Wracajac do watku, ktory pojawil sie wczesniej - o fizycznej przestrzeni versus pozycji która nie odzywa sie. Mysle, ze jest jeszcze trzecia kategoria luki, o ktorej nikt tu nie powiedzial. Mianowicie karta, ktora jest obecna ale jakby przezroczysta. Nie odwrocona, nie zakryta, ale czytajacy po prostu przez nia patrzy. Czy ktos mial takie doświadczenie?
To co pisze Glifmistrz i Salomejka90 to jest chyba dokładnie to, czego doświadczyłam i nie umiałam nazwać. Karta leżała, patrzyłam na nią, wiedziałam co oznacza 'książkowo' ale było w tym jakieś szkło między mną a nią. Myślałam że robię cos nie tak. Dobrze wiedzieć, że inni też to mają. 🙂
Eh, to co pisze Glifmistrz i Salomejka90 to jest chyba dokładnie to, czego doświadczyłam i nie umiałam nazwać. Karta leżała, patrzyłam na nią, wiedziałam co oznacza 'książkowo', ale było w tym jakieś szkło między mną a nią. Myślałam że robię coś nie tak. Dobrze wiedzieć, że to ma nazwę że to jest właśnie ten trzeci rodzaj luki.
Tak, to się zdarza. Nie raz. Karta, która nic nie mówiła w trakcie rozkładu, nagle po jakimś czasie 'klikała' w związku z czymś, co się wydarzyło. Ale właśnie to mnie niepokoi metodycznie - bo jeśli interpretacja przychodzi po fakcie, to skąd wiemy, że to na prawdę odczytanie karty, a nie zwykłe dopasowywanie?
To jest chyba jedno z najuczciwszych pytań w tej dyskusji. I nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Ale powiedziałabym tak: to dopasowanie po fakcie jest może mniej wartościowe jako przepowiednia, ale czy staje się przez to mniej wartościowe jako akt rozumienia siebie? To są dwie różne funkcje tarota i myślę, że często je mieszamy.
Hmm, obserwuje te rozmowe od poczatku i chcialem zapytac, bo moze to naiwne - czy ktos z was w ogole prowadzi notatki z rozkladow? Bo wydaje mi sie, ze to jest jedyny sposob, zeby sprawdzic, czy te 'przezroczyste' karty faktycznie cos zapowiadaly, czy tylko tak nam sie wydaje po czasie.
A mnie zastanawia coś innego w tym co piszecie. Jeśli ta 'przezroczysta' karta odzywa się z opóźnieniem, to czy to znaczy, że rozkład ma jakiś czas trwania? Że nie jest tylko fotografią momentu, ale że żyje przez jakiś czas? Bo to by zmieniało całe podejście do tego, jak czytamy.
Oj, mam wrażenie, że właśnie o tym mówiłam wcześniej, tylko innymi słowami. To 'zatrzymanie', które czuję przy pewnych pozycjach, może być właśnie takim miejscem które czeka. Nie jest puste na zawsze, jest puste teraz. Tylko nie wiem jak to odróżnić od pozycji która jest pusta, bo pytanie tam nie sięga.
To co opisuje Marchewka94 jest dla mnie kluczowe. jeśli czytający się zmienia, to czy w ogóle możemy mówić o 'tym samym rozkładzie' po czasie? Moze luka, która się wypełniła, nie wypełniła się dlatego, że rozkład 'dojrzał', tylko dlatego, że my dojrzeliśmy do odczytania? I czy to ma znaczenie dla wartości interpretacji?
Czytam to i mam proste pytanie, bo trochę się tu zagmatwało - czy mówicie o lukach w rozkładzie dla siebie czy dla kogoś innego? Bo wydaje mi się, że to jest zupełnie inna sytuacja. Jak czytam dla siebie, mogę wrocić, mogę czekać. Jak czytam dla kogoś, ta osoba ode mnie czegoś oczekuje i luka staje się problemem praktycznym. 😉
Radzę sobie różnie, zależy od relacji z pytającym. Kiedy znam kogoś dobrze, mogę powiedzieć wprost: 'ta karta tutaj milczy, wróćmy do niej'. Przy obcych jest trudniej, bo to wymaga zaufania z ich strony. Ale nauczyłam się, że milczenie powiedziane głośno jest uczciwsze niż ogólnik. Pytanie jest, czy pytający jest na to gotowy.
Przepraszam że wchodzę, bo znam się mniej niż wy wszyscy ale chciałam zapytać - czy ta sytuacja, kiedy mówicie 'ta karta tu milczy', nie podważa zaufania pytającego do całego rozkładu? Znaczy, jeśli jedno miejsce nie działa, to może ktoś pomyslec że całe czytanie jest niewazne?
Właśnie tego mi brakowało kiedy ktoś czytał dla mnie. Czytająca po prostu siedziała chwilę, potem mówiła cokolwiek i szłam do domu z poczuciem, że coś mi umknęło. Gdyby powiedziała 'ta karta jest teraz cicha', to przynajmniej wiedziałabym, że to nie mój problem, że czegoś nie rozumiem.
