No właśnie, i dlatego zawsze mówię że najlepiej jak ktoś inny robi ci rozkład, bo sam sobie za dużo pchasz do kart. Fela moze powinna poprosić kogoś tu żeby jej to przeczytał na świeżo?
Szczerze? Chyba i jedno i drugie. Ten rozkład coś mi dał ale nie jestem pewna czy dobrze go czytam. Zwłaszcza ten Księżyc na początku - to lęk ktory mam teraz, tak? Czy lęk który był wcześniej i który doprowadzil do tej sytuacji?
Fela, to jest świetne pytanie i bardzo trafne - pozycja w rozkładzie dużo mówi. Jeśli to był układ trzech kart w układzie przeszłość-teraźniejszość-przyszłość, to Księżyc jako przeszlosc może oznaczać że ten lęk i to co niewidziane było zanim jeszcze Zuzia zaczela chorować. Albo zanim ty to zauważyłaś. A jaki rozkład robiłaś - nadałaś pozycjom znaczenie z góry?
Ja jak robie rozkład bez nadanych pozycji to potem i tak mu je nadaje po fakcie, bo inaczej nie wiem jak to czytać. Ale słyszałam też że można czytać karty jako jedną całość bez przypisywania miejsc. Czy to jest w ogóle poprawna metoda czy to jakiś skrót na odczucia?
Przy runach to zawsze najpierw definiuje się pozycje - przynajmniej tak mi mowiono. Ciekawe że przy kartach może być inaczej. A jak Fela wyłożyła bez pozycji, to może warto żeby teraz sama powiedziała jaką historię widzi w tych trzech kartach jako ciagu? Bo może wtedy to będzie czytelniejsze niż gdybyśmy tu analizowali każdą z osobna.
Fela, to jest bardzo dojrzała interpretacja i widać że siedziałaś z tym uczciwie. Mam jedno pytanie - co dla ciebie znaczyłby ten "nowy początek" z Gwiazdy? Bo Gwiazda po kryzysie to nie zawsze jest powrót do tego co było. Czasem to jest coś innego. Czy masz poczucie co to mogłoby być?
Przepraszam że wchodzę, ale chciałam zapytać - Fela, czy po tym rozkładzie poszłaś do Zuzi inaczej niż zwykle? Bo piszesz że coś puściło, ale czy to się przełożyło na coś konkretnego z kotką?
To nie brzmi jak przypadek. Albo nawet jeśli przypadek, to ty byłaś gotowa to przyjąć bo byłaś inaczej nastawiona. To chyba jest właśnie to o czym mówiła Renia z tą klaczą - ze zmiana u opiekuna zmienia coś w relacji ze zwierzeciem. Fela, cieszę się że to napisałaś.
Dokładnie o to mi chodziło. I to jest odpowiedź na tytuł tego wątku chyba najlepsza z możliwych - czy karty działają dla zwierząt? Działają bo zmieniają człowieka, a człowiek zmienia relację ze zwierzęciem. Fela, obserwuj teraz Zuzię w kolejnych dniach. I wróć z tym do weterynarza jeśli cokolwiek cię niepokoi, rozkład czy nie rozkład.
Renia, wróciłam. Zuzia przez ostatnie kilka dni była spokojniejsza, przynajmniej mi sie tak wydawało. Ale nie wiem czy to ona jest spokojniejsza czy ja jestem spokojniejsza i dlatego tak to odbieram. Jak to w ogóle rozróżnić?
Fela, właśnie to jest to pytanie które mnie też gryzie od kiedy zaczełam interesować się wróżbami. Czy zmiana którą widzę po rozkładzie jest realna, czy to ja tylko patrzę inaczej? I czy w ogóle to rozróżnienie ma znaczenie?
No ale właśnie o to chodzi że nie oddzielisz. Ja uważam że to nie jest efekt placebo tylko to są realne energie których my nie rozumiemy do końca. Karty zadziałały, Zuzia poczuła zmianę energetyczną u Feli i zareagowała. proste.
To jest dokładnie ten moment w którym wróżbiarstwo robi się epistemologicznie ciekawe. Fela, to co opisujesz - ta niemożność rozróżnienia czy zmiana jest u ciebie czy u Zuzi - może być nierozwiązywalna i to nie jest wada tej metody. Większość systemów wróżbiarskich działa w pętli sprzężenia zwrotnego: ty się zmieniasz, rzeczywistość wokół ciebie się zmienia. Ale mam do ciebie konkretne pytanie - czy robiłaś rozkłady wcześniej, przed sytuacją z Zuzią, i czy wtedy też coś "puszczało"?
Fela a czy jak Zuzia weszła na kolana to pomyślałaś od razu o tym rozkładzie? Bo zastanawiam się czy nie jest tak, że ty teraz interpretujesz wszystko przez pryzmat tych kart - każde zachowanie Zuzi widzisz jako potwierdzenie.
Moim zdaniem szukanie potwierdzeń to nie jest problem jeśli nie idziesz w zaprzeczanie temu co złe. Czyli jeśli Zuzia by sie oddaliła to byś też to zanotowała? Czy tylko dobre sygnały łapiesz? Bo to jest ważne dla uczciwości całego obserwowania.
Fela, to jest bardzo uczciwe co mówisz i to właśnie pokazuje że pracujesz z kartami rzetelnie, nie selektywnie. Dziesiątka Mieczy jako zapowiedź trudnej nocy albo jako jej odzwierciedlenie - to jest dokładnie ten ambiwalentny moment którego nie da się rozstrzygnąć logicznie. Ale mam pytanie do reszty - czy ktoś miał doświadczenie z robieniem rozkładu dla zwierzęcia kilkakrotnie, w odstępach czasu, żeby zobaczyć czy coś ewoluuje?
Robiłam dla konia serię rozkładów przez kilka tygodni kiedy miał problem ze stawami. Nie powiem że karty wyleczyły stawę, ale każdy rozkład dawał mi inny sygnał na co zwrócić uwagę - raz na sposób w jaki jeżdżę, raz na jego otoczenie w boksie. Mogłabym powiedzieć że to przypadek, ale zmiany które wprowadzałam na podstawie kart faktycznie coś dawały.
To jest ważna kwestia z tą częstotliwością. Słyszałem różne podejścia - jedni mówią nie wracaj do tej samej sprawy przed pełnią,inni że możesz wrócić jak sytuacja realnie się zmieniła. Fela, czy myślisz żeby zrobić kolejny rozkład dla Zuzi, czy dać sobie jeszcze czas z tym pierwszym?
Nie ma jednej zasady to jest bardziej praktyczna mądrość niż doktryna. Argument jest taki: jeśli robisz rozkład codziennie w tej samej sprawie, zaczynasz pytac kart o to samo pytanie innymi słowami i szukasz odpowiedzi którą chcesz usłyszeć. Ale to nie jest reguła objawiona, to jest higiena pracy z kartami. I Fela ma rację że zostanie z jednym rozkładem dłużej często daje więcej niż kolejny rozkład.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was robił rozkład dla zwierzęcia bez konkretnego powodu, tak profilaktycznie? Czy to ma sens żeby pytać kart kiedy nie ma żadnego problemu?
tak, to jest kwestia praktyki a nie reguły. Choć rozumiem że szukasz punktów oparcia, szczegolnie kiedy dopiero zaczynasz. Powiem ci że to czego szukasz - jakiegoś zewnętrznego potwierdzenia że robisz to dobrze - to karty ci nie dadza. One zwracają to z powrotem do ciebie.
No ale Lunaki ma racje że profilaktyczne rozkłady są jak najbardziej sensowne. Zwierzęta nie mówią kiedy źle się czują,więc lepiej zapytać kart wcześniej niż czekać na problem. Ja bym robiła co miesiąc, tak jak sprawdzasz energię domu.
To co Tojadek opisuje z Księżycem to mnie zastanawia - czy wy jak robicie rozkład dla zwierzęcia, to karty które wychodzą opisują zwierzę, czy bardziej waszą relację z nim? Bo może tam zawsze jest jakiś odcisk właściciela i nie da się tego rozdzielić?
Właśnie to mnie uderza w tym co Renia pisze. Że może ta nierozdzielność mnie i Zuzi w rozkładzie to jest właśnie sedno. Że nie robie wróżby "dla niej" tylko dla nas razem. I to zmienia trochę to pytanie z tytułu - nie czy karty działają dla zwierzecia, tylko czy działają dla relacji.
Fela, ale jeśli tak to czy miałoby sens zrobić rozkład dla Zuzi kiedy cię nie ma w pobliżu - poproszenie kogoś innego żeby to zrobił? Żeby wyodrębnić co jest jej a co twoje?
