I może właśnie dlatego ta rozmowa jest taka żywa mimo że tyle w niej 'nie wiemy' i 'to poszlaki'. Bo pytania są autentyczne, a nie tylko historyczne. Czy zmartwychwstanie jest prawdziwe, czy zapożyczone, czy niezależnie odkryte - to ma konsekwencje dla każdego kto w to wierzy albo rozważa wiarę.
Obserwuję tę rozmowę od początku i rzadko piszę, ale muszę zapytać o jedną rzecz - czy ktoś wie, co zoroastryzm mówił o losie dusz po śmierci zanim rozwinęła się idea zmartwychwstania ciał? Tzn. czy był jakiś etap pośredni - coś jak czyściec, albo okres oczekiwania?
Most Cinwat - to jest coś, o czym rzadko się mówi, a jest kluczowe. Krystynka świetnie to ujęła, ale chcę dopytać: czy w Aweście jest jakaś wskazówka, kiedy ta indywidualna ocena przy moście ma się zakończyć zmartwychwstaniem powszechnym? Tzn. czy te dwa porządki - jednostkowy los duszy i eschatologia zbiorowa - są w ogóle spójne w samym tekście, czy to późniejsza kompilacja?
Właśnie tu jest jeden z ciekawszych problemów tekstowych. W starszych Gathach mamy przede wszystkim obraz indywidualnego sądu przy moście - to jest rdzeń. Koncepcja Fraszokereti, czyli ostatecznej odnowy świata, pojawia się w młodszej Aweście i późniejszej literaturze pahlawi. Czy to kompilacja dwóch niezależnych tradycji, czy ewolucja jednej myśli - tego badacze nie są zgodni. Podobny problem mamy zresztą w judaizmie biblijnym, gdzie szeol i późniejsza eschatologia też nie tworzą spójnego systemu.
Ale właśnie to jest chyba bardziej uczciwe niż zakładanie spójności od razu. Systemy religijne rosną, warstwy się nakładają. Pytanie które mnie nurtuje - czy ten brak spójności był odczuwany przez samych wyznawców zoroastryzmu w starożytności, czy oni to jakoś harmonizowali w praktyce liturgicznej? Bo jedno to tekst, drugie to żywa religia.
To co mówicie o warstwach i niespójnościach - czy to nie brzmi znajomo dla kogoś, kto czytał Stary Testament? Tam też mamy różne wyobrażenia o tym, co się dzieje po śmierci, i one nie są ze sobą do końca zgodne. Czy to przypadek że obie tradycje mają ten sam problem strukturalny, czy może właśnie to sugeruje że coś między nimi przepłynęło?
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy - skoro most Cinwat to sąd indywidualny zaraz po śmierci, to po co potem zmartwychwstanie i sąd ostateczny? Czy dusza jest sądzona dwa razy? W chrześcijaństwie też mam z tym problem szczerze mówiąc, bo podobno jest sąd szczegółowy i potem sąd ostateczny.
To znaczy, że przez cały czas między śmiercią a zmartwychwstaniem dusza gdzieś czeka? I w zoroastryzmie też coś takiego jest?
Słuchajcie, ale czy ta struktura - sąd indywidualny, stan pośredni, zmartwychwstanie, sąd ostateczny - nie mogła po prostu wynikać z logiki samego problemu? Tzn. jeśli wierzysz w nieśmiertelność duszy I w zmartwychwstanie ciała, to siłą rzeczy musisz jakoś wypełnić czas między nimi. Może to nie jest wpływ, tylko konieczność logiczna każdej eschatologii?
No właśnie - jeśli ta kombinacja jest tak specyficzna, to może to nie jest nawet kwestia 'wpływu', tylko bezpośredniego przejęcia gotowej doktryny w konkretnym momencie historycznym. Mam na myśli znowu Babilon - może tam nie tylko poetyka apokaliptyczna się przesiąkała, ale dosłownie teologowie żydowscy siedzieli i rozmawiali z kapłanami zoroastriańskimi?
A właściwie to jest ciekawe - czy mamy jakieś teksty żydowskie z okresu perskiego, które w ogóle wspominają o Persach albo perskich wierzeniach? Coś co by sugerowało świadomość kontaktu z tą tradycją?
Ksiega Daniela i Ksiega Tobiasza to dwa przykłady z tego okresu lub nawiązujące do niego, gdzie struktura angelologiczna jest wyraźnie rozwinięta - mamy imiona aniołów, hierarchie, konkretne funkcje. To jest nowość względem starszych ksiąg. Niektórzy badacze wskazują też na fragmenty Ezdrasza opisujące współpracę z Persami w kontekście niemal sakralnym. Nie ma tu wprost 'Zaratustra mówił tak i my to przejęliśmy', ale kontekst jest bardzo wyraźny.
Wróćmy na chwilę do aniołów, bo o tym wcześniej było tylko tyle ile o moście. Czy w zoroastryzmie Amesha Spentas - te sześć lub siedem świętych nieśmiertelnych - są faktycznie porównywalni do archaniołów? Tzn. czy mają podobne funkcje, czy tylko podobną liczbę i hierarchię?
Siódemka jest chyba zbyt powszechna w starożytności żeby to był argument sam w sobie, nie? Sumerowie, Egipcjanie, Babilończycy - wszędzie jest coś z siódemką. Może to po prostu jedno z tych liczb które ludzki umysł jakoś preferuje.
Czyli właściwie to czego nie ma w Starym Testamencie pojawia się w judaizmie po kontakcie z Persami? I potem to wszystko wchodzi do chrześcijaństwa? To trochę zmienia obraz tego jak myślę o Biblii, szczerze mówiąc.
Ale poczekajcie - czy to nie otwiera większego pytania? Jeśli chrześcijaństwo odziedziczyło te elementy przez judaizm, a judaizm przez kontakt z Persją, to mamy coś w rodzaju łańcucha. Ale czy gdzieś po drodze coś zostało przekształcone tak mocno, że przestało być rozpoznawalnie zoroastryjskie?
Konradek, to trochę za proste. Waga jako symbol sprawiedliwości jest w Egipcie z Anubisem i Thoth, jest w Mezopotamii, jest w Grecji z Hermes Psychopompos. Czy to znaczy że wszyscy wzajemnie od siebie pożyczali, czy że pewne metafory wyrastają naturalnie z tego jak człowiek myśli o sprawiedliwości? Waga jest obrazem tego, co intuicyjnie rozumiemy przez ważenie - stąd ten symbol.
A co z koncepcją Zbawiciela? Zoroastryzm ma Saoszjanta - istotę, która przyjdzie na końcu czasów, pokona zło i odnowi świat. To jest bardzo konkretna postać eschatologiczna. Czy ktoś to analizował bardziej szczegółowo pod kątem podobieństw do Chrystusa w roli sędziego i odnowiciela na końcu czasów?
Urodzony z dziewicy? Naprawdę to jest w zoroastryzmie? Nie wiedziałam, myślałam, że to wyłącznie chrześcijański element. Jak to jest w tej Aweście opisane?
W Aweście jest mowa o tym, że nasienie Zaratusztry zostało zachowane w świętym jeziorze Kansaoya i że w ostatnim dniu Saoszjant narodzi się z dziewicy, która w nim się będzie kąpać. To jest dość odległa forma 'dziewiczego narodzenia' od tego co znamy z Ewangelii, ale motyw jest. Badacze spierają się czy to paralela czy zbieżność przypadkowa wynikająca z tego, że obie tradycje próbują opowiedzieć o narodzinach kogoś wyjątkowego.
Ale to jeziorko z nasieniem to jest raczej magiczny motyw płodności, nie? To zupełnie co innego niż Zwiastowanie i Duch Święty. Nie mieszajmy tych dwóch rzeczy w jedno, bo nam się robi z tego coś czego nie ma.
To ciekawe ujęcie. Czyli można powiedzieć, że nawet jeśli nie ma bezpośredniego zapożyczenia tekstu, to obie tradycje szukają odpowiedzi na te same pytania egzystencjalne i trafiają na podobne rozwiązania narracyjne?
Ale wtedy w zasadzie wszystko można wytłumaczyć jako 'odpowiedź na to samo pytanie' i przestajemy w ogóle mówić o wpływach. Chyba jednak musimy trzymać się jakiegoś kryterium - zbieżność struktury, chronologia, kontakt kulturowy. Bez tych trzech naraz to jest tylko spekulacja.
A co z diabłem? Znaczy Szatan jako postać osobowa, aktywnie działająca przeciwko Bogu - to też jest coś co w Starym Testamencie zmienia się na przestrzeni ksiąg. Czy Angra Mainju - ten zły bóg w zoroastryzmie - mógł mieć wpływ na to jak zaczął być rozumiany Szatan?
Czyli mówimy o czymś naprawdę dużym - nie tylko o jednej doktrynie, ale o całej strukturze: dobry bóg kontra zły bóg, aniołowie po obu stronach, walka kosmiczna, koniec świata, zbawiciel, zmartwychwstanie. To by oznaczało, że dualizm etyczny chrześcijaństwa w dużej mierze ma perskie korzenie?
Ale czy chrześcijaństwo jest tak naprawdę dualistyczne? Angra Mainju i Ahura Mazda są prawie równorzędni. Szatan w chrześcijaństwie to jednak stworzenie, nie wieczny bóg zła. To jest duże teologiczne rozróżnienie i może właśnie tam jest granica między 'zapożyczeniem' a 'transformacją'.
To co piszesz o Ojcach Kościoła jest ciekawe, ale zastanawiam się - czy mamy dowody że oni faktycznie czytali lub znali teksty zoroastryjskie? Czy to bardziej domysł, że 'mieli przed oczami' tamtą tradycję?
