Zauważyłem coś ciekawego robiąc ostatnio rozkłady - kiedy w pozycjach numerowanych wypadają karty, których cyfra pokrywa się z numerem pozycji, np. Cesarzowa (III) w trzeciej pozycji albo Koło Fortuny (X) w dziesiątej, to nie wiem czy traktować to jako przypadek czy jako jakiś sygnał wzmocnienia. Nigdzie nie mogłem znaleźć konkretnego opracowania na ten temat. Ktoś wogole zwraca uwagę na takie zbieżności?
To nie jest przypadkowe pytanie i dobrze, że je zadajesz. W niektórych szkołach pracy z tarotem mówi się o tzw. rezonansie pozycyjnym, choć różne tradycje podchodzą do tego inaczej. Część interpretatorów traktuje taką zbieżność jako wzmocnienie energii danej pozycji, inni mówią, że to karta "siedzi na swoim miejscu" i jej znaczenie jest szczególnie wyraźne. Ale powiedz mi - w jakim rozkładzie to obserwujesz? Bo w keltyjskim krzyżu to co innego niż w rozkładzie miesięcznym.
Ja też zaczęłam prowadzić notatki właśnie z takich zbieżności. U mnie w ciągu ostatnich kilku tygodni trzy razy wypadła Siła (VIII) w ósmej pozycji w różnych rozkładach. Zapisałam kontekst za każdym razem i za każdym razem dotyczyło to kwestii wytrwałości w jakimś działaniu. Zastanawiam się, czy to jest coś, co wzmacnia przekaz karty, czy może raczej wzmacnia samą pozycję, czyli to "co mnie wspiera". Czy ktoś rozróżnia te dwie rzeczy?
Dobra,ale zanim pójdziemy dalej w tę stronę - skąd wogole wziął się ten pomysł że numer pozycji ma współpracować z numerem karty? To nie jest coś, co wynika z klasycznych systemów, np. z Toth ani z Rider-Waite jako takich. To bardziej nakładka numerologiczna, którą ktoś kiedyś nałożył na tarot. Nie mówię, że to złe, bo tarot jest elastyczny, ale warto wiedzieć, że to nie jest "wbudowana" zasada, tylko dodatkowa warstwa interpretacyjna.
A ja mam głupie pytanie - w keltyjskim krzyżu te pozycje w ogóle są numerowane od 1 do 10? Bo robiłem kilka rozkładów i różne strony numerują je inaczej. I jak rozumiem, to żeby ta zbieżność miała sens, to numeracja musi być zawsze ta sama, prawda? Czy może chodzi o coś innego?
Wtrącę się tutaj, bo pojawił się ważny wątek. Suma cyfr wszystkich kart to faktycznie oddzielna metoda, którą opisuje między innymi Mary K. Greer w "Tarot for Your Self". tam sumuje się wszystkie Arkany Większe w rozkładzie i redukuje do liczby od 1 do 22, żeby znaleźć "temat" danego rozkładu. To jest inna sprawa niż zbieżność pozycja-karta, ale obie metody korzystają z numerologicznego myślenia. Ciekawi mnie, czy ktoś tu łączył oba podejścia jednocześnie.
Słuchajcie, wchodzę do tej dyskusji bo mam trochę inne doświadczenie. Staram się robić rozkłady regularnie, ale pracuję na nocki i to całkowicie rozbija mi rytm. Mam pytanie trochę z boku - czy pora doby ma wpływ na interpretację liczb w rozkładzie? Bo czytałem gdzieś, że niektóre liczby są bardziej aktywne w określonych porach, ale nie wiem na ile to powżane podejście.
Słyszałam to pytanie o porę wiele razy i moje zdanie jest takie - stan umysłu robi więcej niż pora zegara. Jeśli wracasz z nocnej zmiany zmęczony, to prawdopodobnie nie jesteś w najlepszym stanie do głębszej interpretacji, niezależnie od symboliki liczby cztery. To nie jest kwestia godziny, tylko gotowości. Jeśli pracujesz w nocy na stałe, to może po prostu twoje "rano" to inna pora niż u innych. 🙂
Wracając do samego tematu liczb w pozycjach - mam pytanie do Sylweria57 albo Zaklinacz.ka: co z Arkanami Mniejszymi? Bo kiedy mówimy o zbieżności numeru karty z pozycją, to łatwo to liczyć przy Arkanach Większych, ale Arkany Mniejsze też mają numery od Asa do dziesiątki, plus figury. Czy figury w ogóle wchodzą do takiego zestawienia, i według jakiej numeracji?
No i właśnie to mnie zawsze blokuje w takim podejściu. Jak zaczynam myśleć o liczbach w rozkładzie, to okazuje się, że najpierw muszę podjąć pięć decyzji o systemie, zanim w ogóle zacznę interpretować. Może dlatego większość podręczników nie wchodzi w to głębiej - bo to się szybko robi naprawdę skomplikowane. Czy wy macie jakiś uproszczony punkt startowy, od którego warto zacząć, zamiast od razu próbować wszystkiego naraz?
Właśnie o to mi chodziło, Gertruda_02. Te pięć decyzji zanim zaczniesz interpretować - to jest dokładnie ten problem, który mnie blokuje. Ale zastanawiam się, czy to zawsze musi być problem. Może to, którym systemem się zdecydujesz iść, samo w sobie jest jakimś sygnałem? Tzn. że nie wybierasz systemu losowo, tylko twój umysł w danym momencie ciągnie cię w jakąś stronę?
To trochę ryzykowne myślenie, bo można nim usprawiedliwić każdą decyzję post factum. Jak wypadnie zbieżność, to powiesz że system był trafny. Jak nie wypadnie, to zmienisz system. a wracając do figur - Zaklinacz.ka, wspomniałeś o różnych przypisaniach numerycznych. Który system ty stosujesz i czy w ogóle bierzesz figury pod uwagę przy liczeniu zbieżności pozycyjnych?
Sorki że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale skoro figury się wyklucza, to co się robi kiedy w rozkładzie wypadną same figury albo prawie same? Bo miałem raz taki układ że z dziesięciu kart siedem było figurami i w ogóle nie wiedziałem jak to liczyć.
No i właśnie. Wchodzi jedna rzadka sytuacja i cały system się sypie albo trzeba go łatać kolejną zasadą. Prowadzę notatki od kilku miesięcy i szczerze - zbieżności pozycyjne notowałam ze dwadzieścia razy. Znaczące poczucie, że "to gra razem", miałam może cztery razy. Reszta była neutralna albo wymagała takiego naciągania, że sama sobie nie dowierzałam.
To ciekawe spostrzeżenie. Greer zresztą też wskazuje, że metody numerologiczne w tarocie sprawdzają się lepiej przy pytaniach psychologicznych niż przy pytaniach prognostycznych. Może właśnie dlatego twoje cztery przypadki trafiały w relacje i stany wewnętrzne - tam symbolika liczb ma więcej miejsca do zadziałania.
Ja mam wrażenie że w ogóle te metody z liczbami są dobre kiedy człowiek jest w odpowiednim skupieniu. I wracam do swojego tematu - robię rozkłady po nocnych zmianach, głowa nie zawsze pracuje tak jak powinna. Zauważyłem, że wtedy częściej szukam prostych odpowiedzi i może dlatego zbieżności pozycyjne w ogóle mnie przyciągnęły, bo to taki skrót. Czy ktoś to rozumie?
no dokładnie ten problem mam na co dzień. pracuję nocami i całkowicie nie mogę sensownie zaplanować kiedy robić rozkłady. Próbowałem po powrocie próbowałem przed pracą, próbowałem w dzień między zmianami. Czy ktoś z was miał podobny rytm i wypracował coś, co działa?
Pisałem o tym wcześniej - przez czas kiedy pracowałem zmianowo, przestawiłem wszystko na ranek jako swój "wieczór". Ale mam pytanie do Faddi: czy twój problem dotyczy stricte pory i skupienia, czy też konkretnych dat i cykli księżycowych? Bo to dwa różne problemy i jedno może mieć inne rozwiązanie niż drugie. 😉
szczerze, wtrącę się, bo sama nie pracuję nocami, ale mam przyjaciółkę która tak miała. ona w końcu doszła do tego, że robi bardzo krótkie rozkłady - jedną kartę na pytanie, maksymalnie trzy - właśnie dlatego że nie ma czasu i skupienia na dłuższe. I twierdziła, że to wcale nie jest gorsze. Czy ktoś z was w ogóle tak podchodzi do sprawy?
Ja słyszałam, że zbieżności pozycyjne są silniejsze przy nowiu i pełni, bo energia jest wteyd bardziej skondensowana i liczby lepiej ze sobą rezonują - o, przepraszam, lepiej na siebie odpowiadają. Czy ktoś to sprawdzał? 😉
Wracając do Faddi i problemu z regularnym siadaniem do rozkładów - miałam podobnie przez jakiś czas, bo pracowałam na różne godziny. Ostatecznie zaczęłam traktować "mój poranek" jak każdy normalny wieczór, niezależnie od tego co pokazuje zegar. I jakoś zaczęło działać. Czy to ma sens przy zbieżnościach pozycyjnych? Nie wiem, ale skupienie było lepsze.
To brzmi jakbyś szukał zewnętrznego punktu zaczepienia, który nie istnieje w twoim grafiku. A co jeśli zamiast pory, punktem zaczepienia byłby stan? Czyli nie "robiłem o tej godzinie" ale "robiłem po konkretnej czynności, np. po prysznicu i kawie"?
To jest ciekawy trop z tym stanem zamiast porą. Sam też pracuję nieregularnie i właśnie prysznic plus chwila ciszy to mój reset. Problem w tym że potem i tak zasypiasz i nie wiadomo czy zrobiłeś rozkład z głową czy z półśnienia.
Pozwolę sobie wrócić do pytania Wisii, bo myślę że to ważne. Romualda wymieniła webinar jako źródło. To jest dość typowy mechanizm - ktoś łączy dwa systemy, prezentuje jako całość i słuchacze biorą to za jedną tradycję. Przy zbieżnościach pozycyjnych w tarocie nie znam tradycji która by to łączyła z cyklami księżycowymi. Ktoś zna?
A ja mam głupie pytanie - jak w ogóle wygląda ta zbieżność pozycyjna o której mówicie? Bo przez całą tę dyskusję nie do końca rozumiem mechanizm. Że karta piątka ląduje na pozycji piątej i to jest zbieżność? Czy chodzi o coś innego?
I tu wracamy do podstawowego pytania o spójność systemu. Redukcja do cyfry pojedynczej to jedna konwencja, ale numerologia korzysta też z liczb mistrzowskich jedenaście i dwadzieścia dwa. Jeśli ktoś zaczyna mieszać oba podejścia, to w którym momencie mówi "tu stosuję redukcję a tu nie"? Ktoś z was ma na to gotową odpowiedź czy każdy wypracowuje własne zasady?
To właśnie jest mój główny zarzut do tej metody. Prowadzę notatki od miesiecy i widzę, że nie ma jak porównać swoich doświadczeń z cudzymi, bo każdy pracuje na innych zasadach. Zbieżność u mnie to nie to samo co zbieżność u kogos innego.
