Wlodzimira, to pytanie o czytanie dla przyjaciółki wraca co jakiś czas i zawsze mnie trochę irytuje bo myślę że mieszamy dwie różne kwestie. Jedna to techniczna dokładność rozkładu, a druga to twój komfort emocjonalny jako czytającej. Czy to nie są osobne problemy?
To co Wlodzimira opisuje to jest właśnie ten mechanizm, o którym mi trudno mówić bez podania konkretnego przykładu. Czytający przemilcza, pytający naciska, czytający ustępuje trochę, pytający naciska bardziej. I na końcu nikt nie wie już co było w kartach, a co w tej dynamice między nimi. Czy ktoś z was kiedyś się z tego potem rozliczył, tzn. wrócił do rozkładu po jakimś czasie i sprawdził co tak naprawdę wychodziło?
Oj, to mnie zastanawia, czy to jest problem specyficzny dla czytania dla osób kontrolujących, czy jednak ogólny problem każdego czytania dla kogoś bliskiego albo dla kogoś kto ma silne emocje w temacie. Bo nie wiem czy ta kontrola ze strony pytającego coś tu zmienia, czy po prostu ją uwypukla.
Mam pytanie, może naiwne, ale zastanawiam sie czy osoba która tak bardzo chce kontrolować wynik rozkładu, ona w ogóle wierzy w karty? Bo jak wierzysz że karta mowi cos prawdziwego, to dlaczego chcesz zmieniać interpretację? To trochę jakbyś szła do lekarza i przekonywała go że wyniki badań znaczą co innego.
Dobra, ale wrócmy do pytania Wlodzimiry bo mi to nie daje spokoju. Czy karty są przy takiej osobie bardziej czy mniej dokładne? Bo z tej całej rozmowy rozumiem tyle, że czytający może być zaburzony, że dynamika jest trudna, ale nie wiem czy same karty mają tu coś do powiedzenia. Czy ktoś uważa że karta wyciągnięta przez osobe kontrolującą niesie inną jakość informacji?
Właśnie to chciałam powiedzieć od początku i nie umiałam tego tak dobrze ująć. Pytałam o dokładność, ale w gruncie rzeczy pytałam o to, czy czytanie w takich warunkach w ogóle ma sens. Czy warto się starać jeśli i czytający i pytający są pod wpływem tej samej presji, tylko z różnych stron.
Myślę że tutaj warto wziąć pod uwagę energię pytającego przy tasowaniu. Jeśli ktoś tasuje z bardzo silnym nastawieniem na konkretny wynik, to karty mogą po prostu odzwierciedlić tę intencję zamiast sytuacji. Wtedy rozkład będzie 'dokładny' w sensie energetycznym, ale nie powie nic nowego. 😛
Może nieweryfikowalne, ale z praktycznego punktu widzenia dla mnie ważniejsze jest to co z tym robi czytający. Czy potrafi patrzeć na rozkład bez wpływu tej presji. I tu wracamy do pytania Wlodzimiry, bo jeśli nie potrafi, to może lepiej po prostu powiedzieć tej osobie, słuchaj, dla ciebie nie czytam, znajdź kogoś obcego?
No dobra, ale jak dokładnie miałoby wyglądać to powiedzenie 'przepraszam, nie czytam'? Bo z jednej strony brzmi to sensownie, ale z drugiej wyobraź sobie że ktoś przyszedł z konkretnym problemem, zapłacił, usiadł i ty mu mówisz że odpuszczasz. Nie wiem czy to etyczne wyjście. 😛
Ale skąd wiesz w którym momencie to powiedziec? Bo chyba nie na starcie, skoro jeszcze nie wiesz jak ta osoba będzie się zachowywać. Dopiero w trakcie to widac, tak? I co wtedy, przerywasz w połowie?
Właśnie to jest najtrudniejsze. Ja najczęściej orientuję się że coś jest nie tak po kilku pierwszych kartach, kiedy zaczynam czuć że ta osoba reaguje na każde moje słowo jakimś 'no ale', 'a może jednak', 'ale to chyba zależy'. I wtedy mam dylemat bo rozkład już leży.
ja w takiej sytuacji zatrzymuję się i wprost pytam czy chce żebym kontynuowała bo widzę że moje slowa wywołują spory opór. Czasem to wystarczy żeby osoba się zatrzymała i dała mi mówić. Czasem nie. Ale przynajmniej jest nazwane. 😉
Ale to nie jest trochę agresywne, tak powiedzieć wprost? Że widzę opór? Klientka mogłaby się poczuć zaatakowana.
To ciekawe co Znachorka mówi o przerwie. Bo ja myślę że część tej dynamiki kontrolowania bierze się właśnie z tempa. Pytający naciska, czytający odpowiada, pytający naciska dalej i nikt się nie zatrzymuje. Czy ta pauza nie zmienia całej energii rozkładu?
Nie, nie jest to samo. Bo jeśli mówimy że 'wyrównujemy energię', to sugerujemy że karty są czułe na jakiś energetyczny stan. A jeśli mówimy że uspokajamy pytającego, to pracujemy z psychologią człowieka. To są różne modele i mają różne konsekwencje dla tego jak czytamy i co mówimy klientom. 😉
Własnie. I to wraca do mojego wcześniejszego pytania o wiarę. Bo jeśli przyjmiesz model energetyczny, to osoba kontrolująca zaburza coś w samym dobieraniu kart. A jeśli przyjmiesz model psychologiczny, to problem jest tylko w interpretacji. To są zupełnie różne problemy.
I teraz siedzimy tutaj i nie wiemy co odpowiedzieć, bo każdy z nas ma inny model w głowie. Ja chyba nigdy tak wyraźnie nie widziałam że to nie jest jedna praktyka tylko kilka różnych przekonań, które przypadkowo używają tych samych kart.
Dokładnie to. I myslę że to jest właśnie ta meta odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Nie ma jednej odpowiedzi czy karty będą dokładne przy osobie kontrolującej, bo zalezy co twoim zdaniem sprawia że są dokładne w ogóle.
Śledziłam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, może naiwne. Czy ktoś z was w ogóle zapytał kiedyś takiej osoby kontrolującej po co przyszła, skoro i tak wie jak to ma wyglądać? Bo to mi się nie składa.
Raz zapytałam. I dostałam odpowiedź, której się nie spodziewałam. Kobieta powiedziała że przyszła po potwierdzenie, bo bała się że jak dostanie inne, to nie da rady dalej żyć z tą decyzją którą już podjęła. Wtedy zrozumiałam że ona nie walczyła z kartami, ona walczyła ze swoim strachem.
to jest mocne. I co zrobiłaś wtedy z rozkładem? Bo wyobrażam sobie że po czyms takim nie da się kontynuować jakby nigdy nic.
to co zrobiłaś z tą kobietą, odłożenie kart i zwykła rozmowa, to chyba było więcej warte niż jakikolwiek rozkład. ale mam pytanie, bo to mnie naprawdę zastanawia: czy powiedziałaś jej wtedy żeby poszła do kogoś, do psychologa albo coś? Bo to brzmi jakby ta decyzja ją naprawdę przytlaczala.
A to nie jest właśnie sedno problemu? Bo jeśli każdy trochę kontroluje, to może to jest po prostu część tej dynamiki i nie ma co z tym walczyć, tylko to uwzględniać w czytaniu?
Czytam to i myślę sobie że właściwie to co opisujecie to jest zwykła uważna rozmowa. Ta 'szkoła terapeutyczna' którą Pelcia wspomniała to po prostu aktywne słuchanie z kartami jako pretekstem. i znowu wracamy do pytania, po co w ogóle karty jeśli i tak czytasz człowieka?
I to znowu sprowadza nas do tej samej osi: model energetyczny kontra model psychologiczny. Bo Tobiaszek pyta skąd karty, a Znachorka mówi że dają pretekst i strukturę. Ale w modelu energetycznym karty nie są pretekstem, są przekazem. Dla osoby kontrolującej to ma zupełnie inny ciężar.
Ale czy to jest w ogóle klęska? Bo po tym co Wlodzimira opowiedziała o tej kobiecie, zastanawiam się czy rozkład który 'nie wychodzi' bo ktoś kontroluje, nie jest przypadkiem bardziej prawdziwy niż idealnie przyjęty rozkład. Skoro opór jest informacją, to może nieudane czytanie też jest czymś ważnym.
