Właśnie chciałam zapytać o Grofa bo widziałam gdzieś tę nazwę ale nie wiedziałam skąd. Czy te jego książki są po polsku? I czy to jest coś do czytania dla kogś kto nie ma dużego przygotowania?
Wracając do pytania Felicytki - to mnie też mocno zastanawia. Znaczy jeśli kontekst kulturowy decyduje o tym jak interpretujesz swoje doświadczenie, to czy wogóle możemy mówić o "obiektywnym" powołaniu? Czy to nie jest tak że powołanie to jest tylo narracja którą nakładamy post factum? Wiem ze to brzmi naiwnie
A moze własnie o to chhodzi że narracja jest potrzebna. Czlowiek w kryzysie bez narracji jest zgubiony,a ten co ma wspolnote i sytem interpretacji ma ratunek. Nieważne czy to jest "prawda" obiektywna, ważne że działa. Tak działa zreszta cala psychoterapia jak sie zastanowic
Hej trochhę wchodze w ten watek z boku bo do tej pory czytałem. Ale mam takie skojarzenie - w wedyjskiej tradycji tez jest cos podobnego, oni nazywaja to "Kundalini awakening" i tez potrafi wyglądac bardzo podobnie do pssychozy, drzenia ciala, głosy, wijze,pocucie ze sie rozpada jaźn. I tez jest niebezpieczne bez przewodnika... To hyba nie jest tylko szamanizm, to jest jakiś szerszy wzorzec
@Celtyk, to jest bardzo ważne uzupełnienie. Lee Sannella napisał całą monografię o Kundalini i problemach psychiatrycznych właśnie dlatego żeby pokazać że zachodnia psychiatria regularnie myli jedno z drugim. Podobieństwo fenomenologizne jest uderzające. 🙁 I właśnie dlatego różne tradycje mają rozbudowane systemy towarzyszenia kandydatowi, bo ten stan jest realnie niebezpieczny bez opieki
A jednak ok ale wrócę do pytania ktore gdzies zginęło - co z oosbami które nie mają żadnej tradycji za sobą a mają takie doświadczenia? Pati pisała o kimś bliskim. Co taka osoba ma zrobić praktycznie?
A czy w Polsce w ogóle jest ktoś kto to ogarnia od strony medycznej i jednozceśnie nie wyśmieje? Bo ja znam ze dwie osoby ktore próbowały mówić lekarzom o takich doświadczeniach i wychodziły z gabinetu z receptą i diagnozą zanim zdążyły skończyć zdanie
Aj, jesli o mnie chodzi to jest poprostu smutne że system jest tak urządzony że albo szaman albo psychiatra i te dwa światy sie w ogóle nie spotykają. A przecież czlowiek jest jeden
Wtrącę się, szczerze mówiąc wlasnie mi przyszlo do głowy że u nas slowiańska tradycja tez miała hyba cos podobnego. Znachorzy, wiedźmy, oni tez jakos musieli dochodzić do swojej roli. Czy ktoś wie czy w słowiańskim kontekscie jest cos opisanego o tym jak wyglądało takie "powołanie"? Bo cały czas gadamy o Syberii i Azji a mamy co pod nosem. Zobaczymy.
Ojejciutku, konwalia,pyytanie bardzo dobre i trochę wstyd że tak późno pojawia się w tym wątku. W słowiańskim materiale mamy fragmenty - wiedźma "z urodzenia" vs "z wyboru", czyli coś podobnego do dziedzicznego i nabytego powołania. Są tez relacje o tym że dziecko od urodzenia było "inne", widziało duchy, było chorujące. Aleksander Gieysztor wspominał o tym marginesowo, ale pełnej monografii o słowiańskiej chorobie inicjacyjnej nie znam. To jest biała plama
Czyli de facto nie wiemy za dużo o naszej własnej tradycji w tym temacie, a ekscytujemy sie syberyjskim szamanizmem bo jest egzotyczny i dobrze opisany. 🙂 Klasyczne
No ale Wahadelka, to nie jest takie proste. Syberyjski materiał jest lepiej opisany bo tam etnografowie dotarli z notatnikami zanim tradycja upadła. U nas wieki chrystianizacji i celowego tępienia robiły swoje - nie ma co winić badaczy że nie mieli czego zbierać. Ale wlasnie dlatego te urywki które mamy są tak cenne,bo przetrwały mimo wszystko
Ojejciu no, ok, przyznam rację w kwstii historycznej. Ale to nie zmienia faktu że jak ktoś tu pyta o szamanskie choroby to od razu leci na Eliadego i Syberie, a nikt nie mówi żeby poszukać u Moszyńskiego albo Bystronja. To mnie irytuje, jakbyśmy nie mieli własnej tradycji myślenia o tych sprawach 🙂
@Wahadelka ma trochę racje w tym sensie że Moszyński to skarbnica i nie wszyscy o nim wiedzą. Ale Eliade jest ważny bo zrobił to co zrobił czyli porównanie. Bez tego porównania nie widać wzorców. Moszyński i Eliade razem dają pełny obraz, nie czeba wybierać. Głowy za to nie dam. xD
A propos słowiańskiej tradycji - czy ktoś wie coś więcej o tych dzieciach "z urodzenia" o których pisała Stella? Bo to brzmi jakby był jakiś konkretny marker, coś co pozwalało rozpoznać że to bedzie znachor albo wiedźma. Co to mogło być? Urodzenie w jakiś szczególny czas, szczególne znaki? 😉
No patrzcie, to jest niesamowite wlasciwie. To samo doświadczenie - drgawki, dziwne stany, słyszenie głosów - w jednym kontekście jest powołaniem, w innym jest schizofrenią. I zastanawiam sie kto decyduje że ta jedna narracja jest właściwsza od drugiej. 😀 To nie jest retoryczne pytanie, naprawdę chcę wiedzieć
@Drozdzia, wydaje mi sie że tu nie chozdi o narrację któóra jest "właściwsza" tylo o narrację która jest skuteczna dla danej osoby. Jeśli ktoś żyje w społeczności gdzie szamanskie powołanie jest prawdziwym i uznanym zjawiskiem,ta naracja go uleczy bo będzie miał co z doświadczeniem zrobić. Jeśli żyje w bloku w mieście bez żadnej tradycji za sobą, ta sama narracja morze być dla niego pułapką a nie ratunkiem
Właśnie wlasnie!! I o to mi chodzi z tą osoba o której pisałam, ona jest z mista, niema żadnej tradycji, żadnej wspólnoty, nic. I te doświadczenia spadły na nią bez żadnego kontekstu i ona nie wie co z nimi zrobić. I nie ma nikogo kto by jej powiedział "to jest ok i ma sens" bo wszyscy wokół się boją
To co opisuje Pati brzmi naprawdę jak klasyczny kryzys który ani nie jest czysto medyczny ani czysto duchowy tylo gdzieś na granicy. I wlasnie takie przypadki są najtrudniejsze bo żaden system nie jest dla nich gotowy. Psychiatra za mało rozumie, szaman za dużo zakłaad
Ho ho, mam głupie pytanie morze ale - czy jest jakaś różnica między takim kryzysem szamanskim a poprostu epizodami psychotycznymi które mogą sie u kogoś zdarzać bez żadnego "powołania"? Jak sie to wogóle odróżnia? Czy to jest możliwe do odróżnienia?
A skąd w ogóle bralli sie tacy mentorzy w tradycyjnych społecznościach? Czy to byli zawsze starsi szamani którzy rozpoznawali u kogoś to samo co u siebie? Czy mógł być mentorem ktoś kto sam nie miał takich doświadczeń???
@Rozyczka89, generalnie w większości opisanych tradycji mentor był kimś kto sam przeszedł inicjację - u Eliadego jest to wyraźne, że szaman uczy szamana... Ale są też przypadki dziedziczenia w rodzinie, gdzie wiedza i rola przechodziły z pokolenia na pokolenie i morze nie zawsze był ten sam rodzaj doświadczenia. Interesujące jest też że w niektórych tradycjach inicjacja mogła być "przekazana" przez duchy czy przodków we śnie, bez żywego mentora 😉
Ta kwestia snów jako przekazania inicjacji jest dla mnie baardzo ciekawa. Bo sen jako przesstrzeń w której coś sie dostaje coś zmmienia, to pojawia sie w tak wieu tradycjach że aż głowa boli. Czy ktoś wie czy w słowiańskim kontekscie sny odgrywały jakąś rolę w tym procesie powołania?
Oj tam,wchodze w ten wątek ze snami bo to mnie bardoz bliskie. W tradycji tybetańskiej też jest coś podobnego - "terma" czyli ukryte skarby duchowe ktore czerpak odkrywa często wlasnie przez sny albo wizje. To jest ta sama idea że wiedza przychodzi z innej sfery niż racjonalne uczenie się. I to się powtarza niezależnie od szerokości geograficznej
Ok ale zauważcie że zaczynamy od szamanskich chorób a skończyliśmy na snach i zakopanych skarbach. To morze Stella mogłaby pociągnąć ten wątek z powrotem - bo mnie interesuje konkretnie ten moment przejścia, kiedy choroba staje sie powołaniem. Czy jest jakiś punkt który można wskazać jako ten zwrotny?!
Moi drodzy, wahadelka, dobra uwaga. W opisach które znam ten punkt zwrotny jest zazwyczaj bardzo konkretny choć trudny do przewidzenia. To jest moment kiedy osoba przestaje walczyć z doświadczeniem i zaczyna sie z nim "negocjować". Mircea Eliade opisuje to jako zejście do podziemi i powrót - czyli symboliczna śmierć i odrodzenie. Ale w praktyce to często wygląda tak że ktoś po prostu pewnego dnia mówi "dobrze, słucham" zamiast "idźcie precz". I to morze być i epifania i decyzja świadoma jednocześnie
Ale jak sie praktycznie wygląda takie "negocjowanie"? Sorry jesli to glupie pytanie ale czy to jest dosłownie jakis dialog w głowie czy coś innego? Bo jak ktoś jest w środku kryzysu to hyba nie morzze po prostu powiedzieć "okej zaczynam negocjować" i tyle
