Robiłam ostatnio rozkład keltyjski krzyż i między trzecią a czwartą kartą zostało jakieś dziwne 'puste' miejsce - nie fizycznie, bo karty leżały normalnie, ale intuicyjnie czułam, że tam czegoś brakuje. Coś jakby luka w narracji. Zastanawiam się, czy ktoś w ogóle zwraca uwagę na takie rzeczy podczas rozkładów, czy może to tylko moja wyobraźnia? Czy da się interpretować coś, czego nie ma?
To jest właściwie jedno z bardziej pomijanych zagadnień w tarocie. Większość podręczników skupia się na tym, co widać, a nie na tym, czego brak. Ale skoro pytasz - tak, niektóre szkoły interpretacji uznają przestrzeń między kartami za meaningful. Nie chodzi o fizyczną odległość, bo to zależy od tafli i sposobu układania. Chodzi raczej o energetyczną przerwę w narracji, którą wyczuwasz intuicyjnie. Jak to u ciebie wyglądało konkretnie? Co było w tej trzeciej i czwartej karcie?
A ja nawet nie wiedziałam, że tak można patrzeć na rozkłady. Zawsze skupiałam się tylko na tym, co wylosowałam. Pajeczyna, a ta luka pojawiła się tylko raz czy masz wrażenie, że to się powtarza w różnych rozkładach?
Zatrzymajmy się chwile, bo chcę doprecyzować o czym tu mówimy. Czy chodzi o fizyczne rozmieszczenie kart na stole, odstępy miedzy nimi, czy o coś bardziej subtelnego - wrażenie że dana pozycja w rozkladzie 'woła' o dodatkową kartę? To są dwa zupełnie różne zjawiska i łatwo je tutaj pomieszać. Pajeczyna napisała że intuicyjnie czuła luke - to jest to drugie, nie pierwsze.
To właśnie ciekawe - Wieża i Dwójka Pucharów bez pomostu. Można to czytać jako zdarzenie (Wieża), które miało doprowadzić do połączenia, ale przebieg tego procesu jest niewidoczny lub świadomie blokowany. Właśnie ta luka może być tym, co osoba pytająca wyparła albo czego jeszcze nie rozumie. Ale czy ty sama robiłaś rozkład dla siebie, czy dla kogoś innego? To ma znaczenie dla interpretacji.
Mnie się wydaje że to co czujesz to jest ważniejsze niż to co widzisz. Tak samo jest z czakrami - czasem blokada jest tam gdzie nie ma energii a nie tam gdzie ona krzitczy. Może te luki to właśnie miejsca gdzie jest blokada?
przepraszam że wchodzę ale mam pytanko - czy jak ktoś coś zatai to karyt w ogóle się nie pokarzą na to? myślałam ze karty mówią prawde bez wzgledu na to co osoba mówi
Czytam ten wątek i jestem trochę zagubiona. Skoro karty moga 'pomijać' pewne rzeczy, to czy rozkład wogóle jest wtedy wiarygodny? Nie mowię złośliwie, serio pytam, bo dopiero zaczynam i to brzmi jakby tarot miał własna wolę. 😉
Hej, ja zupełnie z innej beczki ale słuchając tej rozmowy - to jak u kogoś kto idzie do terapeuty i czegoś nie mówi terapeucie? Terapeuta i tak to wyczuje po tym co zostało pominięte? Czy dobrze rozumiem ten mechanizm? 🙂
To co opisuje Pajeczyna to trochę przypomina mi sytuacje gdy w różnych tradycjach interpretacyjnych bada się to, czego brak. Np. w pewnych podejściach do astrologii - domy puste mówią tyle samo co zajęte, tylko inaczej. Może karty działają podobnie - nie każde miejsce w narracji musi być wypełnione slowem, żeby coś znaczylo.
Właśnie tu jest jeden z trudniejszych momentów w pracy z kartami. Moim zdaniem luka to nie jest sygnal do dobrania kolejnej karty automatycznie. To jest zaproszenie do zatrzymania się i zapytania - co pytający czuje w związku z tym przejściem. Czasem cisza między kartami jest dokładnie tym, o czym rozkład mówi: o tym, czego jeszcze nie wiadomo, co jest w procesie albo co zostało zablokowane. Dobieranie karty za każdym razem gdy coś jest niejasne to zasypywanie tej ciszy, nie słuchanie jej.
A jak rozróżnić ciszę która jest informacją, od ciszy która oznacza że po prostu czegoś nie umiemy odczytać? bo mam wrażenie, że łatwo tu racjonalizować własne braki i mówić 'to jest luka celowa'.
Czyli słuchasz rozkładu dosłownie na głos? Opowiadasz historię kartami jak bajkę? Bo to mnie trochę zaskoczyło, nigdy tak nie próbowałam. Myślałam, że każdą kartę interpretuję osobno.
Ta technika narracyjna ma zresztą uzasadnienie w kilku tradycjach pracy z kartami. Toskańscy wróżbici stosowali coś podobnego - czytali rozkład jak historię, nie listę symboli. Ale wracając do pytania Zaneczki - czy masz jakiś wewnętrzny test na odróżnienie 'celowej ciszy' od własnej niewiedzy? Bo ja owszem mam, ale jestem ciekawa jak ty to opisałaś.
Ale czy to nie jest trochę zbyt duże wymaganie wobec siebie - żeby zawsze wiedzieć, co jest 'celowym milczeniem' a co niewiedzą? W astrologii nikt nie spodziewa się że pustego domu zawsze da się dokładnie opisać bez kontekstu. Moze tarot też nie wymaga zawsze pewności?
No ale to można powiedzieć o każdej karcie, nie? Ktoś zobaczy Wieżę i też moze to wziąć jako potwierdzenie najgorszych myśli. Luka to nie jest wyjątek to jest ten sam problem co cała wróżba w ogole.
Czytam i mam wrażenie, że ta rozmowa chodzi wokół jednej rzeczy - że czytający musi zdecydować w sekundę czy wchodzić w tę lukę czy zostawić. I że ta decyzja zależy od relacji z pytającym. Czy tak to działa? Że im lepiej znasz osobę, tym lepiej wiesz co z milczeniem zrobić?
To co opisuje Pajeczyna to chyba jeden z najwazniejszych problemow przy czytaniu dla bliskich. Nie chodzi nawet o luki w rozkladzie ale o luki w wlasnym ogladzie sytuacji. Czytasz nie tyle karte co wlasna wiedze o tej osobie. I wtedy kazda przestrzen w rozkladzie jest wypełniana nie przez tarot ale przez ciebie.
A mam pytanie moze troche z innej strony - czy ta cala dyskusja o lukach nie zaklada, ze rozklad zawsze musi opowiedziec kompletna historie? Bo moze wlasnie to jest błedne zalozenie. Moze tarot nie jest po to, zeby odpowiedziec na wszystko, i luka to jest po prostu jego granica, nie jakis sygnal.
No dobra ale to jest odpowiedz na moje pytanie czy nie? Bo Cohen zapytal, dlaczego doswiadczeni czytajacy opisuja luke jako coś co 'mowi'. Sama tez to czuje czasem przy numerologii - jakby brak liczby w cyklu mowil wiecej niz jej obecnosc. Tylko nie wiem czy to jest metodyczna obserwacja czy po prostu nasz mozg woli miec historie niz luke.
Czytam te wymianę i mam wrażenie, że wchodzicie w coraz bardziej abstrakcyjny rejon. Chciałabym wrócić do czegoś konkretnego, bo to mi pomaga. Kiedy mówię o luce między kartami, mam na myśli fizyczną przestrzeń w rozkładzie - miejsce, gdzie karta powinna być, ale czytający z niej nic nie odczytuje. Czy wszyscy tu mówimy o tym samym, czy każdy o czyms innym?
Pajeczyna, właśnie - bo ja do tej pory myślałam że mówimy o miejscach w rozkładzie które normalnie mają przypisaną pozycję, ale karta tam leżąca nie 'odzywa się'. A nie o fizycznej przestrzeni między kartami. Może to jest źródło zamieszania w tej dyskusji?
Myślę, że obie wersje tego pytania są ważne i się przenikają. W runach - żeby dać inny kontekst - pusta pozycja w rozkładzie często oznacza coś inaczej niż zakryta runa czy odwrócona. To znaczy, że system sam przewiduje możliwość 'nic'. Tarot chyba nie ma takiego mechanizmu wbudowanego i stąd ten kłopot z interpretacją.
To co mówi Irisa91 jest ciekawe, bo rzeczywiście różne systemy wróżbiarskie inaczej radzą sobie z brakiem. Ale nie zgodziłabym się że tarot 'nie ma wbudowanego mechanizmu'. Karta odwrócona, blankiet, a w niektórych tradycjach zostawia się jedno miejsce celowo puste jako 'niewiedzę'. Tylko że to jest decyzja czytającego, nie systemu. 🙂
To co opisuje Marchewka jest bardzo zbliżone do tego, co słyszalam od kilku osob pracujących długo z kartami. Ale mam wątpliwość - czy ta wewnętrzna róznica między 'chaosem' a 'zatrzymaniem' jest czymś, czego można się nauczyć? Czy raczej przychodzi samo z doświadczeniem i nie da się tego przekazać?
Właśnie się zastanawiam czy to nie jest coś, co można ćwiczyć. Medytacja uczy rozrózniania między myślą a świadkiem myśli. Może praca z lukami w rozkładzie wymaga podobnego treningu - żeby wiedzieć kiedy to ja jestem pusta, a kiedy przestrzeń jest pusta?
Czytam od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne - czy te dwie cisze, o których mówi Pajeczyna, mogą obie być poprawne w tym samym rozkładzie? Znaczy, czy może być tak, że w jednym rozkładzie jedna pozycja milczy 'celowo', a inna milczy bo czytający coś przegapił?
