To co opisuje Agatka_B to chyba sedno całego tematu. Że ten rozkład pokazuje ci coś co inni w tobie widzą a ty sama nie widzisz. Pytanie tylko jak sprawdzić że to karta a nie Agatka_B wyciągnęła ten wniosek sama ze swoich rozmów?
Czytam tu od jakiegoś czasu i jestem raczej z innej bajki, nie znam się za bardzo na kartach. Ale mam takie pytanie z boku: czy taki rozkład na samopoznanie jest dla każdego, czy jednak trzeba już trochę znać tarot? Bo jak patrzę na to co opisujecie, to sama interpretacja wydaje mi się naprawdę trudna bez znajomości kart.
Ja właśnie przez to mam problem, bo ciągle sięgam do opisów i potem nie wiem czy to jest moja interpretacja czy autora książki. Jak wy to rozwiązujecie? Mam odciąć się od podręcznika całkowicie?
Wracając do pytania Kini o to która pozycja jest najtrudniejsza, bo myślę że nie padła tutaj odpowiedź dotycząca tego co dzieje się z rozkładem jako całością. Często najtrudniejsza nie jest pojedyncza pozycja tylko napięcie między dwiema kartami. Między tym co uważasz że jesteś a tym co pokazuje cień. Ten kontrast potrafi być bardziej bolesny niż każda karta osobno.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że tarot na samopoznanie to zupełnie inne zwierzę niż to co sobie wyobrażałam. Myślałam że wróżba z kart to jest odpowiedź na pytanie co będzie, a tu mówicie o czymś zupełnie innym. Czy to jest jakaś konkretna szkoła czy w ogóle tarot można tak czytać?
Mam wrażenie że ta dyskusja o szkołach trochę nam ucieka od czegos konkretnego. Bo ja zakładając ten temat myślałam wlaśnie o tym praktycznym wymiarze, co zrobić kiedy karta mówi jedno a ty czujesz że to nieprawda o tobie. Nie dlatego że odrzucasz, ale dlatego że naprawdę nie widzisz związku. Czy ktoś miał tak że po prostu nie rozumiał karty i koniec?
Tak, miałam tak z Wieżą. Wypadła mi na pozycji czegoś co mnie napędza i siedziałam nad tym długo. Żadnego kataklizmu, żadnych nagłych zmian, żadnego gruntu wyrywanego spod nóg. Dopiero po tygodniu coś kliknęło i zobaczyłam to zupełnie inaczej, ale nie powiem że wtedy od razu wiedziałam co zrobić z tą kartą.
Położyłam Wieżę obok łóżka i patrzyłam na nią rano i wieczorem. Trochę głupio to brzmi, ale po kilku dniach zaczęłam zwracać uwagę na to co dzieje się wokół i w pewnym momencie jedna rozmowa z koleżanką nagle rzuciła inne światło na tę kartę.
To co mówi Agatka_B o tygodniu przerwy i nagłym kliknięciu, to chyba opis tego jak w ogóle działa samopoznanie, nie tylko przez karty. Tyle że karty dają konkretny obrazek który można mieć w głowie. Zastanawiam się czy to nie jest ich największa wartość w tym kontekście że jest coś wizualnego do zaczepiania myśli.
Ta metoda z przypisywaniem sobie postaci z karty to w pewnym sensie aktywna wyobraźnia w stylu jungowskim. Nie wiem czy to was ciekawi, ale Jung pracował dokładnie tak samo z obrazami ze snów, wchodził w dialog z postaciami. Tu jest podobny mechanizm, tylko punkt wyjścia jest zewnętrzny, czyli karta, a nie sen.
