Siódmy dzień z rzędu wyciągam Wieżę. Za każdym razem tasuje porządnie, odkładam talię, proszę o inne pytanie - i znowu ona. Rozumiem, że karta może wracać raz czy dwa, ale siedem razy to już nie przypadek. Zastanawiam się, czy to znaczy, że coś się na mnie szykuje i nie mogę tego uniknąć, czy może po prostu nie rozumiem tego, co ona próbuje mi powiedzieć, i dlatego wraca? Czy ktoś miał podobną sytuację z jedną kartą, która nie chciała odpuścić?
Wieża przez siedem dni to rzeczywiście coś, czego nie można zlekceważyc. Ale zanim zaczniesz się bać tego, co ją przyciąga - chciałabym zapytać: czy za każdym razem zadawałaś to samo pytanie, czy różne? Bo to ma ogromne znaczenie przy interpretacji.
Dokładnie to samo chciałam zapytac. Poza tym - jaką talię masz? Bo niektóre talie mają specyficzną energię i pewne karty w nich po prostu 'siedzą bliżej'. Nie wiem czy to dobry opis ale jakby miały swoje ulubione miejsca po tasowaniu.
To jest klasyczny przykład karty blokującej. Wieża wychodzi tak długo, aż zaakceptujesz jej przekaz. Jak przestaniesz się opierać temu, czego się boisz, ona przestanie wychodzić. Proste.
Zgadzam się z Telepatą, choć może nie użyłabym takiego terminu. Moim zdaniem Wieża, która wraca, zawsze wskazuje na coś nieuchronnego. Jak dasz nam znać, co aktualnie dzieje się w tej relacji, o którą pytałaś, to pewnie od razu będzie wiadomo o co chodzi.
Wiesz, chcę się tutaj zatrzymać, bo myślę że warto rozróżnić dwie rzeczy. Pierwsze - czy karta wraca, bo przekaz nie zostal zrozumiany. Drugie - czy wraca, bo sytuacja, której dotyczy, trwa i nie zmieniła się. To nie jest to samo. Przy Wieży to drugie jest bardziej prawdopodobne. Wieża nie jest kartą, która 'czeka aż ją zrozumiesz' - ona opisuje stan rzeczy. Jeżeli sytuacja wisi nierozwiązana, ona będzie wychodziła tak długo, jak ten stan trwa. Ale żeby powiedzieć coś konkretnego, musiałabym wiedzieć więcej. Czy Wieża wychodziła jako jedyna karta, czy w rozkładach? Jeśli w rozkładach, na jakiej pozycji?
Wlasciwie to mnie zastanawia cos innego - czy w ogole ma sens codzienne tasowanie w tej samej sprawie? Bo moze problem nie jest w tym co Wieza znaczy tylko w tym ze zadajemy to samo pytanie w kolko i system - czy jak to nazwac - po prostu nie ma innej odpowiedzi do dania?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale właśnie staram się to wszystko ogarnąć. Czy w tarocie jest jakaś zasada, jak często można pytać o to samo? Słyszałam, że nie powinno się tego robić, ale nie wiem dlaczego dokładnie.
U mnie kiedyś przez kilka dni z rzędu wychodził Pustelnik. Nie byłem wtedy w żadnej relacji nie miałem zadnego konkretnego problemu. Po prostu codziennie robiłem kartę dnia i on. W końcu przestałem się zastanawiać co to znaczy i zacząłem wiecej czasu spędzać sam trochę odpuściłem znajomym. I po dwoch tygodniach jakoś samo przeszlo. Nie wiem czy to dlatego czy mimo.
Hmm, dobra, to powiem więcej o tej relacji, bo rozumiem że to ważne. Jest to osoba, z którą nie wiem czy mam przyszłość. Sytuacja jest nierozwiązana od dłuższego czasu, ciągnie się, nie ma jasności. Ja wiem w środku, że coś jest nie tak, ale nie chcę tego przyjąć. I teraz jak to piszę, to sama widzę, że może Wieża wcale nie musi mi mówić czegoś nowego - ona mówi to samo, a ja po prostu nie chcę słuchać.
No, to jest właśnie sedno. I to nie jest 'blokowanie' w żadnym mistycznym sensie - to po prostu sytuacja, która trwa, i odpowiedź, której nie chcesz przyjąć. Wieża będzie wychodzić, bo ona jest adekwatna. To nie magia, to logika układu.
No właśnie, sama doszłaś do odpowiedzi. Ale teraz pytanie - co z tym zrobisz? Bo Wieża raczej nie przepadnie sama, jeśli sytuacja zostanie bez decyzji.
To co napisałaś o tym, że wiesz w srodku ale nie chcesz przyjąć - to chyba jest właśnie ta odpowiedź, nie? Wieża nie mówi ci nic nowego, tylko coś, co już wiesz. I może właśnie dlatego wraca, bo pytasz, jakbyś liczyła na inną odpowiedź.
Wlasnie o to mi chodziło wczesniej. Jesli pytanie jest tak naprawde prosba o potwierdzenie, a nie o informacje, to karty beda odpowiadac na to co jest, a nie na to co chcemy uslyszec. I wtedy ta sama karta wychodzi nie dlatego ze 'chce coś powiedziec' tylko dlatego ze sytuacja sie nie zmienila.
Dla mnie to nie ma znaczenia czy to 'wzmocnienie' czy 'odbicie'. Wynik jest ten sam - karta wraca, bo coś jest nierozwiązane. Czy to semantyka czy faktyczna róznica w tym jak się do tego podchodzi?
Pytanie do obu stron tej dyskusji - czy ta różnica zmienia cokolwiek w praktyce? Bo z perspektywy kogoś, kto siedzi z tą kartą tydzień, interpretacja jest podobna. Tylko może sposób reakcji byłby inny?
Nie komplikujmy tego za bardzo. Wieża wychodzi tydzień, sytuacja jest trudna i nierozwiązana. Tyle. Czy to wzmocnienie czy odbicie, odpowiedź dla Astarii jest ta sama - coś trzeba zrobić z tą relacją.
Czytam tę dyskusję i muszę powiedzieć, że dla mnie ta różnica akurat ma znaczenie. Bo jeśli Wieża 'wzmacnia', to czuję że czas ucieka, że muszę coś zrobić natychmiast. A jeśli ona po prostu opisuje stan - to mogę odetchnąć i zapytać co dalej, jak mówiła Rozalinda. Drugie jest dla mnie zdrowsze.
A co jeśli nie wiemy czy coś się zmieniło? Bo Astaria mówiła że zmieniała pytania, raz o relację, raz o pracę. To troche tak jakby testowała czy Wieża jest specyficzna dla relacji czy ogólna. I zawsze wychodziła. Czy to nie sugeruje czegoś szerszego?
Szczerze - nie. Pytałam o pracę, ale miałam tę relację z tyłu głowy cały czas. Więc może Ludwinia ma rację, że nie oddzieliłam tych pytań naprawdę.
I to jest chyba odpowiedz na pytanie z tytulu tego watku. Karta 'nasila sie' nie dlatego ze jest jakis mechanizm nasilania, tylko dlatego ze pytajacy nosi ten sam bagaz niezaleznie od tego jakie pytanie formuluje. Nie wiem czy to jest podnoszace na duchu, ale chyba jest uczciwe.
Albo tarot pokazuje dokładnie to, z czym naprawdę siedzisz, bez relative do tego co pytasz. I może to jest w sumie użyteczne? Jak Wieża wychodzi i przy pytaniu o relację i przy pytaniu o prace, to może naprawdę trzeba spojrzeć na siebie jako całość, a nie szukać odpowiedzi na oddzielne pytania.
Mnie to przypomina mojego Pustelnika. Wiem że wcześniej wspominałem. Teraz widzę to inaczej - może on wychodził bo ja byłem 'Pustelnikiem' w całym swoim życiu w tamtym czasie, nie tylko w jednej sprawie. karta opisywała mój stan generalnie.
Czytam to wszystkiego z dużą ciekawością, bo jestem sceptyczna ogólnie do wróżb, ale to co piszecie o tym, że karta odzwierciedla stan pytającego a nie odpowiada na pytanie - to brzmi już bardziej jak psychologia projekcji niż magia. Nie mówię że to źle, tylko że wtedy może wartość tarotupolega na czymś innym niż przepowiednia?
W sumie, to co piszecie o projekcji jest właśnie tym miejscem, gdzie psychologia i tarot się spotykają i już nie wiem gdzie jedna kończy się a druga zaczyna. Astaria sama przyznała, że pytając o pracę miała relację z tyłu głowy. Czy to nie jest po prostu klasyczny mechanizm potwierdzenia - wyciągamy tę samą kartę, bo nieświadomie ją szukamy?
Ale właśnie co z tym zrobić, to jest dla mnie najtrudniejsze. Astaria ma Wieżę tydzień. Okej, rozumiemy że to opis sytuacji albo stan który trwa. Ale czy jest jakiś moment kiedy po prostu... przestaje się pytać? Jak długo siada sie z jedną kartą zanim się da sobie spokój?
Właśnie to jest mój problem. Zmieniałam pytania słownie, ale Rozalinda i Ludwinia mają rację - pytanie było to samo. Więc może ta Wieża wychodziłaby dalej, gdybym pytała. Co ciekawe, od dwóch dni w ogóle nie rozkładam kart i jest mi z tym dziwnie... spokojniej? Jakby przerwa była tym, czego potrzebowałam, a nie kolejny rozkład.
