Mam dziwny problem i nie wiem, czy to normalne. Tasuje talię przed każdym rozkładem, staram się robić to dokładnie, przekładam, mieszam w różnych kierunkach, a karty i tak wypadają w niemal identycznej kolejności co poprzednio. Nie mówię o jednej czy dwóch kartach, tylko o całych sekwencjach po kilka kart z rzędu. Próbowałam już kilku metod tasowania i efekt ten sam. Czy to możliwe, że talia mnie po prostu odrzuca? Słyszałam, że karty mogą nie chcieć współpracować z daną osobą, ale nie wiem, czy to prawda, czy tylko mit.
Zanim pomyślisz o odrzuceniu przez talię, chciałabym się upewnić co do jednej rzeczy. Jak dokładnie tasujesz? Chodzi mi o to, czy robisz to na płaskiej powierzchni, czy trzymasz w rękach i przekładasz? Bo technika ma tu ogromne znaczenie i naprawdę wiele osób myśli, że dobrze tasuje, a w praktyce tylko przesuwa te same bloki kart w tej samej kolejności.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to z tym czyszczeniem energetycznym mnie zawsze zastanawia. Naprawdę wierzycie, że karty gromadzą jakąś energię? Pytam poważnie, bez złośliwości. Bo z jednej strony rozumiem symbolikę tarota jako system psychologiczny, a z drugiej ten wątek o odrzucaniu przez talię brzmi dla mnie trochę jak przypisywanie intencji kawałkom kartonu.
Wracając do konkretów: jeśli tasujesz kolistymi ruchami na blacie to akurat jedna z lepszych metod pod kątem mieszania. Joasiu, mam inne pytanie. Czy te powtarzające się sekwencje zdarzają ci się w każdym rozkładzie z rzędu, czy tylko przy pewnych typach pytań albo tematach, o które pytasz?
To bardzo ważna obserwacja. Jeśli powtórzenia zdarzają się przy konkretnym temacie, to w tarologie jest na to całkiem konkretna interpretacja. Karty mogą pokazywać tę samą energię, bo sytuacja naprawdę się nie zmieniła i talia po prostu to odzwierciedla. To nie odrzucenie, to komunikat. Widziałem to wielokrotnie u siebie i u innych.
Ale jak długo to ma trwać? Bo rozumiem, że sytuacja się nie zmieniła, ale jeśli zawsze wychodzą te same karty, to po co w ogóle pytać? Sama niedawno miałam serię rozkładów, gdzie wciąż wychodził mi Ten Sam Arcykozioł i zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam po prostu przestać ciągnąć kart na ten temat.
Dobra, ale tutaj jest dla mnie pewna logiczna sprzeczność. Jeśli sytuacja się nie zmieniła i karty to pokazują, to mogłoby tak samo działać rzucanie monetą. Jak odróżnić, że talia coś komunikuje, od tego, że po prostu wyciągamy podobne karty przez przypadek albo przez niedoskonałe tasowanie?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale co to znaczy, że talia odrzuca? Joasia napisała, że słyszała o tym, ale ja nigdy nie spotkałam się z takim pojęciem. Czy to znaczy, że karty po prostu nie chcą z nami rozmawiać i co wtedy robimy, kupujemy nowe?
Ja to widziałam trochę inaczej u siebie. Jak miałam długi okres, kiedy karty wychodziły chaotycznie i bez sensu, albo wręcz przeciwnie, wciąż te same, to często się okazywało, że byłam po prostu za bardzo emocjonalnie zaangażowana w pytanie. Za bardzo chciałam określonej odpowiedzi i to chyba blokowało normalną pracę z rozkładem. Joasiu, czy przy tym konkretnym temacie, gdzie powtarzają się karty, nie masz przypadkiem silnego oczekiwania, jaka powinna być odpowiedź?
Dobra, ale wracając do tego, co Joasia powiedziała wcześniej, że to głównie przy jednym konkretnym temacie. To chyba jednak nie jest przypadek z tasowaniem, tylko właśnie ta sytuacja. Bo jak mam co tydzień inne pytania i za każdym razem różne karty, to co innego. Ale jak pytam wciąż o to samo i wychodzi to samo, to przecież to logiczne?
Pięć rozkładów to już coś, co zwraca uwagę. Ale mam pytanie techniczne, bo to może mieć znaczenie. Czy te rozkłady robiłaś jednego dnia z rzędu, czy w różnych dniach? Bo jeśli jednego dnia bez odkładania talii na bok, to mam podejrzenie co do samej mechaniki.
Bardzo dziękuję, bo ta rozmowa naprawdę wiele mi wyjaśnia. Ale mam pytanie, bo chyba nie do końca rozumiem. Co to znaczy, że karty są z tej samej rodziny? Czy chodzi o ten sam kolor, czy o znaczenie?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale co zmienia to czy karta jest odwrócona? Myślałam, że karta to karta.
Słucham tej rozmowy i mam naiwne pytanie. Czy te karty, które ciągle wychodzą, dają ci odpowiedź, której nie chcesz usłyszeć? Bo czytam, że chcesz wiedzieć, że wszystko się ułoży, a może właśnie talia ci mówi, że niekoniecznie, i dlatego to czujesz jako odrzucenie?
Ale tu jest problem. Bo jeśli talia ciągle mówi to samo, to albo zmienisz sytuację, albo nie pytaj. A jak nie pytasz, to jak masz wiedzieć co robić? Trochę kółko bez wyjścia. Mnie to zawsze irytuje, że rada brzmi, żeby nie pytać.
Ale zanim zamkniemy temat tym stwierdzeniem, to mam inne pytanie do Joasi. Jakie karty konkretnie wychodziły? Bo mówimy ogólnie o powtarzaniu, ale nie wiemy co talia właściwie mówi. Może tam jest wyraźny komunikat, którego nie widać, kiedy patrzy się na wzorzec zamiast na treść.
Głównie większe, to mnie trochę przytłacza. Księżyc, Wieża i Pustelnik najczęściej. Raz był zamiast Pustelnika Rycerz Mieczy, ale to chyba ta tematycznie podobna karta, o której mówiłam wcześniej.
Przepraszam, że się wtrącam, ale czy Księżyc to dobra karta? Bo brzmi pozytywnie, ale z kontekstu rozmowy wynika, że może nie.
Mam pytanie może głupie, ale Wieża to nie jest ta karta ze zniszczeniem i błyskawicą? Jak można dostać taką trzy razy i nie zareagować? Mnie by to zmroziło.
To chyba jest właśnie funkcja takich rozmów. Czasem samej się nie widzi, bo jest się za blisko. Ale mam pytanie techniczne do bardziej doświadczonych, czy zmiana rozkładu mogłaby tutaj coś dać? Zamiast trzech kart na przykład krzyż celtycki, żeby zobaczyć więcej kontekstu?
Muszę powiedzieć, że ta rozmowa zmieniła moje myślenie o tarocie trochę. Nadal nie wiem czy wierzę, ale to co opisuje Joasia ma przynajmniej wewnętrzną logikę. Trzy arcana większe, ten sam układ, to samo pytanie. To niekoniecznie jest magia, ale coś w tym jest.
