Zaczęłam ostatnio zastanawiać się nad czymś, co chyba rzadko się porusza wprost. Mamy karty stricte intuicyjne - Księżyc, Wysoka Kapłanka, czasem cała galąź kielichów - i mamy karty, które kojarzą się raczej z analizą, logiką, planowaniem. Miecze, Mag, Cesarz. Kiedy robię rozkład i wypadają mi same karty 'głowy', zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakiś komunikat sam w sobie, czy po prostu tarot mówi mi coś zupełnie innego. Czy ktoś wogóle myśli o rozkładzie pod kątem tego, ile w nim 'rozumu', a ile 'czucia'? I czy uważacie, że rozkład powinien je jakoś równoważyć, żeby był pełny? 🙂
Ciekawe pytanie, ale od razu muszę zapytać - co rozumiesz przez 'powinien równoważyć'? Masz na myśli, że karciane odpowiedzi powinny być 'zrównoważone', czy że my jako czytający powinniśmy celowo szukać równowagi przy interpretacji? Bo to dwa bardzo różne podejscia.
Dysproporcja żywiołów w rozkładzie sama w sobie jest informacją, nie brakiem. Jeśli ktoś dostaje same kielichy, tarot mówi wprost: sprawa jest emocjonalna, intuicyjna, może zbyt emocjonalna. To nie jest błąd rozkładu. Pytanie, które stawiasz, zakłada, że rozkład 'powinien' być symetryczny, a to nie jest prawda. Karty pokazują to, co jest, nie to, co byłoby idealnie zrównoważone.
No właśnie, Gebda ma rację co do żywiołów, ale myślę że Runika pyta o coś nieco innego. Chodzi chyba o to, czy konkretne karty - powiedzmy Szóstka Mieczy albo Mag - mają 'naukowy' charakter, a takie jak Księżyc czy Wysoka Kaplanka są czysto intuicyjne. I czy powinny się uzupełniać w rozkładzie. Sam uważam, że Mag to karta pełna analitycznego myślenia bo łączy elementy w świadomy sposób.
Ja zawsze uważałam, że jeśli chodzi o 'naukowe' karty, to bezsprzecznie Cesarz i Papież są najbardziej racjonalne. Cesarz to struktura, zasady, hierarchia - czysta logika. Papież to tradycja i system. A Księżyc i Wysoka Kapłanka to czysta intuicja. Myślę, że każdy dobry rozkład powinien mieć z obu stron coś.
Ale czy nie jest tak, że tarot właśnie po to ma taki zróżnicowany system kart, żeby każda sytuacja znalazła pełne odzwierciedlenie? Jak masz rozkład bez żadnego elementu logicznego, to może to znaczy, że pytający sam uceka od faktów i żyje tylko emocjami? To byłby ważny komunikat, prawda?
Z tego co wiem, to w astrologii mamy cos podobnego - jeśli komuś brakuje zywiolu w horoskopie, to sie mówi, ze ma 'brak' i musi go swiadomie rozwijac. może w tarocie jest tak samo? Jak w rozkladzie brakuje mieczy, to moze sygnal, ze pytajacy powinien bardziej myslec logicznie?
Właśnie o to mi chodzi - czy ta dysproporcja jest komunikatem, czy przypadkiem? Gebda, Ty mówisz, że informacja sama w sobie. Ale jak to odróżnić od sytuacji, gdy po prostu akurat tak wypadło losowo? Jak to czujesz przy interpretacji?
Nie ma 'losowo' w tarocie, przynajmniej nie w sensie, który by mnie interesował jako czytającą. Jeśli wypadają same kielichy, patrzę na to jako całość i pytam: co tu jest zdominowane przez emocje? Co pytający może pomijać? To nie jest brak równowagi - to jest przekaz. Ale rozumiem, że to może być frustrujące dla kogoś, kto szuka symetrii.
Przepraszam, że się wtracę, ale nie bardzo rozumiem - skoro tarot to nie losowanie, to jak to działa? Czy karty same 'wiedzą', co pokazać? Pytam serio, bo dopiero zaczynam i to mnie zastanawia przy każdym rozkładzie.
Wróćmy do tego, co powiedziała Runika na początku. Mnie ciekawi, czy są karty, które w ogóle możemy jednoznacznie nazwać 'intelektualnymi' albo 'intuicyjnymi'. Bo np. Wysoka Kapłanka - tak, intuicja. Ale Eremita? Idzie w samotność i MYŚLI. To jest refleksja, nie ślepa intuicja. A Koło Fortuny to ani jedno, ani drugie.
Wiesz, może zamiast 'naukowe kontra intuicyjne' lepiej mówić o kartach świadomości i nieświadomości? To bardziej oddaje różnicę. Miecze to myśl uświadomiona, Księżyc to to, co pod powierzchnią. I wtedy pytanie brzmi: czy rozkład powinien sięgać do obu warstw? A to już ciekawszy problem.
Nie komplikujemy - moim zdaniem to ważne, bo zmienia sposób, w jaki patrzysz na brak jakiegoś elementu. Jeśli powiem 'brakuje kart mieczy', to brzmi jak deficyt. Jeśli powiem 'nie ma kart warstwy świadomej', to od razu nasuwa się pytanie: co pytający wypycha poza swą świadomość? To jest inna rozmowa z osobą siedzącą naprzeciwko.
Właśnie, i tu wracamy do pytania Runiki - czy to jest element interpretacji, który czytający musi aktywnie wnieść czy rozkład sam to 'powie'? Bo jeśli musimy to sami dopowiedzieć jako brak, to może jednak jest jakaś logika w tym żeby szukać równowagi?
Tobiaszek, ale jak rozumiesz tę 'logikę szukania równowagi'? Masz na myśli, że pytający powinien zadać dodatkowe pytanie? Albo że my jako czytający powinniśmy zwracać na to uwagę komentarzu? Bo to są dwie różne rzeczy.
Ja robię tak, że jak widzę wyraźną dominację jednego żywiołu, zawsze to odnotuję klientowi. Nie mówię, że coś jest 'nie tak', ale mówię 'tu widzę przewagę wody, emocji' i pytam, czy to pasuje z ich sytuacją. Zazwyczaj sami zaczynają mówić o tym, czego nie powiedzieli na początku.
Ale właśnie tu leży problem, który mnie trochę niepokoi w całej tej dyskusji. Czy nie jest tak, że zawsze możemy coś 'dopasować'? Jak są same kielichy - emocje. Jak są same miecze - za dużo w głowie. Jak jest miks - balans. To trochę jak horoskopy, które pasują do każdego.
Oj, wisiaa troche ma racje ale moim zdaniem roznica jest w tym, ze rozklad to konkretny uklad w konkretnym momencie dla konkretnego pytania. Horoskop to schemat urodzeniowy - czyli cos stalego. Rozklad jest odpowiedzia dynamiczna. Przynajmniej tak to rozumiem, choc moge sie mylic.
A ja mam takie głupie pytanie - czy te karty o których rozmawiamy jako 'intelektualne', to tylko miecze i wybrane karty Wielkiej Arkany? A co z pentagramami? Bo pentagramy są dla mnie bardzo ziemskie i konkretne a to też nie jest czysta emocja ani czysta intuicja.
Wracając do samego tytułu tematu - czy w ogóle możemy mówić o 'równoważeniu' w rozkładzie, skoro rozkład jest odpowiedzią na pytanie, a nie portretem psychiki? Gdybym zapytała o kwestię stricte finansową i dostała same pentagramy, byłabym zadowolona, nie martwiona brakiem równowagi.
Tobiaszek, właśnie! Może to jest ważna zmienna, którą pomijamy - rozmiar i cel rozkładu. W prostym układzie trzech kart nikt nie oczekuje reprezentacji wszystkich żywiołów. W rozbudowanym rozkładzie, gdzie mamy pozycje na przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, blokady, zasoby - może wtedy dominacja jednego żywiołu jest bardziej znacząca?
Dokladnie to chcialam napisac. W Keltyjskim Krzyzu masz dziesiec pozycji i kazda pelni inna funkcje. Jak wszystkie dziesiec to miecze to trudno to zbagatelizowac. Ale w ukladzie przeszlosc-terazniejszosc-przyszlosc trzy karty kielichow to po prostu trzy karty kielichow - za malo danych zeby mowic o dysproporcji. 🙂
Czytam tę rozmowe od dłuższego czasu i mam pytanie, może trochę z boku - czy ktoś z Was w ogole uważa, że to karty 'decydują' o tym że dominuje jeden żywioł? Mam na myśli - czy to przypadek przy tasowaniu czy może coś głębszego? bo jeśli to przypadek, to cała ta dyskusja o równowadze nie ma sensu.
A ja wrócę do tego, co powiedziała Runika o rozmiarze rozkładu bo to mnie zastanawia. Czy istnieje jakaś granica - ile kart trzeba żeby brak żywiołu był wymowny? Bo dla mnie w pieciokartkowym rozkładzie zero mieczy to już coś, ale dla kogoś innego może to być normalne.
Ale czy 'odnotowac' to nie jest to samo co szukać balansu? Jeśli mówię klientowi 'tu brakuje ziemi', to automatycznie sugeruję że ziemia byłaby wskazana. Nie wiem jak to rozdzielic.
Tu jest coś ważnego. Może zamiast zastanawiać się, czy równoważyć żywioły w rozkładzie, powinnyśmy zastanowić się, jak w ogóle komunikujemy ten brak. Bo problem, który opisuje Kocanka, jest realny - neutralna obserwacja bardzo łatwo zamienia się w sugestię normatywną.
Mam wrażenie, że trochę zakładamy, że brak jakiegoś żywiołu to zawsze coś znaczącego. Ale co jeśli ktoś po prostu tasuje i tyle? Nie mówię, że tarot jest losowy, tylko ze może brak mieczy nie znaczy 'ta osoba unika intelektu', tylko po prostu 'te karty nie wyszły'. Skąd ta pewność, że nieobecność coś mówi?
