Ostatnio zauważyłem coś, co mnie trochę zatrzymało przy rozkładach. Chodzi o karty z liczbami nieparzystymi - jedynki, trójki, piątki, siódemki, dziewiątki. Mam wrażenie, że kiedy pojawiają się w rozkładzie, to coś jest jakby mniej oczywiste, trudniej mi je odczytać w kontekście. Czy to tylko moje odczucie, czy rzeczywiście te karty niosą jakąś inną energię niż parzyste? Bo parzyste jakoś naturalnie układają mi się w głowie jako bardziej stabilne, a nieparzyste... nie wiem, bardziej ruchome? Albo po prostu trudniejsze dla mnie jako zaczynającego.
Ciekawe, że to zauważyłeś na własnych rozkładach, bo to nie jest wcale oczywiste spostrzeżenie. Ale powiedz mi - mówisz, że trudniej je odczytać. trudniej znaczy co? Że interpretacja jest wieloznaczna, czy że po prostu nie wiesz, co z nimi zrobić?
To jest dość powszechne odczucie,ale nie powiedziałabym, że to zasada. Piątka jest kartą kryzysu w wielu tradycjach, to prawda, ale Trójka Mieczy to serce przebite, więc nijak jej do dynamiczności - raczej ból i koniec. Więc to niekoniecznie kwestia parzystości, tylko konkretnych kart i ich symboliki. Sylwek, a jakim rozkładem pracujesz najczęściej? 🙂
Mam podobne odczucia co Sylwek, szczególnie przy siódemkach. Siódemka Pucharów to wręcz klasyczny przykład - same możliwości, iluzje, żadnej decyzji. Ale z drugiej strony Siódemka Różdżek to walka o pozycję, bardzo konkretna. Więc może to nie tyle nieparzystość, co to że nieparzyste częściej pokazują proces w toku, a nie zamknięty stan? Elwirka92 Ty też tak to czujesz, czy inaczej to opisujesz?
A czy to ma jakieś powiązanie z numerologią? Bo Celestyn kiedyś pisał, że nieparzyste liczby mają bardziej yang-ową energię, aktywną, a parzyste są yin. Czy to się przekłada na tarot tak samo?
no tak,ogólna zasada w numerologii jest taka, że nieparzyste liczby mają charakter bardziej ekspansywny, inicjujący, niekiedy destabilizujący - a parzyste skupiają, stabilizują. Ale przenoszenie tego wprost na tarot bywa uproszczeniem. Tarot ma własną logikę symboliczną i archetypy kart nie zawsze idą w parze z samą liczbą. Marcelinka65, skąd ten wątek u ciebie - interesujesz się numerologią w połączeniu z kartami?
Rytuał jako sposób na zmianę nastawienia do wróżb? To ciekawy pomysł, ale szczerze - nie wiem, czy rytuał zmieni podejście, czy tylko nada nową formę temu samemu lękowi. Mam sceptyczne podejście do takich rzeczy, ale ciekawa jestem co inni myślą.
Ja miałam podobnie i bardzo mi pomogło proste zapalenie świecy przed tasowaniem. Nie żaden skomplikowany rytual, tylko ten jeden gest. Jakoś zaczęłam traktować to poważniej i mniej się bałam tego, co wychodzi. Może to dziala właśnie dlatego, że daje ten moment oddechu, o którym Helenka pisze?
no ale wracając do tematu - bo mnie bardziej interesuje ta kwestia z liczbami. Czy ktoś faktycznie sprawdzał, czy w swoich rozkładach ma jakąś prawidłowość z nieparzystymi? Bo mi wychodzi mnóstwo trójek ostatnio i nie wiem, czy to coś znaczy, czy po prostu mam pecha do losowania.
Wracając do tego, co Sylwek pisał o lęku przed nieparzystymi - mam wrażenie, że to jest trochę mechanizm, który się nakręca. Zaczynasz się bać, że wyjdą nieparzyste, i przez to już w trakcie tasowania jesteś napięty. A napięcie wpływa na to, jak czytasz. To trochę samospełniająca się przepowiednia, nie?
Sylwku, powiedz mi jedno - czy ta obawa pojawia się też przy innych formach wróżby, czy tylko przy kartach? Bo zastanawiam się, czy to jest coś specyficznego dla tarota, czy raczej ogólna trudność z niepewnością.
eh, to co Henryka opisuje - nakręcanie się przed rozkładem - to jest w numerologii znane zjawisko. Czytasz liczby przez filtr lęku i wtedy każda jedynka wygląda jak izolacja, a każda piątka jak kryzys. Tymczasem jedynka to też nowy początek, a piątka to punkt zwrotny. Kontekst emocjonalny czytelnika zmienia wszystko.
no nie wiem, ale czy "więcej znaczeń" równa się "mniej jasna"? Bo można powiedzieć, że karta z wieloma możliwymi odczytaniami jest po prostu bogatsza, a nie trudniejsza. Mnie to trochę zależy od tego, do czego tarota używasz - jak szukasz konkretnej wskazówki, to może te wieloznaczne karty frustrują, a jak siedzisz z pytaniem otwartym, to są super.
Ja miałam taką sytuację, że pytałam o coś bardzo konkretnego - decyzja, tak albo nie - i wyszły mi same nieparzyste, łącznie z Siódemką Pucharów. Totalnie mnie to wtedy rozłożyło, bo szukałam czegoś prostego. Ale potem okazało się, że to miało sens, bo sytuacja nie była tak prosta jak mi się zdawało. 🙂
Przepraszam, że wchodzę, bo czytam ten wątek od początku i trochę się gubię w tych podziałach. Czy dobrze rozumiem że ogólnie nieparzyste karty to te "w ruchu", a parzyste to te "w spokoju"? Bo jak zaczynam z tarotem, to chciałabym mieć jakiś prosty klucz na start, zanim będę wchodzić w niuanse. :/
Właśnie Koło Fortuny to świetny przykład. Dziesiątka, a energetycznie jest jak piątka - coś się obraca, zmienia, nie możesz zatrzymać. Wiec albo ta zasada parzyste-spokój jest za prosta, albo Koło Fortuny to wyjątek, który obala regułę. Jak wy to sobie tłumaczycie?
To z tym Kołem Fortuny to mnie uderzyło. Bo właśnie - dziesiątka, a zachowuje się jak nieparzysty żywioł. Może ta zasada parzyste/nieparzyste w ogóle nie jest tak fundamentalna, jak mi się wydawało, i ja po prostu szukałem czegoś, na czym mogę zawiesić swój lęk?
Mogę zapytać, bo może to naiwne - czy jest jakiś rozkład, który lepiej współgra z nieparzystymi kartami? Znaczy, czy jeśli wiesz, że masz tendencję do ciągnięcia nieparzystych, to możesz dobrać do tego odpowiedni układ? 🙂
To jest klasyczna pułapka. Ale zastanów się - czy ta pułapka tyczy się tylko kart nieparzystych,czy zdarza się też przy parzystych? Bo mam wrażenie, że możesz sięgać po książkę czesciej przy nieparzystych i dlatego tworzysz sobie skojarzenie: nieparzysta = chaos.
U mnie było podobnie na początku z sięganiem po książkę. I to, co mi pomogło, to dosłownie zakryłam opisy kart na czas rozkładu i próbowałam zaufać pierwszemu skojarzeniu. Brzmi banalnie, ale naprawdę zmieniło to moje podejście. Może Sylwek, to by warto spróbować?
Przepraszam, że wchodzę z totalnie podstawowym pytaniem - ale czy ta cała sprawa z parzystymi i nieparzystymi to coś, co jest w książkach o tarota, czy to jest raczej intuicja poszczególnych osób? Bo czytam ten wątek i nie wiem, czy to jest jakaś szkoła myślenia, czy każdy to sobie sam wykształcił.
Właśnie i to wraca do pytania Glogowej o sens zasad, które mają wyjątki. Może ta siatka parzyste/nieparzyste jest po prostu jednym z języków opisu, a nie prawem. Jak używasz jej i ci pomaga - dobrze. Jak generuje lęk - może czas zmienić język?
To jest dla mnie trudne do wyobrażenia, bo gdzieś mam z tyłu głowy że te etykiety mi pomagają się uczyć. Ale może macie rację i one po pewnym czasie zaczynają bardziej przeszkadzać niż pomagać. Tylko jak rozpoznać ten moment? Skąd wiedzieć, że czas z nich rezygnować?
Sylwku, według mnie ten moment przychodzi wtedy, kiedy etykieta jest pierwszą rzeczą, na którą patrzysz - zanim zobaczysz obrazek. Jeśli widzisz "siódemka" i czujesz niepokój zanim w ogóle spojrzysz na to, co jest na karcie, to znaczy, że etykieta zaczęła blokować kontakt z kartą.
I to chyba jest klucz do całego tego wątku - czy lęk przed nieznanym można zmniejszyć przez rytuał albo nowy sposób patrzenia na karty. Sylwek czy próbowałeś kiedyś zaczynać rozkład od jakiegoś małego rytuału, który by cię ustawiał w bardziej otwartej pozycji, zanim w ogóle dotkniesz kart?
To jest dokładnie to pytanie, od którego warto zacząć. Bo jeśli sama cisza wystarczy, to rytuał nie musi być skomplikowany. Ale mam wrażenie, że pytasz o coś głębszego - czy to ma znaczenie intencjonalne, czy wystarczy mechanika. Jak sam to czułeś po tej świeczce?
Ja trochę sceptycznie podchodzę do całej tej rozmowy o rytuałach, bo obawiam się, że to kolejna warstwa, którą Sylwek nałoży na karty i za chwilę będzie lęk przed tym, że rytuał był "źle" zrobiony. Czy to nie wpadanie w ten sam schemat tylko w innym miejscu?
