Chciałam zapytać o coś, co trochę mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy robiliście kiedyś rozkład dla osoby, której już nie ma? Mam na myśli kogoś bliskiego, kto odszedł - czy wogóle ma to sens, czy karty mogą coś powiedzieć o człowieku po jego śmierci? Pytam, bo sama mam taką potrzebę w związku z pewną sytuacją rodzinną i nie wiem, jak do tego podejść. I czy to jest w ogóle etyczne wobec tej osoby?
To nie jest proste pytanie,powiem ci. Robiłam takie rozkłady i z mojego doświadczenia - karty nie rozmawiają "ze zmarłym", one rozmawiają z twoją energią, z twoim przywiązaniem do tej osoby. Więc etyczność wobec zmarłego to trochę inny problem niż ci się wydaje. Ale napisałaś "sytuacja rodzinna" - możesz powiedzieć więcej? Bo to może zmienić całą perspektywę tej rozmowy.
Mnie bardziej zastanawia samo pojęcie "etyczności" tutaj. Wobec kogo miałoby być nieetyczne? Wobec ducha, wobec rodziny, wobec siebie? Bo to trzy zupełnie różne pytania i każde prowadzi gdzie indziej.
Robiłem raz coś podobnego, rozkład keltycki z intencją skierowaną na kontakt z osobą, której już nie ma. Karty wychodziły bardzo konkretne, bardzo emocjonalne. Ale do dziś nie wiem, czy to był "kontakt" czy po prostu moje własne przeżywanie tej straty. Nie da się tego rozdzielić.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale chcę zapytać o samą technikę. Czy do takiego rozkładu używa się innego zestawu kart, innej tafli? Czy to ma znaczenie? Nie wiedziałam wogóle, że takie rozkłady się robi.
Mam notatki z kilku takich rozkładów, które robiłam dla siebie po stracie babci. Porównywałam je z rozkładami robionymi w spokojnym okresie i różnica w tym, jak interpretuję te same karty, była spora. Żałoba naprawdę zmienia odczyt. To nie znaczy, że takie rozkłady nie mają sensu - ale trzeba być świadomą tego efektu.
A czy ktoś w ogóle próbował to jakoś zweryfiokwać? Tzn. zrobić rozkład, a potem sprawdzić coś, czego nie wiedział o tej osobie? Bo inaczej to jest po prostu kółko samopotwierdzania.
Ale czemu rodzice mają w ogóle o tym wiedziec? To twoja prywatna sprawa, twoje przeżycie. Nie każdy musi wiedzić o każdym rozkładzie jaki robisz, nie?
To zmienia optykę całej rozmowy. Bo tu już nie chodzi o etykę wróżenia dla osoby zmarłej w sensie technicznym - tu chodzi o to, że w tej samej straty uczestniczy kilka osób i każda inaczej ją przetwarza. rodzice nie blokują tarota. Blokują twój sposób żałoby.
A mogłabyś im w ogóle nie mówić co robisz tylko powiedziec że piszesz w dzieniku albo coś? Nie mowie żeby kłamać, ale... po co im szczegóły?
Ale chwilę - przepraszam, że znowu wchodze z innej strony, ale nadal mam to w głowie. czy ktokolwiek z was kiedykolwiek probowal tego, o czym mówiłem? Zrobić rozłkad z pytaniem, którego się nie zna odpowiedzi, a potem to sprawdzić?
Wracając do Leontynki - mam takie poczucie,że pytanie o etyczność rozkładu dla osoby zmarłej jest u ciebie trochę przykrywką na inne pytanie. Czy masz prawo zrobić coś dla siebie, co jest wbrew woli rodziców, nawet jeśli to pomaga ci w żałobie?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do Leontynki - czy po tym rozkładzie planowałaś im powiedzieć? Niekoniecznie co wyszło, ale w ogóle że to zrobiłaś?
ehh, to jest ważne, co właśnie powiedziałaś. Bo jest różnica między "robię coś prywatnego, do czego mam prawo" a "robię coś i potem aktywnie to ukrywam". Pierwsze jest granicą, drugie zaczyna być czymś, co nadgryza zaufanie. Pytanie, jak to czujesz.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że wy tu rozwiązujecie problem terapeutyczny przy użyciu języka ezoteryki. Nie mówię, że źle - po prostu to obserwuję. Czy sam rozkład jest tu ważny, czy to co ma po nim nastąpić, tzn. to "domknięcie"?
To co mówisz, to jest bardzo ważna rzecz - że rytuał daje formę czemuś, co bez niego jest bezkształtne. I to nie jest nic specyficznie ezoterycznego, bo ludzie robią tak od zawsze. Pogrzeby, rocznice, świece. Twój rozkład pełni tę samą funkcję, tylko rodzice tego nie widzą.
...tylko rodzice tego nie rozumieją w kategoriach rytuału, tylko w kategoriach przesądu. I tu chyba lezy ten podstawowy rozdźwięk. Bo gdyby ktoś im powiedział "córka zapaliła świeczkę i napisała list", to by może wzruszyli ramionami. Ale "córka rozłożyła karty" - to już jest dla nich coś innego, nacechowanego.
To "nie rób tego i koniec" bez rozmowy jest dużo trudniejsze do przepracowania niż konkretny zarzut. Bo z konkretnym zarzutem można polemizować. Z milczącym zaakzem - nie bardzo.
Ale czy próbowałaś kiedyś dopytać ich, co konkretnie ich niepokoi? Tak nie defensywnie, po prostu z ciekawości?
Słuchajcie, nie chcę znowu zbaczać, ale mam jedno pytanie do Leontynki - czy to napięcie istniało zanim ta osoba odeszła, czy to jest coś nowego, że nagle stało sie ostrzejsze?
To ma sens. Żałoba uwypukla wszystkie pęknięcia, które były, ale nie było energii, żeby się nimi zajmować. Nie jestem pewna, czy to w ogóle jest do naprawienia przy okazji tej konkretnej rozmowy o tarocie - może to jest tylko wierzchołek
Mam wrażenie, że próba rozmowy tylko o kartach skończyłaby się rozmową o wszystkim innym i tak. taki temat ma tendencję do otwierania szerzej.
Wróćmy na chwile do pierwotnego pytania, bo troche je zostawiliśmy. Etyczność wróżby dla osoby zmarłej. Leontynka, czy po tej całej rozmowie zmieniło się coś w tym, co o tym myślisz? Czy nadal chcesz to zrobić? 😉
To jest uczciwa odpowiedź. I szczera. Ale mam do ciebie pytanie, bo to mi siedzi w głowie od dłuższego czasu - gdyby ta osoba żyła i gdybyś robiła dla niej rozkład, pytałabyś ją o zgodę?
