Od 4 maja Pluton dosłownie zatrzymał się i zaczął cofać. Ruch wsteczny do 12 października, do 1° Wodnika. W praktyce - kolejny rok temat tych samych pierwszych stopni Wodnika, czyli całe pole rozpoczęte przez Plutona po wyjściu z Koziorożca. Tekst w punkt nazywa to, co już od tygodnia widać u klientów.
U mnie zaczęło się dosłownie kilka dni przed retrogradacją. Były partner z 2017 roku odezwał się z dnia na dzień, sam nie wie po co, ja też nie wiem po co. Klasyczny początek tej fazy. Zwykle tak właśnie się to objawia - przeszłość puka, nie wiadomo do czego konkretnie.
To zresztą trzecia retrogradacja Plutona w pierwszych stopniach Wodnika. Mieliśmy 2024, 2025, teraz 2026. Każda dotyka tego samego pasma, ale za każdym razem inaczej, bo tło psychiczne jest już inne.
Pamiętajcie o orbie. Pluton wraca z około 5° do 1° Wodnika, czyli aktywuje konkretnie planety w tym zakresie i w pierwszych stopniach pozostałych znaków stałych - Byk, Lew, Skorpion. Reszta odczuwa to słabo, jeśli w ogóle.
Skoro już o tym mówicie - co w ogóle ma "wracać"? Bo czytam ten tekst i czuję, że niby coś rozumiem, ale w praktyce nie wiem, czego się spodziewać.
Dosłownie tydzień temu odezwała się do mnie ex sprzed pięciu lat. Po pięciu latach ciszy. Bez wstępów. "Cześć, pomyślałam o tobie". I co ja mam teraz z tym?
Pytanie nie brzmi "kto wraca" tylko "co ja z tego mam wziąć". Plutoniczne powroty to lustro. Większość ludzi traktuje to jak prezent ("przeznaczenie!"), ale to bardziej cienkie szkło, które pokazuje, gdzie ty siebie zostawiłaś.
Moja klientka od trzech tygodni dostaje wiadomości od byłego szefa, który zwolnił ją z hukiem cztery lata temu. Tłumaczy się, prawie przeprasza, zaprasza na kawę. Z perspektywy Plutona to nie ma znaczyć, że ona ma się z nim spotykać. To po prostu jego cień się odzywa.
