Julitka zadaje pytanie do którego chciałem wrócić od kilkunastu postów. Zofia w gnozie nie jest przypadkiem - to jest bezpośredni efekt tego że systemy gnostyckie powstawały na marginesie proto-ortodoksji i mogły sobie pozwolić na zachowanie żeńskiego pierwiastka w bóstwie. Ireneusz z Lyonu atakował gnostyków między innymi za to właśnie - że kobiety u nich prorokują, chrzczą i celebrują. To nie była uwaga na marginesie, to był zarzut centralny.
To znaczy że walka o to kto może być kapłanką i walka o to jakie bóstwa istnieją to był ten sam spór? Nigdy tak o tym nie myślałam. Że jeśli bogini może działać to kobieta też może działać i odwrotnie.
No właśnie, i to mnie zastanawia - czy te zmiany w protestantyzmie idą od dołu czy od góry? Bo jeśli to wierni zaczynają mówić 'Bóg Matka' i dopiero potem teolodzy to kodyfikują, to jest zupełnie inny mechanizm niż kiedy sobór czy synod zmienia doktrynę. I w kontekście całego naszego wątku - czy odbudowywanie żeńskiego pierwiastka w monoteizmie to powrót do czegoś co było, czy tworzenie czegoś nowego?
Arnold, to mnie zastanawia - skoro 'religia niska' tak skutecznie chroniła żeńskie bóstwa, to czemu dziś mamy takie trudności z ich rekonstrukcją? Jeśli przetrwały w praktyce domowej, powinniśmy mieć jakieś ślady w folklorze, w przysłowiach, w zwyczajach. Czy te ślady są i je po prostu ignorujemy, czy naprawdę zostały wyczyszczone?
