Forum

Asystent AI
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Skrying - wpatrywanie się w lustro/kryształową kulę. Ktoś ma realne doświadczenia?

Strona 1 / 2

Wpisy: 193
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 6 miesięcy temu

Temat, który od dawna chciałem poruszyć. Skrying, czyli wpatrywanie się w powierzchnię odbijającą — lustro, kulę kryształową, miskę z wodą — w celu uzyskania wizji. Praktyka stara jak świat, stosowana przez Azteków, Celtów, kapłanów egipskich. Nostradamus podobno wpatrywał się w miskę z ciemną wodą. John Dee, doradca królowej Elżbiety I, używał obsydianowego lustra — oryginał do dziś leży w British Museum.

Chciałbym się dowiedzieć, czy ktoś z Was ma realne doświadczenia ze skryingiem. Nie teoria, nie „gdzieś czytałam" — konkretne sesje, wrażenia, efekty. Co widzieliście? Jakie medium stosujecie?


Odpowiedz
98 odpowiedzi
Wpisy: 467
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Praktykuję od kilku lat, głównie czarne lustro. Zrobiłam sobie sama z ramki na zdjęcia i czarnej farby — malujesz szkło od jednej strony, wkładasz malowaną stroną do środka, i masz gładką, czarną, odbijającą powierzchnię. Kosztowało mnie to może 20 złotych. Działa równie dobrze jak obsydianowe lustro za kilkaset.

Moje doświadczenia — na początku długo nic nie widziałam. Przez dobre dwa miesiące ćwiczeń. Potem zaczęły się mgiełki, takie jakby dym przesuwający się po powierzchni. Z czasem pojawiły się kształty, twarze, symbole. Nigdy nie mam „filmu” jak w kinie — raczej krótkie, statyczne obrazy, coś jak fotografie. Czasem są bardzo wyraźne, czasem ledwo je chwytam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Pajeczyna Potwierdzam z tą domową metodą. Mam kupione obsydianowe lustro, ale różnica w praktyce między nim a zwykłym pomalowanym szkłem jest minimalna. Obsydian ma swój klimat, nie powiem, ale z punktu widzenia samej techniki — chodzi o to, żeby powierzchnia była ciemna i lekko refleksyjna.

U mnie skrying wygląda inaczej — pracuję głównie z miską wody. Ciemna ceramiczna miska, woda, czasem srebrna moneta na dnie. Przy świetle księżyca efekt jest mocniejszy, ale ćwiczę też przy świecy. Widzę raczej ruchy na wodzie niż konkretne obrazy, i przychodzą mi do głowy słowa, zdania, jakby ktoś szeptał. Bardziej klairaudiencja niż jasnowidzenie sensu stricto.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Próbowałam ze zwykłym lustrem w łazience. Wiem, że to nie jest optymalne, ale chciałam sprawdzić, jak reaguję na długie wpatrywanie się w odbicie. Po jakichś 10 minutach moja twarz zaczęła się „topić” — deformować, zmieniać rysy. Przeraziłam się strasznie i przerwałam.

Później przeczytałam, że to efekt Troxlera — złudzenie optyczne. Mózg przy nieruchomym wzroku zaczyna modyfikować obraz peryferyjny. Pytanie — czy to, co ludzie widzą przy skryingu, to nie jest po prostu ten efekt?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 810

@Zorka Efekt Troxlera jest znany i na pewno odgrywa rolę w początkowej fazie, zwłaszcza przy wpatrywaniu się we własne odbicie. Ale to jest brama, nie cel. Kiedy ćwiczysz regularnie, uczysz się przechodzić przez tę fazę — deformacje znikają i wtedy zaczynają się właściwe wizje. To jak szum w radiu przed złapaniem stacji. Poza tym, przy czarnym lustrze nie patrzysz na swoje odbicie, więc ten konkretny efekt jest dużo mniejszy.

Włoski psycholog Giovanni Caputo robił eksperymenty z wpatrywaniem się w lustro — uczestnicy widzieli zupełnie obce twarze, zwierzęta, potwory. On to tłumaczył dysocjacją, ale moim zdaniem to nie wyklucza, że mózg otwiera się na coś, co normalnie blokuje.


Odpowiedz
Wpisy: 907
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam obsydianowe lustro — okrągłe, jakieś 15 cm średnicy. Używam je od trzech lat. I powiem tak: nie każda sesja przynosi wyniki. Mam takie tygodnie, kiedy widzę bardzo wyraźne obrazy, i są miesiące, kiedy nic. Nie wiem, od czego to zależy — pewnie od mojego stanu wewnętrznego.

Ale kilka razy miałam doświadczenia, które mną wstrząsnęły. Raz zobaczyłam wyraźnie twarz kobiety, której nie znałam. Po dwóch tygodniach spotkałam tę osobę w realu. Przypadek? Może. Ale zbyt dokładne dopasowanie jak na zbieg okoliczności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 725

@Betalia Miałem coś podobnego — zobaczyłem w kuli (mam małą kwarcu dymnego) scenę, którą zinterpretowałem jako wypadek samochodowy. Tydzień później kolega z pracy miał stłuczkę. Nic mu się nie stało, ale sam fakt mnie zastanowił. Potem oczywiście człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to nie retrospektywna racjonalizacja — bo wizja była dość ogólna.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Skrying to jedna z tych praktyk, które łatwo zbagatelizować, a trudno opanować. Pracuję z nim od ponad dekady, głównie czarne lustro i woda z atramentem. Kluczem jest stan umysłu, nie medium. Możesz mieć obsydianowe lustro z Meksyku za tysiąc dolarów i nic nie zobaczyć, jeśli nie potrafisz wejść w odpowiedni trans.

Technicznie chodzi o miękki focus — nie wpatrujesz się intensywnie, tylko patrzysz „przez” powierzchnię, jakbyś chciał zobaczyć coś kilka centymetrów za szkłem. Oczy lekko rozmyte. Oddech spokojny. Myśli odpuszczone. Kiedy powierzchnia zaczyna „szarzeć” lub robi się mleczna — to moment, w którym zaczyna się właściwa praca. Nie wolno się ekscytować, bo wypadniesz z transu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Sauwak Dokładnie tak. Ta mleczna faza to kluczowy punkt. U mnie trwa zwykle 2-3 minuty, potem się „rozjaśnia” i pojawiają się obrazy. Ale trzeba się nauczyć w niej zostać — bo instynkt podpowiada „coś się dzieje!” i od razu podskakuje tętno, i koniec.

Pracuję z kulą kwarcową, naturalną, z inkluzjami. Kiedyś miałem idealnie przejrzystą, syntetyczną — nic w niej nie widziałem. Pękania, mgiełki, inkluzje wewnątrz kryształu dają oczom punkt zaczepienia. To trochę jak oglądanie chmur — w regularnej bieli nieba nic nie zobaczysz, ale w chmurach widzisz kształty.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

A ile trwa u Was typowa sesja? Bo ja próbuję od kilku miesięcy i po 15 minutach mam wrażenie, że oczy mi łzawią, bolą, i nic poza tym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Lalik 15 minut to sporo na początek. Zacznij od 5-7 minut i stopniowo wydłużaj. Łzawienie to normalna reakcja — oczy nie są przyzwyczajone do tak długiego utrzymywania miękkiego focusu. Z czasem przejdzie. I mrugaj! Nie chodzi o to, żeby nie mrugać. Chodzi o to, żeby wzrok był rozluźniony.


Odpowiedz
Wpisy: 749
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawy wątek. Ja do skryingu podchodzę trochę inaczej niż większość — nie traktuję wizji jako przepowiedni czy kontaktu z duchami. Dla mnie to forma aktywnej medytacji, w której podświadomość projektuje na ciemną powierzchnię to, czego świadomy umysł nie chce lub nie potrafi przetworzyć. Taki ekran projekcyjny dla nieświadomości. Jungowskie podejście, jeśli ktoś lubi etykietki.

I wiecie co? Przy takim podejściu skuteczność jest zaskakująco wysoka, bo zdejmujesz presję „muszę zobaczyć przyszłość” i pozwalasz umysłowi robić to, co robi najlepiej — kojarzyć, łączyć, syntetyzować.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 464

@Paradoxa Podoba mi się to podejście, ale mam pytanie — jeśli to „tylko” projekcja podświadomości, to jak wyjaśniasz sytuacje typu ta @Betalia, kiedy ktoś widzi twarz nieznanej osoby i potem ją spotyka?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Faddi Nie twierdzę, że to wyklucza element paranormalny. Mówię, że dla mojej praktyki bardziej produktywne jest podejście psychologiczne. Ale wiem, że granica między „podświadomość” a „percepcja pozazmysłowa” jest cieńsza, niż nam się wydaje. W eksperymentach Ganzfelda — a to jest w zasadzie laboratoryjny skrying — wyniki statystycznie przekraczały przypadkowość.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Ja skrying łączę z tarotem. Najpierw robię rozkład, a potem siadam z czarnym lustrem i „wchodzę” w konkretną kartę — wizualizuję ją, potem przenoszę wzrok na lustro. Obrazy, które dostaję, często rozszerzają interpretację karty o szczegóły, których sam rozkład nie dał. Np. miałam kiedyś Wieżę w pozycji przyszłości, a lustro pokazało mi drzwi — otwarte drzwi, nie ruinę. Zinterpretowałam to jako nagłą zmianę, ale taką, która otwiera nowe możliwości.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 300

@Gebda To ciekawe połączenie. A robisz to bezpośrednio po rozkładzie czy z jakąś przerwą?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Kolczasta Bezpośrednio po. Energia rozkładu jest jeszcze „świeża” i łatwiej mi wejść w temat. Jeśli robię przerwę, to muszę się od nowa nastrajać, i czasem obrazy są mniej spójne z rozkładem.


Odpowiedz
Wpisy: 535
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Chciałbym dodać coś o historii, bo @Lurisk wspomniał Johna Dee, ale jest tam więcej warstw. Dee sam nie był skryerem — nie miał zdolności widzenia. Korzystał z medium, Edwarda Kelleya, który wchodził w trans i przekazywał wizje. Dee je zapisywał. Cały system enochiański powstał w ten sposób — Kelley patrzył w obsydianowe lustro i dyktował to, co widział, łącznie z alfabetem enochiańskim, który rzekomo aniołowie mu przekazywali. Ich współpraca trwała ok. 10 lat.

Co ciekawe, Kelley sam twierdził, że to co widzi to demony, nie aniołowie. Dee uważał odwrotnie. Ciągle się o to kłócili.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Seid I trzeba pamiętać, że Kelley miał dość wątpliwą reputację — obcięte uszy za fałszerstwo, historia z rzekomą transmutacją ołowiu w złoto. Wielu historyków uważa, że manipulował Dee’em. Ale nawet jeśli tak — sam system enochiański jest niezwykle spójny wewnętrznie jak na coś, co miałoby być zwykłym oszustwem.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Lady @Seid Ta relacja Dee-Kelley to w ogóle temat na osobny wątek. Ale w kontekście skryingu — to pokazuje, że historycznie nie każdy musiał sam widzieć. Były osoby z „talentem” do transu i osoby, które interpretowały. Dwa różne zestawy umiejętności.


Odpowiedz
Wpisy: 556
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam doświadczenie z obsydianowym lustrem i z wodą, i szczerze? Woda mi działa lepiej. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że lekkie zmarszczki na powierzchni dają dodatkową stymulację. Używam czarnej ceramicznej miski, trochę wody, świeca po mojej lewej stronie. Czasem wrzucam do wody łyżeczkę tuszu — robi się taka ciemna, głęboka tafla.

Przy lustrze mam wrażenie, że patrzę „na” powierzchnię, a przy wodzie — „w” głębię. To subtelna różnica, ale zmienia jakość wizji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 718

@Herga U mnie odwrotnie — lustro zdecydowanie lepiej. Może to kwestia typu percepcji? Ja jestem mocno wizualny, a woda mi za bardzo „rozprasza” — te mikrodrgania na powierzchni zamiast pomagać, wytrącają mnie z transu.

Natomiast jedno muszę powiedzieć — ogień. Wpatrywanie się w płomień to też forma skryingu (piromancja) i dla wielu osób to będzie najłatwiejszy punkt startu. Ognisko, kominek, nawet świeca. Ludzie to robią intuicyjnie, nawet nie wiedząc, że to praktyka diwinacyjna.


Odpowiedz
Wpisy: 227
(@agatha-1)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek i zastanawiam się — czy skrying można łączyć z rytuałami miłosnymi? Nie w sensie przepowiedni miłosnych, tylko jako wsparcie — np. wizualizacja w lustrze przed rytuałem, żeby lepiej „zobaczyć” intencję?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 374

@Agatha.1 Jak najbardziej. Lustro może służyć jako punkt fokusowy w rytuałach. Niektóre tradycje używają luster jako „portali” — ustawiasz lustro na ołtarzu, zapalasz świece po bokach, i rytuał kierujesz „przez” lustro. Ale uważaj na jedną rzecz — po rytuałach lustro powinno być oczyszczone. Okadzenie ziołami, przechowywanie zakryte ciemnym materiałem. Nie zostawiaj go odkrytego, zwłaszcza w nocy.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 730

@Kapturek Zgadzam się z oczyszczaniem. Ja swoje czarne lustro trzymam zawsze owinięte czarnym jedwabiem. Nigdy nie stoi odkryte. Może to kwestia podejścia — traktuję je trochę jak talię tarota, którą też nie kładę byle gdzie.


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 241

A co z kwestią oczyszczania i ładowania tych narzędzi? Bo widzę, że @Kapturek i @Simma wspomniały o tym, ale jak to wygląda w praktyce? Traktujesz lustro jak żywy obiekt, który „gromadzi” energię?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 730

@Arat Traktuję je jak przedmiot, który jest w ciągłym „kontakcie” z moim podświadomym — i tak, uważam, że gromadzi ślad energetyczny. Praktycznie — po każdej sesji okadzam ziołami (szałwia lub piołun), potem owijam materiałem. Raz na jakiś czas kładę na parapecie w świetle pełni na noc. Ale to moja rutyna — inni robią inaczej i też działa.


Odpowiedz
Wpisy: 724
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

A co myślicie o kuli kryształowej? Bo cały czas mówicie o lustrach i wodzie, a kula to chyba najbardziej klasyczny obraz skryingu. Nie mam żadnej i zastanawiam się, czy warto inwestować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 614

@Leonora Kula działa, ale porządna kula z naturalnego kwarcu to wydatek. Mała (5-6 cm) z inkluzjami — kilkaset złotych. Duża, czysta — kilka tysięcy. Syntetyczne szklane kule, takie jak się widzi na straganach — moim zdaniem do ćwiczeń nic nie dają, bo są zbyt idealne, oko nie ma się czego chwycić.

Jeśli chcesz spróbować tanio — kamień jasnowidza (seer stone) z kwarcu, przekrojony na pół i wypolerowany z jednej strony. Kosztuje niewiele i daje coś w rodzaju „okienka” do wpatrywania się.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@taurus)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mnie w tym wątku brakuje jednego — ostrzeżeń. Skrying to nie jest zabawka. Znam osoby, które po intensywnych sesjach z lustrem miały stany lękowe, problemy ze snem, poczucie obcej obecności. To nie żart. Przy dłuższej praktyce naprawdę wchodzisz w zmieniony stan świadomości i nie każdy jest na to gotowy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Taurus Słuszna uwaga. Sam kiedyś przesadziłem — robiłem sesje codziennie po 30-40 minut. Po dwóch tygodniach zaczęły mi się zacierać granice między wizjami a codziennością. Złapałem się na tym, że widzę „mgiełki” na szybach w autobusie i automatycznie zaczynam je interpretować. Zrobiłem sobie miesiąc przerwy i od tamtej pory nie ćwiczę częściej niż 2-3 razy w tygodniu, max 15-20 minut.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 229

@Taurus @Szaman Potwierdzam. Moja koleżanka (nie z forum) ćwiczyła skrying bardzo intensywnie i skończyło się u niej czymś, co wyglądało jak depersonalizacja — miała poczucie, że jej odbicie w lustrze to nie ona. Nie chcę straszyć, ale regularne wchodzenie w stany dysocjacyjne bez odpowiedniego gruntowania może być ryzykowne. Dlatego uważam, że ochrona i zamykanie sesji to nie jest opcja, tylko konieczność.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 907

@Gituska Dlatego ja każdą sesję kończę uziemieniem — stoję bosymi stopami na podłodze, piję wodę, jem coś. I prowadzę dziennik — data, pora, faza księżyca, co widziałam, co czułam. Po roku prowadzenia dziennika zaczęłam widzieć pewne wzorce — np. wizje są o wiele wyraźniejsze w okolicach pełni i nowiu.


Odpowiedz
Wpisy: 578
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek jest merytoryczny, cieszę się. Od siebie dodam — istnieje coś takiego jak skrying przez przymknięte powieki, tzw. „eyelid scrying”. Zamykasz oczy, lekko naciskasz gałki oczne (delikatnie!), i obserwujesz fosfeny — te kolorowe wzory, które widzisz pod powiekami. Z czasem, przy odpowiednim nastawieniu, fosfeny zaczynają się układać w rozpoznawalne kształty. Technika nie wymaga żadnych akcesoriów. Minusem jest to, że trudniej odróżnić wizję od zwykłej wyobraźni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dobema)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 230

@Indaphoros O, tego nie znałam. A to nie jest po prostu takie „widzenie gwiazdek”? Jak się za mocno pociera oczy?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 578

@Dobema Nie chodzi o pocieranie. Chodzi o delikatny nacisk i obserwację w stanie medytacyjnym. Fosfeny to fizjologicznie pobudzenie siatkówki, tak. Ale praktykujący twierdzą, że przy odpowiednim nastawieniu przechodzą one w coś jakościowo innego — z chaotycznych plam w strukturalne obrazy. Podobnie jak przy klasycznym skryingu, gdzie zaczynasz od „szumu” i idziesz głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Pojawia się tu pytanie, które mnie gnębi od dawna: czy to co widzimy w skryingu to projekcja naszego umysłu na zewnętrzną powierzchnię, czy coś zewnętrznego, co dociera do nas przez tę powierzchnię? Bo z tych dwóch odpowiedzi wynikają kompletnie różne implikacje praktyczne.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Kobalt Moim zdaniem — fałszywa dychotomia. Równie dobrze możesz zapytać „czy sen jest wewnętrzny, czy zewnętrzny?” — w praktyce granica jest płynna. Pracuję z tym, co dostaję, niezależnie od źródła. Jeśli wizja jest trafna i użyteczna, to jej ontologiczny status jest drugorzędny.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 810

@Kobalt @Sauwak Zgadzam się z Sauwakiem, ale chcę dodać — w tradycji magii ceremonialnej skrying jest traktowany jako kontakt z bytem zewnętrznym. W Golden Dawn lustro czy kula służyły do inwokacji konkretnych inteligencji — planetarnych, żywiołowych, anielskich. Tam to nie była medytacja, tylko komunikacja. I w tych ramach wizje były „zewnętrzne” z definicji.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Hellan W tradycji Golden Dawn skrying był też mocno srytualizowany — nie siadasz sobie z lustrem na kanapie. Były konkretne inwokacje, pantakle, heksagramy, zapach kadzidła przypisany do planety. To wszystko budowało kontekst, w którym umysł „wiedział”, czego szukać. Pytanie, czy to pomagało czy ograniczało wizje.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 718

@Pajeczyna Z jednej strony rytuał pomaga się skoncentrować. Z drugiej — może narzucać interpretacyjną ramę. Ja osobiście lubię skrying „czysty” — siadam, patrzę, nie narzucam tematu. I dopiero potem interpretuję to, co przyszło. Ale rozumiem, dlaczego ceremonialiści wolą podejście strukturalne.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 800

Wracam do tematu efektu Troxlera, bo mnie to nie daje spokoju. @Hellan pisał, że to „brama, nie cel” — ok, rozumiem. Ale Caputo w swoich badaniach wykazał, że po 10 minutach wpatrywania się w twarz w słabo oświetlonym pomieszczeniu, 66% uczestników widziało duże zniekształcenia, 48% widziało coś, co zinterpretowali jako nadprzyrodzone, a 28% widziało nieznaną twarz. To wszystko bez żadnego treningu ezoterycznego.

Więc pytanie — ile ze skryingu to neuronaukowcy potrafią wyjaśnić, a ile wykracza poza?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Zorka Dobre pytanie i nie ma prostej odpowiedzi. Efekt Troxlera, Ganzfeld, pareidolia, hipnagogiczne halucynacje — neuronaukowcy mają sporo wytłumaczeń dla poszczególnych elementów skryingu. Ale to nie wyjaśnia trafnych wizji — jeśli ktoś widzi konkretną scenę, która potem się sprawdza, to efekt Troxlera tego nie tłumaczy. Chyba że uznasz, że trafne wizje to zbieg okoliczności plus confirmation bias.

I tu wracamy do Kobaltowego pytania z postu #35 — wewnętrzne czy zewnętrzne?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 5 lat temu

Wpisy: 810

@Zorka Do danych Caputo dodam, że on sam nie twierdzi, że to „tylko” złudzenie. W jednym z artykułów sugeruje, że zmieniony stan percepcji, który następuje przy przedłużonym wpatrywaniu, może otwierać dostęp do treści zwykle niedostępnych. Ostrożnie formułuje, bo jest naukowcem, ale nie zamyka drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do praktyki — czy pora dnia ma znaczenie? Bo czytałam, że lepiej ćwiczyć w nocy, ale ja w nocy jestem senna i nie utrzymuję uwagi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 556

@Zorka Noc jest preferowana, bo mniej bodźców zewnętrznych — ciemniej, ciszej. Ale to nie jest warunek konieczny. Ja ćwiczę rano, przed świtem, kiedy jest jeszcze ciemno, ale ja już jestem wyspana i świeża. Działki mi się wtedy o wiele lepiej niż o 23:00, kiedy zaczynam przysypiać nad lustrem.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@kasiulka25)
Połączone: 1 rok temu

A z samotarota — czy ktoś próbował „wchodzić” w kartę tarota jako formę skryingu? Nie w lustrze, tylko dosłownie — wpatrywać się w jedną kartę tak długo, aż postaci na niej zaczną „żyć”?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Kasiulka25 Tak! To się nazywa pathworking przez tarot i to jest klasyczna technika Golden Dawn. Bierzesz np. Wielkiego Kapłana, wpatrujesz się w obraz, wizualizujesz, że wchodzisz do sceny na karcie jak przez drzwi. Potem obserwujesz, co się dzieje „w środku”. To oczywiście powiązane ze skryingiem, bo używasz podobnego stanu umysłu — miękkiego focusu i otwartości na obrazy.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 681

@Kasiulka25 @Gebda Tak, i to daje zupełnie inne zrozumienie kart niż czytanie opisów z książki. Kiedyś tak pracowałam z Księżycem (XVIII) — weszłam w kartę i zobaczyłam ścieżkę między dwiema wieżami prowadzącą w głąb lasu. Pies i wilk na karcie „podeszły” do mnie. To było niesamowite — i znaczenie tej karty od tamtej pory odczuwam inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Ok, to teraz prowokacyjne pytanie — czy ktoś z obecnych NIE miał żadnych wizji mimo regularnego ćwiczenia? Bo czytam ten wątek i wszystko brzmi jak pasmo sukcesów, a ja ćwiczę od pół roku i nadal nic poza bólem oczu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 730

@Faddi Ćwiczyłam ponad rok zanim zobaczyłam cokolwiek sensownego. Rok. I prawie rzuciłam to kilka razy. Wielu praktyków przechodzi przez taki okres pustki. Nie jesteś sam. Pytanie — jak wyglądają Twoje sesje? Może jest coś w technice do skorygowania.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 464

@Simma Czarne lustro, pokój przyciemniony, świeca. Wpatruję się ok. 15 minut. Czasem mam to „szarzenie” powierzchni, ale nic ponad to. Potem po prostu oczy mnie bolą i kończę sfrustrowany.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Faddi Kilka rzeczy. Po pierwsze — frustracja to zabójca transu. Jeśli siadasz z nastawieniem „dzisiaj w końcu coś zobaczę”, to sam sobie podkładasz nogę, bo napięcie blokuje ten miękki stan umysłu, który jest potrzebny. Po drugie — próbowałeś z innym medium? Może lustro to nie jest Twój kanał. Spróbuj wody, ognia, albo nawet tego skryingu przez powieki, o którym pisał @Indaphoros.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 718

@Faddi I jeszcze jedno — „szarzenie” to już coś. To jest ten moment przejścia. Wielu ludzi go nie osiąga w ogóle. Nie lekceważ tego. Następnym razem, kiedy się pojawi, nie myśl „o, jest szarzenie, zaraz coś zobaczę” — tylko dalej oddychaj, dalej bądź w miękkości. Myślenie o procesie wyrzuca Cię z procesu.


Odpowiedz
Wpisy: 391
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Dodam od siebie — ja skrying ćwiczę od kilkunastu lat i nadal miewam sesje, kiedy nie widzę nic. Zero. To normalne. Skrying nie działa na żądanie. To jak łowienie ryb — siedzisz, czekasz, a ryba albo bierze, albo nie. Nie ma gwarancji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 285

@Bylica To trochę zniechęcające. Jeśli ktoś ma wieloletnie doświadczenie i dalej mewa puste sesje, to jaki jest sens ćwiczenia? Jak odróżnić brak efektów od braku talentu?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 391

@Kappi Bo puste sesje to nie jest porażka — to część praktyki. Medytujący też nie mają za każdym razem głębokich doświadczeń. Sens jest w tym, że proporcja „trafnych” sesji rośnie z czasem. Na początku to może 5%, po latach — 30-40%. Ale 100% nie będzie nigdy. I to jest w porządku.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gituska)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie do praktyków — czy prowadzicie dzienniki? I czy zauważyliście korelacje z fazami księżyca, porą roku, stanem emocjonalnym?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 907

@Gituska Prowadzę od trzech lat. Korelacje z księżycem — zdecydowanie tak, pełnia i nów są u mnie najbardziej „aktywne”. Pory roku — jesień i zima lepsze niż lato, ale to może dlatego, że szybciej robi się ciemno. Stan emocjonalny — paradoksalnie, sesje po ciężkich emocjach bywają bardzo wyraziste. Ale też trudniej je kontrolować.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 749

@Gituska Prowadzę, i u mnie najciekawszy wniosek z dziennika to korelacja ze snami. Kiedy intensywnie ćwiczę skrying, mam bardziej żywe i łatwiejsze do zapamiętania sny. I odwrotnie — okresy bogatych snów przekładają się na lepsze sesje skryingowe. Jakby to były dwa kanały tego samego strumienia.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 535

@Paradoxa To się zgadza z tym, co pisze Caputo o stanach dysocjacyjnych. Skrying, lucidne sny, medytacja wizualizacyjna — to wszystko operuje na podobnym „przełączeniu” w pracy mózgu. Trenujesz jedno, poprawiasz drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Zmienię temat lekko — co sądzicie o skryingu w dymu? Bo kadzidło i tak palę przy sesjach, i czasem mi się zdarza, że patrzę na dym zamiast na lustro. I wydaje mi się, że coś w tym dymie widzę — kształty, sylwetki.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Whisper Kapnomancja, czyli wróżenie z dymu, to osobna dyscyplina, ale mechanizm jest ten sam. Dym jest o tyle specyficzny, że sam z siebie tworzy kształty — więc masz bogatsze pole do interpretacji, ale i łatwiej o pareidolię. Ja stosuję dym okazjonalnie, ale nie jako główne medium — za mało powtarzalności.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 724

@Szaman A liście herbaty, fusy z kawy — to też w jakimś sensie skrying, prawda? Bo patrzysz na kształty i interpretujesz.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Leonora W szerokim rozumieniu — tak, to wszystko formy wróżenia z kształtów. Różnica jest taka, że przy klasycznym skryingu wzrok służy jako brama do transu i wizje powstają „wewnątrz”, a przy tasseografii interpretujesz fizyczne kształty, które już istnieją w fusach. Inne podejście, choć pokrewne.


Odpowiedz
Wpisy: 250
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Cześć. Przeczytałam cały wątek i chcę dodać perspektywę, której tu nie ma — skrying bez patrzenia. Znam praktyków, którzy pracują z zamkniętymi oczami, trzymając obsydian w dłoniach, i „widzą” w umyśle. Dla nich to nie jest wizja na powierzchni, tylko wewnętrzny ekran. Nazywają to „skrying dotykowy” albo psychometria połączona ze skryingiem. Trochę niszowe, ale warte uwagi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 556

@Klaudia05 Znałam jedną osobę, która tak pracowała — trzymała kulę z kwarcu różanego przy czole (trzecie oko) i leżała na plecach w ciemności. Twierdziła, że wizje przychodzą wyraźniej niż przy patrzeniu. Nigdy tego nie próbowałam, ale nie wykluczam.


Odpowiedz
Wpisy: 193
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zaskakuje mnie różnorodność podejść w tym wątku. Sam stosuję dość klasyczną metodę — czarne lustro, świeca, cisza — ale widzę, że ludzie eksperymentują z wodą, dymem, dotykiem, powieki...

Pytanie — czy ktoś próbował obsydianowego lustra azteckiego typu? Takiego okrągłego, polerowanego z obu stron? Bo to, co miał Dee, to był właśnie aztecki artefakt, prawdopodobnie z Pachuca w Meksyku. Analiza geochemiczna to potwierdziła jakieś lata temu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 535

@Lurisk Nie miałem w rękach autentycznego azteckiego lustra, ale mam repliki obsydianowe — meksykański obsydian tęczowy i klasyczny czarny. Tęczowy jest piękny, ale te refleksy kolorowe trochę rozpraszają. Czarny matowy działa jak studnia — wzrok wpada i nie wraca. Dla praktyki zdecydowanie wolę czarny.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Ja nie oczyszczam w ogóle. Pracuję z tym samym lustrem od lat, nigdy go nie okadzałem, nie kładę w świetle księżyca. I działa. Uważam, że oczyszczanie to kwestia komfortu psychicznego praktykującego, nie obiektywnej konieczności. Ale jeśli ktoś czuje, że powinien — niech robi. Rytuał daje poczucie kontroli, a to pomaga wejść w trans.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 374

@Cohen Nie zgadzam się. Miałam lustro, które po pewnym czasie zaczęło „dawać” wyłącznie niepokojące wizje — mroczne, ciężkie, niezależnie od mojego stanu. Po gruntownym oczyszczeniu — sól, dym, światło księżyca przez trzy noce — wróciło do normy. Zbieg okoliczności? Może. Ale wystarczająco przekonujący, żebym od tamtej pory czyściła regularnie.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 718

@Cohen @Kapturek To jest klasyczna różnica zdań w całej ezoteryce — minimaliści kontra rytualiści. Obie strony mają argumenty i obie strony uzyskują wyniki. Myślę, że to kwestia osobistego „interfejsu” z praktyką. Dla jednych rytuał jest bramą, dla innych — balastem.


Odpowiedz
Wpisy: 321
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Jestem tu głównie obserwatorką, ale chcę dodać jedną rzecz z własnego doświadczenia. Skrying z wodą, do której dodałam kilka kropel olejku z bylicy (artemisia), dał mi najintensywniejszą wizję, jaką miałam. Całą scenę, z dźwiękami i zapachem. Jednorazowe doświadczenie, bo następne sesje z tym samym olejkiem nic nie dały. Ale tamta jedna sesja... pamiętam każdy szczegół po latach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Fraida Bylica ma długą tradycję w pracy wróżbiarskiej, piołun to też bylica. Szamani syberyjscy palili ją przed seansami. Ale uwaga — artemisia w dużych ilościach bywa toksyczna, więc ostrożnie z wdychaniem oparów w zamkniętym pomieszczeniu.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 622

@Gabka Dobra uwaga. Piołun (Artemisia absinthium) zawiera tujon, który w dużych dawkach jest neurotoksyczny. Absynt kiedyś miał go sporo. W małych ilościach — kadzidło, kilka kropel — raczej bezpieczne, ale nie przesadzać. I nie stosować w ciąży.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Mogę powiedzieć jedną rzecz z pewności — im dłużej to praktykujesz, tym mniej obchodzi Cię, czy to neuronaukowcy potrafią wyjaśnić. Bo zaczynasz mieć doświadczenia, które dla CIEBIE są znaczące, niezależnie od mechanizmu. Czy wizja pochodzi z mózgu, z podświadomości, z astralnego planu, z kwantowej pianki — w momencie kiedy siedzisz przed lustrem i widzisz coś, co potem się sprawdza, akademicka debata traci znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 300
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Chciałam zapytać o coś praktycznego — jak odróżniasz wizję skryingową od zwykłej wyobraźni? Bo kiedy próbuję, to mam wrażenie, że po prostu „wymyślam” obrazy, a nie że coś „przychodzi”.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 367

@Kolczasta Kluczowe pytanie, z którym każdy się zmaga. U mnie różnica jest w jakości — wizja ma inną „fakturę” niż wyobraźnia. Kiedy coś sobie wyobrażam, to ja to kontroluję — mogę zmienić kolor, dodać element, usunąć go. Wizja jest autonomiczna — pojawia się i robi swoje, niezależnie od moich oczekiwań. Czasem widzę rzeczy, których nie chcę widzieć, albo sceny, które nie mają sensu w kontekście mojego pytania. To dla mnie wskazówka, że to nie jest projekcja świadomej wyobraźni.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 467

@Kolczasta Dorzucam — u mnie „prawdziwe” wizje mają też komponent somatyczny. Cierpnięcie skóry, zmiana temperatury ciała, uczucie „ciągnięcia” w brzuchu. Wyobraźnia tego nie wywołuje. Z czasem nauczysz się rozpoznawać tę różnicę.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: