wyzwalające' czy to powinno wychodzić z którejś istniejącej karty?
Ale czekaj, to juz nie jest zaden konkretny rozklad tylko twoja wlasna konstrukcja zgadza sie? pytam dlatego, ze Seba59 pisał że chce 'sprobowac' i nie wiem czy ta modyfikacja bedzie dla kogos poczatkujacego czytelna.
Powiem wam coś praktycznego. Rozkład który widziałem kilka razy przy tematach uzależnień to czteroelementowy układ: ogień to pragnienie, woda to emocja za tym pragnieniem, ziemia to konkretne zachowanie, powietrze to myśl która je poprzedza. I to jest dobre właśnie dlatego że kontekst społeczny zwykle wypływa przy elemencie ziemi - bo nałóg dzieje się w konkretnej sytuacji, w konkretnym miejscu, z konkretnymi ludźmi. 🙂
Muszę tu wejść z małą korektą. To co Znachornik61 opisuje jest bliskie temu co w terapii nazywa się 'cyklem cravingu' - bodziec, emocja, myśl, zachowanie. Ale te cztery elementy nie są tym samym co cztery żywioły. Żywioły mają w tarota własną logikę symboliczną i mogą przeciąć intencję pytania. Ktoś kto zaczyna może mylić symbolikę żywiołu z nazwą pozycji.
A wracając do pytania ktore zadalam parę postów wcześniej - Mocarnaa odpowiedziała i bardzo dziękuję za tę szczerość. Ale zastanawiam sie nad czymś innym. Mocarnaa, jak robiłaś tę kartę rano - byłaś wtedy w dobrej fazie, złej, czy to nie miało znaczenia? Bo wyobrażam sobie że jeśli jestem w bardzo złym miejscu emocjonalnie, to nawet pozytywna karta może mi się wydać ironiczna albo pusta.
W sumie, czytam tę wymianę i mam pytanie do Irgi, bo przed chwilą wspomniałaś o 'felt sense'. Czy w kontekście uzależnienia - szczególnie takiego gdzie ciało jest mocno zaangażowane jak przy alkoholu czy papierosach - to somatyczne czucie nie jest przypadkiem zaburzone? Czyli że ciało 'mówi' coś, ale mówi na przykład 'sięgnij po kieliszek' zamiast 'to jest prawdziwa odpowiedź'?
Irga powiedziała wreszcie głośno to co krązyło między wierszami przez całą tę dyskusję. I mam pytanie do Malgosia87 - bo jesteś autorką watku i dużo tu dawałaś z siebie. Kiedy ty zaczęłaś używać kart przy tym temacie, byłaś już w jakimś procesie wsparcia czy tarot był pierwszym krokiem?
To co Malgosia87 teraz napisała chyba zmienia trochę cały odbiór wątku. Przez wiele postów czytałam jakby tarot był tym głównym elementem, a teraz okazuje się że był sposóbm pomocniczym przy czymś większym. Czy to nie znaczy że może powinnyśmy w tytule albo opisie wątku zaznaczyć, że mówimy o tarota jako wsparciu, a nie jako jedynej metodzie?
Przepraszam że się wtrącam bo znam się słabo na tarota ale mam takie naiwne pytanie. Czy jest jakaś karta w tarota która wprost mówi 'to jest nałóg' albo 'uwolnij się'? Czy to zawsze jest kwestia interpretacji i kontekstu? Bo czytam tę dyskusję od początku i mam wrażenie że każdą kartę można odczytać na wiele sposobów.
Właśnie to mnie też zastanawiało na początku. Chyba nie chodzi o nastrój wróżbity, tylko o kontekst całego rozkładu? Malgosia87, czy dobrze rozumiem że ta sama karta w różnych pozycjach mówi coś innego?
Tak, dokładnie o to chodzi. Diabeł jako karta wynikowa to coś innego niż Diabeł jako karta przeszłości. W przeszłości może znaczyć że ktoś już był w pułapce. Jako wynik może znaczyć ostrzeżenie albo właśnie tę szansę na zdjęcie lańcuchów - zależy od pytania i od tego co wokół niego leży. Ale żeby odpowiedzieć Zawilec66 bezpośrednio - nie, to nie jest kwestia nastroju. To jest kwestia pytania które zadałas i kart które pojawiły się obok.
To mnie trochę niepokoi. Bo jeśli interpretacja zależy od kontekstu i od pytania i od innych kart, to gdzie jest granica między interpretacją a wymyślaniem tego co chcemy zobaczyć? Serio pytam, bo chcę to zrozumieć.
Powiem jak to wygląda u mnie w praktyce. Jak ktoś robi rozkład sam dla siebie to proszę żeby najpierw zapisał co widzi na karcie zanim zacznie interpretować. Samo opisanie obrazu. Dopiero potem znaczenie. Ta przerwa między 'co widzę' a 'co to znaczy' naprawdę robi różnicę szczególnie w emocjonalnych tematach.
Wracam do tego co napisała Malgosia87 o pracy między sesjami. Bo mam wrażenie że ten wątek mocno poszedł w stronę tego jak karty działają w praktyce, a mało rozmawiamy o tym co konkretnie robiła między sesjami terapeutycznymi. Czy to był codzienny wyciąg jednej karty, rozkłady przy kryzysach, czy jakoś inaczej?
Najczęściej jedna karta rano, żeby wejść w dzień z jakimś skupieniem. Ale przy kryzysie, czyli jak czułam że zaraz coś się posypie, to robiłam trzykarciany rozkład - gdzie jestem, co mi przeszkadza, co może pomóc. I potem to przynosiłam na sesję. Terapeuta nie interpretował kart, ale pytał mnie co ja z tego odczytałam i dlaczego. To było bardzo przydatne.
O, to jest coś czego jeszcze nie słyszałam - że można przynosić rozkład na terapię i rozmawiać o tym co odczytałaś. Ale to chyba wymaga terapeuty który nie jest uprzedzony do tarocia? Czy twój terapeuta był otwarty na to od początku?
Nie był szczególnie obeznany, ale powiedział wprost że jeśli to mi pomaga się organizować wewnętrznie, to jest dla niego wystarczający powód żeby traktować to jako materiał do pracy. Nie oceniał kart jako systemu, skupiał się na tym co ja z tym robiłam. I to chyba jest klucz.
To co opisuje Malgosia87 brzmi jak podejście pragmatyczne - karta jako pretekst do rozmowy z samą sobą. Ale mam pytanie do Simargl, bo zabrał głos wcześniej w sprawie bezpieczeństwa watku. Jak ty oceniasz tę narrację? Czy to że tarot był wspomagający wobec terapii zmienia twoje zastrzeżenia czy nadal uważasz że coś tu wymaga korekty?
Ma rację. Ja sama przez połowę wątku byłam przekonana że Malgosia87 pracowała wyłącznie z kartami. I pewnie nie jestem jedyna.
Czytam to wszystkiego i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem wartosc kart jako czegos do refleksji. Z drugiej - przy uzaleznieniu naprawde istnieje ryzyko ze ktoś uzyje kart jako powodu zeby nie szukac pomocy. 'Karta mowi ze sobie poradze sam' i tyle. Czy ktos mial do czynienia z taka sytuacja?
Przepraszam ze znowu wchodze ze sceptycznym pytaniem, ale czy w ogole jest jakis sposob zeby z zewnatrz odroznic czy ktos uzywa kart zdrowo w tym kontekscie uzaleznienia czy wlasnie jako mechanizm unikania? Bo z tego co rozumiem, ta sama osoba moze robic dokladnie to samo ale z zupelnie roznym skutkiem.
To jest bardzo konkretne pytanie i z własnego doświadczenia powiem że ja tego nie rozpoznałam sama. Rozpoznał to ktoś z zewnątrz, kto zapytał mnie wprost kiedy ostatnio rozmawiałam z kims żywym o tym co przeżywam. I zdałam sobie sprawę że przez jakis czas karty zastąpiły mi rozmowy z ludźmi, nie uzupełniały ich. Więc ten wskaźnik 'działania w świecie zewnętrznym' jest dobry, ale wymaga kogoś kto zapyta.
Ojej, hej, przepraszam ze przerywam, ale to co napisala Mocarnaa o dyskomforcie po odlozeniu kart to jest chyba najwazniejszy sygnal alarmowy w calym tym watku. czy to nie jest wlasnie dowod na to ze karty moga tworzyc wlasna forme zaleznosci? Nie mowie ze u Mocarnej tak bylo, ale to brzmi jak pattern ktory warto w ogole nazwac wprost.
Czytam tę rozmowę i mam wrazenie ze zaczęliśmy mówić o kartach prawie jak o substancji. Rozumiem kontekst ale czy nie przesadzamy? Bo takim samym rozumowaniem można by powiedzieć że prowadzenie dziennika albo codzienna medytacja 'tworzy zależność', skoro też wywołuje dyskomfort po odstawieniu. Co jest specyficznego w kartach że właśnie przy nich ten wątek się pojawia?
