Ja skrying stosuję w specyficzny sposób — przed dużymi rytuałami. Nie jako osobną praktykę, ale jako diagnostykę. Siadam z lustrem i pytam: „Czy ten rytuał powinien być przeprowadzony teraz?” Jeśli lustro daje jasne, spokojne obrazy — idę dalej. Jeśli mgliste, chaotyczne, ciemne — przekładam. To mi oszczędziło kilku potencjalnie kłopotliwych sytuacji.
Zmieniam temat — ma ktoś doświadczenia ze skryingiem w grupie? Czytałem, że w starożytnej Grecji były specjalne pomieszczenia z lustrami, gdzie więcej niż jedna osoba skryowała jednocześnie. I że wizje się „synchronizowały” między uczestnikami.
Podsumowując to co przeczytałam — wygląda na to, że skrying wymaga: cierpliwości (miesiące ćwiczeń), odpowiedniego stanu umysłu (rozluźnienie, brak oczekiwań), ciemnego/cichego otoczenia, i ciemnej odbijającej powierzchni. Plus prowadzenie dziennika. Dobrze rozumiem?
Dodam jeszcze jedną kwestię, o której mało kto mówi — etyka skryingu. Jeśli traktujesz to jako medium prognostyczne, to pojawiają się te same problemy co z innymi formami wróżenia: zależność, obsesja na punkcie „co lustro pokaże”, podejmowanie życiowych decyzji na podstawie mgiełek w czarnym szkle. To nie jest zdrowe. Skrying powinien być uzupełnieniem, nie kompasem.
Do mojego wcześniejszego pytania — dzięki za odpowiedzi. Czytając ten wątek skłaniam się ku temu, że skrying to metoda, która działa na pograniczu — neurologia i coś-jeszcze. Technika jest powtarzalna i naukowa, ale to, co pojawia się na końcu tunelu, przekracza ramy techniki. I chyba z tym trzeba się pogodzić, bo próba pełnego wyjaśnienia jednym lub drugim paradygmatem zawsze coś obcina.
A wracając do praktyki — ktoś próbował skryingu przy zaćmieniu? Bo tradycja mówi, że zaćmienia księżyca otwierają „okna” percepcji, a ja mam obsydianowe lustro, które leży i czeka na najbliższe okazje. Byłabym ciekawa, czy ktoś testował.
