Przepraszam, że wchodzę z czymś trochę z boku, ale właśnie to mnie zastanawia - jeśli te idee 'krążyły w kulturze', to jak w ogóle możemy odróżnić świadomy wpływ od takiego... nieświadomego wchłonięcia? Czy to dla religioznawstwa robi jakąś różnicę?
Czekajcie, a Księga Henocha to jest coś co jest w Biblii? Nigdy nie słyszałam tej nazwy w kościele.
Pierwsza Księga Henocha to apokryf - nie weszła do kanonu biblijnego, choć jest cytowana w Liście Judy w Nowym Testamencie. To pokazuje że wczesne środowiska chrześcijańskie ją znały i traktowały poważnie. Aktualna jest tylko w kanonie Kościoła etiopskiego. Właśnie takie teksty są dla religioznawców kopalnią, bo pokazują etap pośredni między teologią żydowską przed wygnaniem a tym co znamy z Nowego Testamentu.
Czyli Nowy Testament mógł czerpać z tekstów które same już były pod wpływem zoroastryzmu? To by oznaczało że wpływ jest niejako dwustopniowy?
No ale 'consensus akademicki' to nie jest argument na forum o ezoteryce 🙂 Akademicy mieli też consensus że Homer to jedna osoba, że Troja to mit, że akupunktura nie działa. Konsensusy się zmieniają. Pytam serio - czy są głosy które kwestionują tę tezę o persyzacji?
Właśnie - 'wspólny substrat indoeuropejski' to jest argument który mnie zawsze trochę niepokoi, bo jest tak szeroki że można nim wytłumaczyć dosłownie wszystko. Jak odróżnić substrat od zapożyczenia?
To wracam do Saoszjanta bo nikt tego wątku do końca nie rozwinął. Kapturek wspominała że ma pokonać Angra Mainju - ale jak dokładnie to wygląda w tekście? Czy jest tam coś w rodzaju bitwy apokaliptycznej analogicznej do Apokalipsy Jana?
