Ostatnio wróciłam do tematu rozkładów na wewnętrzne konflikty i pomyślałam, że warto by o tym pogadać, bo widzę, że mało kto robi takie układy świadomie. Chodzi mi o sytuacje, gdy czujesz się rozerwana między dwiema rzeczami, które obie chcesz, ale które się wykluczają. Klasyczny przykład: kariera kontra rodzina, wolność kontra stabilizacja, odejście kontra pozostanie. Zwykle w tarot szukamy odpowiedzi 'co zrobić', a tu chodzi o coś innego - o zobaczenie, skąd ten konflikt w ogóle pochodzi i czy można go jakoś pogodzić zamiast po prostu wybrać jedną stronę. Czy ktoś próbował robić rozkłady specjalnie pod takie pytania? Jak to konstruowałyście pozycjami?
Wiesz, robiłam coś takiego jakiś czas temu, ale metodą trochę na wyczucie, bo nie znałam gotowego rozkładu do tego. Wzięłam pięć pozycji: pierwsze pragnienie, drugie pragnienie, co je łączy, co je dzieli, i karta syntezy na środku. Wyszło mi wtedy Kochankowie w środku i do dziś nie wiem, czy to byl komentarz do samej sytuacji, czy do tego, że musze się z sobą 'pokochać' w tej decyzji. Ale mam pytanie do Ciebie, Slazowa - czy myślisz, że takie rozkłady w ogóle mają sens robić samej sobie, czy lepiej, żeby ktoś drugi czytał? Bo przy własnych konfliktach chyba trudno być obiektywną.
Zatrzymam się przy tym pytaniu o obiektywność bo myśle że to falszywy dylemat. W rozkładach na konflikty wewnętrzne nie chodzi o obiektywność - chodzi o to, żeby psychika miała powierzchnię, na której może się odbić. Karty działają tu jak lustro, nie jak wyrocznia. Dlatego właśnie czytanie samej sobie w takich sytuacjach bywa wartościowsze niż czytanie przez kogoś z zewnątrz, pod warunkiem że pytający nie boi się tego, co zobaczy. Problem pojawia się wtedy, gdy pytanie jest skonstruowane tak, żeby 'wymóc' jedną odpowiedź - np. 'czy powinnam zostać?' zamiast 'co trzyma mnie w obu miejscach jednocześnie?'. Mam pytanie do Weronka68: ta karta syntezy - wyciągałaś ją jako ostatnią po zobaczeniu pozostałych, czy razem z nimi?
To, co pisze Swiatowid.1, zgadza się z moją praktyką. Ale chcę dodac coś od siebie: przy konfliktach wewnętrznych bardzo ważne jest to jak sformułujesz pozycje przed rozkładem. Jeśli powiesz sobie 'karta nr 1 to ja po lewej stronie, karta nr 2 to ja po prawej stronie', to już sugerujesz sobie dualność bez wyjścia. Lepiej moim zdaniem pytać: 'co chce we mnie żyć przez to pierwsze pragnienie' i 'co chce we mnie żyć przez to drugie'. To delikatna różnica, ale zmienia wszystko w interpretacji. Czy ktoś próbował kiedyś robić taki rozklad nie jako wybór między A i B ale jako pytanie o to, co obie strony próbują ci powiedzieć?
Czytam i strasznie mi się to podoba, ale mam takie pytanie może naiwne - a co jak karty w obydwu pozycjach wyjdą pozytywne albo wyjdą negatywne dla obu stron? To znaczy, że obie są równie dobre albo równie złe i co wtedy? Boe to chyba najtrduniejsza sytuacja
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że wszyscy zakładamy, że konflikty wewnętrzne to zawsze wybór między dwoma równorzędnymi pragnieniami. Ale co z sytuacją, gdy jedno pragnienie jest 'moje', a drugie jest tak naprawdę narzucone przez kogoś z zewnątrz - rodzinę, partnera, środowisko? Czy karty w ogóle to rozróżniają? Czy jest jakaś pozycja w rozkładzie, która mogłaby pokazać, które pragnienie pochodzi naprawdę od ciebie, a które jest zinternalizowanym oczekiwaniem?
Ta dyskusja idzie w bardzo dobrym kierunku, ale chcę trochę ją sprowadzić na ziemię. Mówicie o skomplikowanych rozkładach, pozycjach kontekstowych, skąd pochodzi pragnienie itd. - a czy ktoś próbował najpierw zadać sobie prostsze pytanie, zanim w ogóle wyciągnie kartę? Mam na myśli: czy naprawdę wiesz, jakie są te dwa pragnienia, które ze sobą walczą? Bo w mojej praktyce często się okazuje, że ludzie myślą, że wiedzą, o co chodzi w ich konflikcie, a po kilku pytaniach wychodzi, że to zupełnie co innego.
Podchodzę do tego sceptycznie, ale z ciekawości pytam: jeśli rozkład na wewnętrzny konflikt ma mi pokazać 'drogę do pojednania' tych dwóch pragnień - to co to w ogóle znaczy w praktyce? Pojednanie to pogodzenie się z tym, że muszę coś stracić czy to jest jakaś trzecia droga, o której karty mają mi powiedzieć? Bo jak dla mnie te dwa scenariusze to całkiem różne rzeczy.
Ja bym tu dodała, że numerologicznie data, w której robisz taki rozkład, ma znaczenie dla tego, jak mocno karty będą 'mówić' o wewnętrznych sprzecznościach. Dni z liczbą 7 albo 16 są pod tym względem szczególnie wyraźne, bo siódemka to karta Rydwanu właśnie - i on też jest o konflikcie sił. Więc jeśli ktoś planuje taki rozkład, warto dobrać datę.
Eh, A właściwie to czy nie jest tak, że każdy rozkład można zrobić na wewnętrzny konflikt, jeśli tylko tak sformułujesz pytanie? Bo czytam tę dyskusję i zastanawiam się, czy specjalny rozkład 'na konflikty' cokolwiek zmienia w stosunku do zwykłego układu trzech kart z dobrze zadanym pytaniem. Czy struktura rozkładu na prawde ma znaczenie, czy ważniejsze jest intencja i pytanie?
Bo czytam tę dyskusję i zastanawiam się, czy specjalny rozkład 'na konflikty' cokolwiek zmienia w stosunku do zwykłego układu trzech kart, jeśli tylko odpowiednio przypiszesz pozycje. Czy ktoś może mi pokazać konkretną różnicę?
Wracając do tego, o czym mówiła Tosieczka wcześniej - że warto najpierw usiąść z kartami i sprawdzic, czy konflikt wogóle jest prawdziwy, zanim się buduje skomplikowany rozkład. Mam wrażenie, że często sama architektura rozkładu może sugerować, że walka jest nieunikniona. Czy nie ma tu ryzyka, że rozkład 'na konflikt' z góry zakłada, że konflikt istnieje?
dokładnie o to mi chodziło, tylko ja to powiedziałam mniej wyraźnie. Rozkład ma strukturę, a struktura narzuca narrację. Jeśli siądziesz z nastawieniem 'mam dwa walczące pragnienia', to karty będą interpretowane przez ten filtr nawet jeśli naprawdę chodziło o coś zupełnie innego. Pytanie do reszty: czy ktoś miał sytuację, gdzie zrobił rozkład na konflikt i wyszło mu z niego, że konfliktu właściwie nie ma?
Mnie się raz zdarzyło coś podobnego. Robiłam rozklad z myślą, że muszę wybierać między dwiema drogami zawodowymi, i wszystkie karty po obu stronach byly jakieś... spokojne? Żadnego napięcia. Karta syntezy wyciągnęłam Gwiazdę i długo nie wiedziałam, co z tym zrobić. Dopiero po czasie zrozumiałam, że problem nie był w wyborze drogi, tylko w tym, że wogóle nie chciałam wtedy pracować i szukałam uzasadnienia dla odpoczynku. Karty to pokazały, tylko że ja pytałam o coś innego.
To, co pisze Weronka, jest ciekawe w kontekście tego całego wątku o konflikcie. Jeśli karty mogą pokazać 'opcję C', której nie widzisz, to może właśnie na to powinny być skonstruowane rozkłady na wewnętrzne sprzeczności - nie żeby rozstrzygnąć między A i B, tylko żeby w ogóle odkryć, czy pytanie jest dobrze postawione. Czy ktoś zna rozkład, który ma w sobie pozycję na 'co pomijam w tym pytaniu'?
Właśnie ta pozycja 'pod spodem' jest dla mnie jedną z ważniejszych w całym krzyżu, szczególnie przy konfliktach. Często tam siedzą właśnie te pragnienia, które wyparłaś albo o których nie chcesz rozmawiać. Przy konflikcie wewnętrznym to może być ważniejsze niż wszystko, co widzisz na powierzchni. 😛
Ja sie troche gubię w tym filozoficznym wątku ale mam bardzo konkretne pytanie. Słucham już od dluższego czasu i chciałabym sprobować zrobić taki rozklad na swój konflikt. Tylko nie wiem, od czego zacząć. Czy ktoś może mi powiedzieć - jeśli miałabym wziąć dosłownie trzy albo cztery karty i przypisać im pozycje 'na wewnętrzny konflikt', to jakie to powinny być pozycje? Najprostszy schemat.
Czytam tę rozmowę od początku i dopiero teraz się odważam napisać, bo mam pytanie, które może być głupie. Czy przy takim rozkładzie na konflikt musisz wiedzieć z góry, jakie są te dwie strony? Bo mam takie rozdarcie, że w ogóle nie umiem go nazwać - czuję tylko, że coś mi nie gra, ale nie wiem co. Czy można robić taki rozkład bez konkretnie postawionego pytania? 🙂
Dziękuję za to, Slazowa. To, co opisujesz - tasowanie z intencją 'pokaż mi, co we mnie walczy' zamiast szukania rozwiązania - jest zupełnie inne od tego, jak ja to sobie wyobrażałam. Ale mam pytanie: i co potem? Jak wyciągasz te karty i nie masz nazw dla swoich stron konfliktu, to jak w ogóle zaczynasz interpretację? Od obrazka? Od odczucia?
U mnie to wyglądało tak, że kładłam kartę i zamiast szukać jej 'znaczenia' w podręczniku, po prostu patrzyłam i czekałam, co we mnie się poruszy. Brzmi to może naiwnie, ale to właśnie ten ruch wewnętrzny często dawał pierwszą wskazówkę. Pierwsza karta, którą wyciągnęłam przy moim nienazwanym rozdarciu, to był Pustelnik - i nie pomyślałam od razu 'samotność', tylko poczułam coś w rodzaju ulgi. I to mnie zaskoczyło, bo ulga przy karcie odosobnienia to było coś, czego się nie spodziewałam.
To jest dokładnie ten moment, o którym mówiłam wcześniej - kiedy twoja własna reakcja na kartę mówi coś innego niż podręcznikowe znaczenie. Slazowa, a ta ulga przy Pustelniku - czy potem wróciłaś do tego w rozkładzie, czy to zostało jako osobna obserwacja?
Dobra, ale to co opisuje Slazowa to jest właściwie improwizowany rozkład, który się buduje w trakcie. Czy to nie jest ryzykowne? Bo możesz ciagnąć karty tak długo, aż wyciągniesz tę, której 'chciałaś', i nie zdasz sobie z tego sprawy.
Mam wrażenie, że rozmowa trochę zeszła na meta-poziom o tym, czy w ogóle można ufać własnej interpretacji. Wracając do pytania Zawilcowej - bo ono jest bardzo konkretne i myślę, że warto przy nim zostać. Zawilcowa, czy po tym, co napisała Slazowa, masz jakieś poczucie, od czego byś zaczęła? Albo co ci przeszkadza, żeby spróbować?
Ta obawa, że 'nie zatrzymasz' tego, co poczujesz - to jest chyba ważniejsza informacja niż to, czy wyciągniesz trzy czy pięć kart. Zastanawiam się, czy nie warto zacząć od czegoś mniejszego. Nie od rozkładu na konflikt, tylko od jednej karty z pytaniem: 'co teraz potrzebuję zobaczyć'. Bez żadnej struktury konfliktu. Zawilcowa, co o tym myślisz?
Prostota rozkładu nie jest proporcjonalna do głębokości odpowiedzi. Jedne z najważniejszych rzeczy, które usłyszałam od kart, przyszły z jednej karty wyciągniętej bez żadnego pytania. To, że konflikt jest złożony, nie oznacza, że rozkład musi być skomplikowany - czasem właśnie odwrotnie.
Ja bym tu dodała coś o numerologii, bo data, w ktorej robisz rozkład, też ma znaczenie dla tego, co ci karty pokażą. Dzień osobisty obliczony z daty urodzenia i dnia może wzmocnić albo osłabić energię konkretnych kart. Przy rozkładach na konflikt polecam robić to w dniu piątki albo dziewiątki osobistej.
Dobra, ale wracając - Zawilcowa już wie, że może zacząć od jednej karty. Mam pytanie do tych bardziej doświadczonych: czy jest jakiś moment podczas rozkładu na wewnętrzny konflikt, kiedy powinnaś zatrzymać interpretację i powiedzieć sobie 'to za dużo na raz'? Bo to 'nie zatrzymam tego, co poczuję' wydaje mi sie ważnym sygnałem.
