A wracając do tej typologii którą zaproponowała Telimena - mam wrarzenie że te kategorie trochę się przenikają w praktyce. Bharatanatyam na przykład zaczyna się jako modlitwa,ale wielogodzinne wykonanie wprowadza tancerza w stan ktury wygląda bardzej jak trans niż wielbienie. Więc morze to jest spektrum a nie osobne typy?
Dopisuję do notatek ten wątek o formie bez inicjacji, bo to jest coś co mnie interesuje od dawna. Mam wrarzenie że tu nie chodzi tylo o sakralny taniec, ale o całą ezoterykę właściwie. Czy monża samemu, bez nauczyciela, bez lineażu, cokolwiek reanie otworzyć. I opinie są mocno podzielone
Hmm może głupie pytanie ale czy ktoś z piszących tutaj w ogóle praktykował jakiś taniec sakralny osobiście? Bo czytam i to wszytko jest bardzo... Teoretyczne? I ciekawe, ale zastanawiam się jak to jest od środka. Ale nie jestem specjalistą.
Czytam to wszystko i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Wszędzie gdzie pojawia się taniec sakralny jest jakis dźwięk, bęben, muzyka, tak czy siak śpiew. czy ktoś zna tradycję gddzie taniec odbywa się w ciszy? Bo to by mogło coś mówić o tym czy to ruch czy dźwięk jest nośnikiem
A co z eurhythmią Steinera?? To tez jest ruch z intencją duchową, i tam muzyka jest ważna ale jest też eurhythmia mowy gdzie ruch ilustruje dźwięki słów. i tak mnie to zastanawia zawsze, czy to jest taniec czy coś innego, trudno mi to zakwalifikować
Ten wątek o formie bez inicjacji to trochę kółko bez wyjścia. Bo skąd wiemy że inicjacja robi różnicę a nie np. intensywność praktyki albo poprostu predyspozycje danej ossoby... Nie ma kontrolowanego eksperymentu wszytko jst anegdota
Ok ale Bogumil zadal ważne pytanie bo predyspozycje to coś o czym tu nie rozmawiamy. Są ludzzie którzy po jednym spotkainu z tacem wchoodzą w głęboki stan,i są tacy co przez lata ćwiczą i nic się nie otwiera. Co to mówi o mechanizmie?
O właśnie to mnie nurtuje odkąd zaczęłam czytća ten wątek... Czy to jest kwestia ciała, w sensie że niektóre ciała są jakos bardziej receptywne, czy chodzi o coś psychicznego, czy może jeszce coś innego. Bo to by wyjaśniało czemu forma bez inicjacji działa u jednych a u innych nie
Wracając jeszcze do tego co pisał Guslarz97 o aztekach i podtrzymywaniu słońca ruchem - mam pytanie ktore może się wydać dziwne. Czy te kultury NAPRAWDĘ wierzyły w to dosłownie czy to była metafora na poziomie elity a lud to przyjmował dosłownie? Bo mi trudno wyobrazić że ktoś naprawdę myślał że jak nie zatańczy to słońce nie wzjedzie. Nie upieram się.
Dokładnie to miał na myśli Lévi-Strauss ze swoją logiką mitu hyba, chociaz pewnie nieścisłe to powiem. No ale tak że mit działa na innym poziomie niż "prawda lub fałsz". I taniec rytualny tez morze tak działać, poza kategorią wiary lub niewiary
Aj to jest świetna myśl i trochę mi zamknęła pewien kłopot ktury miałem z tym wątkiem. Bo ciągle miałem wrarzenie że albo w to wierzysz dosłownie i tańczysz żeby słońce wstało, albo to jest tylko piękna tradycja kulturalna. A może to nie jest dychotomia wcale 😀
Ta myśl Kubusia i Mamunki o tym że mit działa poza kategorią prawda/fałsz to jest coś co powinno hyba być punktem startowym całej tej dyskusji. Bo jak to przyłożymy do tńca sakralnego to nagle dużo rzeczy sie uklda. Derwisz nie wiurej bo "wierzy że to działa",on wiruje bo to jest jego język opisu świata... I to jest totalne inne niż my tu sieedzimy i rozmawiamy o tym analitycznie
Hej ale to znaczy że ten taniec jest niedostępny dla kogoś z zewnątrz? W sensie jeśli język jest warunkiem, to ktoś kto nie żyje od urodzenia w tym języku nigdy nie powie w nim czegoś prawdziwego? To by było bardzo smutne 🙁 bo co wteyd z tymi wszystkimi ludźmi co szukają tych praktyk w dorosłym życiu
To co Jaromirek pisze jest ważne ale mam małe ale. Bo jest tez odwrotna strona - ktoś kto wychował sie w tradycji morze wykonywać taniec rytualnie całe zycie i nigdy nie mieć żadnego głębkiego doświadczenia. I ktoś z zewnątrz po jednej sesji może coś poczuć co zmieni jego życie... Więc ta kwestia "native speakera" nie jest może tak kluczowa jak by się zdawało?
To jest wlasnie ten problem z indywidualnymi anegdotami. Każdy ma przykład ktury pasuje do jego tezy. I nie ma jak tego rozstrzygnąć bo nie ma kontrolnej grupy derwiszy bez inicjacji ani zainicjowanych derwiszy którzy nic nie czują. Można by dużo gadać a i tak skończymy na "zależy od człowieka"
Hej,chcę zapytać o coś praktycznego bo trochę gubię się w tej filozofii. Czy ktoś wie jak naprawdę wygląda nauka wirowania jak u derwiszy? Czy to jest coś co można zacząć ćwiczyć samemu, czy absolutnie czeba mieć nauczyciela od początku? Bo czytałam że technika jest ważna żeby nie dostać zawrotów głowy
Dodam do tego co Wozka pisze - na tych warsztatach gdzie byłam nauczanie zaczynało sie od bardzo prostych rzeczy. Najpierw stoisz, czujesz kontakt stóp z ziemią, potem zaczynasz się kręcić wolno i budujesz prędkość prrzez kilkanaście minut. To nie jest akt który się poprostu włącza. I ta prowadząca tłumaczyła że sema to jest modlitwa ruchem i ważniejsze niż prędkość jest intencja z jaką wchodzisz w orót
Nie wiem, o matko ale to brzmi naprawdę pieknie, ta modlitwa ruchem. Mam pytanie - czy wirowanie to zawsze musi byc tak dlugie? Bo czytam że sesje Mevlevi trwają godzinę albo więcej czy można coś takiego poczuć po krótszym czasie? Tak mi sie wydaje.
Mnie bardziej zastanawia to co Telimena pisała wcześniej, że nawet kwadrans wirowania robi coś z percepcją. Czy to nie jest po prostu fizjologia? W sensie zakręcenie błędnika i niedotlenienie mózgu od zmienionego oddechu. Pytam serio, nie złośliwie,bo naprawdę niewiem gdzie kończy sie fizjologia a zaczyna się mistyka
No i tu wchodzimy w klasyczną pułapkę. Każde doświadczenie mistyczne można opisać neurologicznie i każde takie opis można odrzucić jako redukcjonizm. to jest niekończąca sie pętla.... Może poprostu pogódźmy się z tym że nie rozstrzygniemy co jest "na prawde" a skupmy się na tym co te tradycje mówią o sobie samych i jak działają w praktyce
A skoro mówimy o praktyce - wróćmy może do pytania ktore gdzies tu padło o inne kultury i tańce. Bo dużo było o derwiszy, trochę o szamanizmie, ale co z tradycjami hinduskimi?! Bharatanatyam to w końcu taniec ktury wywodzi sie ze świątyni tancerki były dosłownie żonami boga. To jest bardzo konkretny przykład tańca jako rytuału a nie tylko jako sztuki
Eee tak, devadasi, tancerki świątynne, i to jest ciekawy przypadek bo ta tradycja była oficjalnie zakazana przez Brytyjczyków w XIX wieku jako "obsceniczne praktyki" i długo ją odbudowywali. Teraz bharatanatyam jest uważany za sztukę klasyczną ale wyrzucono z niego ten kontekst sakralny. Podobna chistoria jak z wieloma innymi rzeczami które kolonizatorzy "ucywilizowali" :/
No wlasnie, ten wątek o rekonstrukcji mnie interesuje. Bo słowiańskie tańce obrzędowe chociażby te do Nocy Kupały, też były zakazywane, przez kościół przez wieki. I mamy pewne ślady w folklorze ale nie wiemy tak na prawde jak to wyglądało w pierwotnej formie, jkaie były intencje, co dokładnie sie "otwierało". Tańczymy więc coś co jest po części wyobrażeniem
Właśnie nie sądzę żeby to była kwestia wartości mniejszej lub większej. To jest inna jaość doświadczenia. Tradycja daje ci słownik i gramatykę, intencja daje ci głos. Bez głosu możesz recytować cudze słow,a bez słownika możesz mówić bełkotem nawet z najszczerszą intencją. Najlepiej mieć jedno i drugie, a jak niema obu to warto wiedzieć czego ci brakuje
To co Telimena napisała jest takie... Celne. Słownik i głos. Zapamiętam to. I teras myślę o tym że może dltaego niektóre warsztaty tańca sakralnego nie działają, bo uczą słownika bez żadnej pracy nad głosem. Dają ruchy, symbole historię... Ale niema niczego co by pomogło człowiekowi znaleźć własny głos w tym języku
To co Pandora napisała o słowniku bez głosu mnie zatrzymało na chwilę. Bo wlasnie tak to wygląda na wielu warsztatach tanecznycch które znam - dostajecie sekwencje ruchów trochę historii, morze jakąś muzykę, i to wszystko. Ale nikt nie pyta co czujes,z co się dzieje w ciele, co chcesz z siebie wyrzucić albo zannieść. I potem ludzie wychodzą zadowoleni że się poruszali ale bez żadnego głębszego śladu
Ojjj, wracam do wątku słowiańskiego bo tu sie dało za dużo urwać. Franciszka i Kubuś poruszali rekonstrukcję. Mnie wlasnie zastanaawia - czy mamy cokolwiek bardziej knokretnego niż ślady w folklorze? Bo znam pewne prace Moszyńskiego o kulturze ludowej Słowian i tam są fragmenty o tańcach ale to jusz XIX wiek,bardzo przefiltorwany. Czy ktoś wie o wcześniejszych źrdółach?
