Wracajac do tego, co powiedziala Merak o rozkladaniu bliskim, chce dodac jedna rzecz bo mysle, ze to wazne w kontekscie calego watku. Kiedy pojawia się karta Smierci lub dziesiatka Mieczy w rozkladzie dla bliskiej osoby, ten emocjonalny ladunek, ktory niesiemy jako czytajacy, jest podwojny. I to wlasnie wtedy najlatwiej o nadinterpretację w kierunku doslownosci. Bo strach dziala. 😛
Ale ta kwestia stanu emocjonalnego to trochę podważa cały sens robienia rozkładu samej sobie w trudnej chwili. A przecież właśnie wtedy najczęściej sięgamy po karty, kiedy coś się dzieje i chcemy odpowiedzi. Czy to nie jest trochę błędne koło?
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam takie laickie pytanie. Skoro stan emocjonalny wpływa na interpretację, a interpretacja zależy od rozkładu kart, a rozkład kart jest losowy, to w którym momencie ten cały system jest bardziej niż projekcją własnych lęków i nadziei? Pytam serio, nie złośliwie.
Chcę tu dodać cos do pytania Bonifacego, bo myślę, że ono dotyczy nie tylko tarota, ale całej dyskusji o kartach śmierci i ich dosłowności. Jeśli tarot jest lustrem, a nie wyrocznią, to karta Śmierci w lustrze pokazuje to, czego się boisz albo co czujesz, że nadchodzi. I to jest informacja sama w sobie, niezależnie od tego, czy 'przepowiednia' sie spelni.
Właśnie o to chciałam zapytać, bo ta granica mnie od początku tego wątku najbardziej interesuje. Czy jest jakaś zasada, jakiś wzorzec w samym rozkładzie, który dla doświadczonych czytających sygnalizuje 'tu może być coś dosłownego', a nie tylko symbolicznego?
A jak to jest ze Śmiercia w pozycji 'podświadomość' albo 'ukryte wpływy'? bo robiłem kiedyś keltski krzyż i tam trafiła dokładnie w to miejsce i nie bardzo wiedziałem, czy to coś, czego się boję, czy coś, co na mnie działa bez mojej wiedzy.
Ale chwila, czy to nie jest właśnie ten problem, o którym rozmawialiśmy wcześniej? Że po fakcie kazdy rozkład można tłumaczyć tak, żeby pasował do tego, co się wydarzyło. Jak odróżnić interpretacje trafną od dopasowania wstecznego?
Wracając do pytania Almandynki bo myślę, że wątek pozycji w rozkładzie jest wazny, ale chcę zapytać o cos innego. Czy ktoś z was miał sytuację, gdzie karta Śmierci pojawiła się wielokrotnie w różnych rozkładach w krotkim czasie? I jak to interpretowaliście? Nie jako jednorazowy sygnał ale jako powtarzający się motyw?
Miałam taką serię. Przez kilka tygodni Śmierć wychodziła w niemal każdym układzie, który robilam, niezależnie od pytania. Traktowałam to jako sygnał że jakaś głęboka przemiana jest w toku i że karty konsekwentnie mnie do tego odsyłają. Nie przestraszyłam się ale zaczęłam bardziej świadomie patrzeć na to, co się kończy w moim życiu.
Mam pytanie może trochę z boku ale wiąże się z tym, co mówi Herga. Czy jest jakaś karta, która według was jednoznacznie 'łagodzi' Śmierć, jeśli pada obok? Coś, co sprawia że odczyt wyraźnie przechyla sie w stronę symbolicznej przemiany, a nie czegoś dosłownego?
Wracam do pytania Merak o wielokrotne pojawianie się Śmierci. Miałam kiedyś taką sytuacje z inną kartą, z Wieżą, i zaczęłam się zastanawiać, czy częste wychodzenie tej samej karty to sygnał do zatrzymania się, czy po prostu szum. Jak wy odróżniacie jedno od drugiego?
Wiesz, właśnie o to mi chodziło. Bo te kilka razy, kiedy Smierć wyszła mi z rzędu, to byly zupełnie różne pytania. Raz o pracę, raz o relacje, raz prawie bez pytania bo robiłam rozkład ogólny. I za każdym razem ta sama karta. Wtedy pomyślałam, że coś mnie goni ale nie wiedziałam co.
Merak, a co sie wtedy faktycznie dzialo? pytam, bo wlasnie taka weryfikacja po czasie jest chyba najuczciwszym sprawdzianem, o ktorym mowilismy wczesniej w kontekscie pytania Fenakit. 😛
Właśnie to jest to, co odróżnia interpretację na poziomie od mechanicznego czytania znaczeń z książki. Widziałaś karty jako odrębne sygnały, a okazało się, że wskazywały na jeden, głębszy proces. Pytanie do ciebie, czy wtedy, kiedy to się działo, miałaś jakieś poczucie, że to może być powiązane? Czy to dopiero teraz, po czasie, jest oczywiste?
To, co opisuje Merak, bardzo mi odpowiada rozumieniu kart jako lustra, a nie wyroczni. One nie mówią 'to się stanie', tylko 'tu jest energia, z którą pracujesz'. Śmierć w takim sensie jest sygnałem procesu, który jest już w toku, nie przepowiednią.
Chcę tu dodać coś o pozycji odwróconej, bo o tym jeszcze nie mówiliśmy. Śmierć odwrócona to według mnie blokada tej przemiany, opór przed zakończeniem, tkwienie w czymś, co już powinno odejść. Czy wy też tak to czytacie, czy inaczej?
Zaraz, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówimy teraz o odwróconej Śmierci jako o karcie, która nigdy nie oznacza dosłownej śmierci, tak? Bo właśnie o tym był pierwotny temat i trochę nam to zeszło w stronę interpretacji samej Śmierci prostej. Czy ktoś w ogóle traktuje odwróconą jako bardziej alarmującą niz prostą?
Wracając do pytania Fenakit o dosłowność bo to jest dla mnie sedno tego wątku. Czy ktoś z was miał sytuację, w której karta Śmierci pojawiła się i faktycznie nastąpiła śmierć fizyczna kogoś bliskiego? Pytam wprost, bo rozmawiamy o tym trochę z dystansem, a to jest pytanie ktore wiele osób zadaje sobie w strachu i nie ośmiela się go tu postawić.
To, co napisała Wlostka, bardzo mi bliskie. myślę że nie da sie tego rozstrzygnąć i może wlasnie to jest trudne do zaakceptowania. Chcielibyśmy mieć pewnosć, w jedną albo w drugą stronę. Ale karty chyba tak nie działają. Albo przynajmniej nie zawsze.
Zgadzam się z Manią, ale chcę dodać, że ta granica, o której mówi Bonifacy, jest ważna też dla uczciwości wobec osoby, dla której się czyta. Jeśli ktoś przychodzi z lękiem przed dosłowną śmiercia i ty jako czytający nie masz pewności, jak zinterpretować kartę, to co mówisz? To chyba najtrudniejsza sytuacja w praktyce. 😀
Chcę tu dorzucić, że w tradycji marsylskiej karta Śmierci nie ma nawet nazwy wypisanej na karcie, tylko numer XIII. To nie przypadek. Właśnie po to, żeby nie wywoływać automatycznego strachu. Czy pracujecie z taliami, gdzie ta karta jest opisana, czy z takimi bez nazwy? Bo to zmienia też to, jak osoba pytająca na nia reaguje.
