to mi sie skojarzylo z czyms - czy moze ktos mi powiedziec czy ta cala 'rekonstrukcja' zienskich bogiń ktora robi sie teraz w neopoganswie, wicca, dianic wicca itp, to jest proba odzyskania tych utraczonych warstw? czy to jest tworzenie czegoś nowego i tylko udawanie ze to stare?
Wandalena zadała pytanie które w środowisku religioznawców jest bardzo kontrowersyjne. Ronald Hutton wykazał przekonująco, że nowoczesna Wicca jest w ogromnej mierze XIX-wieczna i dwudziestowieczna, nie rekonstrukcją prehistoryczną. Ale tu jest pułapka: Hutton udowodnił ciągłość form, nie ciągłość doświadczenia ani bytów. Nawet jeśli rytuał został wymyślony w 1950 roku, nie oznacza to, że bogini której szukają praktykujący jest wymyślona. To są dwa różne pytania.
Strzybog dotknął czegoś co rozdziela religioznawstwo akademickie od praktyki. Hutton analizuje historię ruchu, nie metafizykę. Ale z perspektywy tematu wątku - czy nie jest tak, że rekonstrukcja żeńskich bóstw, nawet jeśli historycznie nieścisła, pełni funkcję protestu? Odtwarzanie tego czego brakowało jest samo w sobie aktem kulturowym, niezależnie od historycznej dokładności.
Kocanka, ale mam wrażenie że to 'odpowiada na coś czego nie ma' to jest trochę niebezpieczny argument. Bo można nim uzasadnić dosłownie wszystko. Jeśli coś emocjonalnie wypełnia lukę, to czy automatycznie staje się prawomocne jako droga do bóstwa? Szczerze pytam, bo sam nie wiem.
Bronek54 stawia ważne zastrzeżenie, ale myślę że myli dwa poziomy. Prawomocność religijna i prawomocność psychologiczna to osobne pytania. Hutton nie zaprzecza, że nowoczesna Wicca jest prawdziwą ścieżką duchową - on tylko mówi, że jej historyczne roszczenia są nieweryfikowalne. A wracając do tytułu wątku: jeśli marginalizacja żeńskich bóstw była procesem historycznym i kulturowym, to odwrócenie tego procesu też może być kulturowe i nowe, i jednocześnie sięgać do czegoś realnego. To nie jest sprzeczność.
Helenka, to znaczy że rekonstrukcja żeńskich bóstw jest zawsze częściowo fikcją? Mam na myśli - czy każda współczesna praktyczka która modli się do Hekate albo Brigid powinna zdawać sobie sprawę że robi coś nowego, nie odtwarza czegoś starego?
Arnold, a jak ty osobiście to rozróżniasz pracując z runami? Bo runy też mają problem rekonstrukcji, prawda? Nie mamy pewności jak były używane rytualnie, mamy tylko napisy na kamieniach i manuskrypty. Czy to podobny problem?
ale właśnie, to dlaczego zieńskie bóstwa szły pierwsze? w sensie czemu akurat one były marginalozowane jako pierwsze kiedy przychodziło chrzescianstwo? czy bylo w nich cos co zagrażalo bardziej niz meskie bóstwa?
Wandalena pyta o coś co historycy religii próbują rozgryźć od dekad. Jedna hipoteza: żeńskie bóstwa były silniej związane z lokalnymi kultami płodności, z konkretnymi miejscami, źródłami, drzewami. Były bardziej 'zakorzenione' geograficznie. To czyniło je trudniejszymi do przejęcia symbolicznie - łatwiej było je po prostu stłumić albo zamienić na kult lokalnej świętej. Męskie bóstwa wojenne łatwiej było przemianować na świętych rycerzy.
Strzybog, to jest tak jak ze świętymi miejscami? Że Maryja pojawia się zawsze przy jakimś źródle czy skale, bo tam wcześniej była jakaś bogini? Słyszałam taką teorię ale nie wiem czy to prawda czy trochę naciągane.
To wraca do pytania Wandaleny w nowym świetle. Jeśli miejsca żeńskich kultów były przejmowane a nie niszczone, to może przetrwały w jakiejś formie? Czyli marginalizacja nie była zupełna, była bardziej... przemianowaniem? Bogini zostaje ale już nie jest boginią, jest Panią Miejsca, Matką Boską objawioną przy źródle.
To jest właśnie sedno problemu z tytułem wątku, jak mi się wydaje. Marginalizacja żeńskich bóstw nie polegała tylko na zakazaniu kultu. Polegała na tym, że odebrano im kształt, imię, historię - zostawiono tylko 'energię' albo 'miejsce'. I teraz kiedy ktoś chce wrócić do tych bóstw, musi odbudowywać te warstwy od zera lub prawie od zera. A to jest o wiele trudniejsze niż praca z panteonem który miał ciągłość.
Whisper, to co napisałeś na końcu chyba najbardziej mnie uderzyło. Że nie zakazano - tylko odebrano kształt. Bo ja właśnie tak to czuję kiedy próbuję się czegoś dowiedzieć o dawnych bóstwach - jest jakieś 'coś', ale nie mam jak do tego się odnieść. Nie mam imienia, nie mam historii, nie mam co czcić. Czy to jest właśnie efekt tej marginalizacji, że zostałyśmy z pustą przestrzenią?
Arnold, a jak to jest z Frigg i Frejją bo ty wspominałeś wcześniej o germańskich bóstwach żeńskich? Bo mam wrażenie że one akurat mają więcej materiału źródłowego niż na przykład słowiańskie boginie, a i tak są zredukowane w popularnym odbiorze do 'żona Odyna' i 'bogini seksu'. Czy to nie jest kolejna forma marginalizacji, tylko że już wewnątrz istniejącej dokumentacji?
Arnold, to 'ktoś wybrał' - masz na myśli Snorriego? Bo on jest naszym głównym źródłem dla Eddy Prozatorskiej i pisał jako chrześcijanin w XIII wieku. Ile tego redukowania to on, a ile to wcześniejsza tradycja ustna która już zmieniła pierwotny materiał?
Słucham tej rozmowy o Frigg i Frejji i myślę sobie - ile razy w różnych tradycjach mamy dwie żeńskie postacie które wyglądają jakby kiedyś były jedną? Frigg i Frejja, Demeter i Persefona, Isis i Nephthys. Czy to jest jakiś wzorzec? Że pierwotna bogini była rozbijana na dwie, żeby każda z nich była mniej całościowa?
Wandalena stawia pytanie które jest fundamentalne dla całej tej dyskusji. I odpowiedź jest nieucomfortowa: rzeczywiście nie możemy mówić z pewnością o 'pierwotnym' stanie. Ale można mówić o kierunkach zmian. Archeologia religijna pokazuje że w wielu kulturach neolitu i wczesnego brązu figurki żeńskie stanowią zdecydowaną większość zachowanego materiału kultowego. Nie wiemy jak były używane, nie wiemy czy to boginie czy przodkinie czy symbole płodności - ale wiemy że były centralnym elementem. Potem materiał się zmienia. To jest kierunek zmiany, nawet jeśli nie znamy punktu startowego.
Strzybog, ale figurki żeńskie w dużej liczbie to nie musi oznaczać kultu bogiń, prawda? Mogły być lalkami, zabawkami, amuletem na poród. To jest znowu problem interpretacji. Nie chcę być adwokatem diabła, ale mam wrażenie że w tej dyskusji czasem chcemy żeby dowody potwierdzały coś na co mamy ochotę.
To co Strzybog mówi o asymetrii w interpretacji - to mnie bardzo uderza. Tak jakby domyślnym ustawieniem było że sacrum jest męskie, i każde żeńskie sacrum musi to udowodnić. Czy ktoś tu widzi analogię do tego jak traktuje się świętość kobiet w religiach monoteistycznych? Maryja musi być dziewicą żeby być godna kultu, a prorok może być zwykłym człowiekiem.
Gizelka, to co mówisz o tym że nie ma środka - to chyba wyjaśnia dlaczego tak wiele kobiet które zaczyna interesować się duchowością czuje że musi wybierać między 'grzeczną mistyczką' a 'czarownicą'. Nie ma nic pomiędzy. Czy dlatego Hekate i Kali są teraz takie popularne w neopogaństwie? Bo one są właśnie tym środkiem?
Gizelka, to co mówisz o tym że nie ma środka - to chyba wyjaśnia dlaczego tak wiele kobiet które zaczyna interesować się duchowością czuje że musi wybierać między 'grzeczną mistyczką' a 'czarownicą'. Nie ma nic pomiędzy. Czy dlatego Hekate i Kali są teraz takie popularne? Bo one przynajmniej są całe, nie ucięte?
Ale zaraz - czy to jest naprawdę ten sam proces? Kościół redukował boginie żeby wzmocnić patriarchalną strukturę. A kto zyskuje na tym instagramowym spłaszczaniu Hekate? Czy to nie jest jednak inna dynamika, nawet jeśli efekt podobny?
Helenka stawia pytanie które mnie bardzo interesuje z perspektywy tego całego wątku. Bo jeśli indywidualne przywłaszczanie bogini też ją redukuje - to czy w ogóle jest możliwe spotkanie z bóstwem które go nie zniekształca? Każdy kontakt to już interpretacja.
Onufry dotyka sedna problemu epistemologicznego w religioznawstwie. Ale chciałbym się cofnąć o krok - bo ta rozmowa zaczęła się od pytania o marginalizację żeńskich bóstw w tradycjach. A teraz jesteśmy przy pytaniu czy w ogóle można uniknąć zniekształceń. To są dwa różne problemy. Pierwsze jest historyczne i strukturalne. Drugie jest filozoficzne. Czy możemy je rozdzielić?
Strzybog, ja rozumiem że chcesz rozdzielić te dwa wątki, ale mam wrażenie że one są ze sobą splecione. Bo właśnie dlatego że historycznie zniekształcono obraz żeńskich bóstw, współcześnie ludzie nie mają czystego punktu odniesienia. Ktoś kto szuka Hekate zaczyna od tego co znajdzie, a to co znajdzie jest już przetworzone.
Gizelka, przepraszam ale muszę zapytać - masz jakieś konkretne przykłady tych zakazów? Bo słyszałam różne rzeczy i nie wiem co jest udokumentowane a co jest mit. Trochę za dużo razy słyszałam historię o 9 milionach spalonych czarownicach i potem się okazało że liczby były wymyślone.
Arnold, to co mówisz o żeńskiej sprawczości religijnej jako osobnym problemie dla wczesnego Kościoła - czy to ma jakiś związek z tym dlaczego w gnozie było więcej miejsca dla kobiet? Bo tam mamy i Zofię jako bóstwo i kobiety jako gnostyczki. Czy to przypadek?
