Czytam tę rozmowę o pozycjach i symbolice i mam takie poczucie, że wszyscy za bardzo myślą analitycznie. Tarot nie jest puzzlem do rozwiązania. Jak coś ci wychodzi, to patrzysz na całość i pozwalasz, żeby do ciebie przemówiło. Kolejność, pozycja - to są rusztowania dla logiki, a nie dla intuicji.
Przepraszam że wchodzę w poł rozmowy, ale mam pytanko bo trochę zgubiłam się w tym wszystkim - czy jeśli robiłam rozkład i nie pamiętam która karta wyszła pierwsza, to cała iterpertacja jest bez sensu? Zdarza mi się, że je klade i dopiero potem patrzę na całość, a kolejności nie zapisuję 🙁 😉
To, co mówi Sydka do Czeremchy, jest chyba ważnym rozróżnieniem, które sam w sobie powinienem był wyraźniej zrobić na początku wątku. Mój problem wynika dokładnie z tego, że nie mam ustalonych pozycji. I teraz po tej całej dyskusji mam wrażenie, że albo powinienem je ustalić, albo pogodzić się z tym, że kolejność to jedyna struktura jaką mam i traktować ją jako tymczasowy system - ale świadomie, a nie odruchowo.
Alembik doszedł chyba do czegoś ważnego. To, że struktura jest stworzona przez interpretatora, nie czyni jej gorszą. Przy runach dokładnie tak samo - możesz ciągnąć jedną, trzy, pięć, ale musisz z góry wiedzieć, jaką rolę przypisujesz każdej pozycji. Inaczej nie masz interpretacji, tylko zestaw symboli. Wiesz, jakie znaczenia chciałbyś przypisać kolejnym pozycjom przy pięciu kartach?
no zaczynam się zastanawiać, czy to pytanie z tytułu wątku nie miało przez cały czas ukrytego pytania pod spodem. Nie czy kolejność "ma znaczenie" w sensie metafizycznym, ale czy można zbudować spójny system oparty tylko na kolejności bez innych wyznaczników. Bo te dwie rzeczy są zupełnie inne i cała dyskusja trochę skacze między jednym a drugim.
Mimoza trafiła chyba w sedno tego czego brakowało tej dyskusji od początku. Bo rzeczywiście cały czas kręcimy się wokół pytania "czy kolejność ma znaczenie", ale nie ustaliliśmy, w jakim sensie miałaby mieć. Metafizycznym? Praktycznym? Interpretacyjnym? To są trzy zupełnie różne pytania i odpowiedź na każde z nich może być inna.
Wracam do pytania Mimozy, bo myślę, że ona ma rację. W moich notatkach mam kilkanaście rozkładów bez ustalonych pozycji i jak teraz patrzę na to, jak je opisywałam, to w każdym przypadku nadałam kolejności jakiś sens. Raz pisałam "pierwsze wrażenie, rozwinięcie, wynik", raz "pytanie, odpowiedź, komentarz". Ale nigdy nie robiłam tego z góry, tylko po. Dopiero teraz widzę, że to może być problem.
To, co pisze Malachitka, jest dokładnie moim problemem, tylko że ona doszła do niego przez retrospekcję, a ja przez to pytanie. Nadaję sens po wyciągnięciu i nie wiem, czy to odkrywanie czegoś, co jest w kartach, czy konstruowanie czegoś, co chcę zobaczyć. Czy da się to wogole rozróżnić?
Odpowiedź na pytanie Alembika jest moim zdaniem niejednoznaczna i zależy od tego jakiego tarot w ogóle się trzymasz. Jeśli traktujesz go jako system projekcji, to "konstruowanie" jest wbudowane i poprawne. Jeśli traktujesz go jako coś, co przenosi informację z zewnątrz, to pytanie ma zupełnie inny ciężar. Alembik, a jak ty to rozumiesz? 🙂
Ta kwestia "gdzieś pośrodku" pojawia się w tej rozmowie już trzeci czy czwarty raz i za każdym razem pozostaje nierozstrzygnięta. Ale mam wrażenie, że dla praktycznego pytania o kolejność kart nie musimy tego rozstrzygać. Nawet gdyby przyjąć czysto projekcyjne podejście, to kolejność wciąż mogłaby mieć znaczenie, bo ludzka psychika ma tendencję do tworzenia narracji sekwencyjnych. Pierwsze = przyczyna, ostatnie = skutek. To nie tarot, to poznawcze.
Czytałem tę dyskusję od początku i właśnie to zdanie Wajdeloty mnie zatrzymało. Że to może być poznawcze, nie tarotowe. Bo jak tak pomyślę o tym, jak sam układam interpretację, to rzeczywiście buduję z kart historię, a historia zawsze ma początek i koniec. Nigdy wcześniej tego nie łączyłem z pytaniem o kolejność.
Chcę się upewnić,że dobrze rozumiem punkt, do którego doszliśmy. Mówimy teraz, że kolejność wyciągnięcia jest ważna, ale nie "obiek tywnie", tylko dlatego, że umysł interpretujący tak to przetwarza? Jeśli tak, to wychodzi, że odpowiedź na pytanie Alembika brzmi: tak, ma znaczenie, ale to znaczenie jest tworzone przez interpretatora, nie przez karty. Czy to jest konkluzja, czy ktoś się z tym nie zgadza?
Nie powiedziałbym, że to konkluzja, bo pomija jedną rzecz. Nawet jeśli interpretator nadaje znaczenie kolejności, to nadal musi zdecydować, jak ją czytać. I to nie jest dowolne. Jeśli ktoś wyciąga pięć kart i pierwsza jest Wieża, a ostatnia Gwiazda, to narracja "runęło, ale się odbuduje" jest inna niż gdyby kolejność była odwrotna. I ta różnica jest realna, niezależnie od tego, czy to umysł to robi, czy karty.
A ja mam takie pytanie praktyczne bo dalej nie do końca rozumiem: jeśli wyciągam karty i kładę je na stół bez zastanowiena nad kolejnością, to czy powinnam zacząć interpretację od tej którą wyciagnełam pierwszą, czy od tej która "mówi" mi więcej? Bo czasem mi sie zdarza że środkowa karta jest ta która mnie uderza i od niej zaczynm czytać.
To co mówi Glozka trochę zmienia moje pytanie albo raczej je rozszerza. Pytałem o to,czy pierwsza wyciągnięta jest ważniejsza, ale teraz widzę, że to zależy od tego, co rozumiem przez "ważniejsza". ważniejsza jako punkt wejścia do narracji? Ważniejsza jako najbliższa temu, co jest "prawdziwe" w sytuacji? To są chyba dwa różne znaczenia. 🙂
Alembik trafił w coś, co mnie też zatrzymuje. Bo ja przez długi czas myślałam, że "ważniejsza" znaczy "bardziej aktualna" albo "bardziej pilna". Ale to nie jest wcale oczywiste. Ostatnio zrobiłam rozkład, gdzie ostatnia karta byla najostrzejsza w obrazie i gdybym na niej skończyła interpretację, całość miałaby zupełnie inny wydźwięk niż gdybym zaczęła od środka. Pytanie brzmi: to jest mój wybór interpretacyjny, czy coś, co jest w rozkładzie?
Zbyszek ma rację że spójność to coś innego niż arbitralność, ale mam jedno zastrzeżenie. Spójność jest kryterium formalnym, nie treściowym. Mogę zbudować spójną narrację z kart czytanych w kolejności od pierwszej do ostatniej i równie spójną czytając od ostatniej do pierwszej. Obie będą wewnętrznie niesprzeczne. To nie rozstrzyga, która jest "lepsza". Czyli czym tak naprawdę Zbyszek kieruje sie w praktyce? 🙂
Słyszę w tej rozmowie dwa obozy i chcę sie upewnić, że dobrze to rozumiem. Jedni mówią: kolejność wyciągnięcia ma znaczenie, bo umysł buduje narrację i potrzebuje punktu startowego. Drudzy mówią: znaczenie kolejności jest narzucone przez interpretującego i mogłoby być inne. Ale chyba obie strony zgadazją się, że w praktyce nie możemy jej zignorować? Czy ktoś naprawdę czyta bez żadnej kolejności?
Zatrzymalam się na tym, co powiedział Alembik kilka postów wyżej, o dwóch znaczeniach słowa "ważniejsza". Mam wrażenie, że ta dyskusja cały czas miesza te dwa znaczenia i dlatego nie może dojść do żadnego wniosku. Czy pierwsza karta jest ważniejsza jako punkt startowy dla narracji, to chyba tak, bo skądś trzeba zacząć. Czy jest ważniejsza jako nośnik bardziej istotnej informacji, tego nikt tu chyba nie udowodnił w żadną stronę
Obserwatorka i Malachitka mówią dokładnie to, co próbowałem uchwycić na początku tylko jaśniej. Jak zaczynam rozkład, mam wrażenie, że pierwsza karta "coś mówi" i to "mówienie" traktuję jako informację o sytuacji, nie jako punkt startowy mojej interpretacji. Może cała różnica jest właśnie w tym, jak siebie pozycjonuję, czy ja interpretuję, czy karta mi mówi.
To, co Alembik opisuje, to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Ta różnica między pozycjonowaniem się jako interpreter a pozycjonowaniem się jako odboirca. W pracy z runami mam dokładnie ten sam problem. I nie jestem pewna, czy można to rozstrzygnąć raz na zawsze, czy to jest coś, co każdy rozkład ustala od nowa. Alembik, czy masz poczucie, że ta różnica zmienia ci praktykę, czy jest raczej filozoficzna? 😛
