ehh, przy okazji tego co mówi Gertruda - moje chaotyczne rozkłady mają jeszcez jeden problem. Kiedy wracam do notatek, nie pamiętam w jakim byłem stanie skupienia, więc nie wiem jak ocenić czy tamta interpretacja była dobra. Może to jest ważniejsze od pory i regularności.
Dokładnie to samo mam. zaczynam zaznaczać w notatkach jakąś ogólną ocenę skupienia,jeden do trzech, żeby potem móc to porównać. Może to jest jakiś trop dla ciebie?
To ciekawy pomysł z oceną skupienia. Ale wracając do głównego wątku liczb - Wisia zadała bardzo dobre pytanie o liczby mistrzowskie. Czy ktoś z was w ogóle stosuje jedenaście i dwadzieścia dwa przy zbieżnościach? Bo to by wymagało albo bardzo dużego rozkładu albo specjalnej karty.
Właśnie, i to jest problem, który przewija się w tej dyskusji od dłuższego czasu. Nie ma jednej spójnej tradycji dla zbieżności pozycyjnych - to są raczej indywidualne wypracowania różnych osób. Genek pytał na początku o mechanizm, ale mechanizm zależy od tego, kto go opisuje.
A wracając do tego co mówił Argos z oceną skupienia - zacząłem się zastanawiać czy może w ogóle moje podejście do notatek jest złe. zamiast notować co dostałem w rozkładzie, może najpierw powinienem notować kontekst: pora stan, co robiłem przed, ile spałem. I dopiero do tego dokładać karty. Czy ktoś tak to strukturyzuje?
Mniej więcej tak robię od jakiegoś czasu. Najpierw dwie linijki o sobie, potem rozkład. Dzięki temu jak wracam do starych notatek, to przynajmniej rozumiem w jakich okolicznościach to robiłem. Czy to poprawia interpretacje - nie wiem, ale przynajmniej wiem skąd co pochodzi.
Ja z kolei próbowałam prowadzić takie notatki kontekstowe i po miesiącu przestałam, bo zajmowało mi to więcej czasu niż sam rozkład. Może jestem zbyt niecierpliwa, ale jak siadam do kart, to chcę siedzieć do kart, a nie wypełniać formularz. 🙂
Trochę się gubię - wróciliśmy do notatek i organizacji, a miałem jeszcze jedno pytanie o same liczby. Czy ktoś sprawdzał empirycznie czy te zbieżności pojawiają się częściej niż wynikałoby ze zwykłego losowania? Bo jeśli talia ma siedemdziesiąt osiem kart, a rozkład ma dziesięć pozycji to chyba da się policzyć jak często zbieżność pojawi się przez przypadek.
Genek poruszył coś, o czym rzadko się mówi w tym kontekście. Jeśli zbieżności mają znaczenie, to powinny być rzadsze niż losowe, albo przynajmniej pojawiać się w specyficznych sytuacjach częściej. Nie znam badań na ten temat i podejrzewam, że nikt ich nie robił, ale to całkowicie inne pytanie niż "jak interpretować zbieżność gdy się pojawi".
Moje niestandardowe godziny sprawiają, że mam małą próbkę rozkładów w sumie, bo robię ich mniej niż bym chciał. Więc nawet jeśli bym chciał sprawdzić czy zbieżności mi się zdarzają częściej czy rzadziej, nie mam danych. To kolejny powód, żeby jednak jakoś usystematyzować kiedy siadam do kart - choćby po to, żeby mieć z czego wyciągać wnioski
