Wracając do tego, o czym mówiłam przy runach, mam podobne doświadczenie. Przez długi czas przy każdym rzucie wychodziła mi Hagalaz i myślałam, że to zapowiedź jakichś zewnętrznych burz. A potem okazało się, że to było bardziej o moim wewnętrznym oporze wobec zmiany. Więc tak, ta sama seria u Staśka z Księżycem może być właśnie o tym, co on sam w sobie blokuje, a nie o zewnętrznej mgle.
Dobra, ale skąd mam wiedzieć, czy to mój opór, czy rzeczywiście jest coś konkretnego, co wymaga rozwiązania i czego nie widzę? Księżyc to iluzje, ale skąd wiem, czy to ja tworzę iluzje, czy coś mi je narzuca?
To trochę tak jak z tą Gwiazdą, o której pisałam. W jednej ksiązce nadzieja, w drugiej złuda. I sie zastanawiam, czy to co my widzimy na obrazku tez sie różni, albo co innego widzimy na tej samej karcie zaleznie od nastroju?
To po co w ogóle tarot, skoro i tak zawsze widzimy siebie? Serio pytam, bo mi się to kręci w głowie. Może prościej byłoby po prostu siąść i pomyśleć.
A jeśli karta jest zawsze ta sama, to czy to znaczy, że kręcę się w tych samych koleinach, o których mówiła Ewunia? Trochę mnie to niepokoi, bo nie wiem, jak z tych kolein wyjść używając do tego tych samych kart.
Stasiek, a czy próbowałeś zmienić rozkład? Jeśli przez tygodnie używasz tego samego układu i ta sama karta ląduje w tej samej pozycji, to może nie chodzi o kartę, tylko o to, że struktura rozkładu cały czas kieruje cię w to samo miejsce. Inne ułożenie mogłoby pokazać coś z innej strony.
Stasiek, coś mi jeszcze przyszło do głowy przy tym, co mówiłeś o fotografiach. Czy te zdjęcia rozkładów w ogóle porównujesz ze sobą? Bo może sam widok kilku takich fotek obok siebie już by coś pokazał, zanim zaczniesz pisać dziennik.
Kamilka65, tak, mam te zdjęcia. Właśnie otworzyłem kilka z ostatnich tygodni i patrzę na nie jeden po drugim. I wiesz co? Ta sama pozycja, ta sama karta. Nawet układ reszty kart się zmienia, ale Księżyc w tym miejscu stoi jak wryty. Nie wiem, czy mnie to uspokaja, czy bardziej niepokoi.
No to już masz coś konkretnego. I co czujesz, patrząc na te zdjęcia razem? Mam na myśli pierwsze wrażenie, zanim zaczniesz analizować.
Jakiś ciężar. Nie strach, ale takie poczucie, że coś nie jest powiedziane do końca. Trochę jakbym patrzył na list, który napisałem, ale nie wysłałem.
To jest bardzo wymowny obraz, ten list. Czy to twoje własne słowa, czy coś, co gdzieś czytałeś? Bo jeśli to wyszło spontanicznie, to bym się nad tym zatrzymała bardziej niż nad samą kartą.
Zgadzam się z Ewunią. I wracam do tego, co mówiłem o zmianie rozkładu. Stasiek, czy ten konkretny układ, którego używasz, ma w tej pozycji przypisane jakieś konkretne znaczenie? Bo Księżyc jako karta przeszkód to jedno, a Księżyc jako coś ukrytego to zupełnie inne pytanie do siebie.
Ta pozycja to w moim rozkładzie 'to, czego nie widzę' albo coś w tym stylu. Więc Księżyc jako to, czego nie widzę, brzmi prawie tautologicznie, bo on sam jest kartą niewidzenia.
Chwila, bo to brzmi jak zagadka logiczna. Karta niewidzenia na pozycji niewidzenia. To znaczy, że w ogóle nie masz szans czegokolwiek zobaczyć, czy że masz podwójną wskazówkę?
Sam nazwałem, na podstawie jakiegoś artykułu. Ale już nie pamiętam, skąd to wzięłem.
No i tu jest problem. Jeśli sam nazwałeś pozycję, to może nieświadomie właśnie tam umieszczasz to, co czujesz, że jest ukryte. Nie karta cię wybiera, tylko ty wybierasz kartę przez to, jak ramkujesz pytanie.
Tak, raz albo dwa razy był w miejscu na wynik. I wtedy go prawie zignorowałem, bo myślałem, że to nie ma sensu w kontekście pytania. Może za szybko to odrzuciłem.
To jest bardzo ciekawe. Czy pamiętasz, czego dotyczyło pytanie, przy którym Księżyc wyszedł jako wynik? Nie musisz wchodzić w szczegóły, ale to by mogło coś powiedzieć o tym, czemu go wtedy zignorowałeś.
Mnie sie zastanawia cos innego. Skoro Stasiek mowi, ze na obrazku widzi jakis ciezar, to moze interpretacja przez obrazek, o ktora pytal na poczatku watku, juz sie odbywa? Ze on juz to czyta, tylko nie nazyl tego interpretacja?
Ale czy to nie jest trochę niebezpieczne, to co mówi Filomena? Że patrzysz i coś się odzywa, ale to 'coś' to może być po prostu twój aktualny stan, a nie żadna informacja z zewnątrz. Skąd wiadomo, że to nie jest tylko projekcja?
A czy to musi być różnica? Serio pytam. Jeśli obraz sprawia, że myślisz o czymś, czego nie myślałeś przed chwilą, to coś się wydarzyło. Czy to 'z zewnątrz' czy 'od środka' jest pytaniem filozoficznym, nie praktycznym. Praktycznie: czy ta myśl jest dla ciebie użyteczna?
Ten list, który napisałem i nie wysłałem, to użyteczna myśl. Właśnie sobie uświadomiłem, że chyba wiem, do kogo ten list powinien był trafić. I to nie ma nic wspólnego z kartami, a jednocześnie wynikło z patrzenia na nie. Trochę mi się to kręci w głowie.
Ten list i ta osoba, do której miał trafić, to jest chyba ważniejsze niż cały wątek o Księżycu. Stasiek, nie musisz tego rozwijać, ale powiedz jedno: czy patrzenie na tę kartę pomogło ci to zobaczyć, czy raczej coś, co powiedzieliśmy tutaj w dyskusji?
Szczerze? Nie wiem, gdzie była granica. Zaczęło się od obrazka, potem wy zaczęliście pytać, i gdzieś po drodze coś kliknęło. Nie potrafiłbym wskazać momentu.
I to jest właśnie odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Interpretacja przez obrazek może zadziałać, ale rzadko działa sama. Potrzebuje rozmowy, pytań, kogoś, kto powie: 'a co czujesz?' Stasiek właśnie przez to przeszedł na żywo.
Ale chwila, to znaczy że tarot to tak naprawdę pretekst do rozmowy z samym sobą? Bo jeśli tak, to mogę sobie równie dobrze patrzeć na dowolny obrazek. Obraz z kalendarza by zadziałał tak samo?
To pytanie Szamanki jest celne, ale chciałam wrócić na chwilę do tego, co powiedział Stasiek. Mówisz, że Księżyc prawie zawsze pada na tej samej pozycji. Prawie zawsze to znaczy ile razy na ile? Bo to robi dużą różnicę.
