Mam takie pytanie do was, bo chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy Wieża w tarocie ZAWSZE musi oznaczać jakąś katastrofę albo nagłe załamanie? Bo coraz częściej rozkładam karty i ona mi wypada w różnych pozycjach, i zaczyna mi to działać na nerwy. Ostatnio mam takie dziwne poczucie, że moje życie zamieniło się w jeden wielki rytuał - sprawdzam karty rano, wieczorem, przed każdą decyzją. I zamiast mi to pomagać, to chyba zaczynam się bać własnych rozkładów. No i właśnie ta Wieża wyskakuje często. Czy ktoś ma doświadczenie z tą kartą i naprawdę zmianę na lepsze po niej? Czy to może być czasem coś pozytywnego?
Wieża to zdecydowanie jedna z tych kart, które ludzie rozumieją zbyt dosłownie. Tak, symbolizuje nagłe zmiany, coś co się wali - ale to nie znaczy, że cały twój świat legnie w gruzach. Czasem to po prostu jakaś iluzja, którą w końcu tracisz. Albo coś, co trzymałeś sztucznie, a musiało się rozpaść, żebyś mógł zbudować coś lepszego. Mnie Wieża wypadła raz przed tym, jak rzuciłam pracę, której nienawidziłam - i z perspektywy czasu to był najlepszy moment w życiu. Pytanie do ciebie - w jakiej pozycji najczęściej ci wyskakuje? Bo to zmienia całą interpretację.
Zaklinaczka ma rację co do kontekstu pozycji, ale chciałbym dodać coś od siebie, bo ta karta jest naprawdę często źle czytana. Wieża to arcanum XVI i jej energia dotyczy przede wszystkim struktur, które juz nie służą. Niekoniecznie twoich. Może to jakiś system przekonań, związek, praca, sposób myślenia. To, co się wali, było już wcześniej martwe - Wieża tylko to ujawnia. Powiedz mi, Slawek54 - co konkretnie próbujesz odczytać tymi rozkładami? Bo to, co piszesz o ciągłym sprawdzaniu kart, brzmi jakbyś szukał w nich czegoś więcej niż odpowiedzi na pytanie
To, co opisujesz, Slawek54, to klasyczne zjawisko potwierdzenia selektywnego. Zapamiętujesz te sytuacje, gdy Wieża wypadła i coś złego nastąpiło, a wypierasz te, gdy wypadła i nic się nie stało. Albo gdy nastąpiła zmiana, którą po jakimś czasie oceniłeś pozytywnie. Zrób eksperyment - przez miesiąc zapisuj każdy rozkład i co potem nastąpiło. Naprawdę. I wróć tu z danymi.
oj, zgadzam się z Eliksirą, ale mam jeszcze inne podejście do tej karty. Wieża odwrócona to w ogóle inna rozmowa. Czy sprawdzasz pozycję kart przy rozkładaniu? Bo Wieża odwrócona może oznaczać opieranie się nieuchronnej zmianie, unikanie czegoś, co i tak musi nastąpić. To jest moim zdaniem nawet trudniejsza energia niż wyprostowana.
Przepraszam że się wtrącę, ale jestem ciekawa czegoś podstawowego. Jak w ogóle interpretuje się tę kartę w rozkładzie keltskiego krzyża na przykład w pozycji "to co krzyżuje"? Bo chyba to jest zupełnie inne niż gdy jest w pozycji "podstawy sytuacji"? Sama uczę się rozkładów i ta karta mnie przeraża kiedy wyskakuje.
Ja mam pytanie do Rasphula - wspomniałeś że Wieża dotyczy struktur, które "już nie służą". Ale co jeśli ta struktura, która się wali, to coś, na czym ci naprawdę zależy? Na przykład związek albo rodzina? Czy wtedy też mamy to traktować jako coś "koniecznego"?
A ja się zapytam, bo to mnie interesuje na własny użytek - czy Wieża może wypaść w rozkładzie i naprawdę nie dotyczyć nic złego? Pytam bo robiłam rozkład przed przeprowadzką do nowego miasta i wypadła mi Wieża w pozycji wyniku. Przeprowadziłam się i było okej, nawet fajnie. Czy to oznacza, że źle zinterpretowałam?
szczerze, czytam tę rozmowę i myślę, że wy wszyscy trochę rozmawiasz o dwóch różnych sprawach na raz. Jedna sprawa to co Wieża znaczy jako karta. Ale druga, i dla mnie ważniejsza, to to co Slawek54 napisał na początku - że jego życie stało się jednym wielkim rytuałem. To brzmi jakby karty przestały być pomocą, a zaczęły być jakimś przymusem. I nie wiem czy tutaj problem to Wieża, czy coś zupełnie innego.
To nie jest bez sensu, ale jest niepokojące. Karty jako system wróżbiarski mają ci dawać perspektywę, a nie zastępować twój własny osąd w każdej chwili dnia. jak zaczęłaś, Slawek54 - od jakiego pytania, od jakiej sytuacji, że to tak urosło?
Właśnie się zastanawiam czy to jest zjawisko specyficzne dla tarota, czy może wynikać z każdej formy wróżbiarstwa jeśli za bardzo się w nią wciągniemy. Bo znam ludzi, którzy bez sprawdzenia horoskopu nie wychodzą z domu. To chyba podobny mechanizm?
Czytam tę dyskusję od początku i mam takie wrażenie, że nikt jeszcze nie zapytał o jedną rzecz. Slawek54 pisze, że Wieża mu wypada często - ale jak często to często? Bo jeśli robisz kilka rozkładów dziennie, to statystycznie ta karta musi ci częściej wypadać niż komuś, kto rozkłada raz na tydzień. To może nie być żaden znak, tylko po prostu matematyka.
Bo jeśli robisz kilka rozkładów dziennie, to statystycznie ta karta musi ci częściej wypadać niż gdybyś robił jeden rozkład tygodniowo. Slawek54, ile mniej więcej rozkładów dziennie robisz? Pytam serio, bo to zmienia całą rozmowę o tym, czy Wieża "często" wypada.
Dobra, skoro pytacie... trzy, cztery rozkłady dziennie. Czasem więcej. Wiem, że brmzi to absurdalnie, ale jak wypadnie coś niepokojacego, to robię kolejny żeby "sprawdzić". I tak kółko się zamyka
To jest ważna informacja. Jeśli kolejny rozkład nie daje spokoju, tylko pogłębia niepokój, to tarot przestał pełnić tę funkcję do której służy. Pytanie do ciebie, Slawek54 - co się stanie według ciebie, jeśli nie zrobisz rozkładu przed jakimś spotkaniem?
Słyszę w tym co piszesz, Slawek54, coś znajomego. Nie z tarota, ale z horoskopów. Przez jakiś czas sprawdzałam tranzyt Saturna co kilka godzin jak miałam trudny okres. I to nie dawało żadnej odpowiedzi, tylko nowe pytania. Skończyło się tak, że kompletnie przestałam ufać własnej intuicji. Czy ty też masz takie poczucie że już nie wiesz co czujesz bez karty?
To co opisujecie ty i Pogoda.1 to chyba nie jest kwestia tarota ani astrologii jako takich, tylko jakiegoś mechanizmu, który się odpala niezależnie od systemu. Zastanawiam się czy to ma jakiś związek z lękiem, który był wcześniej, zanim w ogóle zaczęłaś/zacząłeś używać kart? Slawek54, jak to się u ciebie zaczęło?
I to jest kluczowe - zaczęło się od konkretnego pytania w konkretnej sytuacji lękowej. Wieża wypadła i prawdopodobnie nastąpiło jakieś wydarzenie, które potwierdziło kartę. Albo po prostu sam ją tak zinterpretowałeś. Od tego momentu mózg zaczął szukać dowodów że Wieża "ma rację". Slawek54, jak zakończyła się tamta sytuacja zawodowa? 🙂
Rozumiem. Ale czy zastanawiałeś się kiedyś,że ta praca mogła nie być dla ciebie dobra? Że jej utrata, choć bolesna, mogła otworzyć coś innego? Pytam, bo to jest właśnie ta energia Wieży, o której mówiłem - struktury, które już nie służą. Nie zawsze to co tracimy, powinniśmy byli zachować.
No i właśnie tu jest pies pogrzebany. Jedna silna, bolesna sytuacja zakodowała ci kartę jako symbol katastrofy. Ale to jest twoje skojarzenie z tą konkretną sytuacją, nie właściwość karty. Pytanie do Rasphula albo Sylwerii - czy istnieje jakiś sposób żeby to przekodować? Że tak powiem przepracować skojarzenie z Wieżą?
Czytam tę dyskusje i zastanawiam się nad czymś. Jesteście tu wszyscy dosc zgodni co do Wieży - że to nie jest karta katastrofy tylko zmian. Ale to co jest tutaj naprawdę ciekawe, to że Slawek54 zaczął ten temat od pytania o kartę, a okazuje się że prawdziwe pytanie jest zupełnie inne. To chyba coś mówi o tym jak działają wróżby w ogóle - pytamy o kartę, a tak naprawdę pytamy o siebie?
Właściwie to co napisałam przed chwilą można by skrócić do jednego zdania - Slawek54, zacząłeś temat od pytania o kartę, a teraz mówimy o tym, że twoje życie jest jednym wielkim rytuałem. Czy sam to zauważasz? Że to już nie jest kwestia tego, co Wieża "znaczy"? 😛
Zauważam. I szczerze to mnie trochę przeraża,bo przyszedłem tu z pytaniem o kartę i nagle... nie wiem. Czuję się jakbym przez ostatnie godziny rozmawial sam ze sobą, tylko że głośno.
To nie jest złe odczucie, to raczej znaczy że coś w tej rozmowie faktycznie zadziałało. Ale chciałam wrócić do jednej rzeczy - Sylweria mówiła wcześniej że "sam tarot tego nie rozwiąże". Czy to znaczy że uważasz, że Slawek54 powinien w ogóle na jakiś czas odłożyć karty?
Próbowałem chyba raz, przez trzy dni. Nie dosłownie się trzęsłem ale myślami byłem przy kartach cały czas. W końcu zrobiłem rozkład żeby po prostu przestać o tym myśleć.
To jest mechanizm kompulsji, nie wróżbiarstwa. Nie mówię tego złośliwie - mówię to dlatego, że tarot w takiej roli przestaje być tym, czym jest. Chciałem zapytać o jedną konkretną rzecz: kiedy robisz rozkład i nie wypadnie Wieża, czy czujesz ulgę? Czy może i tak szukasz dalej, robisz sprawdzający?
Ale tu mam pytanie może naiwne - czy tarot w ogóle może powiedzieć "wszystko będzie dobrze"? Bo z tego co czytam w tym wątku karty raczej pokazują energie, procesy, możliwości. Żadna karta nie jest chyba gwarancją spokoju?
