To trochę okrutna statystyka. Wyrocznia trafia, tysiące giną, a pamięta się wyrocznię. Czy były jakieś słynne przypadki gdy Delfy wyraźnie się pomyliły i ktoś ich za to pociągnął do odpowiedzialności?
Czyli Delfy były jak ten prawnik co pisze umowy tak żeby zawsze można było je odczytać na dwa sposoby? To nie jest proroctwo, to jest zabezpieczenie prawne w religijnym opakowaniu.
A jak to w ogóle wyglądało od strony logistycznej? Znaczy, przychodziłeś do Delf, zapisywałeś się w kolejce i czekałeś? Czy były jakieś dni wyroczni albo konkretne terminy?
a co jak pytia zachorowała albo umarla? mieli zapasową? 🙂
Hej, trochę zboczyłem z wątku ale czytałem o wyroczniach przez rzucanie kości albo tabliczek. Czy to był oddzielny system od Delf czy robili to ci sami kapłani jako alternatywa dla biedniejszych klientów?
Skuteczność to zły miernik tutaj. Wyrocznia nie była głównie prognozą pogody, była rytuałem decyzyjnym. Nawet jeśli odpowiedź była chybiona, sam akt pytania bogów wiązał wspólnotę wokół wyboru. Wszyscy wiedzieli że pytano, wszyscy akceptowali wynik. To jest funkcja społeczna której kleromancja nie mogła zastąpić w sprawach państwowych.
I Rzymianie naprawdę wierzyli w te ptaki, czy to był po prostu teatr który wszyscy grali bo tak kazały przepisy?
No i pytanie czy "wiara" w starożytnym sensie to to samo co wiara w sensie nowożytnym. Może dla Rzymianina augur czytający ptaki był jak dzisiaj meteorolog czytający dane - nie wierzysz ani nie nie wierzysz, po prostu sprawdzasz dane ze źródła które ma wystarczającą reputację.
Dokładnie to samo myślę. To jest jak sędzia który sam decyduje czy dowód jest dopuszczalny. Niby są reguły, ale zawsze znajdzie się powód żeby odrzucić co nie pasuje.
ale czekajcie, te kurczaki serio decydowały o bitwach morskich?? to jak głodne to atak a jak najedzone to odpoczynek? 🙂
A to wcale nie jest bardziej absurdalne niż wróżenie z fusów albo z kart. Każdy system zakłada że coś przypadkowego niesie zakodowaną informację. Ptaki, karty, kości - mechanizm jest ten sam, zmienia się tylko nośnik.
Właśnie, to mnie ciekawi - czy w tych kleromancjach ktoś uczył jak to robić, jakiś podręcznik albo kapłan który tłumaczył wyniki? Bo bez wiedzy jak odczytać kości to tylko gra w kości.
Hej, a wracając do początku rozmowy - czy poza Delfami i Dodoną były jakieś inne ważne miejsca wyroczni w starożytności? Znaczy, poza Grecją i Rzymem, bo słyszałem że Egipt też miał coś podobnego.
Ten efekt ideomotoryczny to ciekawy trop. Czyli kapłan niosący posąg mógł naprawdę wierzyć że to bóg nim kieruje, nie on posągiem? Trochę jak medium które jest przekonane o autentyczności kontaktu?
