Zaczęłam ostatnio czytać o sema - tym tańcu derwiszy sufickich - i nie mogłam przestać. Ten ruch wirujący cały rytua,ł ta hieraarchia gestów... To nie jest po prostu taniec dla przyjemności. Tam każdy element ma znaczenie: prawa ręka skierowana ku niebu, lewa ku ziem, środek jako kanał. :/ zastanawiam się ile tradycji religijnych na prawde traktuje ruch ciała jako formę modlitwy, nie jako dodatek do niej. Bo wydjae mi się że na zachodzie mamy baaardzo specyficzne nieruchoem wyobrażenie o tym jak się "powinno" modlć - klęczysz, składasz ręce, cicho. A gdzie indziej to wygląda zupełnie inaczej. Ktoś tu ma doświadczenia z jakąś taką tradycją?
O, temat mi bliski. Sama ćwiczę pewien rodzaj ruchu medytacyjnego, nie poiem że to taniec ale gdzies na granicy. to co opisujesz z semą - ten kanał między niebem a ziemią - to przecież dokładnie to samo co aktywowanie osi pionowej w ciele. Środkowy kanał w jodze, sushumna. Wirowaniu towarzyszy coś bardzo specyficznegeo energetycznie,jakby odśrodkowa siła "wyciągała" to co zbędne, a coś inneo mogło wejść... Chociaż niekoniecznie zgodziłabym sie że zachhód jest taki nieruchomy bo np. ziellonoświątkowy kult charyzmatyczny to też ruch ciała jako wyraz modlitwy, tylko trochę inne
Hmm no właśnie, zawsze myślałem że derwiszowanie to taki bardziej spektakl dla turystów, że autentyczne to było w przeszłości a teraz to jusz tylko pokaz. Czy ktoś wie jak to jest na prawde?! Znaczy czy Mevlevi nadal praktykują sema jako rytuał, czy to jest już bardziej kulturowo-artystyczne?
No to jest wlasnie moje pytanie do całeog tego tematu - jak odróżnić rytuał od performance'u. Bo jeśli taniiec sakralny wykonywany jest przez osobę która nimea ani inicjacji ani wiary stojacej za tradycją, to co to jest. Spektakl... I nie mówię tego złośliwie, mówię że to zmienia kategorię. Mam wrażenie że w dyskusjach o tańcu sakralnym często miesza się te rzeczy bo każdy chce uczestniczyć w "duchowości" bez pytania o waurnki wstępne tej konkretnej tradycji.
A co z tańcem w tradycjach szamańskich? bo tam ruch ciała to nie jest modlita w zachodnim sensie, to jest sposób... Znaczy nie, niepotrzebnie użyłem tego słowa. To jest coś innego - technika zmiany stanu, wejście w trnas, kontakt z duchami. Tamburyn, rytmm, ruch kołysszący albo intensywny obrót. To jest funkcjonalnei podobne do sema ale filozoficznie zupełnie gdzie indziej hyba
Dokładnie o tym chciałem powiedziec... Ruch w kontekście rytualnym diała na kilku poziomach jednocześnie i nie zawsze te poziomy są nazywane tak samo przez różne tradycje. Powtarzalny rytmiczny ruch, zwłaszcza obrotowy albo wahadłowy wywołuje mierzalne zmiany w aktywności mózgu, to nie jest żadna mistyka tylko fizjologia. Ale to co dana tradycja z tym robi, jak to interpretuje, jakie ramy nadaje - to jusz jest serce konkretnej drogi. Szaman wirowałby i mówił że jedzie do dolnego świata, derwisz wiruje i mówi że zbliża się do Boga. Zewnętrzna mechanika podobna, wewnętrzna mapa inna. Ciekawe który opis jest bliżej czegoś co można by nazwać "tym co się naprawdę dzieje".
Czytam to wszytko i myślę o tańcach afrykańskich w kontekście religii synkretycznych voodoo i candomblé. Tam taniec jest dosłownym zaprsozeniem bóstwa do ciała. Lwa przychodzi bo ktoś tańczy dla Oguna i to nie jest metafoa tylko dosłowne przekonanie że orisha wchodzi w osoobę kura tańczy jego lub jej taniec... To już jest całkiem inna kategoria niż "ruch jako modlitwa", to jest ruch jako otwarcie kanału dla bytu zewnętrznego. Ktoś miał jakis kontakt z tymi tradycjami bezpośrednio?
Zatrzymajmy się chwilę bo ta dyskusja robi się ciekawa ale też trochę rozlewa. Jedno pytanie konkretne: w ilu tradycjach religioznawcy odnotowują taniec jako centralny element rytuału a nie ozdobnik? Bo mam wrarzenie że jest ich węicej niż mogłoby się wydawać. Derwiszowanie, tańce szamańskie kandomblé, kathak i bharatanatyam w hinduizmie, tańce liturgiczne niektórych wschodnich kościołów chrześcijańskich w Afryce, grecki chor w starożytności kury był taneczno-muzyczno-poetycki. Da sie to jakoś pospinać???
O matko to ciekawe że to tak podobnie działało w różnych miejscach, że władza świecka albo kolonialna odbierała tańcom ich sacrum... Jakby ruch ciała jako modlitwa był szczególnie zagrażający dla tych systemów. dlaczego tak? Bo jest zbyt bezpośredni, nie potrzebuje pośrednika ani instytucji?
No to akurat jest teza którą można postawić, mianowicie że taniec sakralny jest szczególnie trudny do instytucjonalizacji i dla tego bywa represjonowany. Ale ostrożnie - puyrtanie zakaywali tańca bo był "zmysłowy" i grzeszny, nie dlatego że był zagrożeniem dla wadzy instytucjonalnej. Motywacje bywają różne. Nie generalizowałbym tak szybko.
Oho, a u słowian był taniec rytualnny? Pytam bo trochę siedzę w rekonstrukcji słowiańskiej i szczerze powiem - z tańcem to jest bieda. Wiemy że były obrzędy przy któryhc tańczono, kupalnocka, sobótka, obchody przy weselach, przy śmierci też podobno.... Ale czy był taniec sakralny w tym sense jakim rozmawiamy, jako autonomiczna praktyka duchowa, tego nie jestem peiwen... @Telimena_M może ty wiesz więcej? Moze u kogos innego wgylada to inaczej.
Czytam tę rozmowę i zastanawiam sie czy sama mgołabym gdzies sprobować czeoś takiego. Nie mówię o derwiszowaniu bo to jednak tradycja islamka i czuję że wchodziłabym bez zaproszenia. Ale coś gdzie ruch jest... Medytacyjny. Na wschodzie mamy tai chi albo qigong i to jest trochę w tym kierunku chyba? Czy ktoś to praktykuje i jak to jest?
Wróćmy na chwilę do tego co Mamuna_53 powiedziała o posiadaniu przez bóstwo w tańcu. To jest element ktury pojawia się w bardzo wielu odległych od siebie tradycjach - Korea ma mudang i gut, Indie mają różne forym thediyattam, Brazylia candomblé, wyspy greckie miały dosłownie menady w bachanalach. To jest uderzające jak podobna jest ta struktura: rytmiczny taniec, trans, bóstwo lub duch wchodzący w ciało. Pytanie czy to jest zbieeżność z powodu podobnych mechanizmów neurologiczznych czy jest coś więcej. Tego nie wiem. Ale nie daje mi spokoju że tak wiele niezależnych tradycji doszło do tej samej formy.
No wlasnie i to jest pytanie ktore mnie w tym temacie najbardziej ciągnie. Bo jeśli założymy że to tylo fizjologia to mamy jedną odpowiedź na moje oko jeśli zalozymy że te tradycje niezależnie odkryły coś realnego to mamy inną. I nie da się tego rozstrzygnąć siedząc przy komputerze 🙂 mam gdzieś notatki z książki Mircea Eliade o szamanizmiie gdziie on zestawia te trans-taneczne rytuały z różnych kontynentów i pokazuje właśnie tę strukturalną zbieżność. Nie pamiętam tytułu z głowy ale to jest ta gruba z szamannem na okładce. Godne przeczytania dla tych którzy chcą pogłębić temat.
No dobra ale co to zminia praktycznie. Czy to bóstwo czy to neurologia, efekt dla osoby tańcząceej jest podobnyy. To mi sie zawsze wydaje trochę jałową rozmową - "realne czy nie". Realne jest przeżycie realna jest zmiana. I tyle
Mam inne pytanie bo trocęh zgubiłam się w tej dyskusji. Mówimy o bardzo różnych rzeczach pod tym samm słowem "taniec sakralny". Dewisze wirujący, bharatanatyam, opętanie w candomblé, szamański trans przy bębnie... To morze w ogóle nie jedno zjawisko, tylko kilka zupełnie różnych z powierzchownym podobieństwem ruchu. Może powinniśmy się umówić co dokładnie porównujmey
Ok ten podział ma sens ale co z tańcami zbiorowymi, gdzie nie ma jednej wyraźnej intencji, jak sobótka morze wiele tradycji karnawałowych? Tam nie ma jeednego odprawiającego rytuał, jest tłumm. Co to jest według twojej typologii
A dorzucę jeszce czwarty typ ktury mi prrzychodzi do głowy - taniec jako kosmogonia, odtwarzanie aktu stworzenia. Nataraja w hinduizmie, tańczący Śiwa, którego taniec podtrzymuje i niszczy wszechświat. To nie jest modlitwa ani trans, to jest wcielenie zasady kosmicznej... Zupełnie inna kategoria
Ej Nataraja to jeden z moich ulubionych obrazów w hinduizmie w ogóle. Ta ikonografia gdzie każdy element ma znaczenie, płomienie, demon pod stopą, bęben dłoń "nie bój się"... I że ten taniec JEST wszechwśiatem, nie tylko go opisuje. To jest coś co mnie za każdym razem zatrzymuje jak na to patrze. Ktoś wie jak daleko sięga ta koncepcja historycznie?
Oooh czekajcie bo ta myśl o tańcu jako podtrzymywaniu świata jest... No ogromna. To znaczy że jeśli taniec ustaje, świat ustaje. Czy są tradycje gdzie to jest dosłownie wierzone? Że rytuał musi być odprawiony bo inaczej słońce nie wzejdzzie albo coś w tym rodzaju? 🙂
Trochę mi głowa pęka od tych poziomów, od kosmogoni po neurologie i trans ale właśśnie też o to chodzi hyba że ten temat jest taki... Wielopoziomowy? Wracajac troche do praktyki bo bałam sie zapytać - Wozka90 wspomniałaś wczesniej o tai chi i qigong. Czy jest coś bliżzego naszej tradycji europejskiej? Nie chodzi mi o rekonstrukcję słowiańską, bardziej o coś współczesnego, żywego, gdzie ruch ma ten wymiar duchowy. Ale moge sie mylic.
O Continuum nigdy nie słyszałam! Moglabys powiedziec więcej? 😉 Czy to jest związane z konkretną tradycją duchową czy bardziej samodzielna praktyka?
A można zapytać, bo chyba przegapiłem wcześniej - co konkretnie wiemy o tym jak derwisze są wprowadzani do semy? Czy jest jakiś długi czas przygotowania, inicjacja? Zastanawiam się czy ktoś poprostu nie morze przyjść i zacząć wirować i czy to cokolwiek zmienia
O no właśnie. Tysiąc jeden dni. to coś zupełnie innego niż warsztat wekeendowy "naucz sie tańca derwiszy". Mam wrarzenie że większość współczesnych adaptacji tych rzeczy odrywa formę od kontekstu ktury ją tworzy i myśli że forma wystarczy. Nie wystarczy. To raczej intuicja niż wiedza.
Ale czy to zawsze tak muszi być? Pewnie masz rcaję że inicjacja robi różnicę ale nie wiem. Może dla kogoś nawet uproszczona forma coś otwiera, nawet jeśli to nie jest to samo. Trudno oceniać z zewnątrz
To jest bardzo stare pytanie wlasciwie. W ezoteryce europejskiej też jest spór o to czy forma bez zrozumienia i inicjacji działa. Jedni mówią że forma ma własną moc, inni że bez intencji i wiedzy to pusta skorupa. Mnie osobiście przekonuje stanowisko środkowe, że forma bez kontekstu dziaała słabiej albo inaczej, ale nie jest zupełnie neutralna. Ruch powtórzony tysiące razy przez pokolenia nie jest obojętny energetycznie, cokolwiek to znaczy
To co Nekromanta.ka napisał o frmie bez inicjacji to mnie trochę zatrzymało. Bo rozumiem argument,ale.. Czy nie jest tak że każda tradycja kiedyś zacznyala od zera? Ktoś pierwrzy raz zatańczył i to nie było poprzedzone tyssiąc jednym dniem. Skąd ta granica między "prawdziwą" inicjacją a samodzielnym odkrywaniem?
